Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kruk

    Laila

    Nie rozumiała, jak to mogło się stać. Dlaczego Suri, rozsądna i inteligentna dziewczyna, która w ciągu ostatniego pół roku stała się jej najbliższą przyjaciółką, tak uparcie pragnęła trzymać się tego chłopaka. Kruk nie tylko był asasynem, ale także Illi’andin, mordował z zimną krwią i nie miał najmniejszych problemów z trzymaniem się na granicy prawa, a była też przekonana, że gdy było to dla niego wygodne, po prostu perfidnie je łamał. W szkolnych konkurencjach zawsze grał nieczysto, zresztą, tak, jak i pozostałe fioletowe mundurki. 

    Zdawała sobie sprawę, że jej przyjaciółka lubi adrenalinę i być może dlatego ciągnęło ją do niegrzecznego chłopca, jednak takie zauroczenie już dawno powinno jej minąć. Być może Suri po prostu uważała Kruka za swojego bohatera, bo według niej, podczas anomalii ją uratował… tylko że asasyni nigdy nie robili niczego bezinteresownego, dlatego była pewna, że jeżeli faktycznie to zrobił, miał jakiś, sobie tylko znany, z pewnością niealtruistyczny motyw. Miała jednak cichą nadzieję, że jeżeli faktycznie to kierowało uczuciami dziewczyny, prędzej czy później zmieni swój obiekt westchnień na Christophera, który jakby nie patrzeć również ją uratował i to właśnie wtedy, kiedy Kruk naraził ją na śmiertelne niebezpieczeństwo. 

    – Laila, wszystko w porządku? – spytał zajmujący fotel pasażera w jej czerwonym kabriolecie Lucas. – Nie jesteśmy na torze, a ty znacznie przekraczasz prędkość. 

    Blondynka niechętnie zwolniła.

    – Wybacz, zamyśliłam się – westchnęła ciężko. 

    Chłopak przyciszył lecącą z radia muzykę. 

    – Co cię trapi? – zapytał, jak zawsze nie owijając w bawełnę. – Dalej martwisz się o Suri? 

    Niechętnie przytaknęła. 

    – Ona i Cameron pasowaliby do siebie idealnie – oznajmiła buntowniczo. 

    – Słonko, to jej życie i nie możesz podejmować takich decyzji za nią, nawet jeżeli bardzo byś chciała – rzucił uwagę, która tylko jeszcze bardziej ją rozzłościła. – Czy dlatego zaproponowałaś ten wyjazd? – spytał. – Masz nadzieję zeswatać Suri i Camerona? Pokazać jej, że bardziej pasuje do niego, niż do Żniwiarza?

    Laila zaczęła bębnić długimi paznokciami o kierownicę. Z determinacją wpatrywała się w drogę. 

    – Nie do końca – przyznała. – Nawet ja widzę, że nic już z tego nie będzie. Są trochę tak jak my, za bardzo się zaprzyjaźnili, nie iskrzy między nimi – westchnęła. – Za to Christopher, to zupełnie inna kwestia – na jej ślicznej twarzy pojawił się diabelski uśmieszek. – Jest przystojny, Suri go lubi i przede wszystkim uratował jej życie. Na pewno nie jest jej obojętny, a do tego to odpowiednia partia.    

    Była pewna, że Lucas przewrócił oczami, nawet nie musiała na niego spojrzeć. 

    – A ty oczywiście masz świetny plan, jak ją przekonać do swoich racji? – spytał sceptycznie. 

    – Miałam, ale Emi mnie zdradziła i razem z Davidem wyłamali się z wyjazdu – przyznała. 

    – Laila, przecież wiesz dlaczego – odezwał się cicho. – Nie chodzi przecież o nas, tylko o towarzystwo Żniwiarza. Rodziców Emiyo zabili Asasyni. Egzekucja odbyła się na jej oczach. Ona nigdy tego nie zapomni. 

    – Więc ty mi pomożesz – odwróciła się ku Lucasowi, uśmiechając się szeroko i w ogóle nie patrząc na drogę. 

    – Słonko, prowadzisz – przypomniał jej chłopak. 

    – Pomożesz? – blondynka nie dawała za wygraną.

