Rozdział 2 – Cień Kruka II
by Vicky
Suri
Zupełnie nie tak wyobrażała sobie powrót do Akademii. Droga minęła im w napiętej ciszy. Tym razem widok wież Akademii wznoszących się nad miastem, nie wywołał w niej tego przyjemnego uczucia, że wróciła do domu.
Kiedy przekroczyli bramę, wszystko wydarzyło się zbyt szybko. Z cienia arkad wysunęli się gwardziści w czarnych mundurach, z insygniami Rady. Podeszli bezpośrednio do Kruka.
– Jesteś zatrzymany pod zarzutem zabójstwa posłańca – padły chłodne słowa.
Serce Suri zamarło, ale Kruk nawet nie drgnął. Nie próbował uciekać. Jego twarz pozostała spokojna, niemal obojętna, jakby spodziewał się tego od dawna. Spojrzał na nią tylko przez ułamek sekundy. W tym jednym spojrzeniu było wszystko — przeprosiny, ostrzeżenie, prośba, by nie robiła nic głupiego.
Gwardziści podeszli bliżej, ale nie próbowali go dotykać. Stanęli po jego bokach, a gdy ruszyli, on, jak gdyby nigdy nic, poszedł za nimi.
Dziewczyna nie potrafiła się poruszyć. Wtedy poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Cameron bez słowa przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił, a ona, drżąc, przylgnęła do niego, jak mała dziewczynka.
– Suri, to nie jest Stary Świat – zaczął powoli. – Kruk pozbył się kogoś, kogo zabicia nie zatwierdziła Rada, ale to nie znaczy, że skażą go na karę śmierci, albo dożywocia, jak w miejscu, w którym się wychowałaś. Władze Akademii potraktują to jako niesubordynację i ukażą go po swojemu, a po odbyciu kary z powrotem wyślą go na lekcje – obiecał. – Nikt nie spodziewa się po asasynach, że będą zachowywali się jak owieczki – kontynuował spokojnym głosem. – Dlatego właśnie Rada stworzyła dla nich specjalny system kar, nic co zagrażało by jego zdrowiu lub życiu.
Dziewczyna podniosła na niego wzrok.
– Mówisz prawdę? – spytała poprzez łzy.
Cameron delikatnie pogłaskał ręką jej włosy.
– Oczywiście że tak – zapewnił.
Suri obejrzała się jeszcze przez ramię. Kruk znikał właśnie za ciężkimi drzwiami gmachu administracji, prowadzony przez dwóch gwardzistów. Nie obejrzał się ani razu. Wiedziała, że powinna mu ufać, zdawała sobie też niejasno sprawę z istnienia „systemu kar”, a jednak miała nieprzyjemne przeczucie, że coś właśnie zaczęło się sypać.
✩ ✩ ✩
Kruk
Członkowie Rady byli wściekli. Tak bardzo wkurzeni, że tym razem nawet dyrektor Morrigan nie udało się go obronić. Po krótkiej naradzie, która szybko zamieniła się w wydanie wyroku, został zaprowadzony do izolatki, gdzie zabrano mu jego czarną bluzę i broń. Tu czekały na niego miękkie białe ściany i podłoga z materacy, zupełnie jak w szpitalu psychiatrycznym. Kiedy znalazł się w środku, drzwi zniknęły. Doskonale zdawał sobie sprawę, że otoczone magią więzienie nie było najgorszym co go czeka. Nie był tu po raz pierwszy, ale też nigdy wcześniej nikogo aż tak bardzo nie wkurzył, jak teraz. Przymknął oczy, mając nadzieję, że uda mu się przetrwać noc i… nie postradać zmysłów.
Pierwsza fala bólu powaliła go na kolana. Ból był zdecydowanie silniejszy niż to zapamiętał. Już w tym momencie z trudem chwytał oddech, a miał zostać w tym miejscu nie przez kilka godzin, jak zazwyczaj, tylko przez całą noc. Położył się na podłodze, zwijając się w ciasny kłębek i walcząc o każdy, kolejny oddech. Nie zamierzał się poddawać. Było zdecydowanie gorzej niż zwykle, a jednak, tym razem, gdy wszystko się skończy, miał do kogo wrócić.
