Rozdział 13 – Serce Czarnej Wieży
by Vicky
Rozdział Trzynasty
Effie, dzień trzydziesty dziewiąty
Zdziwiło mnie, że rankiem Raven sam zabrał mnie do Christophera. Pokój młodego czarodzieja wyglądał jak komnata w średniowiecznym zamku. Surowy, szary kamień ozdobiony kolorowymi draperiami, szerokie łoże z baldachimem, regały na książki i antyczne biurko. Uznałam, że idealnie oddaje jego charakter.
Siedzieliśmy na przysuniętej do łóżka otomanie. Christopher trzymał moją rękę i przypatrywał się jej w skupieniu. Raven chodził po komnacie w tę i z powrotem, wyraźnie się denerwując. W pewnym momencie przystanął i zaczął przypatrywać się temu, co robi blondyn. Wtedy ja też to zobaczyłam. W powietrzu unosiła się plątanina fioletowych, srebrnych i złocistych sznurków. Od ich ilości i prędkości, z jaką się poruszały zakręciło mi się w głowie.
– Czyś ty do reszty postradał rozum? – zwrócił się do Ravena oszołomiony Christopher. – Jakim cudem połączyłeś ją ze sobą taką ilością różnych zaklęć? Jaki był twój cel? – zaczął się rozwodzić, ale zamilkł, gdy jego wzrok powędrował w kierunku górującego nad nami mężczyzny. Ja również spojrzałam w jego stronę i zamarłam. Te same linie zaklęć wiły się nie tylko wokół mnie, ale również wokół Ravena. – Do diaska! – wyrwało się blondynowi. – Naprawdę oszalałeś!
– Czy możesz coś z tym zrobić? – spytał zrezygnowany Raven, ignorując zadane mu pytania. – Jeśli tak, po prostu to zrób.
– Więzi cienia nie potrafię rozplątać, zresztą gdzie w ogóle nauczyłeś się jej używać? – spytał sceptycznie.
– Widziałem, jak bawisz się z niewolnikiem, a potem użyłem jej instynktownie – wyjaśnił niecierpliwiąc się ciemnowłosy czarodziej.
– A srebrna i złota lina? – wtrąciłam się w rozmowę zaciekawiona.
Obydwaj spojrzeli na mnie, jak na komendę.
– Widzisz magię, jako coś materialnego? – odezwał się zaskoczony Christopher.
Raven uśmiechnął się nieznacznie.
– To rozwiązuje nasz problem – stwierdził wyraźnie zadowolony. – Podejdź tu – rozkazał, a ja posłusznie wstałam z miejsca. Chwycił moją dłoń i uniósł ją odrobinę do góry. – Srebrnej magii nie ruszaj, łączy cię z moim cieniem, jeżeli ją rozerwiesz, nie będzie mógł cię chronić – wyjaśnił cicho. Christopher w tym czasie wstał i położył rękę na moich plecach. Na chwilę zamarłam, ale szybko zauważyłam, że dzięki jego dotykowi sznurki stały się znacznie wyraźniejsze. – Złota to przysięga złożona w twierdzy Manhaim. Dzięki niej mogę cię łatwo odnaleźć i czuję, jeśli dzieje się coś złego – tłumaczył dalej. – Magia, której chcemy się pozbyć jest fioletowa. Spróbuj rozerwać ją na strzępy.
– Dlaczego Christopher nie może tego zrobić? – spytałam powątpiewająco.
– Dla nas magia jest jak postrzępione nici, a niektóra nawet jak lekka mgła, która iskrzy się w powietrzu, widzimy jej kolory, ale nie potrafimy jej uchwycić – wyjaśnił. – Jeżeli widzisz grubsze linie, to dla ciebie powinna być materialna i przez to możliwa do zerwania.
Wzięłam głęboki oddech i sięgnęłam po jeden z fioletowych sznurków. Kiedy go dotknęłam, zalał mnie potok pędzących w zastraszającym tempie myśli. To magia, z Ravenem łączyła mnie magia, co jeśli magia zniknie? Czy wtedy stracę też jego? Moje serce zaczęło bić jak oszalałe, w gardle ścisnął mnie strach, całe ciało oblał zimny pot, czułam, jak pochłania mnie panika. Szarpnęłam linę i przyciągnęłam ją bliżej siebie, była niczym żywe stworzenie i słuchała moich rozkazów. Magia oplotła Ravena, a potem mnie, zbliżając nas do siebie jeszcze bardziej, zatoczyła pętlę, potem drugą, trzecią i kolejne.
