Rozdział 12 – Serce Czarnej Wieży
by Vicky
Effie, dzień trzydziesty ósmy
Przewróciłam się na trawę, a Aedan upadł na mnie. Mimo tylu godzin ćwiczeń wciąż byłam beznadziejna w walce wręcz i jakiejkolwiek samoobronie! Pocieszałam się, że przynajmniej z magią idzie mi coraz lepiej. Czułam, jak ciało chłopaka wibruje od śmiechu, którego nie potrafił powstrzymać.
– Zejdź ze mnie! – rozkazałam nieco urażona. – Potrafię to zrobić, powtarzamy.
– Nie – Aedan przesunął się tak, że znalazł się bezpośrednio nade mną. Wciąż przygniatał mnie do ziemi, ale już nie leżał na mnie całym ciężarem. – Wystarczy na dzisiaj – oznajmił, wpatrując się we mnie intensywnie.
Chłopak przestał się śmiać. Poczułam się bardzo nieswojo. Napięcie między nami stało się nie do zniesienia. Zamarłam zaskoczona, czując na swoich wargach jego usta. Nie zdecydowałam jeszcze, jak się zachować, kiedy za plecami Aedana pojawił się złowrogi cień. Do diabła!
– Tarcza! – krzyknęłam, skupiając całą swoją moc w punkcie tuż za plecami chłopaka. Długi nóż, który niechybnie wbiłby się w jego ciało uderzył w moją osłonę, wskrzeszając setki iskier. Zepchnęłam z siebie Aedana, by stanąć pomiędzy nim a cieniem. – Raven, oszalałeś? – spytałam spanikowana. – Mogłeś go zabić!
Czarodziej stał na ścieżce przy żywopłocie i nic sobie nie robił z mojego przerażenia.
– Taki był plan – przyznał swobodnie.
Przez ostatnie trzy dni zupełnie mnie ignorował, a teraz… Nie miałam pojęcia nie tylko co powiedzieć, ale nawet co myśleć. Dopiero teraz dotarło do mnie wszystko to, przed czym ostrzegali mnie czarodzieje, jak poważnym błędem była jakakolwiek relacja z Ravenem.
Cień wyminął mnie i ponownie zaatakował. Tym razem jednak Aedan był na to gotowy. Podniósł porzucony na trawie miecz, który nosił przy sobie od czasu przybycia do miasteczka, i odparował wymierzony w niego cios.
– Raven, przestań, proszę – podeszłam do niego wciąż mając nadzieję, że ochłonie.
W jednej chwili zdałam sobie sprawę, że znalazłam się zbyt blisko. Czarodziej chwycił mnie za nadgarstek i brutalnie do siebie przyciągnął.
– Jesteś moja – warknął – i nie zamierzam się tobą dzielić!
Wpatrywałam się w niego zupełnie zbita z tropu. Poczułam napływającą od niego, nieokiełznaną moc, magię, która chciała mnie uwięzić. W oddali zobaczyłam biegnącego w naszą stronę Christophera, ale było już zdecydowanie za późno. W ułamku sekundy spowiła nas ciemność, a potem nagle cały świat przestał istnieć.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Effie
Gdy tylko mnie puścił upadłam na podłogę, zwijając się w pozycji embrionalnej. Ból był nie do zniesienia. Czułam jakby magia miała zaraz rozsadzić mi głowę. Nie miałam pojęcia w jaki sposób znaleźliśmy się w jego pokoju. Ani na moment nie potrafiłam skupić myśli, jedyne czego pragnęłam, to żeby ten piekielny ból wreszcie ustał.
– Effie – Raven klęczał przy mnie, dotykając mojego przedramienia – nie potrafię tego przerwać – w jego głosie pobrzmiewały nuty paniki. – Pomyśl o mnie coś miłego, cokolwiek! – błagał. – To powinno pomóc.
Nigdy w życiu tak bardzo nie pragnęłam stracić przytomności, a jednak upragniona nieświadomość nie nadchodziła. Zmusiłam się, żeby uchylić powieki i spojrzeć na czarodzieja. Nie miałam pojęcia co mi zrobił. Jego czekoladowe oczy były teraz szeroko otwarte, a na obliczu chłopaka malował się strach. Jakim cudem wciąż wydawał mi się tak piekielnie przystojny?! Ból zelżał, a ja znów mogłam oddychać, bałam się jednak poruszyć.
– Co mi zrobiłeś? – spytałam cicho.
Czarodziej skrzywił się nieznacznie, ale teraz na jego twarzy malowała się wyraźna ulga.
– Stworzyłem między nami więź cienia – wyjaśnił spokojnie. – Nauczyłem się tego, kiedy Christopher próbował rozplątać nici łączące cię z niewolnikiem.
