Rozdział 5 – Bohaterowie noszą maski
by Vicky
Lilien
Siedzę na sali wykładowej obok Sary, czekając aż rozpoczną się zajęcia z biochemii. Słucham, jak przyjaciółka zachwyca się lisem, którego potrafi przywołać Nathan, nie potrafię jednak skupić się na jej słowach. Myślę o tym, co tego dnia pokazał mi Asher. Nie potrafię też otrząsnąć się z szoku, który wywołały we mnie blizny na ciele Cassiana.
W „Różach i zaklęciach” sytuacja była prosta. Angelica kochała Cassiana, a on kochał ją. Dużo się kłócili i dogryzali sobie nawzajem, ale żadne z nich nawet nie próbowało brać pod uwagę bycia z kimkolwiek innym. Nie jestem nawet pewna, czy w powieści gdzieś przewinęło się imię Lucasa. Czemu nie mogło tak być i tym razem? Dlaczego nie mogę po prostu być z Asherem? Żyć sobie spokojnie z dala od głównej fabuły i związanych z nią niebezpieczeństw.
Wyjmuję kartkę i kreślę na niej tabelkę, w której zapisuję plusy i minusy Cassiana. Jest czarujący, przystojny, opiekuńczy i piekielnie uparty. Jestem pewna, że lubiłabym przebywać w jego towarzystwie, gdyby miał u mnie czystą kartę. Dodatkowo jego wrodzona umiejętność jest niezwykle potężna. W przeciwieństwie do innych nie przywołuje duchowej bestii. W powieści na jego ciele pojawiały się różne zwierzęce tatuaże, a on mógł przywołać taki, który chciał. Zamiast jednego duchowego zwierzęcia, do dyspozycji miał całą armię.
Kiedy jednak zaczynam rozpisywać jego minusy nie starcza mi kartki. Traktował Lilien jak służącą. Bezustannie odpychał ją i poniżał. Był względem niej naprawdę podły. Przez niego wielokrotnie była ofiarą szkolnego prześladowania. Przypominam sobie scenę, w której płakała sama, w deszczu, bo zamknął jej drzwi przed nosem, kiedy przyszła z prezentem na jego urodziny. Naprawdę nie potrafię mu tego zapomnieć. Szczególnie, że przecież mógł po prostu dać jej kosza. Wyraźnie powiedzieć „Hej, Lilien, kocham Angelicę, a z tobą nie chcę się już nawet przyjaźnić”. Oczywiście wypłakiwałaby wtedy oczy, ale czas leczy rany i byłoby to znacznie uczciwsze postawienie sprawy, od tego co robił ten podły dupek.
Tak angażuję się w tworzenie tabelki, że nawet nie zauważam, kiedy skończył się wykład. Gdy unoszę głowę znad kartki, zdaję sobie sprawę, że za moimi plecami stoi Cassian. Zanim zdążę go powstrzymać, podnosi moją tabelkę z blatu. Wpatruje się w nią bez wyrazu.
— Oddaj to natychmiast! — rozkazuję, gwałtownie wstając, żeby wyrwać mu kartkę.
Odsuwa się ode mnie, nie przestając jej studiować.
— Kiedy niby to wszystko zrobiłem? — pyta wyraźnie skonsternowany.
Chcę mu ją wyrwać z ręki, ale ku mojemu przerażeniu ubiega mnie Asher. Z zaciekawieniem czyta to, co napisałam. Przeszywa mnie zimny dreszcz. Czuję się, jak idiotka. Co, jeśli odkryją, że nie jestem prawdziwą Lilien? Czy wtedy Asher przestanie mnie chcieć? Zdaję sobie sprawę, że moje oczy są pełne łez. W tym momencie najbardziej na świecie boję się, że stracę Ashera.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Asher
Jestem nią coraz bardziej zaintrygowany. Patrzę na kartkę, którą zapisała, układając w głowie kilka możliwych scenariuszy.
— „Podły dupek” — czytam na głos spokojnie. — To mój ulubiony fragment.
