Rozdział 9 – Bohaterowie noszą maski
by Vicky
Angelica
Penthouse Cassiana jest ogromny i dziwnie cichy po całym tym piekle. Wciąż nie potrafię przyzwyczaić się do przebywania po niemagicznej stronie świata. Jest taka obca i dziwna… zdecydowanie zbyt głośna i jasna.
Siedzę na szerokiej, szarej sofie, owinięta kocem, który ktoś mi podał — chyba Lucas. Nie pamiętam dokładnie. W głowie wciąż mam wrzaski, smród siarki i krew na trawie. Kilkadziesiąt osób nie żyje. Naprawdę kilkadziesiąt. Akademia jest w totalnym chaosie. Zarząd ogłosił, że zajęcia po magicznej stronie zostają wstrzymane na co najmniej miesiąc. Będziemy studiować tylko na North Crown University, po zwykłej, niemagicznej stronie.
I dlatego postanowiliśmy wszyscy zostać tutaj. U Cassiana. Ja, Lucas, Lilien, Cassian i Asher — pod jednym dachem. Jak jedna wielka, patchworkowa rodzina, której nikt nie planował.
Lucas siedzi obok mnie. Jego ramię delikatnie dotyka mojego, jakby chciał mnie uspokoić, ale ja nie mogę przestać myśleć o lesie. O tym, jak nagle odwrócił się ode mnie i pobiegł w stronę Lilien. Zostawił mnie samą bez słowa. Bez choćby jednego spojrzenia.
Dlaczego?
Przez chwilę byłam pewna, że zginę. Demon był już tak blisko, że czułam jego oddech. Jednak potem pojawił się Cassian. Zasłonił mnie własnym ciałem. Raz, drugi, trzeci. Za każdym razem, gdy coś się zbliżało, on był przede mną. Jego wilk rozrywał potwory, orzeł atakował z powietrza, a Cassian stał między mną a śmiercią — nawet gdy sam krwawił, nawet gdy ledwo trzymał się na nogach. Nie powiedział ani słowa. Po prostu chronił.
Teraz siedzę tutaj i patrzę na niego kątem oka. Chłopak opiera się o ścianę przy oknie, zmęczony, ale żywy. Jego bursztynowe oczy są czujne. Od czasu do czasu zerka na Lilien, która siedzi po drugiej stronie sofy, wtulona w ramię Ashera.
Czuję dziwne ukłucie w piersi.
Próbuję sobie to wytłumaczyć. Lucas zostawił mnie, bo… bo Cassian jest silniejszy. Ma większą moc bojową. Ma całą armię bestii, a nie tylko jedną. To była strategia. Logiczna decyzja w tej sytuacji. Lucas poszedł jej pilnować, żeby Cassian mógł zostać. To ma sens. To rozsądne. Prawda?
Im dłużej jednak o tym myślę, tym mniej mnie to przekonuje.
Bo Cassian nie musiał mnie ratować. Mógł walczyć tylko o siebie, zostawić mnie losowi. Jednak za każdym razem stawał przede mną. Nawet gdy sam był ranny. Nawet gdy widział, że Lucas odszedł.
Teraz, kiedy na niego patrzę, czuję coś, czego absolutnie nie powinnam czuć. Coś ciepłego i niebezpiecznego. Nagle mnie olśniewa.
Zakochałam się.
W Cassianie.
W chłopaku, który jest już partnerem Lilien. Jest z nią i z Asherem w tym dziwnym, skomplikowanym trójkącie. Patrzy na nią tak, jakby była całym jego światem.
Przygryzam wargę i mocniej otulam się kocem.
Lilien miała rację.
Przez cały czas miała rację, wciskając mnie w ramiona Cassiana. Myślałam, że to tylko jej dziwactwo i chce się go pozbyć, a teraz siedzę tutaj i czuję, jak serce mi się kraje, bo wiem, że on nigdy nie będzie mój. Przegapiłam swoją szansę.
Lucas delikatnie kładzie dłoń na moim ramieniu.
— Wszystko w porządku? — pyta cicho.
