Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kruk

    Suri

    Siedziała na fotelu i patrzyła to na jednego, to na drugiego. Po raz pierwszy miała wrażenie, że Kruk i Kuro stoją po tej samej stronie. Po jej stronie. Nie mogła uwierzyć w to, co zrobiły jej Feniksy. Nie była pewna, czy wszyscy są w to zamieszani. Już raz bezpodstawnie oskarżyła Camerona i nie chciała tego kiedykolwiek powtórzyć. 

    Podniosła wzrok i spojrzała na Kruka, który siedział tuż obok, wciąż oplatając ją ramieniem, jakby już nigdy nie chciał wypuścić jej z objęć. Kuro wciąż zajmował kanapę i ku jej zdumieniu, nie próbował tego zmieniać. Kitsune miał typowo niewinny wyraz twarzy, ale Suri znała go już wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że w jego głowie kłębią się różne, z pewnością nie altruistyczne, myśli. 

    Przez chwilę panowała cisza. Suri powoli przejechała dłonią po ramieniu, w miejscu, gdzie jeszcze niedawno widniały głębokie zadrapania od szponów harpii. Teraz skóra była gładka — dzięki jej świetlistej bliźniaczce.

    Kuro poruszył się pierwszy. Wstał z kanapy, przeciągnął się leniwie i spojrzał na nich oboje. W jego srebrzystych oczach nie było już dawnej wrogości wobec Kruka — zostało w nich coś bardziej… neutralnego, a może nawet ostrożnie akceptującego.

    — No dobrze — mruknął, przeciągając się leniwie. — Wygląda na to, że macie sobie sporo do powiedzenia. A ja… chyba nie jestem tu już potrzebny.

    Suri spojrzała na niego zupełnie zbita z tropu. Kuro rzadko kiedy dobrowolnie zostawiał ją samą z kimś innym — szczególnie z Krukiem. Kitsune jednak nie czekał na jej reakcję. Podszedł do niej, pochylił się i delikatnie pocałował ją w czubek głowy, tak jak robił to czasem, kiedy chciał ją uspokoić. Potem spojrzał na Kruka i skinął mu lekko głową — gest był tak minimalny, że prawie niezauważalny, ale jednak znaczący.

    — Nie róbcie głupstw — rzucił jeszcze, po czym odwrócił się i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą bezgłośnie drzwi.

    W salonie zrobiło się cicho. Suri powoli przeniosła wzrok na Kruka. On również patrzył na drzwi, przez które wyszedł Kuro, a potem spojrzał na nią. W jego niebieskich oczach pojawiła się ostrożna nadzieja.

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Nie potrafił się od niej oderwać. Jego usta wracały do jej ust raz za razem, jakby bał się, że jeśli na chwilę przestanie, to wszystko okaże się tylko snem. Siedziała mu na kolanach, a on trzymał ją mocno, jedną dłonią obejmując jej talię, a drugą wplatając w jej włosy, jakby chciał zatopić się w niej całkowicie. Całował ją z desperacją, z głodem, który narastał w nim przez całe tygodnie.

    A potem Suri nagle się odsunęła. Kruk zamrugał, jeszcze oszołomiony, gdy zobaczył, jak jej twarz poważniejsze. Przeklnęła cicho pod nosem i opuściła wzrok.

    — Christopher… — powiedziała cicho, jakby dopiero sobie o nim przypomniała. — On… my… zaczęliśmy się ze sobą umawiać.

    Kruk poczuł, jakby ktoś chlusnął w niego wiadrem zimnej wody. Na chwilę stracił oddech. Wszystko wokół niego jakby przygasło — dźwięki, światło, nawet bicie własnego serca. Ona… mimo wszystko wybrała Christophera. Mimo tego, co między nimi było. Mimo tego, co właśnie czuli.

    Suri powoli uniosła rękę i delikatnie musnęła jego policzek opuszkami palców, jakby chciała złagodzić cios, który sama zadała.

    — To nie tak, że mam jakiekolwiek wątpliwości — powiedziała cicho, ale wyraźnie. — Owszem, zakochałam się w Christopherze i kłamstwem byłoby, gdybym powiedziała, że jest mi obojętny… ale… to z tobą chcę być. Przy tobie czuję się, jakbyś był moją bratnią duszą, a nie tylko moim chłopakiem.

    Kruk patrzył na nią w milczeniu. Doskonale wiedział, o czym mówi. Czuł to samo. Suri nie była dla niego tylko dziewczyną, którą kochał — była częścią niego samego. Kimś, bez kogo czuł się niekompletny. I właśnie dlatego tak bardzo bolało go to, co usłyszał.

