Rozdział 11 – Bohaterowie noszą maski
by Vicky
Lilien
Miesiąc minął zaskakująco szybko. Powoli zbliżały się końcowe egzaminy i długo wyczekiwane wakacje. Jestem zachwycona, ponieważ udało nam się wyrwać na kilkudniowy, wspólny wyjazd.
Morze po magicznej stronie świata jest cudowne! Woda jest lazurowa, a plaża ma niemal biały piasek. Chociaż jesteśmy w popularnym kurorcie, to nigdzie na ziemi nie ma nawet pojedynczego śmiecia. Świat „Róż i zaklęć” niewątpliwie ma swoje uroki!
Spacerujemy brzegiem morza, a ja jestem szczęśliwa, że Asher trzyma mnie za rękę. Delikatny wiatr rozwiewa mi włosy, a fale obmywają stopy. Mam nadzieję, że tak będą wyglądały całe nasze wakacje.
W pewnym momencie towarzyszący nam Lucas zachłystuje się powietrzem i zgina się w pół. Opada na piasek, ciężko oddychając.
— Co się stało? — pytam zaniepokojona, zbliżając się do niego.
Ash mocniej ściska moją dłoń. Unoszę wzrok i napotykam zacięty wyraz twarzy chłopaka.
— Angelica się stała — odpowiada zamiast Lucasa, wskazując ręką kierunek, z którego przyszliśmy.
W oddali widzę znajome sylwetki. Siedzą na kocu. Dziewczyna ubrana w skąpe, czerwone bikini smaruje kremem do opalania plecy Cassiana.
Zaskoczona wracam wzrokiem ku Asherowi.
— Przecież nie robią niczego niewłaściwego — odzywam się niepewnie. — Dlaczego ja nie czuję bólu, a Lucas tak? — chcę wiedzieć.
— Żeby więź zareagowała, potrzebna jest nie tylko bliskość, ale też intencja. Iskierka ekscytacji. Fizyczna zdrada. Wygląda na to, że Angelica jest Cassianowi zupełnie obojętna — wyjaśnia. — Czego nie można powiedzieć w drugą stronę — precyzuje.
Wpatruję się w niego szeroko otwartymi oczami.
— Chcesz powiedzieć, że Angelica lubi Cassiana? — dopytuję.
Asher jest wyraźnie niezadowolony.
— Lubi go aż za bardzo.
— Nie mogła tak od początku? — pytam retorycznie.
Do rzeczywistości przywraca mnie ciche jęknięcie Lucasa. Siedzący na piasku chłopak krzywi się z bólu.
— Niechętnie to mówię, ale czy mogłabyś to przerwać, proszę? — Ash delikatnie odgarnia mi z twarzy kosmyk włosów.
Wzdycham ciężko, ale bez protestów ruszam w stronę Cassiana. Kiedy podchodzę, Angelica unosi wzrok i posyła mi niepewny uśmiech, ale ja skupiam się tylko na nim.
— Cassian — mówię spokojnie — chodź ze mną popływać.
Nie czekam na odpowiedź. Biorę go za rękę i ciągnę w stronę wody. Dopiero gdy fale sięgają nam do pasa, a główna bohaterka „Róż i zaklęć” zostaje daleko za nami, odwracam się ku niemu.
— Angelica jest w tobie zakochana — mówię bez owijania w bawełnę. — I to mocno. Lucas właśnie skręca się z bólu na plaży.
Cassian marszczy brwi, jakby dopiero teraz to do niego dotarło.
— Nie zauważyłem… — mruczy.
Nie mogę się powstrzymać. Uśmiecham się lekko.
— Wiem. Nie zauważyłeś, bo jesteś mój — mówię cicho, ale wyraźnie.
Jego bursztynowe oczy ciemnieją w jednej chwili.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Cassian
Jej słowa uderzają we mnie z ogromną siłą.
„Nie zauważyłeś, bo jesteś mój.”
Lilien mówi to tak naturalnie, tak pewnie, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie i właśnie dlatego czuję, jak coś we staje się lekkie, pełne ulgi i triumfu jednocześnie. Przyciągam ją bliżej, aż nasze ciała stykają się w chłodnej wodzie. Moja dłoń wślizguje się na jej kark, druga obejmuje talię. Nie ma między nami żadnego dystansu.
— Powtórz to — szepczę tuż przy jej ustach.
Jej policzki są zarumienione, ale oczy błyszczą tym samym upartym, cudownym blaskiem, który tak bardzo mnie w niej kręci.
— Jesteś mój — powtarza cicho, ale wyraźnie.