    – Jakbym miał inne wyjście – mruknął, głębiej zapadając się w fotel. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Wiedziała, że Kruk nie jest zadowolony ze wspólnego wyjazdu, ale dla niej robił dobrą minę do złej gry. Nie była naiwna i nie liczyła na to, że Żniwiarze i Feniksy zostaną najlepszymi przyjaciółmi, ale… miała nadzieję, że chociaż z Krukiem uda im się zawrzeć jakikolwiek rozejm. Nic jednak na to nie wskazywało. 

    – To będzie twój pokój, a na końcu korytarza Kruka – wskazała im Laila, gdy weszli na piętro pięknej, należącej do rodziny Camerona nadmorskiej willi w Malibu, w nowym Los Angeles. 

    Dom był wspaniały, dwupiętrowy, drewniany, z przeszklonymi ścianami, a z jego tarasu widać było piaszczystą plażę i morze, od którego dzieliło ich zaledwie kilkanaście metrów. W ogrodzie rosła tropikalna roślinność, a wystrój wnętrz zaprojektowany został w stylu boho, co nadawało im przyjemnego ciepła.   

    – Dzięki, wystarczy nam jeden pokój – głos chłopaka był lodowaty. 

    – Suri, powiedz, że on żartuje – poprosiła, z pobrzmiewającą w głosie irytacją, blondynka. – To dom Camerona, nie możesz mu tego robić…

    Dziewczyna poczuła jak mocno zaciska się ręka Kruka, którą trzymał na jej ramieniu. Zdawała sobie sprawę, że chłopak z trudem tłumi złość. 

    – Możemy spać w hotelu – zasugerował jednak zupełnie wypranym z emocji głosem. 

    – Laila, odpuść – słowa Lucasa, który dopiero co wszedł po schodach nie były prośbą, a poleceniem. – Są dorośli i mogą robić co chcą – dodał. 

    Blondynka w odpowiedzi warknęła coś niezrozumiałego, a potem minęła ich obrażona i weszła do swojej sypialni, z furią trzaskając drzwiami. 

    – Mówiłem, że to zły pomysł – mruknął tuż przy jej uchu Kruk.

    Lucas wzruszył ramionami.

    – Nie martwcie się, przejdzie jej. Jak sama słusznie zwróciła uwagę, to dom Camerona, a on zaprosił do niego nas wszystkich, ciebie również – zwrócił się bezpośrednio do Kruka. – Po prostu spróbujmy odpocząć od szkoły, zgoda?

    Suri obdarzyła go pogodnym uśmiechem. Była mu naprawdę wdzięczna za załagodzenie sytuacji. Mimo że Lucas czasami działał dość radykalnie, to jednak zawsze rozsądek przeważał u niego nad emocjami. Chciałaby jednak również, żeby Laili choć trochę przeszło. Była jej przyjaciółką i okropnie bolało ją, że tak cholernie nienawidzi jej chłopaka, którego szczerze kochała i nigdy, przenigdy nie zamierzała z niego rezygnować.  

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Czuł się bardzo nieswojo. Nie tylko przez wzgląd na obecność Feniksów, ale także dlatego, że zdawał sobie sprawę, o ile lepszą parą byłby dla Suri Cameron. Sama posiadłość, w której zamieszkali na te kilka, wolnych od szkoły dni, była warta fortunę, a przecież nie był to jedyny dom należący do rodziny Camerona.  

    W świecie Feniksów wszystko krzyczało luksusem. Przeszklone ściany, prywatny dostęp do plaży, ochrona w oddali, dyskretna, ale wyczuwalna. To był świat ludzi, którzy nie musieli się martwić o to, co przyniesie im przyszłość.

    Stał na tarasie z widokiem na morze, gdy Cameron podszedł do niego bez zapowiedzi. Przez chwilę obaj milczeli, obserwując fale.

    – Nie lubię cię – powiedział mu prosto z mostu Cameron – i to się raczej nie zmieni. Jednak z jakiegoś powodu to właśnie z tobą Suri chce się umawiać. Jest moją przyjaciółką i chcę, żeby była szczęśliwa. Ani ja, ani żaden z Feniksów nie zamierzamy doprowadzić do sytuacji, w której musiałaby wybierać między tobą, a nami – wyjaśnił. – Dlatego uważam, że powinniśmy zawrzeć rozejm, przynajmniej dopóki jej w żaden sposób nie skrzywdzisz, bo wtedy za siebie nie ręczę.   