    Powoli uniósł dłoń i przycisnął jej rękę do swojej twarzy, jakby chciał zatrzymać jej dotyk jak najdłużej.

    — Posłuchaj… — powiedział niskim, nieco zachrypniętym głosem. — Nieważne, co postanowisz. Po prostu pozwól mi być obok ciebie. Chcę cię chronić. Za wszelką cenę.

    Suri natychmiast energicznie pokręciła głową.

    — Nie, to nie tak! — zaprotestowała z naciskiem. — Po prostu czuję, że to nie fair. Najpierw… chciałabym z nim porozmawiać. Przeprosić. Bo teraz… to wygląda jakbym go po prostu zdradzała, a paradoksalnie, rozstaliśmy się, bo myślałam, że to ty mnie zdradzasz. To… przeklęta ironia losu.

    Kruk zacisnął szczękę, ale nic nie powiedział. Wiedział, że ma rację. Nienawidził tego, ale wiedział. Suri spojrzała mu prosto w oczy, a w jej spojrzeniu było coś jednocześnie kruchego i stanowczego.

    — Nie chcę go ranić bardziej, niż to konieczne — dodała ciszej. — On na to nie zasługuje. Nie po tym wszystkim, co dla mnie zrobił.

    Chłopak powoli opuścił rękę. Spojrzał w bok, w stronę okna, jakby szukał tam odpowiedzi, której nie było. W jego piersi szalała mieszanka zazdrości, bólu i zrozumienia.

    — Dobrze — powiedział w końcu, głosem nieco niższym niż zwykle. — Porozmawiaj z nim. Ale… — spojrzał jej prosto w oczy — nie każ mi zbyt długo czekać. Nie jestem już w stanie udawać, że potrafię bez ciebie żyć.

    ✩ ✩ ✩

    Rini

    Światopogląd Rini się zawalił. Jeszcze kilka dni temu wszystko miało swój porządek. Hierarchia Nivarii była jasna i niepodważalna — każdy znał swoje miejsce i wiedział, czego może oczekiwać. Rini nigdy nie buntowała się przeciwko temu systemowi. Wręcz przeciwnie — była z niego dumna. Była utalentowaną podopieczną Lorda Marcusa, jedną z najlepszych wojowniczek swojego pokolenia, wysłaną do Akademii, żeby chronić dziedziczkę tronu. Miała swój cel, pozycję i jasno wytyczoną ścieżkę. A teraz wszystko legło w gruzach.

    Lord Marcus nie tylko zaczął jawnie faworyzować Kruka, ale oficjalnie ogłosił go strażnikiem swojej córki. Co gorsza dał mu wolny dostęp do każdego zakątka pałacu i zaprosił go do mieszkania w rodzinnym skrzydle, miejscu zarezerwowanym wyłącznie dla krwi królewskiej. Rini nie mogła w to uwierzyć. Kruk — bękart bez nazwiska, asasyn bez skrupułów — miał teraz więcej przywilejów niż ona, mimo że poświęciła dla Nivarii całe życie.

    Podczas popołudniowego treningu w jednej z pałacowych sal nie mogła oderwać od niego wzroku. Patrzyła, jak Kruk spokojnie wykonuje ćwiczenia, jakby nic się nie stało. Jakby nie zdawał sobie sprawy, że właśnie zniszczył jej świat. Furia buzowała w niej tak mocno, że aż dzwoniło jej w uszach. Rini zacisnęła pięści tak mocno, że aż poczuła ból w dłoniach. Patrzyła na chłopaka i czuła, jak w jej oddechu narasta coś gorzkiego i gorącego jednocześnie.

    Nigdy tak naprawdę nie wierzyła, że ktoś oficjalnie pozwoli mu być przy Suri. Nie w ten sposób, na oczach całego pałacu, a już na pewno nie z takimi przywilejami. Kiedy Suri zaczęła się umawiać z Christopherem, Rini uznała, że to już ostateczne rozstrzygnięcie, a wszystko wróciło na swoje miejsce. Kruk w końcu stracił złudzenia i prędzej czy później zacznie patrzeć gdzie indziej. A ona była pewna, że wtedy spojrzy na nią. 

