Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kruk

    Kruk

    Męczył się każdego dnia. Brak Suri był jak otwarta rana, która nie chciała się zagoić. Czuł ją w każdym oddechu, w każdej chwili ciszy, w każdym momencie, kiedy instynktownie szukał jej wzrokiem na korytarzu. Oddałby wszystko — nawet własną dumę — byle tylko znów mogła być przy nim. Być jego.

    Wiedział, że to jego wina. Całkowicie. To on ją zranił. Sprawił, że zaczęła się go bać. Na dodatek jakaś część niego wciąż szeptała, że nigdy na nią nie zasługiwał. Dziewczyna taka jak ona nie powinna należeć do kogoś takiego jak on. Mimo to był zdeterminowany. Chciał coś zrobić — cokolwiek. Chciał spróbować, porozmawiać z nią, przeprosić… Aż do tego dnia.

    Szedł korytarzem w stronę sali treningowej, kiedy ich zauważył. Suri i Christopher. Szli obok siebie, trzymając się za ręce. Mundurki Feniksów — śnieżnobiałe, idealnie skrojone — wspaniale na nich leżały. Christopher wyglądał jak książę z bajki — jasne, lekko falujące włosy opadały mu na czoło, a jego anielska, niemal nierealna twarz rozświetlała się łagodnym uśmiechem. Obok niego Suri wyglądała jak ktoś, kto nie powinien należeć do tego świata — jej nietypowa, azjatycko-europejska uroda przyciągała wzrok nawet w tłumie. Była piękna w sposób niedostępny, odległy, jakby otaczała ją niewidzialna szyba.

    I uśmiechała się. Śmiała się beztrosko przy Christopherze, patrząc na niego z uniesioną głową, a on nachylał się do niej i coś szeptał prosto do jej ucha. Suri zaśmiała się jeszcze głośniej, a Christopher przytulił ją do siebie, jakby to było najnaturalniejsze ułożenie na świecie.

    Widok sprawił, że Kruk stanął w miejscu jak wryty. Czuł, jak coś w nim się roztrzaskuje — powoli, boleśnie i ostatecznie. Patrzył na nich i nagle zrozumiał, z całą brutalną jasnością, że to nigdy nie było jego miejsce. Nie tak naprawdę. On był cieniem, mrokiem, burzą. A Christopher… Christopher był światłem, do którego Suri najwyraźniej chciała się zbliżyć.

    Powoli cofnął się za róg, opierając plecami o zimną ścianę. Zacisnął dłonie w pięści, aż paznokcie wbiły mu się w skórę. Czuł, jak coś ściska go w gardle, a oczy pieką, choć wiedział, że nie pozwoli sobie na łzy. Zamiast tego uderzył pięścią w ścianę, zdzierając sobie kłykcie. Całe jego życie było po prostu cholernie nie fair.

    ✩ ✩ ✩

    Kuro

    Rok akademicki dobiegał końca. Za kilka dni większość uczniów miała rozjechać się na wakacje, więc Feniksy postanowiły urządzić pożegnalną imprezę nad basenem. Zielone mundurki mieszały się z białymi, śmiech i głośna muzyka niosły się po całym terenie. Kuro siedział z dala od basenu, bo szczerze nienawidził wody, i był w centrum uwagi — jak zwykle.

    Nie musiał nic robić. Po prostu siedział i patrzył, a ludzie sami do niego podchodzili. Kilka dziewczyn z zielonych mundurków co chwilę rzucało mu ukradkowe spojrzenia, a jedna z nich w końcu zebrała się na odwagę i podeszła bliżej.

    — Kuro… — zaczęła niepewnie, ale z wypiekami na policzkach. — Ja… naprawdę cię lubię. Chciałabym się z tobą umówić. Może… po wakacjach?

    Kitsune powoli uniósł wzrok. Spojrzał na nią z wyraźnym zaskoczeniem, a potem z podejrzliwością.

    — Ale wiesz, że jestem lisem, prawda? — zapytał spokojnie.

    Dziewczyna uśmiechnęła się rozmarzona, jakby właśnie usłyszała najpiękniejszą rzecz na świecie.

    — Jesteś taki cudowny… — wyszeptała.

    Kuro przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, kompletnie zbity z tropu. W jego świecie istniała tylko Suri, wyłącznie ona. Reszta ludzi — nawet ci, którzy go podziwiali — była dla niego tłem. Ten rodzaj zainteresowania, który nie pochodził od Suri, wydawał mu się… dziwny. Prawie niezrozumiały. I zdecydowanie kłopotliwy. 

    Nie odpowiedział. Po prostu odwrócił wzrok i wrócił do obserwowania imprezy. Jego spojrzenie szybko odnalazło Suri. Siedziała na leżaku z Christopherem. On właśnie okrył jej ramiona swoim swetrem i podał jej drinka, a ona przyjęła go z lekkim uśmiechem. Christopher usiadł za nią, oplatając ją ramieniem, a Suri wygodnie oparła się o jego tors. Razem z Emiyo i Cameronem rozmawiali o czymś, śmiejąc się cicho. Wyglądała… spokojnie. Prawie szczęśliwie.