    Kruk przyjrzał się mu zaskoczony. Był przekonany, że Feniksy podczas tego feralnego wyjazdu zrobią wszystko, co w ich mocy, żeby rozdzielić jego i Suri. Na koniec języka cisnęły mu się same niemiłe słowa, zdawał sobie jednak sprawę z tego, że w jednym zgadza się z Cameronem. On również nie chciał, żeby Suri była nieszczęśliwa. 

    – Nie zamierzam jej krzywdzić – powiedział w końcu chłodno – a jeśli ktoś inny spróbuje, nie będziesz musiał nic robić. Sam się tym zajmę.

    Przez ułamek sekundy w oczach Camerona błysnęło coś na kształt uznania. Kiwnął głową, jakby ta odpowiedź była wystarczająca. Między nimi nagle nie pojawiła się przyjaźń. Nie było nawet sympatii. Była jasna linia frontu i chwilowe zawieszenie broni, ale to musiało wystarczyć.

    Ciszę przerwał dźwięk telefonu. Cameron skrzywił się, widząc nazwę wyświetloną na ekranie, ale odsunął się o kilka kroków i odebrał połączenie. Przez chwilę z kimś rozmawiał, posłusznie mu przytakując. Rozłączył się, po czym zaczął przeklinać. 

    – Coś się stało? – Kruk spytał z umiarkowanym zainteresowaniem.

    Ku jego zdziwieniu królewicz przytaknął. 

    – Moja młodsza siostra postanowiła dołączyć do nas na weekend, podobno była w pobliżu, choć szczerze w to wątpię. Raczej to ukartowała – wyrzucił z siebie niechętnie – i jestem przekonany, że będzie próbowała sprawiać nam kłopoty.   

    Kruk spojrzał na niego pytająco.

    – To znaczy?

    Cameron westchnął ciężko.

    – Jest uparta, rozpieszczona i ma obsesję na punkcie mieszania się w cudze sprawy, a gdy uzna, że coś jej się nie podoba, potrafi być bezlitosna.

    Kruk spojrzał w stronę willi, gdzie w jednym z przeszklonych okien dostrzegł sylwetkę Suri. Śmiała się z kimś w salonie, nieświadoma rozmowy, która właśnie się odbyła.

    – W takim razie – powiedział spokojnie – zapowiada się interesujący weekend.

    W jego głosie nie było ironii. Tylko chłodna gotowość.

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Cameron nie prosił jej o wiele, ale to było coś, czego naprawdę nie chciała robić. To była okropnie niekomfortowa sytuacja. Nie chciała go o to pytać, nie podobał jej się również sam fakt, że miałaby udawać dziewczynę Camerona, nawet tylko przed jego siostrą. A jednak stała tu przed nim wbijając wzrok w ziemię i czekając na to, aż ją ochrzani. 

    – Ok. – odpowiedział ku jej ogromnemu zdziwieniu.

    – Naprawdę? – spytała niedowierzająco. 

    – Tak – potwierdził spokojnie. – Rozumiem, że to twój przyjaciel i chcesz mu pomóc. Naprawdę. Poza tym to tylko dwa dni… jakoś dam radę – wyglądał jakby robił dobrą minę do złej gry, ale Suri wiedziała jak wiele znaczyło to dla Camerona i skoro nie musiała, to nie zamierzała zagłębiać się w tą dyskusję. Była pewna, że wymyśli coś, żeby później mu to wynagrodzić. Przylgnęła do chłopaka, oplatając go w pasie ramionami. 

    – Kocham cię – mruknęła, kiedy on również ją do siebie przytulił. 

    – Ja ciebie również – wyszeptał, delikatnie całując jej włosy. 

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Cameron dostał wiadomość kilkanaście minut wcześniej. Jacht z jego młodszą siostrą był już w drodze. Podobno „i tak była w pobliżu”, więc postanowiła wpaść bez zapowiedzi.

    Kruk obserwował linię horyzontu, gdy biały kadłub pojawił się w oddali. Nie musiał pytać, kto stoi na pokładzie. Z tej odległości nie widział twarzy, ale domyślał się, że dziewczyna właśnie macha w ich stronę, pewna, że za chwilę zrobi wielkie wejście. Przez dłuższą chwilę morze wyglądało na spokojnie, przynajmniej do momenty, w którym woda nagle wzburzyła się i zalała pokład, a z głębin wyłoniło się coś ogromnego, czego zdecydowanie nie powinno tam być.

