Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Róże i zaklęcia

    Angelica

    Siedzimy z Sarą na trybunach, obserwując jak chłopcy przygotowują się do treningu. Zauroczona wpatruję się w Lucasa. Nie znamy się jeszcze zbyt dobrze, ale bardzo chcę go lepiej poznać. Fakt, że na jego przedramieniu pojawiło się moje imię jednocześnie bardzo mnie zaskoczył i uradował. Rozmawialiśmy kilka razy i zawsze był dla mnie bardzo miły, a ja naprawdę zdążyłam go polubić. 

    Sara z błyskiem w oczach wpatruje się w Nathana, który swoją koszulę zmienia na czarny bezrękawnik do ćwiczeń. Obok niego przebiera się Asher, a ja jestem pewna, że Lili będzie wściekła, że to przegapiła. Przenoszę wzrok w poszukiwaniu Cassiana, ale kiedy go widzę tracę oddech. Z gniewu zaciskam pięści, tak mocno, że bieleją mi kłykcie. Całe jego ciało jest poznaczone różnej wielkości siniakami, jednak to jeszcze nie jest najgorsze. Jego brzuch przecinają dwie głębokie, podłużne szramy. 

    Czy Lilien naprawdę aż tak go nienawidzi, a jeśli tak, to dlaczego zgodziła się przyjąć go jako swojego partnera? Czy po to, żeby go torturować? Nie mieści mi się w głowie, że dziewczyna, którą uważałam za swoją przyjaciółkę, może być tak bardzo okrutna. 

    Szybko okazuje się, że nie tylko ja to zauważyłam. Z tyłu trybun rozlegają się przyciszone szepty.

    — Widziałeś jego brzuch?

    — To już druga…

    — Przecież oni są związani we trójkę…

    — No właśnie, a blizny i tak ma tylko Cassian. 

    — Jeśli Lilien go nie chce, to ja sama bym chętnie go przygarnęła…

    Zaciskam mocniej dłonie na kolanach i patrzę w dół na boisko. Wszyscy wiedzą, co to oznacza. W naszej Akademii takie rzeczy nie są tajemnicą. Jeśli więź jest źle zrównoważona, jeśli jedno z partnerów jest pomijane, magia sama wyrównuje dług… bólem i bliznami. I właśnie to spotkało teraz Cassiana.

    Kilku chłopaków podchodzi do Ashera z wyraźnie rozbawionymi minami. Wcale nie próbują mówić cicho.

    — Gratulacje — jeden z nich mówi na tyle głośno, że kilka osób w pobliżu to słyszy. — Nieźle ją sobie ustawiłeś.

    Czuję nieprzyjemny chłód, podczas gdy oni rozbawieni klepią Ashera po plecach.

    — Dwie szramy — dodaje drugi z kpiącym uśmiechem. — To musiała być pracowita noc.

    Kilku chłopaków parska śmiechem. Któryś gwiżdże przeciągle, a inny rzuca coś o tym, że na miejscu Cassiana dawno by zwariował. 

    Patrzę na Ashera. Jest całkowicie niewzruszony. Jakby w ogóle go to nie dotyczyło, a słowa nie miały żadnego znaczenia. Zakłada rękawice treningowe, rozciąga nadgarstek, rozmawia spokojnie z Nathanem, jakby stał obok nich ktoś zupełnie obcy, a nie chłopak, który płaci ciałem za jego relację z Lilien.

    Przenoszę wzrok na Cassiana. Udaje, że nic nie słyszy. Poprawia sznurowadło, rozciąga bark, patrzy gdzieś w bok, ale jego szczęka jest zaciśnięta tak mocno, że aż widać napięte mięśnie przy skroni.

    Wszyscy tutaj wiedzą, co oznaczają jego blizny. Każdy wie, że pojawiają się wtedy, kiedy więź działa, ale związana magią osoba wybiera kontakt fizyczny z kimś innym. Doskonale zdają sobie sprawę, że Lilien jest z Asherem i że Cassian w tym czasie czuje wszystko — tylko że sam w tym nie uczestniczy.

    — Musi boleć jak cholera — szepcze Sara obok mnie.

    — To nie jest najgorsze — odpowiadam cicho, patrząc na jego plecy. — Najgorsze jest to, że wszyscy o tym wiedzą.

    Na boisku trener daje znak i chłopcy ustawiają się parami do walki. Cassian staje naprzeciwko jednego z najlepszych wojowników na roku. Kiedy zdejmuje koszulkę, po trybunach przechodzi cichy szmer. Teraz blizny widać jeszcze wyraźniej — dwie długie, świeże szramy przecinające brzuch, siniaki na żebrach i plecach.