— Oddaj mi to — żąda Lili, próbując wyrwać mi kartkę, ale unoszę ją wyżej, poza zasięg jej ręki.
— Poczekaj — mówię cicho. — To jest interesujące.
— Nie masz prawa tego czytać — mówi, ale jej głos nie brzmi już groźnie. Brzmi raczej żałośnie.
Podnoszę wzrok i na chwilę zatrzymuję go na jej mokrych od łez oczach. Sam siebie nie poznaję, bo w pierwszym odruchu mam ochotę przytulić ją do siebie i zapewnić, że wszystko jest w porządku. Tylko że… jestem pewien, że znacznie więcej osiągnę trzymając ją w niepewności. Zmuszam się do tego, by przenieść spojrzenie na Cassiana. Obiecuję sobie w duchu, że nie będę jej zbyt długo dręczył.
— Wygląda na to, że w innej wersji rzeczywistości byłeś jeszcze większym dupkiem niż tutaj — stwierdza spokojnie.
Cassian marszczy brwi.
— W innej wersji rzeczywistości?
Lilien zamiera, a ja nabieram pewności, że trafiłem w punkt. Powoli składam kartkę na pół.
— Nasza Lili najwyraźniej ma o tobie bardzo konkretną opinię i bardzo konkretne wspomnienia. Chcesz nam może coś powiedzieć? — pytam jej cicho.
Dziewczyna otwiera usta, ale nie wydobywa się z nich żaden dźwięk. Cassian odsuwa się od ławki i podchodzi do niej bliżej. Staje przed nią, trochę z boku, jakby nie chciał jej przyciskać do ściany, ale jednocześnie nie zamierzał się cofnąć.
— Nigdy nie zamknąłem ci drzwi przed nosem — mówi spokojnie. — Nigdy nie wyrzuciłem twojego prezentu. Nigdy nie pozwoliłem, żeby ktoś cię prześladował i nic z tym nie zrobiłem. — Patrzy na nią uważnie. — Więc bardzo chciałbym wiedzieć, skąd masz te wszystkie historie.
Wyraźnie nie potrafi na niego spojrzeć. Wpatruje się w podłogę, a do oczu napływa jej coraz więcej łez.
— Ja… — zaczyna, ale głos jej się łamie.
Porozumiewawczo patrzę w stronę Cassiana, a on kiwa mi głową. Aula wykładowa zdecydowanie nie jest odpowiednim miejscem na tę rozmowę.
— Chodź — rzucam do niej, a ona ze spuszczoną głową wychodzi za nami na korytarz, a potem na dwór.
Zatrzymujemy się pod starym dębem, gdzie nikogo nie ma w pobliżu.
— Lili — mówię cicho. — Spójrz na mnie.
Powoli podnosi na mnie wzrok, a ja przeklinam się w duchu, bo jej oczy wciąż są mokre od łez. Mam ochotę pochylić się i całować każdą z nich, aż zupełnie przestaną płynąć.
— Bo widzisz — kontynuuję spokojnie — są tylko dwie możliwości. Unoszę lekko kartkę. — Albo piszesz bardzo dziwne fanfiction o swoim własnym życiu… — Zawieszam głos na ułamek sekundy. — …albo wiesz o nas rzeczy, które jeszcze się nie wydarzyły.
Dziewczyna przestaje oddychać. Cassian patrzy najpierw na mnie, a potem na nią.
— Asher… — zaczyna ostrzegawczo.
— Nie — przerywam mu spokojnie — Ja też bym bardzo chciał wiedzieć, z kim właściwie jesteśmy związani. — Patrzę jej prosto w oczy.— …czy jesteś tą samą Lilien, którą pamięta on?
Lekkim skinieniem głowy wskazuję Cassiana.
Lili milczy przez dłuższą chwilę, a potem przecząco kręci głową, potwierdzając moje przypuszczenia. Chcę jednak, żeby powiedziała na głos całą prawdę, bo dzięki magicznej więzi nie może nas okłamać. Od razu byśmy o tym wiedzieli.
— Więc kim jesteś? — nie rozumie Cassian.