Nie wytrzymuję. Całuję ją mocno, głęboko, z całą frustracją i tęsknotą, którą nosiłem w sobie przez ostatnie tygodnie, kiedy mogłem liczyć najwyżej na to, że przytuli się do mnie podczas snu. Lilien wydaje cichy, zduszony dźwięk i oddaje pocałunek, oplatając ramionami moją szyję. Woda obmywa nam biodra, a ja czuję, jak jej ciało mięknie w moich ramionach.
Kiedy się odsuwam, tylko na tyle, żeby złapać oddech, zauważam coś dziwnego na swoim boku. Czuję delikatne mrowienie magii.
— Co to…? — mruczę.
Lilien opuszcza wzrok i zamiera. Na moim lewym boku, tuż nad biodrem, pojawił się nowy tatuaż — elegancki, srebrzysty delfin wijący się w dynamicznym skoku.
— O rany… — szepcze zachwycona. — Cassian, on jest… piękny!
Uśmiecham się, widząc jej szczerą radość. Koncentruję się i przywołuję ducha. Delfin materializuje się obok nas — lśniący, żywy, z gracją skaczący nad falami. Lilien śmieje się głośno, jak dziecko, i od razu rzuca się w wodę, płynąc za nim.
Patrzę, jak pływa, jak jej mokre włosy błyszczą w słońcu, jak śmieje się, gdy delfin robi salto tuż obok niej. Jest taka szczęśliwa. Taka… moja.
Kątem oka dostrzegam Angelicę.
Stoi na brzegu, z rękami zaciśniętymi w pięści. Patrzy na nas. Na mnie. Na Lilien. Na delfina, który właśnie wyskakuje z wody i ląduje obok mojej dziewczyny. Jej twarz jest blada. Oczy — pełne bólu i zazdrości. Nie wiem, czemu wcześniej tego niezauaważyłem, dlaczego dopiero Lili musiała uświadomić mi jej uczucia?
Jest mi jej odrobinę żal, ale to uczucie szybko znika przykryte ogromną, ciepłą pewnością, że Lilien wybrała mnie. Nawet jeśli tylko na tę chwilę. To mi na razie wystarcza.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Asher
Budzę ją delikatnie, bo nie chcę, żeby się przestraszyła. Lili mruga, jeszcze zaspana, i od razu szuka mnie dłonią. Gdy tylko czuje, że jestem ubrany, gwałtownie siada.
—Ash…? Co się dzieje?
Biorę ją za rękę i prowadzę do salonu, cicho, żeby nie obudzić Cassiana. Nie mam czasu na długie tłumaczenia, ale Lili zasługuje na prawdę.
— Mój ojciec nie żyje — mówię cicho i spokojnie. — Zginął kilka godzin temu. Został zamordowany.
Jej oczy robią się ogromne. Widzę, jak próbuje ogarnąć to, co właśnie powiedziałem.
— Ash… — szepcze, mocniej zaciskając trzymającą mnie dłoń.
— Muszę jechać do pałacu — przerywam cokolwiek chciała powiedzieć. — Natychmiast. Lucas pojedzie ze mną.
— Ja… pojadę z wami — mówi szybko, z pewnością w głosie.
Przytrzymuję ją delikatnie za ramiona i kręcę głową.
— Nie. Nie możesz.
— Dlaczego? — jej głos drży, ale nie ze strachu. Ze złości. — Nie zostawiaj mnie tu samej!
— Nie jesteś sama. Zostajesz z Cassianem. — Te słowa smakują jak trucizna, ale mówię je spokojnie. — Pałac teraz to gniazdo żmij.
Nie ma mowy, żebym kiedykolwiek naraził ją na takie niebezpieczeństwo, nigdy nie pozwolę jej spotkać się z cesarzową. Poza tym… to świetna okazja, żeby została sam na sam z Cassianem. Nie ma znaczenia, jak bardzo nie podoba mi się ten pomysł — on po prostu musi stać się silniejszy, na tyle silny, żeby móc ją w każdej sytuacji ochronić. Nie tylko Imperium jest na skraju wojny domowej.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Lilien
— Ash, zabierz mnie ze sobą, proszę! — nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak wytrzymam rozłąkę z nim.
Przygląda mi się w milczeniu przez dłuższą chwilę, a potem zamyka mnie w swoich ramionach.
— Uwierz mi, też nie chcę się z tobą rozstawać — zapewnia — ale imperialny pałac to ostatnie miejsce, do jakiego chciałbym cię zabrać. Wrócę jak najszybciej się da.
Wtulam się w niego całą sobą.
— Przecież mogę ci pomóc — sugeruję. — Będziesz silniejszy, jeśli będę obok.
Odsuwa mnie od siebie odrobinę, tylko na tyle, żeby móc spojrzeć mi w oczy. Przecząco kręci głową.