    Kuro poczuł, jak coś nieprzyjemnie ściska go w piersi. Był zazdrosny. Oczywiście, że był. Ale jednocześnie wiedział, że jeśli naprawdę chce, żeby coś między nimi zaszło, musi im dać przestrzeń. Nie mógł ciągle stać między nimi jak cień. Nie tym razem.

    Z westchnieniem wyswobodził się z grupy dziewczyn, które wciąż próbowały z nim rozmawiać, i powoli podszedł do leżaka. Bez słowa usiadł na ziemi, opierając się plecami o nogi Suri. Jeden z ogonów leniwie owinął wokół jej kostki. Dziewczyna drgnęła lekko i spojrzała w dół. Wyciągnęła rękę i pogłaskała jego włosy. Kuro zamruczał cicho, z zadowolenia. Nie uniósł głowy. Po prostu oparł się wygodniej i zamknął oczy, czując ciepło jej skóry przez koszulkę.

    To lepsze niż nic — pomyślał. — Na razie mi wystarczy.

    Christopher

    Siedział na leżaku z Suri między nogami, opierając brodę o jej ramię. To było… naprawdę przyjemne. Od tygodni, od kiedy Kruk odszedł, Suri była przy nim częściej niż kiedykolwiek. Pozwalała mu być blisko, dotykać jej w sposób, który wcześniej byłby niemożliwy. I choć wiedział, że wciąż nosi w sobie dużo bólu, to jednak widział też, jak powoli zaczyna się rozluźniać.

    Delikatnie okrył jej ramiona swoim swetrem, kiedy zauważył, że lekko się wzdrygnęła od wieczornego chłodu. Potem podał jej drinka i przyciągnął bliżej, oplatając ją ramieniem. Suri oparła się o niego bez słowa, a Christopher poczuł ciche zadowolenie, gdy jej ciało przylgnęło do jego.

    — Pamiętacie, jak w poprzednim semestrze Emiyo prawie utopiła Davida podczas wyścigu wpław? — zaśmiał się Cameron, siedzący naprzeciwko nich ze szklanką w dłoni.

    Emiyo parsknęła śmiechem.

    — To nie była moja wina! On sam się pchał na pierwszą pozycję.

    David pogłaskał jej włosy w czułym geście. 

    — Rzadko kiedy budzisz w sobie takiego ducha rywalizacji — mruknął, a ona spłonęła rumieńcem. 

    Suri cicho się roześmiała, a Christopher poczuł, jak wibruje jej ciało przy jego piersi. Spojrzał w dół na jej profil — na lekko rozchylone usta, na sposób, w jaki patrzyła na przyjaciół. Wyglądała… lżej. Nie tak jak jeszcze kilka tygodni temu.

    Jego dłoń spoczywała na jej biodrze, kciuk powoli muskał materiał spódnicy. Nie spieszył się. Nie naciskał. Po prostu był. I cieszył się, że może.

    W pewnym momencie Suri odwróciła głowę i spojrzała na niego. Ich spojrzenia się spotkały. Christopher uśmiechnął się delikatnie, prawie niezauważalnie. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech, a potem znowu oparła głowę o jego ramię. Chłopak poczuł, jak coś ciepłego rozlewa się w jego piersi.

    Zobaczył, jak Kuro idzie w ich stronę, wyraźnie zmęczony rozmowami z grupką dziewczyn, które wcześniej go otaczały. Bez słowa podszedł do leżaka i usiadł na ziemi, opierając się plecami o nogi Suri. Jeden z jego ogonów leniwie owinął się wokół jej kostki. Ona tylko wyciągnęła rękę i pogłaskała go po włosach. Christopher poczuł, jak jej ciało lekko się napina, ale po chwili znowu się rozluźnia. Nie zareagował. Po prostu mocniej przytulił ją do siebie, jakby chciał jej przypomnieć, że on też tu jest. Nie musiała wybierać.

    Jego dłoń na jej biodrze zacisnęła się lekko, a kciuk zatoczył powolny krąg. Spojrzał w dół na Kuro, który siedział z zamkniętymi oczami, wyraźnie zadowolony, że może być blisko Suri. 

    Christopher nie czuł złości. Nie czuł nawet prawdziwej zazdrości. Po prostu… obserwował. I czekał. 

    ✩ ✩ ✩

    Christopher

    Miał mieszane uczucia. Z jednej strony czuł coś, czego nie doświadczył nigdy wcześniej — lekkiego, ciepłego i jednocześnie przerażająco silnego. Zakochał się w Suri. Naprawdę. I teraz, kiedy mógł w końcu być przy niej bez poczucia winy, bez cienia Kruka między nimi… był szczęśliwy. Bardziej, niż kiedykolwiek myślał, że może być. Nie musiał się już powstrzymywać, udawać, że jest tylko przyjacielem. Suri go nie odpychała. Wręcz przeciwnie — pozwalała mu być blisko. Pozwalała mu trzymać się za rękę, przytulać się do niej, sprawiać, że czasem się uśmiechała. I to wystarczyło, żeby Christopher czuł, jakby świat nagle stał się jaśniejszy.