Kiwam głową, choć to największe kłamstwo, jakie dziś powiedziałam. Bo nic nie jest w porządku. Właśnie zakochałam się w kimś, kto już należy do kogoś innego i nie mam pojęcia, co z tym zrobić.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Lilien
Budzę się gwałtownie. Nie mogę przestać drżeć. Wciąż żywo pamiętam, co mi się śniło. Wspomnienia. Przebłyski z przeszłości Ashera, które aż nazbyt obrazowo opisane były w powieści „Róże i zaklęcia”.
Asher Aurelian, drugi syn Imperatora, nauczył się, że ból ma wiele twarzy, zanim jeszcze nauczył się czytać.
Pierwsza lekcja przyszła, gdy miał cztery lata. Cesarzowa — kobieta o twarzy idealnej jak porcelana i sercu zimnym jak marmur pałacowych posadzek — nie podniosła na niego ręki. Nie musiała. Zamiast tego kazała zamknąć go w małej, kamiennej komnacie w najniższej części pałacu, gdzie nie dochodziło światło dzienne.
Przez trzy dni nie dostał jedzenia. Wody miał tylko tyle, ile pozwolono mu ze sobą zabrać. Nikt do niego nie zaglądał.
Gdy w końcu otworzyli drzwi, chłopiec siedział w kącie, skulony w kłębek, z sinymi ustami i drżącymi dłońmi. Patrzył na nich wielkimi, chabrowymi oczami i milczał.
Cesarzowa uśmiechnęła się wtedy — delikatnie, prawie czule.
„Dobrze — powiedziała. — Zaczyna rozumieć, że bękarty nie mają prawa do głosu.”
Od tamtej pory tortura stała się rytuałem — subtelnym, wyrafinowanym i nieustannym.
Nie było dramatycznych chłost na oczach dworu, ani publicznych upokorzeń, które mogłyby wzbudzić litość. Cesarzowa była zbyt mądra, żeby ryzykować sympatię dla „biednego drugiego syna”. Zamiast tego stosowała powolne, psychologiczne niszczenie, które miało rozerwać na strzępy duszę, nie ciało.
Izolacja była jej ulubioną bronią. Komnaty bez okien, w których Asher spędzał tygodnie, czasem miesiące. Żadnych zabawek, książek, nawet dźwięku poza własnym oddechem. Gdy w końcu go wypuszczano, był tak osłabiony, że ledwo stał na nogach — ale nigdy nie prosił o pomoc. Prośba oznaczała słabość, a słabość oznaczała kolejną karę.
Głód i zimno były kolejnym narzędziem. „Bękart nie zasługuje na ciepło” — powtarzała cesarzowa, gdy kazała służbie zabierać mu koce w środku zimy. „Bękart nie zasługuje na sytość”. Jedzenie dostawał tylko wtedy, gdy udowodnił, że potrafi się uśmiechnąć i podziękować — nawet gdy żołądek skręcał mu się z bólu.
Najgorsze jednak były upokorzenia psychiczne. Cesarzowa sprowadzała go na dworskie kolacje, gdzie siadał u końca stołu jak cień. Kazała mu patrzeć, jak jego przyrodni brat dostaje wszystko — zabawki, pochwały, miłość, a on sam dostawał jedynie lekcje:
„Jesteś niczym. Twoja matka była kurwą, która chciała złapać koronę między nogami. Nawet ona cię nie chciała.”
Gdy Asher miał siedem lat, cesarzowa kazała mu klęczeć na zimnej posadzce przez całą noc, bo „uśmiechnął się zbyt szeroko” w obecności gości. Gdy miał osiem — stała nad nim, gdy płakał cicho w kącie, i szeptała mu do ucha:
„Płacz. Płacz głośniej. Może ktoś cię usłyszy. Może ktoś ci pomoże.”
Nikt nie pomógł.
W wieku dziewięciu lat Asher przestał płakać w ogóle.
W wieku dziesięciu — nauczył się uśmiechać w taki sposób, że nawet cesarzowa czasem się wahała.
W wieku jedenastu — gdy zobaczył Lucasa pod batem kata, nie uratował go z litości. Zobaczył w nim narzędzie. Powiedział tylko: „Ten chłopiec należy teraz do mnie.” I nikt nie śmiał się sprzeciwić drugiemu synowi Imperatora.
To wtedy Asher zrozumiał ostateczną prawdę — świat jest areną, a on musi być tym, kto trzyma bat — nie tym, który klęczy. Od tamtej pory nigdy nie pozwolił, żeby ktokolwiek zobaczył go klęczącego.