✩ ✩ ✩
Suri
Nie zdejmując z siebie ubrania położyła się na łóżku. Zamknęła oczy i skupiła się, na przywołaniu do siebie mocy. Musiała, po prostu musiała się dowiedzieć, czy nic mu się nie stało. Już dawno zorientowała się, że od kiedy ukradła mu cień, jej świetlista siostra bliźniaczka bez trudu potrafiła go odnaleźć, a ona mogła obserwować świat jej oczami i nią kierować, jak tylko chciała.
Pomieszczenie, w którym się znalazła było niewielkie, przypominało szpitalną izolatkę. Zaskoczona spojrzała na Kruka, który leżał na podłodze, w pozycji embrionalnej, z trudem chwytając oddech. Coś… zdecydowanie było tutaj nie tak.
Uklęknęła przy nim i delikatnie odgarnęła mu włosy z czoła. Temperaturę istoty również nauczyła się kontrolować i była teraz przyjemnie ciepła, a nie jak wcześniej — parząca. Chłopak jęknął cicho, ale na nią nie spojrzał, w ogóle nie otworzył oczu. Położyła sobie jego głowę na kolanach i delikatnie zaczęła gładzić go po włosach. Wtedy to poczuła — targający nim, przemożny ból. Taki zupełnie nie do wytrzymania. Nie miała pojęcia, czy będzie potrafiła mu jakoś pomóc, ale wiedziała, że musi spróbować. Chciała tylko, żeby on przestał cierpieć, pragnęła…
Jej krzyk w realnym świecie rozdarł powietrze. Ból, który od niego zabrała był nie do wytrzymania, a nie zabrała nawet połowy tego, co czuł teraz Kruk. Łzy spływały jej po policzkach, a ona z trudem chwytała oddech. Była jednocześnie tu i tam, a obydwa te miejsca były nie do zniesienia.
Nie zdawała sobie sprawy z tego, co się dzieje, dopóki nie usłyszała nad sobą znajomego głosu.
– Suri, co ci jest? – Cameron usiadł przy niej na łóżku, łagodnie dotykając jej ramienia.
Musiał tu przybiec, przestraszony tym, że krzyknęła. Otworzyła oczy, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że je zamknęła. Spojrzała na niego oszołomionym wzrokiem, ale nie miała siły trzymać otwartych powiek i ponownie je zamknęła, czując spływające jej po policzkach słone łzy.
✩ ✩ ✩
Cameron
Panikował. Nie miał pojęcia co powinien zrobić. Po chwili do pokoju wparował Christopher. Uklęknął po drugiej stronie dziewczyny.
– Suri, przerwij to, natychmiast! – rozkazał stanowczo.
– Nie… – wymamrotała ledwo słyszalnym głosem.
– Co się z nią dzieje? – chciał wiedzieć Cameron.
Blondyn wyglądał na naprawdę przerażonego.
– Kruk został ukarany, a ona dzięki swojej mocy przejmuje na siebie cześć jego kary – wyjaśnił rozgorączkowany. – Tylko, że on jest Illi’andin, a ona człowiekiem. Umrze, jeżeli nie przestanie.
Cameron od razu pojął wagę sytuacji. Zaczął przeklinać. Próbował mówić do dziewczyny, ale ona niczego już nie słyszała.
– Co możemy zrobić? – w końcu błagalnie zwrócił się do Christophera.
– Wiesz, że potrafię kopiować cudze moce, jeżeli ich właściciele są w pobliżu mnie – przypomniał. – Możemy to od niej zabrać, przynajmniej częściowo, tak, żeby ból stał się do zniesienia dla ludzkiego ciała.
Cameron natychmiast skinął głową.
– Co mam zrobić? – zapytał rzeczowo.
– Połóż się tak, żebyś był jak najbliżej niej – polecił, sam kładąc się tuż obok dziewczyny i biorąc ją za rękę.