    Z drugiej strony… bolało go, jak bardzo była nieszczęśliwa. Widział to każdego dnia. W sposobie, w jaki czasem spoglądała w dal podczas rozmowy. W tym, jak nagle milkła w środku zdania, jakby coś ją ścisnęła w gardle. W tym, jak jej uśmiech czasem gasł zbyt szybko. Christopher nienawidził tego. Nienawidził, że ktoś mógł ją tak skrzywdzić, że ktoś, kogo kiedyś kochała, mógł ją tak potraktować — porzucić, zdradzić, zostawić samą z bólem, na który nie zasługiwała. I właśnie dlatego nie zamierzał już stać z boku.

    Siedział teraz obok niej na ławce w ogrodzie, obserwując, jak Suri wpatruje się w dal  pustym wzrokiem. Bez słowa wyciągnął rękę i delikatnie złapał ją za dłoń. Dziewczyna drgnęła lekko, ale nie cofnęła ręki. Pozwoliła mu ją przytrzymać.

    — Hej… — powiedział cicho, nachylając się w jej stronę. — Jesteś tu ze mną. Nie musisz udawać, że wszystko jest w porządku.

    Suri powoli odwróciła głowę i spojrzała na niego. W jej oczach była rezygnacja. Christopher poczuł, jak ściska go w piersi.

    — Wiem, że ci ciężko — kontynuował miękko. — Ale chcę, żebyś wiedziała, że nie jesteś sama. Nie musisz tego wszystko dźwigać w pojedynkę. — Delikatnie podniósł jej dłoń do ust i pocałował w kostki palców. Gest był prosty, ale pełen czułości. — Pozwól mi być przy tobie — powiedział jeszcze ciszej. — Pozwól mi cię pocieszać. Chcę, żeby było ci choć trochę lepiej.

    Dziewczyna wpatrywała się w niego tymi swoimi pięknymi, dużymi oczami. Christopher nie naciskał. Po prostu siedział obok niej, trzymając jej dłoń w swojej, gotowy czekać tyle, ile będzie trzeba. Bo teraz, kiedy Kruk odszedł… nie zamierzał już robić miejsca nikomu innemu.

    Suri przytuliła się do niego całą sobą. On, szczęśliwy, że nie zamierza się od niego odsuwać, przyciągnął ją do siebie mocniej, zdecydowanie bardziej stanowczo. Potem, bez słowa, pochylił się i złożył lekki, ciepły pocałunek na jej skroni. Dziewczyna zamknęła oczy. Christopher nie przestawał. Powoli, bardzo powoli przesunął usta niżej — wzdłuż jej policzka, aż do kącika ust. Zatrzymał się tam na chwilę, czując jej oddech na swojej skórze. Potem delikatnie, prawie nieśmiało, musnął jej usta swoimi. Nie odsunęła się.

    Christopher uniósł dłoń i delikatnie chwycił ją za brodę, unosząc jej twarz do swojej. Tym razem pocałował ją głębiej — powoli, ale z wyraźnym głodem, który od miesięcy tłumił w sobie. Jego druga dłoń spoczęła na jej talii, przyciągając ją bliżej, aż ich ciała niemal całkowicie się zetknęły.

    Suri odpowiedziała na pocałunek. Jej palce wplotły się w jego jasne włosy, a ciało miękko przylgnęło do jego. Chłopak odchylił się tylko na tyle, żeby spojrzeć jej w oczy. W jego spojrzeniu nie było już tylko troski. Było coś znacznie ciemniejszego i bardziej pierwotnego. Bez słowa pochylił się znowu i pocałował ją raz jeszcze — tym razem mocniej, głębiej, jakby chciał wchłonąć każdy jej oddech. Jego dłoń zsunęła się niżej, spoczywając na jej biodrze, a kciuk zatoczył powolny, intymny krąg na materiale mundurka. Suri drżała lekko pod jego dotykiem.

    Christopher nie spieszył się. Całował ją tak, jakby miał na to cały czas świata — powoli, zmysłowo, z taką czułością i głodem jednocześnie, że powietrze między nimi stało się gęste i gorące.

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Tego dnia umówiła się z Christopherem w Obsesji, było jeszcze wcześnie, był środek tygodnia i klub dopiero był otwierany, wiec postanowiła, ze nie będzie fatygowała chłopaka, żeby po nią przyszedł. Szybko jednak okazało się, ze powinna była to zrobić. 

    — Nie wyglądacie na pełnoletnich, w związku z czym nie wolno wam tu wejść — odezwał się obojętnym tonem ochroniarz. — Macie swoje ID?