— Nie, Lili, przy tobie będę słabszy. Jedyne o czym będę myślał, to twoje bezpieczeństwo — zapewnia. — Mój brat będzie walczył o tron, a ty… jesteś moją największą słabością. Jeśli cię tam zabiorę, staniesz się oczywistym celem. Każdy będzie chciał cię wykorzystać przeciwko mnie.
Milczę przez chwilę, a moje oczy wypełniają się łzami. Nie chcę jednak, żeby widział, jak płaczę.
— A ty? — pytam cicho. — Będziesz tam sam?
— Będę miał przy sobie Lucasa. Wrócę tak szybko, jak tylko będę mógł — obiecuje.
Przyciąga mnie do siebie i przytula stanowczo. Wtula twarz w moje włosy. Chcę… pragnę, żeby tak zostało. Sama myśl o tym, że może gdzieś zniknąć sprawia, że rozpadam się na drobne kawałki.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Asher
Przyciągam ją do siebie i przytulam mocno, chowając twarz w jej włosach. Pachnie truskawkowym szamponem, a ja chcę zabrać ze sobą przynajmniej ten zapach. Wciąż jest uroczo zaspana. Czuję, jak jej serce bije szybko przy mojej klatce piersiowej.
— Posłuchaj mnie — mówię jej prosto do ucha, bardzo cicho. — Zostajesz tutaj. Pod opieką Cassiana. Nie ruszaj się nigdzie bez niego. Nie ufaj nikomu z Akademii. Jeśli coś się stanie, cokolwiek, wyślijcie do mnie orła. Ja będę się z tobą kontaktował przy pomocy kruka Lucasa.
Odsuwam się odrobinę, tylko na tyle, żeby spojrzeć jej w oczy.
— Mam też coś dla ciebie, coś co pomoże ci wzmocnić twoją duchową energię, kiedy nie będzie mnie w pobliżu… i polepszyć umiejętności Cassiana — mówię, choć na samą myśl skręca mnie w środku.
Patrzy na mnie zdezorientowana, kiedy wyciągam skórzaną sakiewkę. To ostania rzecz, którą mam ochotę jej dawać, a jednak… wiem, że nie mam wyboru.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Lilien
— Co to takiego? — pytam przyjmując od niego fiolkę ze srebrnym, mieniącym się płynem.
Asher patrz na mnie spokojnie.
— Eliksir. Bardzo trudno było go zdobyć. Łyk wystarczy, żebyś mogła być blisko Cassiana pod moją nieobecność, nie zostawiając na moim ciele blizn.
Wpatruję się w niego zaskoczona.
— Ash, ja…
Chłopak przykłada mi palec do ust.
— Cassian musi stać się silniejszy, żeby cię chronić. Nie możesz patrzeć tylko na mnie.
Chcę zaprotestować, ale wiem, że ma rację. Tylko że… Jak to wszystko mogło się tak bardzo pogmatwać? Znacznie łatwiej byłoby, gdyby Angelica od razu zdała sobie sprawę z tego, co czuje do Cassiana i przed parowaniem aktywnie o niego zabiegała. Może wtedy on…
Od natrętnych myśli zaczyna wirować mi w głowie. Mam niemal stuprocentową pewność, że nie ważne, co zrobiłaby Angelica, Cassian i tak w tym uniwersum wybrałby właśnie mnie.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Asher
Całuję ją mocno, dłużej niż powinienem. Pocałunek smakuje jak pożegnanie, którego nie chcę wypowiadać na głos.
— Wrócę — obiecuję szepcząc jej do ucha. — Wtedy już nikt mnie od ciebie nie oderwie.
Po raz ostatni przytulam ją do siebie i idę do drzwi, zanim zdążę zmienić zdanie. Jeszcze raz oglądam się na nią — stoi tam w delikatnej, nocnej koszulce, z rozczochranymi włosami i oczami pełnymi łez, których nie chce pokazać.
Zostawienie jej tutaj to najtrudniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem.
Wychodzę, zamykając za sobą drzwi.
W samochodzie Lucas milczy przez pierwsze kilka minut. Dopiero gdy wyjeżdżamy z podziemnego parkingu, odzywa się cicho.
— Paniczu… ona będzie bezpieczna?
Patrzę przez okno na mijające nas budynki.
— Będzie. Bo jeśli nie… to spalę tę cholerną Akademię razem z przeklętym Cassianem.