— Moja ulubiona książka nosi tytuł „Róże i zaklęcia” — szepcze cicho Lili. — Cassian i Angelica są jej głównymi bohaterami. Zakochują się w sobie i razem pokonują różne niebezpieczeństwa — wyjaśnia. — Lilien w tej książce kocha Cassiana, ale on robi wszystko to, co napisałam na kartce — jej głos nie mógłby już być cichszy i bardziej zawstydzony.
— A ja? — pytam zaciekawiony.
Dziewczyna ponownie spuszcza wzrok.
— Wybierasz Lilien, a ona cię odrzuca. — Bierze głęboki oddech. — Pod koniec historii umierasz.
— A jaka w tym wszystkim jest twoja rola? — chce wiedzieć Cassian.
— Pewnego dnia po prostu obudziłam się w roli Lilien — szepcze. — Może to dlatego, że była moją imienniczką — uśmiecha się ponuro.
— Kiedy to było? — dopytuje Cassian.
— Trochę ponad dwa miesiące temu… Przepraszam, nie chciałam was okłamywać — wyrzuca z siebie.
Och… to wiele wyjaśnia. Kiedy tak bardzo mnie zaintrygowała, faktycznie widziałem ją po raz pierwszy.
Cassian wyjmuje mi z ręki kartkę i przesuwa ją w stronę dziewczyny. Patrzy na nią z determinacją.
— To co tu napisałaś… masz rację — odzywa się stanowczo. — Nigdy nie kochałem tamtej Lilien. Nawet nieszczególnie ją lubiłem, mimo że znaliśmy się od wczesnego dzieciństwa. Nie ma nawet cienia szansy, na to, żebym ją wybrał. To w tobie się zakochałem i ciebie wybrałem. Zrobiłem to świadomie, nawet jeśli teraz tak nie uważasz — zapewnia. — Kocham ciebie, nie ją.
Lili patrzy na niego oszołomiona, a potem pokonuje dzielący ich dystans i wpada mu w ramiona. Cassian przytula ją do siebie opiekuńczo, a ona wybucha płaczem.
Chłopak głaszcze jej włosy, a ja przybieram na twarz swoją starannie wyćwiczoną przez lata maskę. Szach i mat. Tę rundę przegrałem z kretesem. Zbyt długo zwlekałem. To ja powinienem powiedzieć jej pierwszy, że kocham ją, a nie tamtą Lilien i od początku wiedziałem, że jest inną osobą. Teraz było na to zdecydowanie za późno.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Lilien
Nie chcę odsuwać się od Cassiana. W jego ramionach czuję się bezpieczna, jakby mógł ukryć mnie przed całym światem. Jednak… to nie na jego słowa najbardziej czekałam. Powoli podnoszę głowę i wierzchem dłoni ocieram łzy.
— Czy możemy opuścić dzisiejsze zajęcia? — pytam cichutko.
Cassian od razu unosi wzrok, jakby to pytanie było skierowane przede wszystkim do niego, ale ja patrzę na Ashera. Chłopak przez chwilę mi się przygląda. Jego twarz jest spokojna, ale widzę w jego oczach coś, czego nie potrafię nazwać.
— Możemy — odpowiada w końcu cicho. — Wątpię, żebyś była dziś w stanie skupić się na czymkolwiek.
Cassian sięga do kieszeni po telefon.
— Zadzwonię po samochód — mówi krótko i odchodzi kilka kroków dalej.
Patrzę na jego plecy, a potem znowu na Ashera. Stoimy naprzeciwko siebie w niezręcznej ciszy. Chcę, żeby coś powiedział, cokolwiek, ale on uparcie milczy. W końcu to ja nie wytrzymuję.
— Wiedziałeś — stwierdzam cicho.
— Tak — odpowiada bez wahania.
— Od początku?
— Prawie.
Nie wiem, co mam na to odpowiedzieć, ale wtedy Asher bierze mnie za rękę. Ulga, którą czuję jest tak niesamowita, że mogłabym się rozpłynąć.