– Effie! Przestań! – krzyknął na mnie Christopher, odsuwając się ode mnie gwałtownie. – To niebezpieczne!
Oprzytomniałam. Wypuściłam sznurek z rąk. Chciałam odsunąć się również od Ravena, ale mnie nie puścił. Przyciągnął mnie bliżej, zamykając w swoich ramionach. Przytulił do siebie stanowczo.
– Ja… nie wiem co się ze mną stało – wydusiłam z siebie głosem stłumionym przez jego czarną koszulę.
– To nic – mruknął cicho Raven wtulając policzek w moje włosy – nie przejmuj się tym. Teraz magia nie powinna już ci zagrażać… ani sprawiać bólu…
– Czy wam kompletnie odbiło?! Obydwoje jesteście siebie warci! – Wrzasnął na nas Christopher. – Nigdy nie pozwoliłbym ci ingerować w magię, gdybym wiedział, że tak bardzo jesteś w niego zapatrzona – zwrócił się do mnie z wyrzutem. – Czy ten kretyn nie uprzedził cię, jak magia potęguje wszystkie emocje? Czemu jej na to pozwoliłeś?! – tym razem swój gniew skierował w stronę Ravena.
Chłopak wzruszył ramionami. Czułym gestem dotknął moich włosów. Uniosłam głowę i zobaczyłam szeroki uśmiech na jego twarzy. Dosłownie się rozpływał. Jeszcze nigdy nie widziałam go aż tak bardzo zadowolonego.
– Nie miałem pojęcia, że aż tak bardzo mnie lubi – przyznał miękko Raven, nawet na moment nie odrywając ode mnie ciepłego spojrzenia i nie odwracając się w kierunku Christophera.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Effie, dzień czterdziesty
Leżałam na łóżku, przytulając pluszową foczkę, którą podarowała mi Wieża. Przez okno wpatrywałam się w morskie fale. Po tym, co się wydarzyło, swobodnie mogłam już myśleć o Aedanie, a nawet się z nim spotkać. Starałam się jednak trzymać dystans. Po pierwsze, stał się moim przyjacielem i nie żywiłam wobec niego żadnych romantycznych uczuć, a wyglądało na to, że chłopak myśli zupełnie inaczej. Nie miałam zamiaru go zwodzić. Po drugie, nie chciałam drażnić Ravena, mając nadzieję, że jeżeli sprawę z Aedanem postawię jasno, on również da mu spokój.
Z zamyślenia wyrwał mnie hałas otwierających się drzwi.
– Effie! – Raven pojawił się w moim pokoju dosłownie znikąd. – Musisz pójść ze mną, natychmiast! To nie moja wina i nie miałem z tym nic wspólnego – w jego głosie pobrzmiewały nuty paniki, co jeszcze nigdy dotąd nie miało miejsca.
Zaniepokojona wstałam z pościeli.
– Opowiesz mi co się stało? – spytałam, zbliżając się do niego.
– Lepiej żebyś sama to zobaczyła – mruknął nieszczęśliwy.
Wyciągnął do mnie rękę, a ja chwyciłam jego dłoń, by już po chwili znaleźć się w jego lofcie. Poprowadził mnie w kierunku antresoli, puszczając mnie przodem po schodach. Na górze stanęłam zaskoczona. Na zaścielonym grafitową pościelą, szerokim łóżku Ravena leżała naga nastolatka. Prawdopodobnie nie miała nawet osiemnastu lat. Była jednak prześliczna. Miała długie, sięgające poniżej linii pleców złociste włosy i godne pozazdroszczenia, zaokrąglone w odpowiednich miejscach kształty. Sprawiała wrażenie znudzonej.
– No jesteś wreszcie – odezwała się słodkim głosem. – Tylko po co ją tu przyprowadziłeś? Myślałam, że ludzie kopulują wyłącznie parami…
Z trudem oderwałam spojrzenie od nagiej dziewczyny, przenosząc je na ukrywającego się za moimi plecami Ravena.