Moje myśli były chaotyczne i wciąż nie potrafiłam się skupić.
– Po co to zrobiłeś? – zadałam pytanie powoli siadając. – Zamierzasz zrobić ze mnie niewolnicę? Planujesz mnie zgwałcić? Czego ode mnie chcesz?
Oparłam się plecami o kanapę i wzięłam głęboki oddech. Chłopak przez dłuższą chwilę milczał, wpatrując się we mnie intensywnie.
– Nie planowałem tego – wyznał wyraźnie zmieszany. – To był impuls.
Powoli przypominałam sobie całe wydarzenie. To, jak wysłany przez Ravena cień próbował zabić Aedana.
– Co z nim, nic mu nie jest? – spytałam zaniepokojona.
Ból rozbłysnął na nowo, jakby ktoś nagle zapalił w mojej głowie jaskrawe światło. Zachłysnęłam się powietrzem, chowając głowę w kolanach.
– Effie! – Raven w jednej chwili znalazł się przy mnie i oplótł mnie ramionami. Siarczyście przeklinał. – Przestań o nim mówić, przynajmniej dopóki nie znajdę jakiegoś rozwiązania. Zrozum, nie panuję nad tym!
– Nad czym?! – krzyknęłam niemalże histerycznie.
Ból powoli przechodził, a ja drżałam w jego ramionach.
– Nad swoimi myślami i nad przeklętą zazdrością – odezwał się cicho. – Im silniejsze emocje, tym potężniejsza magia – wyjaśnił. – Do tej pory nie musiałem niczego czuć, a teraz nie wiem jak to wyłączyć.
Przez chwilę próbowałam przetrawić, co do mnie mówi. Gdy dotarł do mnie sens jego słów, poczułam taką złość, że zupełnie zapomniałam o sytuacji, w jakiej się znalazłam.
– Jesteś zazdrosny o Aedana? – spytałam niedowierzająco. – Uważasz, że to wystarczający powód, żeby próbować go zabić?! Myślałam, że w tym cholernym świecie hedonizm i poligamia są na porządku dziennym – warknęłam. – Poza tym przecież nie jestem twoją dziewczyną, a nawet gdybym nią była, to ja miałabym prawo być zazdrosna o twoje relacje z kobietami! Flirtujesz ze szlachciankami, a Christopher twierdzi, że w Shaderai masz więcej niż jedną kochankę! A po tym, jak ostatnio mnie potraktowałeś… – przerwałam, by zaczerpnąć powietrza, ale zamilkłam, widząc wyraz twarzy Ravena, który niczym mały chłopiec wpatrywał się we mnie nic nie rozumiejącym wzrokiem.
Czarodziej chwycił mnie za rękę i przyłożył ją do swojego szorstkiego policzka.
– Chcesz poznać moje doświadczenia z kobietami – odezwał się wyprutym z emocji głosem – więc patrz! – rozkazał.
Nie zdążyłam nawet pomyśleć o tym, by w jakikolwiek sposób osłonić własne wspomnienia, gdy magia brutalnie wciągnęła mnie do jego umysłu.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Raven
Planowałem pokazać jej swoje wspomnienia, co umożliwiała mi impulsywnie stworzona między nami więź cienia, ale nie sądziłem, że jej własne myśli wciągną mnie równie intensywnie. Ładnie opalona blondynka siedziała przy basenie sącząc drinka. Miała na sobie wiśniowe bikini, a jej twarz zdobił sztuczny uśmiech. Impreza trwała w najlepsze, ale ona z pewnością się dobrze nie bawiła. Po pewnym czasie otaczający ją ludzie zaczęli się rozchodzić, a dziewczyna została sama. Po chwili ktoś się do niej przysiadł. Wyraźnie wstawiony chłopak zaczął ją bezwstydnie obmacywać. Próbowała go odepchnąć i wstać, ale jej na to nie pozwolił. Gdy chciała krzyknąć zatkał jej dłonią usta, a potem zsunął się do wody, wciągając ją za sobą. Rozwiązał sznurowanie od stanika, a gdy to opadło brutalnie zaczął obmacywać jej piersi. Jego ręka znalazła się między nogami blondynki. Dziewczyna krzyknęła, a on w odpowiedzi zanurzył jej głowę pod wodę. Gdy wreszcie pozwolił jej się wynurzyć, gwałtownie chwytała powietrze. Chłopak pozbył się kąpielówek i zmusił blondynkę, żeby oparła się o brzeg basenu. Chwycił jej nadgarstki, wykręcając jej ręce do tyłu i brutalnie wszedł w jej wnętrze. Po twarzy dziewczyny spływały łzy, ale wyraźnie przestała walczyć. Niczym bezwolna lalka czekała aż tamten skończy i wreszcie zostawi ją w spokoju.