Na parking podjeżdża czarny, elegancki samochód. Kierowca wysiada i otwiera przed nami tylne drzwi. Cassian gestem zaprasza mnie do środka. Wsiadam pierwsza, a oni siadają po obu moich stronach. Przez chwilę siedzimy w milczeniu, ale ręka Ashera na moim udzie jest dla mnie ważniejsza, niż wszystkie słowa świata.
— Dokąd jedziemy, paniczu? — pyta kierowca.
— Zabierz nas do jakiejś przytulnej kawiarni — odpowiada Cassian.
Samochód rusza, a ja dopiero teraz uświadamiam sobie, jak bardzo jestem zmęczona.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Lilien
Kawiarnia jest elegancka, ale przytulna. Siadamy na skórzanych fotelach, pod ścianą z czerwonej cegły, ozdobioną nowoczesnymi grafikami. Kelner przynosi nam kawę, ale nikt jej nie pije. Milczymy przez dłuższą chwilę.
— Opowiedz nam wszystko, co uważasz, że może się przydać — mówi w końcu Asher. — Poza tym przygotowałaś tabelkę dla Cassiana, dla mnie też zamierzasz taką zrobić? — pyta wyraźnie siląc się na poważny ton.
— Nie ma takiej potrzeby, bo u ciebie byłyby same plusy — rzucam bez namysłu, a potem rumienię się wściekle, zdając sobie sprawę z tego, że powiedziałam to na głos.
Asher śmieje się melodyjnie, a ja uznaję, że usłyszenie jego śmiechu jest warte mojego upokorzenia. Powoli opowiadam im o wszystkich przyszłych niebezpiecznych wydarzeniach, jakie na ten moment pamiętam i o tym, jak Cassian z Angelicą je rozwiązywali. Obydwaj słuchają w skupieniu, czasami zadając dodatkowe pytania. Kiedy kończę, przez chwilę rozmawiają między sobą, wyraźnie dochodząc do podobnych wniosków. Skoro nie muszę tego robić, to nie zamierzam wtrącać się w kwestie bezpieczeństwa i cieszę się, że w tej sprawie tak dobrze się ze sobą dogadują.
— Poczekajcie tu na mnie — Asher wstaje od stolika i wyciąga z kieszeni telefon — idę zadzwonić — wyjaśnia, po czym kieruje się do wyjścia z kawiarni.
— Lili — Cassian przestaje się opierać i nachyla się ku mnie. — Co najgoszego zrobiłem Lilien w twojej powieści? Czego tak bardzo nie możesz mi wybaczyć?
Przymykam oczy, wcale nie chcąc o tym mówić, ale wiem, że należą mu się wyjaśnienia. Przez chwilę rozważam czy nie skłamać. Przypomina mi się scena, w której we trójkę poszli na zakupy. Angelica narzekała, że nie lubi mierzyć ubrań, w związku z czym, ponieważ miały podobną sylwetkę, Cassian kazał Lilien zmierzyć całą kolekcję z luksusowego butiku i powysyłać zdjęcia do Angelicy, żeby sobie wybrała to, co jej się podoba. Lilien spędziła tam kilka godzin, samotna i nieszczęśliwa. To jednak dalej byłoby zbyt mało. Postanawiam, że tym razem będę z nim brutalnie szczera.
— To ci się nie spodoba — ostrzegam, a chłopak kiwa głową na znak, że zrozumiał, ale i tak chce wiedzieć. — Mimo swojej reputacji playboya Cassian w powieści przed parowaniem był dalej prawiczkiem — postanawiam mówić o nim w trzeciej osobie, żeby sama się nie nakręcać i nie obwiniać chłopaka o to, do czego być może był zdolny, ale czego tak naprawdę nigdy nie zrobił, przynajmniej nie w tej rzeczywistości. — Był też jednak zadufanym w sobie dupkiem i egoistą — dorzucam, bo nie potrafię się powstrzymać. Nie wiem, czy powinnam to mówić, ale i tak już powiedziałam za dużo, żeby się teraz zatrzymać. — Uznał, że nie może się ośmieszyć przed Angelicą w związku z czym, zanim ją wybrał, uprawiał seks z Lilien, żeby nabrać wprawy. — Chłopak blednie, a jego dłonie zaciskają się w pięści. Patrzę na niego podejrzliwie. — Co, w tej wersji rzeczywistości też na coś podobnego wpadłeś? — pytam, wcale nie chcąc znać odpowiedzi.