– Kim ona jest? – spytałam spokojnym głosem.
– Możesz mi wierzyć lub nie, ale nie mam zielonego pojęcia – mruknął zrezygnowany. – Pozwól, że zostawię was same. Pozbądź się jej proszę.
Nie czekając na moją odpowiedź zaczął schodzić po schodach.
– Raven! – zawołałam za nim karcąco.
– Nie martw się, Wieża nie pozwoli cię skrzywdzić – rzucił nawet się do mnie nie odwracając.
– Raven!!! – tym razem krzyknęłam znacznie głośniej.
Odwrócił się dopiero, gdy dotarł do drzwi.
– Pamiętasz, co obiecałaś mi za uratowanie Sol? – zapytał poważnym głosem. – No więc, niech to będzie właśnie ta przysługa, którą mi się za to odpłacisz.
Kiedy wyszedł zamykając za sobą drzwi, miałam ochotę czymś za nim rzucić. Z powrotem spojrzałam w kierunku dziewczyny. Usiadła przypatrując się mi zirytowana. Czy to miał być jakiś dziwny żart? A może Raven postanowił sprawdzić, jak bardzo elastyczne są moje granice?
– Co zrobiłam nie tak? – spytała zupełnie poważnie. – Czemu sobie poszedł? Przecież lubi seks, często o nim myśli.
– Jak masz na imię? – spytałam zastanawiając się kim jest ta dziewczyna i jakim cudem dostała się do wnętrza Wieży.
Spojrzała na mnie nic nie rozumiejącym wzrokiem.
– Przecież znasz moje imię… jesteśmy przyjaciółkami – dodała z wyrzutem, przeciągając się i kładąc się na brzuchu. Podparła głowę na łokciu. – Nazywam się Scarlett.
Co?!
– Przybrałaś ludzką postać? – spytałam niedowierzająco.
– Tak. To czas godów – wyjaśniła. – Potrzebuję partnera, a jak się domyślasz, w pobliżu nie ma innych smoków,
Przymknęłam oczy. Sytuacja była irracjonalna, ale rozumowanie Scarlett, jeżeli to naprawdę była ona, zazwyczaj było dość prostolinijne.
– Wspominałaś, że Raven często myśli o seksie. Czy myśli o seksie z różnymi kobietami? – zaryzykowałam, wcale nie mając pewności, czy chcę znać odpowiedź na to pytanie.
Scarlett spojrzała na mnie poirytowana.
– Nie, wyobraża sobie seks z tobą – odpowiedziała obojętnie – ale to nic nie szkodzi – dodała. – Sądzę, że potrafiłabym cię naśladować – zapewniła.
– Jak sama zauważyłaś, ludzie łączą się w pary, a Raven jest już mój – powiedziałam najspokojniej jak potrafiłam. – Musisz znaleźć sobie kogoś innego.
Dziewczyna podniosła się z łóżka i podeszła do mnie wolnym krokiem. Zatrzymała się tuż przede mną, w ogóle nie ukrywając swojej nagości.
– Ale ja lubię Ravena – odezwała się pewnym głosem. – Jesteś moją przyjaciółką, dlaczego nie chcesz się nim ze mną podzielić?
– Nie i koniec – ucięłam stanowczo ten temat. – Ale przecież lubisz też Christophera? – chwyciłam się pierwszego koła ratunkowego, jakie przyszło mi do głowy. – Czy on nie może być twoim partnerem?
Scarlett przez chwilę się zastanawiała.
– Lubię go, ale on nie myśli o seksie – oznajmiła w końcu.
– To właśnie dlatego, że nie ma partnerki – zapewniłam ją z entuzjazmem.
– Nie ma? – jej oczy zaświeciły się złowieszczym blaskiem. – Więc mógłby być mój na stałe? Nie musiałabym go pożyczać tak jak od ciebie Ravena?
Jęknęłam w duchu. Skąd przyszło jej do głowy, że może sobie ode mnie pożyczyć Ravena, na dodatek, żeby iść z nim do łóżka…
– Christopher może być cały twój – zapewniłam, robiąc dobrą minę do złej gry.
– W takim razie idę do niego – wyszczerzyła do mnie zęby w uśmiechu. – Dziękuję za radę.