    Suri zamarła. Nie miała przy sobie żadnych dokumentów, a już na pewno nie tych z Nowego Świata. W ogóle nie przyszło jej do głowy, że mogłyby być jej potrzebne. Z kolei Kuro tym bardziej ich nie miał… W końcu nie był człowiekiem, żeby ich do czegoś potrzebować. Wiedziała też, że nie powinna wyciągać tabletu w miejscu publicznym, bo to może wywołać nie lada sensację. 

    Westchnęła cicho, chcąc opuścić kolejkę, ale Kuro przytrzymał ją w miejscu. 

    — Dziękuję, to mi wystarczy — odezwał się ochroniarz, a ona poczuła się, jakby gdzieś zniknął ucięty fragment rozmowy. 

    Mężczyzna wpuścił ich do środka bez dalszych dyskusji. 

    — Namieszałeś mu w głowie? — spytała Suri podejrzliwie. 

    Kitsune wzruszył ramionami. 

    — Nie widziałem sensu w fatygowaniu Christophera, żeby po nas przychodził. 

    Suri westchnęła i pokręciła głową, idąc za Kuro w głąb klubu.

    — Naprawdę mogłeś chociaż spróbować załatwić to normalnie — mruknęła, ale w jej głosie nie było prawdziwej irytacji. — Chris pewnie i tak by nas wpuścił bez problemu.

    Kuro wzruszył ramionami, jakby temat go zupełnie nie interesował.

    — Po co? I tak byśmy tu weszli. A tak zaoszczędziliśmy czas.

    Dziewczyna nie odpowiedziała. Wiedziała, że z nim nie ma sensu dyskutować o takich rzeczach. Kuro po prostu robił to, co uważał za najwygodniejsze — dla siebie i dla niej. A to, że przy okazji majstrował przy czyichś myślach, najwyraźniej nie budziło w nim żadnych moralnych wątpliwości.

    Kiedy minęli bar, Christopher natychmiast ich zauważył i podszedł szybkim krokiem. Objął ją ramieniem, przyciągając do siebie i delikatnie pocałował w usta na powitanie. 

    — Mieliście problemy z wejściem? — spojrzał na nią opiekuńczo, najwyraźniej podsłuchawszy fragment rozmowy. 

    — Ochroniarz uznał, że jesteśmy nieletni i nie chciał nas wpuścić — przyznała.

    Chłopak roześmiał się ciepło. 

    — Faktycznie wyglądasz na młodszą — stwierdził szczerze rozbawiony — ale następnym razem pamiętaj, że jesteś na liście VIP. Nie stój niepotrzebnie w kolejce. 

    Suri skinęła głową. Kiedy weszli nieco głębiej, wzrok dziewczyny zatrzymał się na jednej z loży, w której rozsiadła się cała drużyna Żniwiarzy. Wtedy zobaczyła również podchodzącego do nich Kruka. 

    — Co on tu robi? — spytała ostrzej, niż zamierzała, ściskając przedramię Christophera.

    Blondyn wyglądał na zmieszanego. 

    — Nie miałem pojęcia, że tu dzisiaj będzie, przepraszam — przyznał cicho. — Wiesz, że bym cię tu w takim wypadku nie zaprosił. 

    Kuro przytulił się mocniej do jej boku, stając tak, żeby zasłonić jej swoim ciałem widok. Suri nie potrafiła pozbyć się nieprzyjemnego uścisku w żołądku. 

    — Ja… — zaczęła cicho, ale nie dokończyła, nie mając pojęcia, co w ogóle chciałaby powiedzieć. 

    Do oczu napłynęły jej niechciane łzy. 

    Christopher wziął ją za rękę. 

    — Chodźmy na górę — zaproponował, a ona natychmiast skinęła głową, łapiąc się tego pomysłu, jak koła ratunkowego. 

    Wszędzie, byle jak najdalej od niego.

    Pozwoliła Christopherowi poprowadzić się z powrotem przez klub, tym razem ku windom, do hotelu na piętrze. Chwilę później znaleźli się w prywatnym apartamencie Christophera. Kiedy otworzył drzwi, Suri od razu poczuła się… bezpieczniej. Apartament był przestronny, ale przytulny — w ciemnych, stonowanych barwach, z dużym oknem wychodzącym na miasto. Christopher zaprowadził ją prosto do sypialni i usiadł na łóżku, dając jej przestrzeń. 

    Suri pamiętała te pokoje, ale ostatnim razem była zbyt przerażona, żeby się po nich rozglądać. Poczuła w środku przyjemne ciepło. Wtedy… to właśnie Chris ją uratował. Gdyby nie on… nawet nie chciała myśleć, o tym, co wydarzyłoby się bez jego interwencji.  

    Przez długi czas rozmawiali. Suri mówiła o wszystkim — o tym, jak bardzo ją zabolało zobaczenie Kruka, o tym, jak bała się, że nigdy nie przestanie jej to ruszać, jak bardzo czuła się zagubiona. Christopher słuchał w milczeniu, tylko od czasu do czasu delikatnie ściskając jej dłoń lub muskając kciukiem jej skórę. Nie próbował jej pocieszać pustymi słowami. Po prostu był, a ona to szczerze doceniała.