    Nie liczyła na cud i nie miała złudzeń co do tego, jak bardzo jest zamknięty w sobie, ale wierzyła w jedno — jeśli Suri naprawdę odejdzie z jego życia, to on w końcu dostrzeże to, co jest tuż obok. Zauważy, jak dobrze się dogadują. Jak bardzo pasują do siebie. Jak dobrze ona go rozumie. Była pewna, że ma realną szansę. A teraz? Teraz Lord Marcus własnoręcznie postawił Kruka obok Suri i dał mu wolny dostęp do miejsc, do których Rini sama nigdy nie miała wstępu. Nagle wszystko, co wydawało się odległe i niemożliwe, stało się realne, a ona sama została zepchnięta na margines. I właśnie to bolało najbardziej.

    Nie tylko dlatego, że ona na swoją pozycję i uznanie pracowała latami, a jemu wystarczył niespełna tydzień, ale dlatego, że właśnie odebrano jej coś, w co naprawdę wierzyła — że pewnego dnia Kruk sam z siebie wybierze ją.

    Kiedy trening się skończył, Rini nie wytrzymała. Podeszła prosto do niego, ignorując spojrzenia pozostałych asasynów.

    — Co ty, kurwa, sobie myślisz? — syknęła, stając tuż przed nim. Głos miała niski i pełen jadu. — Myślisz, że możesz po prostu przyjść tutaj i zająć miejsce, które ci się nie należy?

    Kruk powoli uniósł wzrok. W jego oczach nie było zaskoczenia, a jedynie lekka irytacja. 

    — Nie wiem, o czym mówisz — odparł obojętnie, a ona poczuła się, jakby próbował strzepnąć owada, który usiadł mu na rękawie.

    — Nie wiesz? — parsknęła gorzko. — Lord Marcus dał ci dostęp do rodzinnego skrzydła w pałacu. Ogłosił cię strażnikiem Suri. Ciebie? Asasyna bez nazwiska, pozycji, bez niczego poza umiejętnością zabijania?

    Kruk spojrzał na nią chłodno.

    — To nie ja o to prosiłem.

    — Ale nie odmówiłeś — warknęła. — Stoisz tu i udajesz, że nic się nie dzieje, podczas gdy ja… ja poświęciłam dla tego miejsca wszystko! — Zrobiła krok do przodu, aż niemal dotknęła go piersią. — Zawsze wiedziałam, gdzie jest moje miejsce — kontynuowała drżącym z wściekłości głosem. — I nagle pojawia się ktoś taki jak ty i dostaje wszystko na tacy? Bo uratowałeś ją przed harpiami? To wszystko?

    Kruk powoli zacisnął dłoń w pięść, ale nadal milczał. Rini czuła, że zaraz wybuchnie.

    — Ona jest dziedziczką Nivarii — powiedziała przez zęby. — A ty… ty jesteś nikim. Nie masz prawa być przy niej. Nie masz prawa mieszkać w tym samym skrzydle, co ona. Nie masz prawa…

    — Rini. — Głos Ryūjiego rozległ się za jej plecami, był spokojny, ale nie pozostawiający miejsca na dyskusję. Rini zesztywniała. Ryūji podszedł bliżej i stanął obok Kruka, rzucając jej lodowate spojrzenie. — To nie twoja decyzja — powiedział powoli. — Ani twoja sprawa. Ojciec podjął tę decyzję, bo uznał, że Kruk jest w stanie ochronić Suri lepiej niż ktokolwiek inny. I ja się z nim zgadzam.

    Rini spojrzała na niego z niedowierzaniem. Ryūji — jej przełożony, książę Nivarii — bronił Kruka? Patrzył na niego tak, jakby był darem od losu, a nie zwykłym asasynem, który bezczelnie kręci się wokół jego siostry?

    — Ryūji… — zaczęła, ale on nie pozwolił jej dokończyć.

    — Koniec dyskusji — powiedział ostro. — Trening skończony. Rozejdźcie się.

    Dziewczyna zacisnęła pięści tak mocno, że aż wbiły się jej paznokcie w skórę. Spojrzała jeszcze raz na Kruka — na jego obojętną twarz — i odwróciła się na pięcie, odchodząc szybkim, gniewnym krokiem. W jej wnętrzu szalała furia, jakiej nigdy wcześniej nie czuła.

    ✩ ✩ ✩

    Suri 

    Christopher, który do tej pory odzywał się do niej każdego dnia, jak na złość teraz uparcie od kilku dni milczał. Musiała z nim porozmawiać, przeprosić go i przede wszystkim dowiedzieć się, czy on również był zamieszany w intrygę, która miała rozdzielić ją i Kruka. Jednak wraz z upływem czasu Suri czuła coraz większy niepokój. Coś było bardzo nie tak.