Powoli siadam, w półmroku szukając go wzrokiem, ale nie leży obok mnie. Na łóżku jest tylko Cassian, wyraźnie zbyt wykończony, żeby choćby poruszyć się przez sen.
Cichutko ześlizguję się z łóżka. Czuję się jak idiotka. Czy choć przez chwilę spodziewałam się, że Asher będzie bohaterem? Po tym czego doświadczył nikt by nie był. Przecież nie z tego powodu tak bardzo go pokochałam.
Nie mam pojęcia, gdzie go szukać, ale chcę go odnaleźć — teraz, już! Muszę powiedzieć mu, że wciąż go kocham, że nic się między nami nie zmieniło. Zapewnić, że jestem przy nim i dokładnie w tym miejscu zostanę. Nawet jeśli postanowi kogoś zamordować.
Wychodzę na korytarz. Mieszkanie pogrążone jest w ciszy. We wspólnym salonie nikogo nie ma, ale w kuchni pali się przytłumione światło. Kiedy wchodzę do pomieszczenia, w oczy rzucają mi się rozłożone na stole raporty. Podchodzę powoli i sięgam po pierwszy z nich. Szybko przesuwam po nim wzrokiem i wyciągam rękę po kolejny, a potem jeszcze jeden. Blednę. Wygląda na to, że muszę zmierzyć się z rzeczywistością znacznie szybciej, niż bym chciała.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Asher
Wracam do kuchni. Lili przegląda raport, a ja zamieram w pół kroku. Mam ochotę przeklinać. Nie jestem pewien, jak jej to wytłumaczę i czy w ogóle będzie chciała słuchać.
— Potrafisz czytać w języku Imperium? — pytam spokojnie, starannie ukrywając zaskoczenie.
Kiwa głową, nie podnosząc wzroku znad dokumentów.
— Wydaje mi się, że rozumiem każdy istniejący w tym świecie język — wyjaśnia cicho.
Po ciągnącej się w nieskończoność ciszy wreszcie odwraca się ku mnie, a ja chyba jeszcze nigdy dotąd nie czułem takiego napięcia.
— Co teraz? — pytam.
— Czy to aktualne dokumenty? — chce wiedzieć.
— Tak — nie zamierzam jej okłamywać.
Wpatruje się we mnie, jakby chciała zrozumieć. Potem podchodzi powoli i ku mojemu zdumieniu wtula twarz w moją koszulę.
Nie takiej reakcji się spodziewałem.
— Ash, chcesz mnie zabić? — pyta cicho, z brutalną szczerością.
— Nie — zaprzeczam stanowczo — Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić — zapewniam. — Jednak zanim się pojawiłaś, Lilien była dla mnie drogą do celu i tak, zamierzałem się jej pozbyć, kiedy stanie się zbędna — oznajmiam spokojnie, zastanawiając się, jak dziewczyna zareaguje na moje wyznanie. — Od kiedy się pojawiłaś, zacząłem szukać dla ciebie miejsca w moich planach — kontynuuję. — Nie chcę żyć w świecie, w którym ty nie stoisz obok mnie.
— Kiedy naprawdę zdałeś sobie sprawę, że nie jestem nią? — pyta cicho, wciąż nie odsuwając się ode mnie ani na milimetr.
Pochylam głowę i opieram czoło o jej czoło.
— Myślę, że kiedy po raz pierwszy cię zobaczyłem — mruczę. — Przyszłaś mnie obserwować, jak czytałem pod drzewem książkę. Od razu mnie zaciekawiłaś i nawet nie wiem, kiedy tak bardzo zawróciłaś mi w głowie.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Lilien
Nie jestem pewna, jak mam rozumieć to, co przeczytałam. Być może powinnam czuć strach, ale tak nie jest. Czuję jedynie niepokój, który wynika z troski o Ashera. Pewność chcę mieć tylko w jednej kwestii.
— Ash, chcesz mnie zabić? — pytam cicho, wtulając twarz w jego koszulę.
