Rozdział 2 – Serce Czarnej Wieży
by Vicky
Raven
Wśliznąłem się do wielkiej, wyłożonej czarnym kamieniem sali, w której zebrani byli już wszyscy, to znaczy dziewięciu magów oraz nasz mistrz, i teraz zażarcie o czymś dyskutowali. Nikt nie pokwapił się o to, żeby zaprosić mnie na spotkanie. Cóż za zaskoczenie… Wiedziałem, czemu zawsze jestem pomijany, a mimo to nie zamierzałem odpuścić. Szczególnie że sprawa wydała mi się aż nazbyt interesująca. Stanąłem, opierając się plecami o ścianę. Nikt nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi.
– Nie możemy odmówić – kontynuował Edward Hall, dostojny mężczyzna po pięćdziesiątce i obecny mistrz Czarnej Wieży. – Mayonaka nas zniszczy.
– Ich magia nie może równać się naszej – zaprotestował Andre De’Vree, który zawsze był w gorącej wodzie kąpany i śpieszno mu było do każdej potyczki.
– Być może – prychnął zdecydowanie najrozsądniejszy ze wszystkich zebranych w sali, jasnowłosy Paul Marcus, który mimo młodego wieku wiele już w swoim życiu doświadczył – ale nawet my nie możemy stawić czoła setkom tysięcy odpornych na magię wojowników. Poza tym widzialna część Czarnej Wieży stoi na granicy Północnych Ziem. Nie możemy jej przenieść.
Tym razem nikt się nie odezwał. Nikt jednak również nie patrzył na mistrza, wszyscy wyraźnie omijali go wzrokiem.
– Doskonale, skoro mamy to już za sobą – Edward Hall oznajmił po przeciągającej się w nieskończoność chwili milczenia – to pozostaje tylko jedna kwestia. Kto weźmie na siebie odpowiedzialność za dziewczynę i będzie ją uczył?
Tak jak się spodziewałem, nie było chętnych. Pozwoliłem, by cisza zgęstniała. By narósł w nich niepokój. W końcu, gdy uznałem, że wystarczy, odsunąłem się od ściany i wyszedłem na środek.
– Ja się nią zajmę – oznajmiłem pewnie.
Mistrz z aprobatą skinął mi głową. Chciał coś powiedzieć, ale Christopher Randall, czego mogłem się spodziewać, zrobił to pierwszy. Był moim rówieśnikiem i nienawidził mnie najbardziej ze wszystkich.
– Mistrzu, nie możesz na to pozwolić! – niemalże krzyknął. – Wszyscy słyszeliśmy opowieści! Ta dziewczyna jest zepsuta do szpiku kości. Jeżeli zgodzisz się na to, żeby uczył ją ten psychopata…
– Christopherze – Edward stanowczo wszedł mu w słowo – czy sam chcesz się nią zaopiekować? – zapytał z zaciekawieniem przyglądając się blondynowi.
Młodzieniec przecząco pokręcił głową.
– Ja nie… – zaczął niezbyt przekonany.
– Świetnie – uciął nasz mentor. – Myślę więc, że to również już ustaliliśmy. Ravenie – zwrócił się do mnie poważnym głosem – za dwa tygodnie udasz się do Mayonaki na spotkanie z Władcą Północnych Ziem i przywieziesz ze sobą księżniczkę. Pamiętaj jednak, że dziewczyna nie jest twoim narzędziem – dodał wyraźnie na wszelki wypadek – nauczymy ją jak najmniej i jak najszybciej odeślemy do domu.
Zadowolony skinąłem głową. Zapowiadało się naprawdę ciekawie. Jeżeli księżniczka miała tak samo czarne serce, jak mroczna była otaczająca ją sława, to z łatwością uda mi się przekonać ją do swoich planów. Podobno była też bardzo zdolna w nauce magii. Byłem przekonany, że będzie idealną zabawką.