Wspomnienie straciło ostrość, a po chwili znów nabrało barw. Zapłakana dziewczyna weszła do domu, w którym czekali na nią rodzice. Przełykając łzy opowiedziała o tym, co się wydarzyło. Od ojca usłyszała, że sama jest sobie winna, skoro ubiera się jak dziwka. Matka zaczęła lamentować jakim wstydem okryła ich rodzinę i co będzie, jeżeli ktoś się o tym dowie. Odesłali ją do pokoju. Dziewczyna przestała płakać. Nie zdejmując butów położyła się na łóżku, na którym leżała, pustym wzrokiem wpatrując się w sufit.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Effie
Chłopiec, który z nienawiścią wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze, mógł mieć najwyżej dziesięć lat. Oliwkowa karnacja, ciemne włosy i duże, czekoladowe, okolone długimi rzęsami oczy nadawały mu niebanalnej urody. Kiedy uniósł rękę, zauważyłam, że trzymał w niej ostry odłamek porcelany. Jego dłoń drżała, gdy przysunął ją do swojej twarzy. Z przeciętego policzka zaczęła sączyć się krew.
– Ty głupi bachorze, jak śmiesz! – starsza, żylasta kobieta wpadła do pokoju niczym tornado, wytrąciła mu z dłoni odłamek, a potem z całej siły uderzyła go w twarz.
Dziecko nie krzyknęło, nie odsunęło się, wpatrywało się w nią pustym wzrokiem. Szarpnięciem zmusiła chłopca, żeby poszedł za nią, ani na chwilę nie przestając mu ubliżać. Ze stojącego w innym pomieszczeniu kredensu zdjęła rózgę, usiadła na stojącej na środku pokoju otomanie, a potem kazała mu zdjąć spodnie i położyć się na jej kolanach. Chłopiec polecenia wykonywał mechanicznie, niczym robot. Na jego odsłonięte pośladki zaczęły spadać kolejne, mocne uderzenia, a on nie wydał z siebie nawet najcichszego dźwięku. Mijały długie minuty, a kobieta nie przerywała i wyglądało na to, że świetnie się bawi. W końcu zepchnęła chłopca na podłogę. Jej twarz płonęła żywym ogniem. Schyliła się ku swojej ofierze, chwytając dziecko za włosy i zmuszając, by spojrzało jej w oczy.
– Twoje ciało jest moją własnością i jeżeli kiedykolwiek spróbujesz je uszkodzić, czeka cię znacznie gorsza kara – zapowiedziała.
Wspomnienie się rozmyło. Teraz chłopiec, zupełnie nagi, stał na środku luksusowego salonu i z pięknie zdobionej książki czytał poezję. Na kanapie i dwóch fotelach siedziały taksujące go wzrokiem, bogato odziane kobiety. Jedna z nich kazała mu do siebie podejść. Gdy znalazł się bliżej, zaczęły go dotykać. Odziane w koronkowe rękawiczki dłonie ścisnęły jego genitalia, kolejna ręka klepnęła go w pośladki, inna błądziła po jego nagim torsie. W końcu został posadzony na kanapie, a one zaczęły się rozbierać, zmuszając go do dotykania i całowania swoich piersi, a potem miejsc intymnych.
Następna była piwnica, ciemna i zimna. Nie było w niej nawet maleńkiego okienka. Potworne uczucie głodu nie pozwalało na myślenie o czymkolwiek innym. Strach pojawił się dopiero w momencie, gdy uchyliły się drzwi, wpuszczając do pomieszczenia smugę światła.
Kolejne wspomnienie. Tym razem chłopiec był nieco starszy, stał na wzgórzu i bez emocji przyglądał się, jak płonie zbudowany w barokowym stylu dworek, jak ciemnieją jego pobielane ściany i zapada się szpiczasty dach. Magicznego ognia nie dało się ugasić, znikał dopiero, gdy wszystko spaliło się do gołej ziemi.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Effie
Czułam, że tonę i za wszelką cenę chciałam wydostać się na powierzchnię, ale ktoś z całej siły trzymał moją głowę pod wodą. Otworzyłam oczy i zachłysnęłam się powietrzem. Znów siedziałam na podłodze, plecami oparta o kanapę w lofcie Ravena. Za oknami szalała burza. Szeroko otwartymi oczami spojrzałam na niewyrażającą żadnych emocji twarz czarodzieja, który powoli się ode mnie odsunął.
– Nie jesteś księżniczką Vivien Arashi – stwierdził.
– Nie jestem – przyznałam. – Raven, ja… – wciąż nie mogłam otrząsnąć się z morza emocji, które wywołały u mnie jego wspomnienia.
– Brzydzisz się mną? – spytał zaciekawiony, przerywając mi w połowie zdania.