– Czekaj! – zatrzymałam ją w miejscu, gdy próbowała minąć mnie w drodze do schodów. – Chodźmy najpierw do mnie, dam ci jakieś ubranie, bo jeśli przyjdziesz do niego naga, to możesz go tym przestraszyć – postanowiłam, że nie będę dla niego aż tak okrutna.
Smoczyca przewróciła oczami.
– Te wasze ludzkie zwyczaje są takie dziwaczne…
Posłusznie jednak podążyła za mną do mojego pokoju. Wybrałam dla niej błękitną, asymetryczną tunikę i białe legginsy. Scarlett zadowolona z siebie nie mogła przestać przeglądać się w lustrze. Zaciekawiona przyglądałam się, jak jej odbicie wykonuje zupełnie inne ruchy, niż realna sylwetka, od kiedy jednak znalazłam się w innym świecie, chyba nic już tak naprawdę nie mogło mnie zdziwić.
– Podoba ci się? – spytałam.
– Jest śliczna! – przyznała. – I mięciutka – dodała. – Rozumiem już czemu lubisz to nosić. – Podeszła bliżej, oplatając ramionami moją szyję. Spojrzałam na nią zaskoczona. – Wiesz co Eff, w międzyczasie wpadłam na doskonały pomysł – zaczęła słodkim głosem. Poczułam, że coś jest nie tak. Zupełnie jakbym unosiła się w powietrzu. – Zdecydowałam, że mimo wszystko najbardziej lubię Ravena. Ponieważ jednak, jak słusznie zwróciłaś mi uwagę, on woli twoje ciało, to je również na trochę pożyczę. Sądzę, że mogę być naprawdę dobra w udawaniu.
Zakręciło mi się w głowie i byłam pewna, że za chwilę upadnę, coś jednak przytrzymało mnie w miejscu. Moje nogi zaczęła otaczać kryształowa tafla.
– Scarlett! Co ty robisz?! Natychmiast przestań! – zażądałam, ale smoczyca tylko stała i patrzyła na mnie z uśmiechem. Patrzyła na mnie fiołkowymi oczami. Poczułam się, jakbym przeglądała się w lustrze. – Scarlett… proszę…
Przezroczysta substancja sięgała już mojego pasa, a ja nie mogłam się poruszyć nawet o centymetr.
– Za jakiś czas po ciebie wrócę – obiecała, otwierając drzwi. Za nimi pojawił się pusty pokój. – Co jest? – spytała zirytowana.
Otworzyła je ponownie, a potem znowu zamknęła. Po kilku próbach spojrzała na mnie pytająco. Byłam na nią naprawdę wkurzona, ale to że Raven jej u siebie nie chce odrobinę podniosło mnie na duchu.
– Wieża wyczuwa, że nie jesteś tam mile widzianym gościem – wyjaśniłam tak spokojnie, jak tylko potrafiłam. – Uwolnij mnie i porozmawiajmy – poprosiłam ponownie.
Smoczyca wzruszyła ramionami.
– Trudno, w takim razie poradzę sobie w inny sposób.
Drzwi, które otworzyła, tym razem prowadziły na korytarz. Scarlett uśmiechnęła się do mnie radośnie i wyszła z pokoju, wyglądając zupełnie tak jak ja. Przez kilka kolejnych minut walczyłam z otaczającą mnie masą, ale była to walka z wiatrakami. Magia otoczyła mnie całkowicie, a ja osunęłam się w ciemność.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Raven
Słońce zbliżało się ku zachodowi. Podniosłem się do pozycji siedzącej. Przeciągnąłem się leniwie, ziewając. Czy powinienem już wrócić do Wieży? Moja ulubiona polana była obecnie oazą spokoju i wcale nie uśmiechało mi się jej opuszczać. Sam przed sobą musiałem przyznać, że uciekłem jak tchórz. Miałem jednak ku temu kilka powodów.
Pierwszym z nich była Effie. Nie miałem pojęcia, jak wytłumaczyć jej obecność nagiej dziewczyny w moim łóżku. Wciąż doskonale pamiętałem, jak czułem się, gdy sądziłem, że moja księżniczka sypia również z Aedanem.
Drugim była oczywiście wspomniana naga dziewczyna. Ponieważ Wieża ją wpuściła, nie mogłem jej tak po prostu zabić, niezależnie od tego kim by nie była, a nie zamierzałem przebywać w jej towarzystwie. Lepiej więc było, by sprawę załatwiła Effie.