Nie wiem dlaczego czuję ulgę, kiedy przecząco kręci głową.
— Może tamten Cassian nie czuł do Angelicy tego, co ja czuję do ciebie — mówi powoli. — Nie wyobrażam sobie, że miałbym dotykać jakiejkolwiek dziewczyny, która nie jest tobą — zapewnia twardo. — Poza tym przez ostatnie dwa miesiące w ogóle nie miałem czasu na myślenie o takich rzeczach — dodaje. — Cały czas przejmowałem się tylko tym, że zastąpiłaś mnie Asherem — wzdycha cicho.
Cassian wyraźnie chce coś jeszcze powiedzieć, ale przerywa, bo do stolika wraca Asher. Siada w swoim fotelu. Zapada cisza. Wtedy mój telefon zaczyna wibrować. Drgam, jakby ktoś wylał na mnie zimną wodę. Na ekranie widzę imię i nazwisko — Martin Everhart. Wiem, że należą do ojca Lilien, ale dopiero ten widok przypomina mi, że przecież ona miała swoją rodzinę.
Odbieram.
— Słucham?
— Dziadek zaprasza cię dziś na kolację — słyszę w słuchawce chłodny głos ojca. — Bądź punktualnie o dziewiętnastej w głównej rezydencji i przyprowadź swoich partnerów.
Zaciskam mocniej palce na telefonie.
— Rozumiem — odpowiadam cicho.
— Rodzina Vale również będzie obecna, więc lepiej uprzedź Cassiana — dodaje jeszcze. — Nie każcie nam czekać.
Rozłącza się, zanim zdążę cokolwiek powiedzieć. Powoli odkładam telefon na stolik.
— Coś się stało? — pyta Cassian.
Patrzę najpierw na niego, potem na Ashera.
— Mój dziadek zaprosił nas dziś na kolację — mówię cicho. — Całą naszą trójkę. I… twoją rodzinę też, Cassianie.
Przez ułamek sekundy mam wrażenie, że powietrze przy stoliku robi się cięższe. Wiem, że to zaproszenie, którego nie można odrzucić — obecność nie jest dobrowolna, a obligatoryjna.
Wspomniany chłopak wzrusza ramionami.
— Nasi rodzice będą wniebowzięci. Nawet nie wiesz, jak bardzo naciskali na to, żebym został twoim partnerem. Nie powinni sprawiać problemów, skoro spełniłem ich oczekiwania — oznajmia lekkim tonem. — Dodatkowo wybrał cię też Asher, więc dostają to, czego im brakowało, czyli kontakty w magicznym świecie. Jestem bardzo ciekawy, jak zareagowali, kiedy w twojej książce wybrałem Angelicę — śmieje się cicho.
— Nie byli zadowoleni — przyznaję szczerze. — I oczywiście, że robili wam całą masę problemów. Lubiłam ten wątek w książce — przyznaję, rumieniąc się lekko.
Asher wstaje, wyciągając do mnie rękę.
— Świetnie się składa, bo i tak miałem cię zabrać na zakupy — oznajmia, uśmiechając się swobodnie. — Bo jak sądzę, nie chcesz dzisiaj wracać do rodzinnego domu? — bardziej stwierdza niż pyta.
Uśmiecham się do niego z prawdziwą ulgą. Podoba mi się wizja konkretnego działania, takiego, które pozwoli mi odwrócić myśli od czekającego mnie spotkania z rodziną Lilien — rodziną, której dziewczyna szczerze nienawidziła.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Lilien
Nigdy w życiu nie byłam w tak ekskluzywnym butiku. Wszystko jest tu eleganckie, śliczne i koszmarnie drogie. Dosłownie drogie — nawet powietrze pachnie tak, jakby kosztowało więcej niż mój miesięczny czynsz w poprzednim życiu.