    Nie wierzyła, że po prostu przestał się odzywać. Nie bez słowa wyjaśnienia. Im dłużej milczał, tym mocniej narastało w niej niepokojące przeczucie, że coś musiało się stać. Kruk, choć wyraźnie niechętnie, również nie wierzył w tak proste wyjaśnienie. Podczas jednego ze spacerów po mieście przyznał to wprost, choć robił to z wyraźnym oporem.

    Szli powoli wzdłuż jednego z głównych kanałów. Suri co chwilę zerkała w bok, na Kruka, który szedł tuż obok niej. Piekielnie podobał jej się w czarnym, zdobionym srebrem mundurze Nivariańskiej gwardii. Z nim u boku stolica wydawała się jej jeszcze piękniejsza niż wcześniej. Białe, skalne formacje lśniły w popołudniowym słońcu, a turkusowa woda w kanałach odbijała błękit nieba i srebrzyste kopuły budynków. Wszędzie rosła bujna roślinność — palmy, kwitnące pnącza i drzewa o jasnych liściach, które delikatnie kołysały się na lekkim wietrze. Z kilku poziomów miasta spływały wąskie wodospady, tworząc delikatną mgiełkę, która unosiła się nad powierzchnią wody. Magiczne stworzenia leniwie pływały w kanałach, a ich ciała mieniły się perłowym światłem.

    Obok nich szedł Kuro, a na jego ramionach wygodnie rozciągnął się Giniro — srebrny smok Kruka. Leżał tam niczym ozdobny szal, z głową wtuloną w szyję kitsune i oczami wpółprzymkniętymi z lenistwa. Wyglądało to absurdalnie i jednocześnie dziwnie naturalnie.

    — Nie wierzę, że po prostu przestał się odzywać — powiedziała Suri cicho, wpatrując się w wodę. — To do niego niepodobne.

    Kruk przez chwilę milczał, zanim w końcu odpowiedział.

    — Ja też w to nie wierzę — mruknął niechętnie. — Christopher nie jest typem człowieka, który znika bez powodu. Zwłaszcza jeśli chodzi o ciebie.

    Suri spojrzała na niego z ukosa, ale nie skomentowała. Wiedziała, że przyznanie tego przychodzi mu z trudem.

    W pewnym momencie zauważyła idącą w ich stronę Rini. Dziewczyna podeszła bliżej, ale zamiast przywitać się w zwykły sposób, jej wzrok od razu przywarł do Kruka. Spojrzenie było ostre, niemal wrogie. Kruk natychmiast się spiął, Suri to wyczuła, choć nic nie powiedział. Jego ramiona lekko się uniosły, a postura stała się bardziej czujna.

    Rini zatrzymała się kilka kroków od nich. 

    Kuro nachylił się do Suri i szepnął jej prosto do ucha — jednak na tyle głośno, że usłyszeli to wszyscy wokół.

    — Wczoraj podczas treningu mieli niezłą kłótnię. Rini uważa, że on nie jest wystarczająco dobry, żeby być przy tobie. Powiedziała mu to wprost.

    Zaskoczona Suri spojrzała na dziewczynę, zaciekawiona, o co mogło jej chodzić, ale jej widok natychmiast przywołał wspomnienie tej przeklętej iluzji. Jak bardzo by się nie starała, po prostu nie potrafiła zachować neutralnego wyrazu twarzy. 

    ✩ ✩ ✩

    Rini

    Suri spojrzała na nią z wyraźną niechęcią.

    — To, kogo trzymam przy sobie, to nie twój problem. — Jej głos był spokojny, ale chłodny jak lód.

    Rini poczuła się, jakby ktoś ją uderzył. Cała frustracja, która narastała w niej od kilku dni, wylała się na zewnątrz jednym, gorzkim strumieniem.

    — Naprawdę? — parsknęła z goryczą. — To może powiesz mi, po co w ogóle się z nim znowu zadajesz? Skoro już raz się rozstaliście, to tylko kwestia czasu, kiedy zrobicie to znowu. Zawsze tak będzie. Ty go rzucasz, kiedy ci pasuje, a potem on znowu ciągnie do siebie, jak ćma do światła.

    Suri otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Wyglądała na zaskoczoną. Rini jednak nie mogła się już zatrzymać. Głos jej drżał, a w oczach pojawił się błysk, którego nie potrafiła ukryć.

    — A ja… — powiedziała ciszej, ale nadal z wyraźnym bólem. — Jakbym się nie starała, to i tak nigdy mnie nie lubiłaś. Od samego początku. 