    W pewnym momencie Suri położyła się na łóżku, zbyt zmęczona, żeby siedzieć. Kuro wskoczył na materac i ułożył się przy jej prawej stronie, wtulając się w jej bok. Christopher położył się po lewej — nie za blisko, ale na tyle, żeby mogła czuć jego obecność. Suri leżała między nimi, wpatrując się w sufit. Christopher nie próbował jej dotykać. Po prostu leżał obok niej, z ręką pod głową, i patrzył w ten sam punkt co ona.

    — Możesz zostać tu na noc — powiedział cicho. — Jeśli chcesz.

    Dziewczyna odwróciła głowę i spojrzała na niego. W jego jasnych oczach nie było presji. Tylko spokojna, ciepła troska.

    — Dobrze — szepnęła po chwili zastanowienia.

    Chłopak skinął głową i wyciągnął rękę, żeby zgasić lampkę nocną. W pokoju zrobiło się ciemno, tylko delikatne światło miasta sączyło się przez zasłony. Suri leżała nieruchomo, czując ciepło Kuro przy prawym boku i spokojną, stabilną obecność Christophera po lewej. Po kilku minutach jej oddech zaczął się uspokajać. Powoli, bardzo powoli, jej powieki zaczęły się zamykać.

    ✩ ✩ ✩

    Christopher

    Nie spał. Leżał w ciemności i słuchał jej oddechu, czując, jak jej ciało stopniowo się rozluźnia. Kiedy wreszcie zrozumiał, że Suri zasnęła, delikatnie przyciągnął koc wyżej, żeby przykryć jej ramiona.

    Kuro uniósł głowę i popatrzył na niego przez ramię dziewczyny. Christopher spojrzał w jego srebrzyste oczy i skinął lekko głową — ciche, niemal niewidoczne poruszenie. Kitsune położył głowę z powrotem na poduszce i zamknął oczy. W pokoju zapadła cisza, przerywana tylko równym, spokojnym oddechem śpiącej między nimi dziewczyny.

    Christopher miał szczerą nadzieję, że tak już właśnie zostanie. 

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Dostrzegł ją natychmiast. Stała przy wejściu do pomieszczenia, z tym pieprzonym lisem przyklejonym do swojego boku. Szczerze żałował, że oddał jej to przeklęte jajko, a jeszcze bardziej, że nie rozbił go o ziemię, kiedy miał taką możliwość. Gdyby zachował się inaczej… zdobył dla niej jakiegokolwiek innego chowańca… dał jej wtedy swojego smoka… wciąż byliby razem. Miałby prawo trzymać ją w swoich ramionach, całować i słuchać, jak mówi, że go kocha. A jednak, ta piekielna istota sprawiła, że Suri wybrała Christophera. 

    Kruk zacisnął szczękę, czując, jak coś ostrego i gorącego podchodzi mu do gardła. Nie miał pojęcia, co dokładnie się wydarzyło. Nie wiedział, dlaczego Suri nagle przestała z nim rozmawiać, dlaczego go unikała i patrzyła na niego tak, jakby był kimś, kogo należy się bać. Podejrzewał, że to przez symulację — przez to, co jej zrobił, kiedy stracił pamięć. Ale nie był tego pewien, a ona nie chciała z nim nawet porozmawiać. I to go wkurzało jeszcze bardziej.

    Patrzył, jak Christopher podchodzi do niej od tyłu i kładzie dłoń na jej biodrze. Suri nie odsunęła się. Nie wyglądała na zaskoczoną. Wręcz przeciwnie — lekko się do niego odwróciła, jakby czuła się przy nim dobrze. Bezpiecznie.

    Kruk czuł, jak coś w nim wrze. Suri woli Christophera. To zdanie uderzyło go z całej siły z czystą, gorącą złością. Bo mimo że uważał, iż Christopher jest dla niej lepszy, mimo że sam wiedział, że nigdy nie będzie w stanie dać jej tego, co on… to i tak bolało. I wkurzało, jak cholera. Ona naprawdę wybrała kogoś innego.

    Christopher nachylił się do niej i coś szepnął prosto do ucha. Suri się roześmiała — cicho, ale szczerze, a potem razem poszli w kierunku wind. Wtedy Kruk naprawdę poczuł, jak coś w nim roztrzaskuje się na kawałki.

    Odwrócił wzrok i powoli zacisnął pięści. Był wkurwiony. Na nią. Na Christophera. Na samego siebie. Bo nawet jeśli uważał, że ona postępuje słusznie, wybierając kogoś takiego jak Christopher… to i tak nie mógł znieść widoku, jak ktoś inny zajmuje jego miejsce.