Trzecim powodem okazało się coś, czego nigdy do tej pory nie czułem. Był to strach. Paniczny lęk przed tym, że z jakiegoś durnego powodu, który zupełnie nie zależał ode mnie, Effie ze mnie zrezygnuje. Teraz, kiedy już ją poznałem, nie miałem pojęcia, jak wcześniej mogłem żyć bez niej.
Moje rozważania przerwał szelest liści. Księżniczka z gracją wyłoniła się z lasu, wesoło się do mnie uśmiechając. Odetchnąłem z ulgą, bo to oznaczało, że nie gniewała się na mnie za całą tą sytuację. Tylko dlaczego nie była zła? Czy nie zamierzała robić mi wyrzutów, że zostawiłem ją samą z moim problemem?
Dziewczyna uklęknęła na trawie tuż za moimi plecami. Od tyłu oplotła ramionami moją szyję. Delikatnie pocałowała mnie w kark, a potem przygryzła płatek mojego ucha. Zmroziło mnie w środku. Jak mogłem być takim kretynem, żeby zostawić ją samą?! Wierzyłem w bezpieczeństwo, które zapewni jej Czarna Wieża, ale ona… przecież od zawsze była piekielnie nieprzewidywalna.
Odepchnąłem ją od siebie, gwałtownie wstając i przywołując do siebie jeden z moich cieni. Ciemna postać przyłożyła dziewczynie nóż do gardła, zmuszając ją, by pozostała na trawie.
– Kim jesteś i gdzie jest Effie? – spytałem chłodno, patrząc na nią z góry.
– Jak się domyśliłeś? – spytała niedowierzająco. – Przecież mam jej ciało!
– Nie zakochałem się w ciele Effie – warknąłem na nieznajomą.
Dopiero teraz, z całą stanowczością i wszystkimi konsekwencjami tego uczucia, po raz pierwszy uświadomiłem sobie, że to właśnie o to przez cały czas chodziło. Kochałem Effie. Nikogo nigdy nie kochałem i nikt nigdy nie kochał mnie, a teraz, z nieznanego mi powodu, kochałem dziewczynę, która pojawiła się w moim życiu dosłownie znikąd. Jak w ogóle mogło do tego dojść?! Ogarnęła mnie furia, gdy dotarło do mnie, że przez tą pieprzoną, klęczącą przede mną istotę mogę ją stracić. Nóż na jej gardle zadrżał, pozostawiając po sobie czerwoną stróżkę krwi.
– Nie, Raven, nie rób tego – szepnęła, a w jej oczach zalśniły łzy. – Pozwól mi wrócić do mojego ciała – jęknęła błagalnie.
– Kim jesteś? – powtórzyłem pytanie, tym razem jeszcze ostrzej.
– To ja, Scarlett – wydusiła z siebie cichutko.
Spojrzałem na nią niedowierzająco. To niemożliwe! Smoki nie przybierały ludzkiej postaci, chyba że… Czyżby Scarlett należała do linii władców?
– Natychmiast zabierz mnie do Effie! – zażądałem.
Po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
– Nie zrobiłam jej krzywdy – wychlipała. – Chciałam cię tylko pożyczyć, a ona mi odmówiła, więc pożyczyłam sobie jej ciało.
– W tej chwili, Scarlett – warknąłem, sprawiając, że cień pociągnął ją za włosy, zmuszając do wstania z kolan. – Jęknęła cicho, podnosząc się powoli. Poczułem jak smoczyca zbiera swoją magię. – Nawet o tym nie myśl – rzuciłem z groźbą w głosie, kierując swoją wolę, by splątać jej istotę z ciałem księżniczki.