    Nie miał najmniejszej ochoty brać udziału w tej walce. Zdawał sobie sprawę, że powinien otworzyć portal i zabrać stąd Suri, gdziekolwiek, byle dalej. Wiedział jednak również, że dziewczyna byłaby na niego naprawdę wściekła i, być może, nigdy by mu tego nie wybaczyła… Dlatego właśnie stał przy niej na plaży zastanawiając się, jak pozbyć się cholernego morskiego potwora. 

    W pewnym momencie z wody wyłonił się ogromny smok morski, a jego ogon uderzył w jacht, który próbował ominąć go i dopłynąć do brzegu. Deski popękały rozłupując łódź niczym łupinę, a znajdujący się na niej ludzie powpadali do wody. Większość załogi o własnych siłach ruszyła w stronę plaży, ale jedna z osób, które wylądowały w wodzie wyraźnie zaczęła się topić. Kruk spojrzał na przerażoną twarz Suri. Na usta cisnęły mu się najwymyślniejsze przekleństwa. Skoczył, by po kilku sekundach, cały przemoczony ponownie znaleźć się na plaży, trzymając na rękach topiącą się przed chwilą dziewczynę. 

    ✩ ✩ ✩

    Tatiana

    Z pokładu jachtu przerażona obserwowała wyłaniającego się z oceanu ogromnego morskiego smoka. Nigdy w życiu jeszcze czegoś takiego nie widziała. Załoga robiła wszystko co tylko mogła, by jak najszybciej przybić do brzegu, ale ona sama zamarła w panice. W pewnym momencie ogromny ogon potwora uderzył w jacht, a ona sama, nie wiedząc kiedy, nagle znalazła się w oceanie. Im bardziej szamotała się, by utrzymać się na powierzchni, tym głębiej zanurzała się pod wodę. Gdy zakryła ją kolejna fala, nabrała pewności, że ocean stanie się jej grobowcem. 

    Zamknęła oczy. Tonęła i nic nie mogła na to poradzić. 

    W pewnym momencie poczuła czyjś dotyk. Oplotły ją silne ramiona. Ponownie mogła oddychać. Ktoś trzymał ją na rękach, jakby nic nie ważyła. Gdy ponownie otworzyła oczy, jej wzrok spotkał się ze spojrzeniem niebieskich oczu ciemnowłosego chłopaka. Pierwsze, co przyszło jej na myśl, to to, że jest niesamowicie przystojny, dopiero po chwili z niedowierzaniem zdała sobie sprawę, że są na plaży. Jak to możliwe, że się na niej tak szybko znaleźli?! Czyżby straciła przytomność? Chłopak postawił ją na piasku, a pod nią ugięły się nogi. Przytrzymał ją, pomagając jej usiąść. 

    – Nic ci nie jest? – spytał kucając przy niej. 

    Miał cudowny, głęboki głos. Tak jak ona sama ociekał wodą. Poczuła ukłucie żalu, że już jej do siebie nie przytula. Przecząco pokręciła głową.

    – Chyba… wszystko w porządku… – własny głos wydał jej się bardzo słaby i piskliwy. 

    Z plaży dobiegł ją harmider, słyszała głos brata, który wołał jej imię. Kilka sekund później wokół nich zrobiło się tłoczno. Najpierw pojawiła się Laila, której spojrzenie natychmiast przesunęło się z niej na chłopaka klęczącego obok. Za nią nadbiegli pozostali.

    – Tatiana! – Cameron dopadł do niej w dwóch krokach, odpychając na bok piasek i wodę, jakby to one były winne. Uklęknął przy niej, ujął jej twarz w dłonie i dokładnie jej się przyjrzał. – Wszystko w porządku? Oddychasz normalnie?

    – Nic mi… nie jest – powtórzyła, tym razem nieco pewniej, choć wciąż drżały jej dłonie.

    Cameron pomógł jej wstać, zarzucając jej na ramiona swoją lekką kurtkę. Dopiero wtedy spojrzał na ciemnowłosego chłopaka. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę.

    – Dziękuję – powiedział wprost, bez cienia ironii czy wyższości. – Gdybyś nie zdecydował się po nią skoczyć…

    Nie dokończył, ale wcale nie musiał. Chłopak wzruszył tylko ramionami. Z oddali dobiegł huk śmigieł. Nad wodą zawisł wojskowy śmigłowiec, a od strony drogi w stronę wybrzeża nadjechały opancerzone pojazdy. Żołnierze w czarnych mundurach błyskawicznie rozstawiali się wzdłuż linii brzegowej. 