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Wciąż nie potrafiła do końca pogodzić się z tym, co się wydarzyło. Kruk odszedł. Wybrał Rini. A ona została z tym wszystkim sama — z bólem, pytaniami i uczuciem, że coś w niej rozpadło się w sposób, którego nie da się już naprawić. Mimo to… obok niej był Christopher. I z każdym dniem coraz trudniej było jej udawać, że to, co do niego czuła, jest tylko przyjaźnią.

    Jej uczucia były szczere. Nie próbowała ich już przed sobą ukrywać. Chłopak był spokojny, cierpliwy i uważny w sposób, w jaki Kruk nigdy nie potrafił. Po prostu był obok niej — zawsze w odpowiednim momencie, z właściwym słowem albo gestem. Potrafił wyczuć, kiedy jej humor się psuje, i wiedział, jak go poprawić, nie zmuszając jej do rozmowy. Chemii między nimi również nie dało się oszukać. Suri nie mogła już temu zaprzeczyć. Za każdym razem, kiedy Christopher brał ją za rękę lub obejmował ramieniem, czuła to — delikatne, ale wyraźne napięcie, które rozchodziło się po całym jej ciele.

    Miała jednak traumę. Małą, ale uporczywą. Od tamtego dnia, kiedy widziała Kruka całującego się z Rini, coś w niej się zmieniło. Zaczęła zauważać rzeczy, na które wcześniej nie zwracała uwagi. Szczególnie wtedy, kiedy ktoś inny podchodził zbyt blisko do Christophera.

    Podczas zajęć z historii Nowego Świata, jedna z dziewczyn z drużyny Latających Tygrysów wyraźnie naruszyła jego przestrzeń osobistą. Pochyliła się nad nim, jakby chciała coś pokazać na tablecie, ale jej ramię ocierało się o jego ramię zdecydowanie zbyt długo. Śmiała się głośno z czegoś, co powiedział, i dotykała jego przedramienia, jakby to było najnaturalniejsze na świecie.

    Suri poczuła, jak coś nieprzyjemnie ściska jej żołądek. Zazdrość. Czysta i niespodziewana. Christopher jednak zareagował natychmiast. Delikatnie, ale zdecydowanie odsunął się o pół kroku i wyłączył tablet.

    — Dziękuję za pomoc — powiedział uprzejmie, ale z wyraźną rezerwą w głosie. — Już sobie poradzę.

    Dziewczyna zamrugała, wyraźnie zaskoczona jego reakcją, ale Christopher już na nią nie patrzył. Zamiast tego odwrócił głowę i spojrzał prosto na Suri, która siedziała rząd dalej, obok Laili. Ich spojrzenia się spotkały. Christopher, bez słowa, podszedł do nich.

    — Zamienimy się miejscami? — spytał Laili bez zbędnych wstępów.

    Blondynka w pierwszej chwili spojrzała na niego skonsternowana, ale zaraz potem obdarzyła go szerokim uśmiechem. 

    — Będziesz mi winiem przysługę — oznajmiła, a on w odpowiedzi skinął głową. 

    Kiedy wstała, Christopher od razu zajął jej miejsce. Wziął Suri za rękę — publicznie, bez wahania — a drugą przytulił ją lekko do swojego boku.

    — Jesteś zazdrosna? — zapytał cicho, nachylając się do niej.

    Suri spuściła wzrok, ale nie zaprzeczyła. Chłopak uśmiechnął się delikatnie i pocałował ją w skroń, zupełnie nie przejmując się tym, że ktoś mógł to zobaczyć. 

    — Nie musisz — powiedział cicho. — Jestem twój. Cały. I nie zamierzam tego zmieniać.

    Dziewczyn poczuła, jak coś w jej piersi rozluźnia się delikatnie. Kiedy on był obok, wszystko wydawało się… takie proste. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Christopher zaprowadził ją do małej, przytulnej kawiarni w jednej z bocznych uliczek Tokio. Miejsce było ciche i kameralne — przyćmione światło, drewniane stoliki, miękkie fotele i delikatny zapach kawy oraz świeżego pieczywa. Suri usiadła przy oknie, a Christopher zajął miejsce naprzeciwko niej.

    Przez jakiś czas rozmawiali o drobiazgach — o Akademii, planach na wakacje, o tym, jak dziwnie będzie po raz pierwszy od dawna nie widzieć się codziennie. W końcu, kiedy kelnerka zabrała puste filiżanki, Christopher pochylił się lekko do przodu i spojrzał jej prosto w oczy. Jego głos był spokojny, ale wyraźnie cieplejszy niż zwykle.

    — Chcę cię o coś zapytać — powiedział cicho. — I chcę, żebyś odpowiedziała szczerze, bez żadnej presji.

    Suri poczuła, jak serce zaczyna bić jej szybciej. Spojrzała na niego, a on powoli wyciągnął rękę ponad stołem i złapał ją za dłoń. Jego kciuk poruszał się powoli po jej skórze.