Nie miałem bladego pojęcia, co stanie się, jeżeli teraz się przemieni. Wiedziałem jednak, że Effie będzie chciała odzyskać swoją postać. Szczególnie, że wbrew temu czego do tej pory się dowiedziałem, byłem pewien, że ciało Vivien, zostało stworzone specjalnie dla niej. To tamta ładna blondynka ze wspomnień Effie była skomponowana w zupełnie innej tonacji, niż jej istota.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Christopher
Kiedy stanąłem przed pokojem Effie, drzwi same się otworzyły, zanim jeszcze zdążyłem zapukać. Zaskoczony wszedłem do pomieszczenia, nie wiedząc dlaczego aż tak bardzo chciała mnie widzieć. Czarodziejki jednak nie było w środku. Zamiast niej, moim oczom ukazał się magiczny kryształ, a w nim uwięziona, eterycznej urody dziewczyna. Nie miałem pojęcia, co nieznajoma robi w Wieży i dlaczego ktoś ją uwięził, trudno jednak było nie podejrzewać mi jakiejś nowej intrygi Ravena.
Podszedłem do kryształu i położyłem na nim rękę. Magia nie była zbyt silna i bez trudu zaczęła się rozpływać. Jasnowłosa dziewczyna upadła wprost w moje ramiona. Była piękna baśniową urodą. Miała na sobie białe spodnie i zwiewną, niebieską tunikę. Otworzyła cudowne, chabrowe oczy i spojrzała na mnie zaskoczona.
– Chris – melodyjnym głosem wypowiedziała moje imię, a ja poczułem jak moje serce przyspiesza. Nawet nie próbowałem zastanawiać się skąd je zna. – Jak dobrze, że jesteś! – westchnęła z prawdziwą ulgą, a ja poczułem przypływ czystego szczęścia, że na mnie czekała.
W tym momencie do pokoju wpadł Raven, a ja poczułem ogarniającą mnie frustrację. Czy musiał wybrać akurat taki moment? Wtedy dotarło do mnie, że mężczyzna ciągnie za sobą Effie, bez ceregieli boleśnie wykręcając jej rękę. Co to do licha miało być? Kolejna kłótnia kochanków? Kiedy dziewczyna wreszcie przejrzy na oczy? Ku mojemu zdumieniu czarodziej pchnął ją na podłogę i jednym krokiem pokonał dzielącą nas odległość, wyrywając piękną nieznajomą z moich ramion. Na twarzy blondynki zobaczyłem prawdziwą ulgę. Przylgnęła do boku Ravena, co odczułem jak nieprzyjemny cios.
– Co tu się dzieje? – spytałem oschle, podchodząc do Effie i pomagając jej wstać.
– Nie wtrącaj się – warknął na mnie Raven.
– Chyba żartujesz – odpowiedziałem mu równie nieprzyjemnym tonem. – Eff, nic ci nie jest? – spytałem zaniepokojony.
Ciemnowłosa dziewczyna uśmiechnęła się do mnie kocim uśmiechem, takim, jakiego jeszcze nigdy u niej nie widziałem. Przylgnęła do mojego ramienia.
– Zabierz mnie stąd, proszę – wyszeptała błagalnie.
W ciągu kilku sekund oceniłem sytuację. Nie wyglądało na to, żeby jasnowłosej piękności cokolwiek groziło ze strony Ravena. Za to Effie… ona wyraźnie potrzebowała teraz mojego wsparcia. W jednej chwili podjąłem decyzję i cofnąłem się za drzwi, biorąc ją ze sobą, z myślą, że chcę się znaleźć we własnym pokoju.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Raven
Cień nie zdążył zablokować im drogi i Christopher razem ze Scarlett i ciałem Effie rozpłynęli się w powietrzu. Zakląłem. Effie w milczeniu wpatrywała się w puste miejsce.
– Skąd wiedziałeś? – spytała, jeszcze mocniej się do mnie przytulając.
Odgarnąłem z jej twarzy luźne kosmyki włosów.
– Po prostu wiedziałem, zawsze cię rozpoznam – przyznałem szczerze.
Uśmiechnęła się do mnie leciutko, popychając w kierunku łóżka. Usiadłem, a wtedy ona oparła się o mnie, próbując mnie pocałować. Przytrzymałem ją i odsunąłem od siebie, starając się być delikatny.
– Effie, zaczekaj, musimy to odkręcić – westchnąłem. – Nie chcę całować Scarlett, nawet jeżeli to tylko powłoka.
Dziewczyna jakby oprzytomniała. Skrzywiła się nieznacznie, ale posłusznie usiadła obok.
– To co teraz zrobimy? – spytała z ufnością, a ja musiałem przyznać sam przed sobą, że nie mam dobrego rozwiązania.