    Ogromna sylwetka potwora wciąż poruszała się w wodzie, ogon raz po raz uderzał w fale, rozpryskując słoną pianę.

    – Cofnąć się! – padł rozkaz.

    Laila, która jako pierwsza dobiegła do Tatiany, zrobiła krok do przodu. Jej twarz stężała.

    – Przejmuję dowodzenie – powiedziała spokojnie, ale w jej głosie nie było miejsca na sprzeciw. – Odsuńcie cywili od linii ognia.

    Dowódca Gwardii zasalutował bez wahania.

    – Tak jest, Wasza Wysokość.

    Żołnierze ustawili się w półokręgu, broń błysnęła w słońcu. Potwór zawył nieludzko, gdy pierwsza salwa energii przecięła powietrze.

    Cameron objął siostrę ramieniem.

    – Wracamy do domu – oznajmił stanowczo. – Laila sobie poradzi.

    Nie protestowała. Nogi wciąż miała jak z waty. Obejrzała się jeszcze przez ramię. Ciemnowłosy chłopak stał nieco z boku, mokry, z rękami w kieszeniach, jakby całe to zamieszanie w ogóle go nie dotyczyło. Obok niego stała Suri, która patrzyła na niego z mieszaniną ulgi i wyrzutu. Oni również ruszyli w stronę domu. Wzrok Tatiany ponownie przesunął się na chłopaka. Teraz była przekonana, że nadchodzący weekend z pewnością nie będzie nudny.

    ✩ ✩ ✩

    Tatiana

    Zachód słońca był tego dnia niezwykle piękny, mienił się pastelowymi odcieniami różu i pomarańczy. Siedzieli na tarasie, przy stole zastawionym lekkimi przekąskami, i delektowali się szumem morskich fal. Tatiana jak zawsze zazdrościła bratu przyjaciół i nie mogła doczekać się, kiedy sama zacznie uczęszczać do Akademi. Zachwycała ją ciepła relacja Camerona z Suri, której nie widziała od czasu świątecznego balu. Tego dnia jednak te myśli były jakby przelotne i znacznie mniej ważne niż zazwyczaj. Zupełnie co innego zaprzątało teraz jej głowę. 

    Nie mogła oderwać spojrzenia od czarnowłosego chłopaka, który uratował jej życie. Był… cudowny! Dowiedziała się, że ma na imię Kruk i również jest uczniem Akademi, jednak chciała wiedzieć o nim o wiele więcej. Rozważała jak by to było trzymać go za rękę i spacerował brzegiem morza, a później całować się z nim na złocistym piasku plaży. 

    Tatiana uśmiechnęła się do własnych myśli i bez skrępowania przysunęła się bliżej niego. Siedział nieco z boku, wygodnie rozparty na krześle. Wyglądał, jakby w ogóle nie interesowało go towarzystwo, a jednak miała wrażenie, że dostrzega każdy jej ruch. 

    – Nadal jesteś zmęczony po dzisiejszej akcji? – zapytała lekko, nachylając się ku niemu. – Nie przeziębiłeś się, prawda?

    Spojrzał na nią obojętnie.

    – Nie.

    Jedno słowo, tylko tyle. Tatiana założyła nogę na nogę i oparła łokcie na stole. 

    – Gdybyś mnie nie uratował… – urwała teatralnie. – Twoja moc jest niesamowita! Czy właśnie tego uczą was w Akademi?

    – Uczą rozsądku – odpowiedział krótko. 

    Roześmiała się cicho, jakby właśnie rzucił wybornym żartem. 

    – To co zrobiłeś było naprawdę imponujące! Wszyscy to widzieli. 

    Z drugiej strony stołu Cameron uniósł wzrok znad szklanki.

    – Tatiana – upomniał siostrę stanowczo wypowiadając jej imię.  

    – No co? – spojrzała na niego niewinnie. – Dziękuję mu tylko za uratowanie mi życia – obruszyła się lekko.

    Kruk nie zareagował. Tatiana pochyliła się jeszcze trochę bliżej. 

    – Opowiesz mi coś o sobie? – poprosiła. – Wiem tylko, że uczysz się w Akademi i jesteś moim bohaterem. 

    – Nie jestem – odparł bez cienia uśmiechu.