    — Chciałabyś być ze mną? Oficjalnie — zapytał wprost, ale w jego głosie nie było pośpiechu. — Nie mówię tego, żeby cię poganiać. Wiem, że wciąż nosisz w sobie sporo bólu. Rozumiem też, że nie wszystko da się tak po prostu zostawić za sobą. Ale ja naprawdę chcę być przy tobie. Nie tylko jako przyjaciel. Chcę mieć prawo nazywać cię swoją dziewczyną. Chcę, żebyś wiedziała, że możesz na mnie liczyć, zawsze.

    Suri przez chwilę milczała, wpatrując się w ich splecione dłonie. Czuła, jak w jej piersi narasta mieszanka strachu, nadziei i czegoś bardzo ciepłego, co rosło w niej od tygodni.

    — Ja… — zaczęła cicho, ale głos jej się załamał. Opuściła wzrok na stół. — Boję się. Po tym wszystkim… po tym, co się wydarzyło z Krukiem… boję się znowu komuś zaufać. A jednocześnie… nie potrafię udawać, że nic do ciebie nie czuję. Bo czuję. Naprawdę.

    Christopher uniósł jej dłoń do ust i delikatnie pocałował. Gest był prosty, ale pełen czułości.

    — Nie musisz się bać — powiedział cicho. — Nie będę cię naciskał. Nie będę cię ranił. I nie oczekuję, że od razu o wszystkim zapomnisz. Chcę tylko… być przy tobie. W taki sposób, w jaki mi na to pozwolisz.

    Dziewczyna powoli uniosła wzrok. W jego jasnych oczach nie było presji — tylko szczerość i cicha, ale wyraźna determinacja. Wiedziała, że mówi prawdę.

    — Chcę spróbować — powiedziała w końcu, głosem nieco drżącym, ale zdecydowanym. — Chcę być z tobą. Oficjalnie.

    Chłopak uśmiechnął się szeroko, ciepło i z wyraźną ulgą. Pochylił się nad stołem i pocałował ją powoli, delikatnie, ale głęboko. Jego dłoń nadal spoczywała na jej dłoni, a kciuk głaskał ją uspokajająco. Kiedy się od niej oderwał, jego czoło pozostało oparte o jej czoło.

    — Jesteś moją dziewczyną — szepnął z uśmiechem. — I ja jestem twój. Cały.

    Suri uśmiechnęła się również, mimo że w jej oczach wciąż błyszczały resztki dawnego bólu.  Kiedy Christopher podniósł się ze swojego fotela, ona również wstała. Przytuliła się do niego ufnie, i zamknęła oczy, pozwalając sobie na chwilę oddechu w jego obecności. Nareszcie poczuła, że może nie musi już być sama z tym wszystkim.

    ✩ ✩ ✩

    Emiyo

    Woda w basenie Feniksów była przyjemnie chłodna, a popołudniowe słońce odbijało się od jej powierzchni złotymi plamami. Emiyo leniwie płynęła na plecach, kiedy Laila nagle podpłynęła bliżej z błyskiem w oku. Suri stała oparta o krawędź basenu, z mokrymi włosami przyklejonymi do policzków.

    — No dalej — naciskała Laila, unosząc się na wodzie. — Nie wykręcaj się. My już wszystko wiemy, ale chcemy usłyszeć to od ciebie.

    Suri westchnęła, ale na jej twarzy pojawił się lekki, zawstydzony uśmiech.

    — Dobrze… tak. Jesteśmy już oficjalnie razem — przyznała cicho. — Christopher zapytał mnie wczoraj.

    Laila natychmiast wydała z siebie pisk tak wysoki, że aż odbił się echem od ścian.

    — Wiedziałam! Wiedziałam! O rany, wreszcie!

    Emiyo uśmiechnęła się szeroko, czując, jak coś ciepłego i lekkiego rozlewa się w jej piersi. Odetchnęła z wyraźną ulgą. Wiedziała, co Suri przeszła z Krukiem. Zdawała sobie też sprawę z tego, co asasyni potrafią zrobić — jej rodzice zginęli z ich ręki. Dlatego widok Suri z Christopherem, kimś stabilnym, dobrym i bezpiecznym, dawał jej ogromną ulgę.

    — Naprawdę się cieszę — powiedziała szczerze, podpływając bliżej. — On będzie dla ciebie dobry. Wiem to.

    Suri uśmiechnęła się do nich obu, a potem spojrzała na Lailę z wyraźną przekorą.

    — Laila… mam dla ciebie małą niespodziankę.

    Blondynka uniosła brew.

    — Jaką?

    — Zaprosiłam do nas mojego brata.

    Emiyo momentalnie zesztywniała. Ryūji. Asasyn. Człowiek, który należał do tej samej grupy, która odebrała jej rodziców. Ale zaraz potem dopowiedziała sobie resztę — był bratem Suri. I księciem Nivarii. Nie mógł być taki jak tamci. Nie miał prawa.

    Laila natomiast aż klasnęła w dłonie, woda chlapnęła na wszystkie strony.