Wpatrywałam się w niego zupełnie zaskoczona.
– Zwariowałeś?! – jego pytanie wydało mi się zupełnie niedorzeczne.
Dopiero po chwili zrozumiałam, że Raven nie odsunął się ode mnie dlatego, że nie byłam Vivien i prawdopodobnie w ogóle go to nie obchodziło. Uklęknęłam i oplotłam ramionami jego szyję, a chłopak odrobinę się odprężył. Pocałowałam go, a on odwzajemnił mój pocałunek mocno, desperacko. Uniósł mnie odrobinę i posadził sobie na kolanach, plecami opierając się o kanapę.
– Jako blondynka też mi się podobałaś – szepnął, kiedy zrobiliśmy przerwę na nabranie oddechu.
Nie miałam pojęcia, co zobaczył w moich wspomnieniach, ale w tym momencie nie miało to dla mnie najmniejszego znaczenia.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Raven
Powoli wstałem z łóżka, starając się nie zbudzić śpiącej w nim Effie. Założyłem na siebie czarną bluzę z kapturem i po cichu wyszedłem z pokoju. Wieża znała moje myśli i zaledwie po kilku krokach znalazłem odpowiednie drzwi. Bez wahania wszedłem do pokoju dziewczyny, a stamtąd na taras. Byłem pewien, że jestem dokładnie tam, gdzie chciałem być. Odpowiednie miejsce i perfekcyjny czas — w razie potrzeby Wieża potrafiła być bardzo precyzyjna.
Przez kilkanaście minut szedłem brzegiem morza, aż moim oczom ukazał się nocny klub przy plaży. Zdeterminowany wszedłem do środka. W lokalu bawiło się wielu młodych ludzi, niektórzy tańczyli, inni popijali drinki. Niewiele różnił się od podobnych lokali w Shaderai, więc mimo tego, że jeszcze nigdy nie byłem w tym świecie, łatwo mi się było w nim odnaleźć. Stanąłem pod ścianą i obserwowałem. Nie musiałem długo czekać. Mężczyzna, którego szukałem wszedł na parkiet w towarzystwie długonogiej brunetki. Jego sylwetka, twarz, aż nazbyt dobrze je zapamiętałem. Teraz, kiedy go znalazłem, cała reszta wydawała się już dziecinnie prosta.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Thomas
Ocknąłem się z bólem głowy. Było mi niedobrze. Nie miałem pojęcia, gdzie byłem, ani co tu do diaska robiłem. Wokół panował mrok. Spróbowałem się podnieść, ale nagle zakołysało i znowu podparłem się na rękach. Zdałem sobie sprawę, że słyszę odgłosy fal. Jakby… obijały się o burtę. Cholera! Przytrzymałem się czegoś i tym razem udało mi się podnieść. W oddali widziałem światła. Byłem na kutrze rybackim! Na dodatek cholernie daleko od brzegu. Ogarnęła mnie panika. W jednej chwili tańczyłem z niczego sobie lalką, a w drugiej… jakby urwał mi się film. Nagle usłyszałem jakby czyjeś poruszenie.
– Halo? Ktoś tu jest? – spytałem z coraz bardziej narastającym strachem, ale i nadzieją, że to jakiś durny żart moich kumpli. Ciemność odrobinę stopniała, zamieniając się w szarość. Zrobiło się na tyle jasno, żebym mógł dostrzec stojącą po drugiej stronie kutra sylwetkę wysokiego mężczyzny. – Kim jesteś? – wypowiadając pytanie zdałem sobie sprawę, jak bardzo drży mój głos.
– Pamiętasz blondynkę z imprezy na basenie? Tę, którą postanowiłeś przelecieć bez jej zgody? – spytał spokojnym, chłodnym tonem nieznajomy. Z trudem przełknąłem ślinę. Czy on mówił o dziewczynie Cadena? Tej, która popełniła samobójstwo? Przecież nikt nie wiedział o tym co się wtedy stało… Nawet nie zostawiła żadnego listu… – Pamiętasz? – naciskał głos.
– Sama się prosiła – zacząłem obronnie. – Nawet została, kiedy wszyscy poszli…
– Cieszę się, że pamiętasz – oznajmił nieznajomy – to zaoszczędzi mi trochę czasu.
– Co… – próbowałem zacząć, ale wtedy pojawił się przy mnie czarny, mieniący się fioletem, trójwymiarowy cień.
Powalił mnie na pokład, zanim zdążyłem krzyknąć. Czarne ostrze najpierw uderzyło mnie w bok, przepalając skórę niczym laserem, a kolejny cios trafił prosto w kroczę. Wijąc się z bólu, krzyczałem tak długo, aż zupełnie zabrakło mi sił.