— Nie — zaprzecza natychmiast, a ja, dzięki naszej więzi, mam pewność, że mnie nie okłamuje. — Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić — zapewnia. — Jednak zanim się pojawiłaś, Lilien była dla mnie drogą do celu i tak, zamierzałem się jej pozbyć, kiedy stanie się zbędna — oznajmia spokojnie, a ja czuję, jak zamarza mi krew w żyłach.
Jego ręka ani na chwilę nie przestaje obejmować mojej talii, a druga dłoń delikatnie przesuwać się po moich plecach, musiał jednak wyczuć, jak zesztywniałam. Czy oryginalna Lilien miała jednak powód, z którego od razu go odrzuciła? Czy… bała się Ashera?
— Od kiedy się pojawiłaś, zacząłem szukać dla ciebie miejsca w moich planach — kontynuuje melodyjnym, pełnym czułości głosem. — Nie chcę żyć w świecie, w którym ty nie stoisz obok mnie.
— Kiedy naprawdę zdałeś sobie sprawę, że nie jestem nią? — pytam cicho.
Pochyla głowę i opiera czoło o moje czoło.
— Myślę, że kiedy po raz pierwszy cię zobaczyłem — mruczy. — Przyszłaś mnie obserwować, jak czytałem pod drzewem książkę. Od razu mnie zaciekawiłaś i nawet nie wiem, kiedy tak bardzo zawróciłaś mi w głowie.
Rumienię się wściekle. Nie miałam pojęcia, że mnie wtedy zauważył.
— Rozumiem. — Mimo zawstydzenia podnoszę na niego wzrok. — Masz zamiar zostać Imperatorem? — pytam zaciekawiona.
Asher niemal krztusi się, próbując powstrzymać śmiech.
— Po moim trupie — odpowiada jednak zupełnie poważnie. — Zamierzam jedynie nie dopuścić, by został nim mój starszy brat — kontynuuje.
Uśmiecham się miękko, czując, jak ulga rozlewa się po mojej piersi ciepłą falą. Nie potrafię jednak przestać się o niego martwić. To brzmi tak bardzo w jego stylu — logicznie, strategicznie, bez pustych ambicji i jednocześnie tak boleśnie samotnie.
Przesuwam palcami po jego koszuli, czując ciepło ciała pod materiałem.
— Więc chcesz powstrzymać brata — szepczę. — Cokolwiek będziesz musiał zrobić, cokolwiek się wydarzy… stoję po twojej stronie. Całą sobą — zapewniam go cicho.
Asher nieruchomieje na moment. Jego dłoń na mojej talii zaciska się mocniej, jakby potrzebował tego dotyku, żeby uwierzyć w moje słowa.
— Nawet jeśli to będzie brudne? — pyta cicho, a w jego głosie jest coś ostrego, prawie ostrzegawczego.
Podnoszę głowę i patrzę mu prosto w oczy. Te chabrowe, głębokie oczy, które od pierwszego dnia mnie hipnotyzowały.
— Nawet wtedy — odpowiadam bez wahania. — Chcesz kogoś dźgnąć? Podam ci nóż. Chcesz kogoś zabić? Pomogę ci zakopać zwłoki. Nie obchodzi mnie, co zrobiłeś w przeszłości. Nie obchodzi mnie, co będziesz musiał zrobić w przyszłości. Jesteś mój, Ash, a ja jestem twoja. Cała. I nigdzie się nie wybieram.
Przez długą chwilę patrzy na mnie w milczeniu, jakby szukał w mojej twarzy choćby cienia strachu lub wątpliwości. Nie znajdzie ich, ponieważ jestem pewna tego, co czuję, a on, dzięki magicznej więzi, doskonale wie, że mówię poważnie. Nawet po tym, co przeczytałam. Nawet po tym, co mi powiedział.
Wtulam się mocniej w jego tors, wdychając jego zapach.
— Kocham cię — szepczę w materiał koszuli. — Tak bardzo, że czasem aż mnie to przeraża, ale to dobry strach. Taki, który mówi mi, że jesteś wart wszystkiego.
Asher nie odpowiada słowami. Zamiast tego pochyla głowę i składa długi, ciepły pocałunek na moich włosach. Trwa dłużej niż zwykle, jakby chciał tym gestem przypieczętować coś nieodwracalnego.
W tym momencie nie ma już nic ważniejszego niż on. Nic ważniejszego niż my.
Nawet jeśli cały świat wokół nas zacznie płonąć.