    – Dla mnie jesteś! – zapewniła gorączkowo. 

    Cameron odstawił szklankę nieco zbyt energicznie, ale nie zamierzała się tym przejmować. Zdziwiło ją jednak, że również Laila, która zazwyczaj, była naprawdę wyluzowana, przyglądała się scenie z wyraźną niechęcią.

    – Tatiana, naprawdę uważasz, że to stosowne? – spytała chłodno. 

    – Co takiego? – dziewczyna uniosła brew. – Chcę mu tylko podziękować. 

    Zapadła krótka cisza. Kruk spojrzał na nią dłużej.  

    – Nie musisz mi dziękować – powiedział spokojnie. – Po prostu byłem w pobliżu. 

    – Mimo to będę dziękowała dalej – uśmiechnęła się promiennie. – Lubię mieć długi wdzięczności wobec interesujących osób.

    Cameron westchnął ciężko.

    – Tatiana. 

    – Dobrze, dobrze – machnęła ręką, ale nie odsunęła się ani o centymetr. – Po prostu chciałabym lepiej poznać mojego wybawcę. To chyba nic złego? 

    Słońce powoli zanurzało się w morskich falach. Kruk wciąż siedział nieruchomy i milczący, jakby jego obecność nie była częścią tej gry. Tatiana jednak wcale nie potrzebowała jego słów, czuła, że mogłaby wpatrywać się w niego w nieskończoność. Na razie wystarczyło jej, że był obok. Była jednak przekonana, że w ciągu najbliższych dni uda się jej zdobyć jego sympatię. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Dopiero późnym wieczorem udało im się wymknąć na spacer brzegiem morza, tak, żeby nikt tego nie zauważył. Kruk milczał, a Suri zastanawiała się nad tym, jak mogłaby go przeprosić. Wydarzenia potoczyły się zupełnie nie tak, jak je zaplanowała.  

    Po długim spacerze usiedli obok siebie na drewnianych, prowadzących na plażę schodach. Jego bliskość jak zawsze powodowała, że w jej brzuchu wirowało stado szalonych motyli. Dziewczyna głęboko zaczerpnęła powietrza.

    – Tak bardzo cię przepraszam! – szepnęła, kładąc rękę na jego kolanie. – Nigdy bym nie proponowała tego wyjazdu, gdybym wiedziała, że będziemy bawić się tutaj w teatr. 

    Ku jej uldze zakrył jej dłoń swoją dłonią. Spojrzał na nią tymi swoimi cudownymi, niebieskimi oczami. 

    – Nie jestem na ciebie zły – westchnął cicho. – Po prostu nie chcę doprowadzić do sytuacji, w której musiałabyś wybierać pomiędzy mną, a Feniksami, dlatego się nie odzywam.  

    – Ciężko ci się powstrzymać? – wypaliła zanim zdążyła się zastanowić.

    Roześmiał się szczerze.

    – Doskonale wiesz, że tak – mruknął, wolną ręką odgarniając jej z twarzy przyklejony do policzka kosmyk włosów. 

    Przytrzymała jego rękę przy swojej twarzy, a on nachylił się ku niej i pocałował jej usta. Z ulgą odwzajemniła jego pocałunek, który szybko stał się namiętny, niemalże desperacki. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak ma kolejne dwa dni przetrwać bez jego bliskości.

    ✩ ✩ ✩

    Tatiana

    Z początku nie rozumiała dlaczego Suri i Kruk wybrali się na samotny spacer, ale szybko uznała, że są po prostu dobrymi przyjaciółmi. Przez lunetę na dachu obserwowała ich wspólne wyjście, marząc o tym, żeby znaleźć się na miejscu dziewczyny. 

    Kiedy jednak usiedli na drewnianych schodach, poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Suri nagle znalazła się zdecydowanie zbyt blisko chłopaka. Gdy położyła dłoń na jego udzie, Tatiana poczuła, jak zalewa ją fala desperacji. Kiedy jednak Kruk pochylił się i pocałował Suri, obudziła się w niej prawdziwa, lodowata furia. Nie tylko dlatego, że to nie ona sama się z nim całowała. Suri była… narzeczoną jej brata. Idealną parą, którą Cameron wyraźnie kochał całym swoim sercem. Więc dlaczego ona, tak bezczelnie, bez żadnych zahamowań, go zdradzała? 

    Note