    W powietrzu zapadła ciężka cisza. Suri patrzyła na nią z wyraźnym zaskoczeniem, jakby nie wiedziała, co odpowiedzieć. Kruk z kolei wyglądał na zmieszanego — jego spojrzenie przeskakiwało między Rini a Suri, jakby próbował zrozumieć, co właśnie się wydarzyło.

    To Kuro przerwał milczenie. Nachylił się lekko do przodu z wszechwiedzącym wyrazem twarzy dumnego dziecka, które podsłuchało rozmowę dorosłych. 

    — Och, to nic osobistego —  powiedział swoim typowym, lekko kpiącym tonem. — To dlatego, że jest o ciebie zazdrosna. Trzymasz się jej zdaniem zbyt blisko jej chłopaka. A kiedy Feniksy utkały iluzję, w której się z nim całujesz… no cóż, stałaś się wrogiem. I trudno się temu dziwić.

    Rini poczuła, jak fala gorąca uderza ją w twarz. Rumieniec rozlał się po jej policzkach tak gwałtownie, że aż zapiekło ją w uszach. Spojrzała na Kuro z niedowierzaniem, a potem odruchowo zerknęła na Kruka i Suri. Oboje wpatrywali się w nią z wyraźnym zaskoczeniem.

    Kuro zaśmiał się cicho, perfidnie rozbawiony całą sytuacją.

    — Och… więc naprawdę podkochujesz się w jej chłopaku — powiedział z wyraźną satysfakcją w głosie. — No, no. Takiego zwrotu akcji się nie spodziewałem.

    Rini zacisnęła szczękę. W jej piersi szalała mieszanka wstydu, złości i bólu. A najgorsze było to, że czuła się teraz… naprawdę głupio.

    Kruk westchnął i przeczesał palcami włosy.

    — Nieważne — powiedział spokojnie, choć wyraźnie zmęczony całą sytuacją. — Nie mamy na to teraz czasu.

    Rini spojrzała na niego zaskoczona. Nie spodziewała się, że to właśnie on rzuci jej koło ratunkowe. Nie Suri. Nie Kuro. Tylko on. Poczuła dziwne, nieprzyjemne uczucie w piersi — mieszankę wdzięczności i irytacji. Nie chciała, żeby to właśnie Kruk był tym, który wyciąga do niej rękę.

    Suri skinęła głową, wyraźnie się z nim zgadzając.

    — Możemy po prostu sprawdzić, czy wszystko u niego w porządku — dodał Kruk, patrząc na Suri. — W końcu masz pod ręką moją moc.

    Księżniczka spojrzała na niego z wyraźną nadzieją i bez wahania złapała go za rękę. Rini poczuła, jak coś nieprzyjemnie ściska ją w żołądku.

    — Co kombinujecie? — zapytała nieufnie, przenosząc wzrok z jednego na drugiego.

    Kruk spojrzał na nią i po chwili westchnął.

    — Christopher od kilku dni się nie odzywa. Suri jest zaniepokojona. My też. Chcemy sprawdzić, co się dzieje.

    Rini spojrzała na niego pewnym wzrokiem, a na jej twarzy nie było już śladu emocji, które przed chwilą się z niej wylały. 

    — Zabierzcie mnie ze sobą — powiedziała bez wahania.

    Kruk i Suri spojrzeli na siebie. W ich oczach było wyraźnie widać, że żadne z nich nie jest zachwycone tym pomysłem. Zanim jednak któreś zdążyło odmówić, odezwał się Kuro.

    — Jej moc to niewidzialność — stwierdził beztrosko, jakby rozmawiał o pogodzie. — Może być przydatna.

    Rini spojrzała na niego z wdzięcznością, a potem znowu na Suri i Kruka.

    — Możecie na mnie liczyć — powiedziała pewnie. — Naprawdę.

    Suri wyglądała na niezdecydowaną. Przez chwilę się wahała.

    — Ok… pojawimy się tam i co dalej? — spytała w końcu.

    Rini uśmiechnęła się lekko. Tym razem czuła, że jest w swoim żywiole.

    — Zostaw to mnie — odpowiedziała. Wskazała na mundur Kruka, a potem na swój. — Będziemy udawać posłańców z Nivarii. Jestem we wszystkich oficjalnych rejestrach, więc nikt nie powinien kwestionować naszej obecności.

    Kruk i Suri znowu spojrzeli na siebie. Tym razem cisza trwała dłużej, ale w końcu Kruk skinął głową.

    — Dobrze — mruknął. — Możesz iść z nami.

    Bez dalszych słów rozdarł przed sobą przestrzeń i otworzył portal. Po drugiej stronie widać było jasny, kamienny dziedziniec zamku w Nowej Australii.

    Note