    — Gdyby chciała, mogłaby to zatrzymać — mówi cicho jedna z dziewczyn siedzących rząd niżej. — Wystarczyłoby, żeby go nie odpychała.

    — To okrutne, bawić się nimi dwoma i patrzeć, jak jeden za to płaci. 

    Zaciskam zęby. Jeszcze niedawno powiedziałabym to samo. Byłabym pewna, że Lilien po prostu bawi się nimi obydwoma. Jednak teraz patrzę na Ashera, który stoi spokojny, opanowany, jakby miał wszystko pod kontrolą. Patrzę na Cassiana, który trenuje kilka metrów dalej i wygląda, jakby ledwo trzymał się na nogach, ale i tak nie odchodzi. I nagle mam wrażenie, że w tej historii jest coś, czego nikt z nas jeszcze nie rozumie. Cassian wygląda jak ktoś, kto świadomie stoi w miejscu, z którego każdy inny już dawno by uciekł.

    Chociaż trening zaczął się jak zwykle, to i tak wszyscy czekają tak naprawdę tylko na jeden moment — na pokaz wrodzonych zdolności. To zawsze jest ta część, podczas której trybuny milkną. 

    Chłopcy ustawiają się w szeregu. Po kolei przywołują swoje wrodzone moce — niektóre są spektakularne, inne, tak jak kruk Lucasa, bardziej użytkowe. Na trybunach słychać pojedyncze westchnienia i ciche komentarze, ale prawdziwe poruszenie zaczyna się dopiero wtedy, gdy na środek wychodzi Asher. Powietrze wokół niego jakby gęstnieje. Cienie przy jego stopach poruszają się, jakby były żywe, a potem za jego plecami zaczyna formować się ogromna, jasna sylwetka. Najpierw widać zarys, potem oczy i potężne łapy. Ogromny, biały tygrys materializuje się za nim powoli, majestatycznie, jakby samo powietrze układało się w jego ciało. Jest piękny i przerażający jednocześnie. Jego futro wygląda jak utkane ze światła, a oczy świecą chłodnym, inteligentnym blaskiem. 

    Po trybunach przechodzi fala zachwytu. 

    — Niemożliwe… 

    — On jest niesamowity… 

    — To musi być przez więź…

    — Czyli plotki były prawdziwe… 

    Patrzę na to wszystko i czuję, jak po plecach przechodzi mi kolejny zimny dreszcz. Wszyscy wiedzą, co to oznacza. Jak silna musi być więź Ashera z Lilien, żeby jego umiejętność od samego początku była już tak potężna. Tygrys za plecami Ashera wygląda, jakby sam mógł rozerwać na strzępy całą armię. 

    Szukam wzrokiem Cassiana. Stoi kilka metrów dalej. Zamienia kilka cichych słów z trenerem, a ten powoli kiwa głową i przechodzi do następnego studenta. Po trybunach przechodzi szmer, tym razem zupełnie inny niż przy Asherze — cichszy, cięższy, zdecydowanie bardziej niezręczny. Niektórzy patrzą na niego ze współczuciem, inni z ciekawością lub, co gorsza, z tą okropną fascynacją, z którą ludzie patrzą na czyjąś tragedię, kiedy wiedzą, że nie dotyczy ich samych. 

    Patrzę na Ashera. Tygrys za jego plecami powoli znika, rozpływając się w powietrzu, jakby nigdy go tam nie było. Chłopak nie patrzy na trybuny, ani na ludzi. Jego spojrzenie utkwione jest w Cassianie. 

    W tym momencie cała Akademia już ma pewność. Mimo że Lilien jest związana z nimi oboma, wybrała Ashera, kompetnie odrzucając Cassiana, a on mimo to został.

    Jestem tak wytrącona z równowagi, że zauważam ją dopiero, kiedy siada tuż obok mnie.

    — Cześć, coś przegapiłam? — pyta radośnie, a ja mam ochotę zepchnąć ją z trybun.

    Jej pojawienie się wywołało kolejną falę szeptów. Nawet Sara przygląda się Lilien, jakby widziała ją po raz pierwszy. Mam ochotę powiedzieć jej wszystko, co teraz myślę, ale gryzę się w język, w obawie, że w ten sposób zrobię sobie wroga z Ashera. 

    — Właściwie to cały trening — odpowiadam jej siląc się na spokojny ton. 

    Wzdycha niezadowolona.

    — Ash wysłał mnie po swój tablet, bo inaczej nie zdążylibyśmy na następne zajęcia — wyjaśnia z nutą żalu.

    Szybko uświadamiam sobie, że Asher najwyraźniej nie chciał, żeby oglądała ich trening, bo inaczej dlaczego wysłałby ją, a nie kogoś ze służby. Tylko, co mu to dawało? 