Lucas nie odpowiada. Wie, że nie żartuję. Układam w głowie następny ruch. Zamierzam jak najszybciej do niej wrócić. Nawet jeśli będę musiał zabić połowę Imperium, żeby tego dokonać.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Cassian
Drzwi sypialni zamykają się cicho, jakby ktoś bał się obudzić noc. Czuję, jak materac ugina się tuż obok mnie, a chwilę później Lili wślizguje się pod kołdrę. Jej ciało jest chłodne od powietrza z salonu. Przytula się do mnie tak mocno, jakby tonęła i wiedziała, że tylko ja mogę utrzymać ją na powierzchni. Wciska twarz w mój tors, jej ramiona oplatają mnie w pasie, a jej oddech – drżący, nierówny – owiewa moją skórę.
Ashera nie ma obok nas. Łóżko po drugiej stronie jest puste, kołdra odrzucona w pośpiechu, poduszka nietknięta. W ciemności sypialni, rozświetlonej tylko srebrzystym blaskiem księżyca wpadającym przez okno, ta pustka uderza mnie jak cios.
Czy to powód dla którego to właśnie do mnie się przytula?
Biorę głęboki oddech.
— Gdzie jest Asher? — szepczę w jej włosy, głosem jeszcze ochrypłym od snu.
Moja dłoń sama wędruje na jej kark, dokładnie tam, gdzie trzymałem ją kilka tygodni temu w wodzie, kiedy sama do mnie przyszła. Boleśnie pamiętam każdy taki moment. Moje palce muskają wilgotny od łez kosmyk jej włosów.
Lilien drży. Unosi twarz. W jej oczach wciąż lśnią łzy, które wyraźnie próbuje powstrzymać i przez to wyglądają jeszcze gorzej. Jakby ktoś rozciął jej serce i zostawił ranę otwartą.
— Wyjechał — mówi cicho, tak cicho, że ledwo słyszę. — Zająć się sprawami Imperium. Z Lucasem. Musiał… musiał jechać natychmiast.
Nie dodaje nic więcej. Nie musi. Wiem, że to nie jest cała prawda, ale w tej chwili nie chcę jej znać, ponieważ jej głos się załamuje, a ja czuję jednocześnie dwie rzeczy, które rozrywają mnie od środka.
Pierwszą jest dzika, egoistyczna radość. Jesteśmy sami. W końcu tylko ja i ona. Żadnego Ashera, który patrzy na nas tym swoim lodowatym, opiekuńczym spojrzeniem. Zero ukradkowych spojrzeń, brak napięcia, które wisi w powietrzu niczym zaklęcie. Mogę tulić ją całą noc. Czuć, jak jej serce bije przy moim. Być tym, do kogo wraca, kiedy świat się wali. Magia w moim ciele wibruje ciepło jakby zgadzała się ze mną, jakby mówiła — ona jest twoja. Na razie jest twoja.
Druga to obrzydzenie do samego siebie. Bo te łzy? Te ciche, drżące oddechy? To nie przeze mnie. To przez niego. Przez Ashera, który potrafi ją zranić samym swoim odejściem tak głęboko, że wygląda, jakby ktoś wyrwał jej kawałek duszy. A ja… ja nie chcę, żeby cierpiała. Naprawdę nie chcę. Pragnę, żeby była szczęśliwa. Śmiała się tak, jak śmiała się ze mną w morzu, gdy goniła mojego delfina.
Tylko że jej szczęście zawsze ma jego imię wyryte na środku.
Przyciągam ją bliżej, aż nasze nogi się splatają, a jej zimne stopy ogrzewają się o moje łydki. Całuję ją w skroń — powoli, czule, jakby jeden pocałunek mógł zatrzymać te łzy.
Czy kiedykolwiek pokochasz mnie w ten sposób? — myślę, a pytanie boli jak świeża blizna. — Z taką siłą, że moje odejście rozrywałoby cię na kawałki? Żebyś płakała nie dlatego, że odszedłem, ale dlatego, że nie mogę zostać?
Jej palce zaciskają się na mojej koszulce, tuż nad miejscem, gdzie srebrny delfin wiruje pod skórą. Czuję, jak magia między nami pulsuje — ciepła, żywa, spragniona.
— Jestem tu — szepczę jej prosto do ucha, głosem niskim i pewnym, choć w środku wszystko się we mnie trzęsie. — Zostanę. Tak długo, jak będziesz mnie potrzebowała.
Lili nie odpowiada słowami, tylko wtula się głębiej, jakby chciała wniknąć pod moją skórę. Leżę w ciemności, z jej sercem bijącym przy moim, i wiem, że ta noc jest zbyt cicha. Nierealnie słodka i idealna. To cisza przed burzą. I cholera, nie mogę się doczekać, aż ta burza w końcu uderzy — bo wtedy, może wtedy, będę tym, którego wybierze pierwszego.