Cameron położył się za jej plecami, przyciągając ją do siebie w opiekuńczym geście. Ramię wsunął pod jej głowę. Czuł jej płytki oddech i wstrząsające jej ciałem łkanie. Christopher dotknął włosów Suri, łagodnie je głaszcząc, i przywołał do siebie delikatne światło. To wystarczyło. Cameron poczuł, jakby zaraz coś miało rozsadzić go od środka. Wszystkie jego narządy wewnętrzne płonęły. Ból był silny i stały, niemalże nie do wytrzymania. Przytulił ją do siebie jeszcze mocniej, dopiero teraz uświadamiając sobie, co musiała czuć leżąca obok niego dziewczyna. Nie pamiętał, czy kiedykolwiek czuł tak silny strach, jak przed chwilą o jej życie.
✩ ✩ ✩
Morrigan
Kiedy poczuła delikatne naruszenie bariery, wiedziała, że powinna natychmiast zareagować. Nie zrobiła tego jednak. Na kamerach nie było widać niczego niezwykłego, ale magia mówiła zupełnie co innego. Podążyła za jej delikatnymi nićmi i trafiła do apartamentów Feniksów. Przez chwilę nawet nie była zdziwiona, a potem zalała ją fala szoku. Suri nie pomagała Krukowi sama, uczestniczyły w tym również inne Feniksy.
Zdawała sobie sprawę, że powinna natychmiast to przerwać, a jednak, nie zamierzała tego robić. Od początku nie podobała jej się wyznaczona przez Radę kara, była zdecydowanie zbyt surowa, jak na okoliczności i ogrom pracy, którą wykonywał dla Rady ten chłopak. Jej zdaniem powinni go trzymać po swojej stronie, zamiast ze wszystkich sił próbować zrobić z niego wroga.
Sytuacja rozbudziła jej ciekawość. Suri okazała się tykającą bombą. Nie mogła się doczekać, by zobaczyć, jak bardzo z jej powodu zmienią się relacje w Akademii.
✩ ✩ ✩
Christopher
Pomaganie Krukowi było ostatnią rzeczą, na którą miał ochotę, a jednak, po raz kolejny nie potrafił jej tak po prostu zostawić. Z jakiejś nieznanej mu przyczyny nie chciał, żeby stała się jej jakakolwiek krzywda.
Ból, który od niej przejął był nieprzyjemny, ale matka przez lata robiła mu gorsze rzeczy.
Jej włosy były miękkie i puszyste, bardzo przyjemne w dotyku. Obserwował jak jej twarz się rozluźnia, a szloch cichnie. Mocniej zacisnął rękę na jej dłoni, a ona odwzajemniła jego uścisk.
W drzwiach do jej pokoju, które Christopher zostawił otwarte, stanął Lucas, a zaraz za nim pojawiła się Laila.
– Co tu robicie? – spytał, wyraźnie zaskoczony ich widokiem, kapitan drużyny Feniksów.
Christopher spokojnie wytłumaczył im sytuację.
– Czy możemy jakoś pomóc? – natychmiast odezwała się Laila, podchodząc bliżej.
– Jeżeli chcecie – odpowiedział, sam przesuwając się wyżej, żeby zrobić im miejsce.
Lucas usiadł przy Suri i położył rękę na jej nodze, a Laila wcisnęła się pomiędzy Suri, a Christophera, który puścił jej rękę, ale ani o milimetr nie przesunął dłoni, głaszczącej jej włosy.
– Cholera jasna! – syknęła Laila, przejmując swoją cześć bólu od Suri. – Czy ty jesteś normalna?! – spytała leżącej obok dziewczyny, która uchyliła powieki i uśmiechnęła się do niej blado.
– Dziękuję, że tu jesteście – szepnęła niemal niedosłyszalnie.
Christopher poczuł nieprzyjemną gulę w gardle. Nie miał pojęcia, jakim cudem, Kruk nakłonił ją do takiego oddania, szczególnie biorąc pod uwagę to, jak naraził jej życie w Obsesji. Był jednak pewien, że jego zamiary nie są czyste, a dziewczynie nie po raz ostatni grozi przez niego jakieś niebezpieczeństwo. Jakby nie patrzeć, przez ostatnie pięć lat, bez słowa sprzeciwu, wykonywał wszystkie, nawet te najbardziej okrutne, polecenia jego matki.