    Wtedy słyszę, jak z ust Lilien wyrywa się cichy krzyk. Zrywa się z trybun i biegnie w stronę Cassiana. Przerażona patrzy na szepczące jego brzuch blizny. Sięga ku nim dłonią, ale chłopak przytrzymuje ją za nadgarstek. Moje myśli przestają układać się w logiczną całość. Czy to możliwe, że Lilien była nieświadoma tego, co mu robi?

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Lilien

    Wpatruję się, w przebierającego się Cassiana i zamieram. Z moich ust wyrywa się cichy krzyk. Zrywam się z trybun i biegnę w jego stronę. Przerażona patrzę na szpecące jego brzuch blizny. Sięgam ku nim dłonią, ale chłopak przytrzymuje mój nadgarstek, zanim zdążę go dotknąć.

    — Nie dotykaj — odzywa się chłodno.

    — Co ci się stało? — pytam z przejęciem.

    Prycha cicho, na czarną bokserkę narzucając sportową bluzę. Chcę go uleczyć, tak jak zrobiłam to z plecami Ashera, ale bez jego zgody niczego nie mogę zrobić. 

    — Nie twoja sprawa — jego odpowiedź kompletnie wybija mnie z rytmu.

    — Cassian… proszę, pozwól mi sobie pomóc — szepczę. 

    Przez dłuższą chwilę patrzy na mnie w milczeniu i sprawia wrażenie, jakby myślał, że sobie z niego żartuję. W końcu opuszcza wzrok i przecząco kręci głową.

    — Zapomnij — rzuca, a potem odwraca się i odchodzi, a ja stoję wpatrując się w jego plecy, nie zdolna do wykonania żadnego ruchu.

    Po chwili czuję na ramieniu przyjemnie ciepłą dłoń Ashera. 

    — Coś się stało? — pyta cicho.

    Przytakuję, wciąż nie potrafiąc się otrząsnąć z tego, co zobaczyłam. 

    — Martwię się o Cassiana — wyrzucam z siebie na jednym wdechu. — Skąd wzięły się u niego te blizny i siniaki? 

    Asher chce coś powiedzieć, ale zanim zdąży to zrobić, przerywa mu Angelica, która podeszła bliżej i teraz przygląda nam się uważnie.

    — Naprawdę nie wiesz? — pyta mnie niedowierzająco. Przecząco kręcę głową, a ona zasłania dłonią oczy. — Lilien… jak możesz być taką ignorantką? — pyta. — Blizny na brzuchu Cassiana świadczą o tym, że uprawiałaś seks z Asherem, kompletnie ignorując jego samego — wyjaśnia chłodno. 

    Patrzę na nią pytająco, zupełnie nie rozumiejąc tego, co do mnie mówi. Przypominam sobie fragment „Róż i zaklęć”, który lakonicznie wspomina o tym, że w przypadku zdrady partnera, druga strona cierpi z powodu ogromnego bólu, po którym zostają blizny. Tylko, że przecież nikogo nie zdradziłam… zarówno Asher jak i Cassian byli moimi partnerami, więc magia nie powinna się uaktywnić. Czy coś źle zrozumiałam?  

    — Wystarczy — głos Ashera jest chłodny i rozkazujący, a Angelica natychmiast milknie. — Chodź ze mną — odzywa się do mnie cicho, biorąc mnie za rękę. — Wszystko ci wytłumaczę, ale nie róbmy z siebie widowiska.  

    Niepewnie kiwam głową, a potem posłusznie idę za nim. Nie mogę uwierzyć w to, że blizny Cassiana naprawdę mogą być moją winą. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Cassian

    Kiedy dociera do mnie prawda, z ulgi uginają się pode mną kolana. Lili nie krzywdziła mnie z premedytacją, jest po prostu cholerną ignorantką. Całe to piekło, które przechodziłem przez ostatnie dni, nagle przestaje mieć w sobie tę najgorszą część — Lili nie robiła tego świadomie. 

    Zamykam oczy i biorę głęboki wdech. Pozwalam, by ciepła woda spod prysznica spływała po moich plecach. Nie potrafię się jednak rozluźnić. To nie mnie wybrała. Od początku pragnęła Ashera, a ja… jestem jedynie przeszkodą na jej drodze i jeżeli nie uda mi się tego zmienić, nie będę dość silny, żeby móc ją ochronić.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Lilien

    Asher odzywa się dopiero, kiedy przechodzimy do niemagicznego świata. Wcześniej wziął prysznic i przebraliśmy się w szkolne mundurki. Ani na chwilę nie potrafię przestać myślec o podłużnych bliznach na brzuchu Cassiana i o tym, czy naprawdę to ja za nie odpowiadam. 