    — Twój brat?! Ten wysoki, ponury i cholernie przystojny?! Suri, mój aniołku, dlaczego dopiero teraz mi o tym mówisz?!

    Suri parsknęła śmiechem, a Emiyo powoli się rozluźniła. Spojrzała na przyjaciółkę.

    — Suri… a między tobą a Ryūjim już wszystko w porządku? — spytała z troską.

    Dziewczyna skinęła głową, uśmiechając się lekko.

    — Po tym, jak Kuro namieszał mu w głowie, było trochę niezręcznie… ale teraz jest już normalnie. Naprawdę. Cieszy się, że jestem jego siostrą. Stara się już nie być takim wrednym dupkiem jak na początku.

    Emiyo kiwnęła głową, choć w głębi duszy wciąż czuła cień niepokoju. Zanim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, przy basenie pojawili się chłopcy.

    David od razu podszedł do brzegu i wyciągnął rękę do Emiyo, pomagając jej wyjść z wody. Cameron i Christopher podeszli prosto do Suri — ten drugi bez wahania zdjął z siebie koszulę i zarzucił ją Suri na ramiona, zanim zdążyła zmarznąć. Emiyo wytarła twarz ręcznikiem i odruchowo spojrzała w stronę leżaków. Kuro leżał rozwalony na jednym z nich jak król, z jedną ręką za głową, a drugą leniwie głaszcząc białego królika Emiyo, który wygodnie rozłożył się na jego brzuchu. Zwierzę mruczało z zadowoleniem, wyraźnie nie przejmując się tym, że jego właścicielka stoi kilka metrów dalej.

    Emiyo parsknęła cicho. 

    Typowe — pomyślała. — I Kuro, i ten królik nienawidzą wody jak zarazy.

    Spojrzała na Suri, która właśnie śmiała się z czegoś, co powiedział jej Christopher, i poczuła, jak coś w niej się uspokaja. Może i świat wokół był skomplikowany… ale w tej chwili, przy basenie, otoczona przyjaciółmi, czuła, że jest we właściwym miejscu.

    ✩ ✩ ✩

    Laila

    Zauważyła Ryūjiego, zanim jeszcze do nich podszedł. Szedł spokojnym krokiem, z rękami w kieszeniach, i wyglądał tak, jakby kompletnie nie pasował do tej wesołej atmosfery nad basenem. Co tylko sprawiło, że wyglądał jeszcze lepiej.

    Kiedy się zatrzymał przy brzegu, Laila uśmiechnęła się do niego — tym razem trochę mniej szeroko niż zwykle, starając się nie przesadzać.

    — Cześć — odezwała się pierwsza, opierając się łokciami o krawędź basenu. — Suri mówiła, że może dzisiaj przyjść. Cieszę się, że udało ci się wpaść.

    Ryūji skinął głową.

    — Zaprosiła mnie.

    Laila przez chwilę milczała, szukając słów, żeby nie wyjść na zbyt nachalną. W końcu po prostu powiedziała to, co naprawdę myślała.

    — Wiesz… trochę nas zdziwiło, że Suri ma brata. Ale teraz, jak cię widzę… chyba rozumiem, dlaczego zawsze była taka uparta. Macie podobne spojrzenie.

    Ryūji uniósł brew, wyraźnie zaskoczony jej słowami. Laila szybko machnęła ręką, jakby chciała zbagatelizować własne słowa.

    — Nie, nie w tym sensie, że… po prostu macie ten sam typ urody. Taki… trochę groźny, ale jednocześnie przyciągający. To komplement — dodała pospiesznie, czując, że zaczyna się trochę plątać.

    Od wczesnego dzieciństwa była zaręczona z Lucasem. To była oczywista, oczywistość, i gdyby nie to, że wśród Feniksów czuła się tak swobodnie, nigdy nie odważyłaby się flirtować z kimś, kto naprawdę jej się podoba. 

    Ryūji patrzył na nią jeszcze przez chwilę, a potem powoli pokręcił głową z lekkim, niemal niedostrzegalnym uśmiechem.

    — Jesteś… dziwna — stwierdził w końcu.

    Laila parsknęła śmiechem i odepchnęła się lekko od brzegu, unosząc się na wodzie.

    — Wiem. Często to słyszę. Ale wiesz co? Zazwyczaj wychodzi mi to na dobre. — Spojrzała na niego z ukosa, już spokojniej. — Chcesz wejść do wody? Albo mogę ci przynieść coś do picia, jeśli wolisz zostać na brzegu.

    Ryūji przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, jakby próbował rozgryźć, czy mówi serio. W końcu wzruszył ramionami.

    — Tym razem zostanę na brzegu — odparł. — Ale… dziękuję.

    Laila uśmiechnęła się szerzej, tym razem już szczerze.

    — No to super. Trzymam cię za słowo, że następnym razem popływasz z nami.

    Ryūji nie odpowiedział, ale w jego oczach pojawił się cień rozbawienia. Laila uznała to za mały, ale wyraźny sukces.

    Note