Ekspedientki patrzą na nas w sposób, którego nie potrafię do końca rozszyfrować. Z jednej strony uprzejmie, z drugiej… jakby dokładnie wiedziały, z jakich rodzin pochodzimy. Może też po prostu widok dwóch niebezpiecznie przystojnych młodych mężczyzn i jednej dziewczyny między nimi zawsze działa na ludzi w ten sposób. W każdym razie nie mogę narzekać na jakość obsługi.
— Kolacja z rodziną to nie jest miejsce na eksperymenty — mówi Asher spokojnie, przeglądając wieszaki z sukienkami, jakby robił to całe życie. — Powinnaś wyglądać elegancko, ale nie jak ktoś, kto próbuje coś udowodnić.
— Czyli jak? — pytam.
— Jak ktoś, kto już wygrał — odpowiada, nawet na mnie nie patrząc.
Cassian siedzi na skórzanej kanapie i obserwuje nas z boku.
— Nie słuchaj go — mówi. — I tak wszyscy będą patrzeć tylko na ciebie, nieważne co założysz.
— To bardzo pocieszające — mruczę.
Stylistka przynosi kilka sukienek i prowadzi mnie w stronę przymierzalni. To rozległe pomieszczenie z dużym lustrem, toaletką, fotelem i wieszakami. Bardziej przypomina garderobę niż przymierzalnię. Kiedy znikam za drzwiami, słyszę jeszcze, jak Asher i Cassian zaczynają o czymś cicho rozmawiać. Ich głosy są spokojne, rzeczowe. Jakby omawiali strategię, a nie rodzinną kolację.
Przebieram się w pierwszą sukienkę, potem w drugą. Jedna jest zbyt poważna, druga zbyt skromna. Trzecia wygląda, jakbym szła na własny pogrzeb. Zdejmuję ją i przez chwilę stoję w samej bieliźnie, patrząc na swoje odbicie w lustrze.
Z powrotem wkładam mundurek.
Myślę, o bliznach na brzuchu Cassiana, które pojawiają się z powodu naszej magicznej więzi. O Asherze, który wiedział od początku, kim jestem. Za to dzisiejszego wieczoru mam usiąść przy jednym stole z ludźmi, którzy traktują mnie jak element układanki. Nagle mam tego wszystkiego dość.
Wychodzę z przymierzalni i kieruję się prosto do tej, w której zniknął chwilę wcześniej Cassian. Otwieram drzwi i wchodzę do środka, zanim zdążę się rozmyślić.
Chłopak patrzy na mnie pytająco, kiedy jednak wyciągam przed siebie rękę, reaguje natychmiast.
— Lili, przestań! — Cassian po raz kolejny łapie mnie za nadgarstki, zanim zdążę dotknąć jego brzucha.
— Dlaczego nie pozwalasz mi się uleczyć? — pytam nieszczęśliwa. — Przecież to moja wina…
— To nie twoja wina — mówi przez zaciśnięte zęby. — Nie rób takiej smutnej miny — dodaje, przyglądając mi się uważnie, ale wciąż nie puszczając moich nadgarstków.
— To nie była smutna mina — burczę. — To była mina osoby, która czuje się okropnie.
— Lili — wzdycha.
W tym momencie drzwi przebieralni otwierają się bez pukania i do środka zagląda Asher. Jego spojrzenie najpierw zatrzymuje się na mojej twarzy, potem na dłoniach Cassiana trzymających moje nadgarstki, a na końcu na odsłoniętym brzuchu chłopaka i świeżych bliznach.
Czuję, jak w uspakajającym geście kładzie dłoń na moich plecach.
— To blizny spowodowane magią więzi — mówi cicho. — Dlatego ta sama magia na nie nie zadziała. Najlepiej zrobisz, jeśli po prostu zostawisz go w spokoju.
Odwracam się gwałtownie.
— Jak mam go zostawić w spokoju, skoro to przeze mnie?
— Jeśli będziesz tak na niego patrzyła, to jeszcze pomyśli, że naprawdę umiera — odpowiada spokojnie.