    — Pokażę ci, co robi z nami magia — deklaruje cicho Asher — Usiądź — wskazuje mi pobliską ławkę.

    Kiedy siadam, oddala się ode mnie o kilka metrów. Podchodzi do samotnie stojącej pod ścianą budynku dziewczyny, a ja wstrzymuję powietrze. Coś do niej cicho mówi, a ona odpowiada. Słyszę jej chichot. Asher nachyla się ku niej, dotyka jej przedramienia. Jego usta znajdują się tuż przy jej uchu, a ja czuję nieprzyjemne ukłucie zazdrości. Wtedy to się właśnie zaczyna. Ból jest tak silny, że nie mogę złapać tchu. Jakby ktoś z całej siły uderzył mnie w splot słoneczny. Do diabła! Czy my naprawdę przez cały czas robiliśmy to Cassianowi? 

    Asher gwałtownie odsuwa się od dziewczyny. Ona coś jeszcze za nim woła, ale chłopak biegnie w moim kierunku. Siada obok, przyglądając mi się uważnie. 

    — Nic ci nie jest? — pyta z niepokojem.

    Przecząco kręcę głową, a on przyciąga mnie do siebie stanowczo, zamykając w swoich ramionach. 

    — Już nigdy więcej nie chcę tego czuć — szepczę. 

    Sama nie zdaję sobie sprawy, kiedy zaczynam płakać. Asher podnosi rękę i delikatnie kciukiem ściera łzy z mojego policzka.

    — Nie bój się, nie interesują mnie żadne inne dziewczyny — stwierdza. — Dla mnie istniejesz tylko ty — wyznaje, a ja czuję, jak w moim brzuchu ponownie w dzikim tańcu zaczyna wirować cała chmara motyli. — Natomiast co do Cassiana, to jeżeli będzie na tyle głupi, żeby spróbować dotknąć kogokolwiek poza tobą, to zamorduję go z zimną krwią — zapewnia. 

    Podnoszę na niego mokre od łez oczy.

    — Ash… a co z Cassianem? To znaczy… nie możemy się nawet całować, żeby nie robić mu krzywdy? — pytam. 

    — Oczywiście, że możemy — zapewnia mnie chłopak. — Po prostu Cassian też musi w tym uczestniczyć. Kiedy będziemy we trójkę, magia nie będzie widziała w tym zdrady. 

    Patrzę na niego zszokowana. 

    — Masz na myśli, że kiedy go zaakceptowałam, to stworzyłam trójkąt? — pytam powoli.

    Asher kiwa głową.

    — Gdyby ci się nie podobał, nie mógłby zostać twoim partnerem — stwierdza. 

    — Chcę tylko ciebie! — zaprzeczam, jak głupio by to teraz nie brzmiało. — Powinnam była go po prostu odrzucić — jęczę. 

    Spojrzenie chłopaka twardnieje.

    — Lili, to nie jest zabawa — oznajmia stanowczo. — Zagrożenia są realne. Świat jest niebezpieczny. Potrzebujesz silnych sojuszników, a Cassian do takich należy.  

    Spuszczam wzrok.

    — I nigdy już nie będziemy mogli być sami? — pytam.

    Czuję, jak jego ciepła dłoń powoli przesuwa się po moich plecach.

    — Z czasem magia się rozluźni, stanie się bardziej tolerancyjna i zapewne żaden z nas nie będzie cierpiał z powodu przytulenia czy pocałunku z drugim. Na więcej jednak nie możesz liczyć. 

    — Pocieszające — mruczę niezadowolona. 

    — Poza tym — kontynuuje Asher, jakby mówił o pogodzie — twoja bliskość nas wzmacnia.  To dlatego na ostatnim treningu byłem taki silny, a Cassian taki słaby — wyjaśnia. 

    Nagle uświadamiam sobie coś jeszcze.

    — Skoro od początku wiedziałeś co mu robimy, dlaczego nic mi nie powiedziałeś? — pytam. 

    Chłopak wzrusza ramionami.

    — Chciałaś się na nim zemścić. Sądziłem, że wiesz co robisz — wyjaśnia.

    Jęczę w duchu. To prawda, taktował Lilien naprawdę podle, ale mnie samej nigdy niczego nie zrobił, a i tak najgorsze rzeczy na jakie się zdobył, w ogóle jeszcze się w tym świecie nie wydarzyły i, wygląda na to, że nigdy się nie wydarzą. 

    Poza tym… jeżeli chcę, żeby Angelica przeżyła, muszę trzymać się blisko niej, a konkretnie to właśnie Cassian musi być w pobliżu i musi być w pełni swoich sił. Nie ma najmniejszych szans na to, żeby ochronił ją Lucas. 

    Note