– Wieża w życiu nie wpuści mnie do pokoju Christophera – przyznałem – a nie chcę, żebyś znowu została ze Scarlett sam na sam.
Zastanowiła się przez chwilę, a potem spojrzała na mnie wyzywająco. Z trudem przełknąłem ślinę, bo z taką miną nawet w tym ciele zaczęła mi się wydawać pociągająca.
– Właściwie czemu nie – oznajmiła pewnym głosem. – W końcu sam kazałeś mi rozwiązać ten problem – mocno zaakcentowała ostatnie słowo.
Zdałem sobie sprawę, że nie mam wyboru. Byłem pewien, że jeżeli Effie coś sobie postanowi, to przekonać ją do zmiany zdania mogłem co najwyżej siłą, a tego zdecydowanie nie chciałem robić.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Christopher
Cholera jasna! Zupełnie się tego nie spodziewałem i nie miałem zielonego pojęcia, jak w ogóle do tego doszło! Leżałem na łóżku. Effie, w obcisłych czarnych spodniach i fioletowej, zwiewnej tunice, siedziała na mnie okrakiem. Uśmiechała się jak kotka, która właśnie opiła się pysznej śmietanki. Drobną dłonią zaczęła rozpinać guziki mojej koszuli.
– Przestań, proszę, porozmawiajmy… – zacząłem błagalnie.
– Och… nie podobam ci się? – spytała przerywając moją wypowiedź. – Jestem pewna, że tak nie jest. Słyszałam jak zazdrościsz niewolnikowi – zamruczała.
Rozpięła ostatni guzik, a ja nie byłem pewien, jak ją powstrzymać. Co zaszło między nią, a Ravenem?
Usłyszałem, jak otwierają się drzwi, a do pokoju pewnym krokiem wkroczyła eteryczna blondynka. Miałem ochotę przeklinać, bo ostatnie czego chciałem, to to, żeby nieznajoma zobaczyła mnie w tak jednoznacznej sytuacji.
– Scarlett, złaź z niego! – zażądała.
Zamrugałem zaskoczony. Dziewczyna, która być może jednak nie była Effie, spojrzała na nią wrogo.
– Przecież sama powiedziałaś, żebym wzięła sobie Christophera – odezwała się z pretensją, lekko wydymając kształtne usta.
– Możesz sobie z nim robić co chcesz, ale najpierw oddaj mi moje ciało! – zażądała chłodno blondynka. – A ty! – zwróciła się teraz do mnie – na ciebie po prostu brak mi słów! Naprawdę chciałeś mnie wykorzystać?
– Ja nie… – zająknąłem się zaskoczony, nie mając pojęcia, jak jej to wytłumaczyć.
Czarodziejka, która okazała się nie być czarodziejką, niechętnie ze mnie wstała. Podeszła do drugiej dziewczyny. Oplotła jej szyję ramionami, a ja poczułem delikatny przypływ pradawnej magii. Effie, która tym razem już chyba była prawdziwa, odsunęła się od blondynki.
– Dziękuję – powiedziała, ale zabrzmiało to bardzo ironicznie. – Raven kazał ci przekazać, że jeżeli jeszcze raz coś takiego odstawisz, już nigdy się do ciebie nie odezwie. – Ku mojemu zaskoczeniu blondynka po usłyszeniu tej groźby wyglądała na naprawdę przerażoną. – Teraz już możesz sobie robić z Chrisem co tylko chcesz – dodała i opuściła mój pokój.
Jasnowłosa piękność spojrzała w moim kierunku. Na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie, które płynnie zmieniło się w niekłamaną wściekłość. Ledwo zdążyłem uchylić się przed wazą, którą chwyciła z komody i we mnie rzuciła. Krzyknęła w niekontrolowanej furii i rzuciła kolejnym przedmiotem.
– Nienawidzę cię! Nienawidzę! Nienawidzę! – wrzeszczała raz po raz, a jej twarz zrobiła się zupełnie czerwona. – Dlaczego?! Dlaczego ty również myślisz teraz o niej?!
Nie mogłem zebrać myśli, ale niejasno zdałem sobie sprawę, że faktycznie pomyślałem… zacząłem żałować, że przed chwilą nie siedziała na mnie prawdziwa Effie.