— Bardzo śmieszne — mruczę.
Cassian prycha cicho.
— Naprawdę doceniam troskę, ale przeżyję. Wracaj wybierać sukienkę.
— Dobrze — wzdycham zrezygnowana.
Cassian puszcza mnie i sięga po koszulę, a Asher podaje mi sukienkę, którą ze sobą przyniósł.
— W takim razie wyjdź z mojej przebieralni i idź zmierzyć sukienkę, którą wybrał dla ciebie Asher. Jeśli spóźnimy się na kolację, twoja rodzina uzna to za osobistą zniewagę, a moja za brak szacunku i wszyscy będą mieli pretensje do mnie.
— Do ciebie? — patrzę na niego pytająco.
— Oczywiście — wzrusza ramionami. — To ja jestem czarną owcą w rodzinie. Lilien według moich rodziców była chodzącym ideałem.
— No to się dzisiaj zdziwią — mruczę.
Asher uśmiecha się pod nosem.
— Trafne.
Pokazuję im język i wychodzę z przebieralni, zabierając ze sobą sukienkę.
Kiedy po kilku minutach wychodzę z pomieszczenia, obaj milkną w połowie zdania. Zatrzymuję się kawałek przed nimi i nerwowo wygładzam materiał na biodrach. Sukienka jest biała, rozkloszowana, z czarnymi haftowanymi kwiatami, które pną się po materiale jak delikatne pnącza. Jedno ramię pozostaje odkryte, a na drugim opada duża czarna kokarda z półprzezroczystej tkaniny, przytrzymująca biały kwiat. Materiał przy każdym moim ruchu lekko faluje, jakby sukienka była lżejsza od powietrza.
— I jak? — pytam niepewnie.
Cassian patrzy na mnie tak, jakby ktoś właśnie wyłączył mu mózg. Asher natomiast powoli wstaje z kanapy. Jego spojrzenie przesuwa się po mnie bardzo powoli, od stóp aż po twarz.
— Nie — mówi w końcu spokojnie.
Serce podchodzi mi do gardła.
— Nie?
— Nie możesz w tym iść — dodaje.
— Dlaczego? — pytam przerażona. — Wyglądam aż tak źle?
Cassian parska śmiechem.
— Wręcz przeciwnie.
— Cassian — syczę.
Asher podchodzi bliżej i poprawia palcami czarną kokardę na moim ramieniu.
— Jeśli pójdziesz w tym na kolację, nikt nie będzie słuchał ani jednego słowa, które padnie przy stole — mówi cicho. — Wszyscy będą patrzeć tylko na ciebie.
— Może o to właśnie chodzi? — próbuję zażartować, ale mój głos brzmi trochę za wysoko.
Cassian krzyżuje ręce na piersi.
— Ja nie mam nic przeciwko — stwierdza. — Im bardziej będą patrzeć na ciebie, tym mniej będą patrzeć na mnie i Ashera. To może być strategicznie bardzo dobre.
— Oczywiście, że nie masz nic przeciwko — mruczy Asher. — Ty nie musisz potem siedzieć obok niej przez całą kolację i patrzeć, jak pół sali się w nią gapi.
— Ja też będę siedział obok niej — przypomina mu Cassian.
Zapada chwila ciszy, podczas której obaj patrzą najpierw na mnie, potem na siebie.
— W takim razie — mówi powoli Cassian — proponuję kupić tę sukienkę.
— Zdecydowanie — odpowiada spokojnie Asher.
Patrzę na nich podejrzliwie.
— Mam wrażenie, że właśnie podjęliście jakąś decyzję beze mnie.
— Owszem — mówi Cassian. — Doszliśmy do wniosku, że jeśli ktoś dziś ma się bać przy tym stole, to nie ty.
Asher lekko przesuwa dłonią po moich plecach.
— Tylko oni.
Nie wiem dlaczego, ale nagle przestaję się aż tak bardzo bać zbliżającej się kolacji. Nabieram pewności, że gdyby wydarzyło się coś nieprzewidzianego, mogę na nich liczyć.