Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kruk

    Suri

    Kiedy Suri wróciła do pokoju, żeby się przebrać w mundurek, Kuro siedział na łóżku z wyraźnie naburmuszoną miną. Miał skrzyżowane ramiona i odwróconą głowę, a jego ogony leniwie, ale z widocznym rozdrażnieniem uderzały o materac.

    Dziewczyna westchnęła i podeszła bliżej.

    — Tęskniłeś za mną? — zapytała z lekkim uśmiechem, próbując rozładować atmosferę.

    Kuro tylko prychnął i nie odpowiedział. Nawet kiedy wyszli razem na korytarz i skierowali się do wspólnego salonu Feniksów, nadal miał focha. Szedł o pół kroku za nią, z podkulonymi uszami i wyraźnie obrażoną miną.

    W salonie, jak zwykle, już ktoś był. Christopher siedział na kanapie i kiedy zobaczył Suri, uśmiechnął się i przesunął się lekko, robiąc jej miejsce tuż obok siebie. Suri przez chwilę się wahała. Czuła między nimi napięcie — coraz gęstsze i coraz trudniejsze do zignorowania — więc w końcu usiadła trochę dalej, zostawiając między nimi wyraźną przestrzeń. 

    To było kropelką, która przepełniła czarę. Kuro, który do tej pory milczał, nagle stanął za kanapą i nie wytrzymał.

    — Nie po to zmieniałem wszystkim pamięć — warknął — żebyś ty wciąż skakała dookoła tego przeklętego asasyna.

    W salonie zapadła cisza. Suri powoli odwróciła głowę i spojrzała na niego z niedowierzaniem.

    — Zrobiłeś… co? — zapytała cicho, ale w jej głosie wyraźnie słychać było rosnące napięcie.

    Kuro skrzyżował ramiona na piersi i spojrzał w bok, jakby nagle stracił całą pewność siebie.

    — Zmieniłem im pamięć — powtórzył, już ciszej. — Krukowi, Ryūjiemu, Feniksom… wszystkim. Żebyś mogła w końcu mieć spokój.

    Suri wstała z kanapy tak gwałtownie, że Christopher aż się cofnął.

    — Jesteś nienormalny — powiedziała drżącym głosem. — Jak mogłeś… Jak śmiesz w ogóle robić coś takiego?! Co ci przyszło do głowy?!

    Kuro pochylił nieco głowę, a jego uszy zupełnie oklapły, ale nadal upierał się przy swoim.

    — Zrobiłem to dla ciebie. Kruk cię ranił. Ryūji cię denerwował. Feniksy próbowały tobą sterować. Chciałem, żeby było ci lepiej.

    — Lepiej?! — Suri zaśmiała się gorzko. — Namieszałeś ludziom w głowach! Natychmiast to odkręć! Wszystko.

    Kuro naburmuszył się jeszcze bardziej.

    — Nie.

    — Odkręć — powtórzyła Suri twardo. — Albo przysięgam, że nigdy więcej cię nie pogłaszczę. Ani razu. Nigdy.

    Kuro spojrzał na nią tak, jakby właśnie usłyszał wyrok śmierci. Jego uszy położyły się po sobie, a ogony opadły bezwładnie na podłogę. Wyglądał jak mały, przerażony kot, który właśnie stracił cały świat.

    — …Dobra — mruknął w końcu, głosem wyraźnie bezbronnym, takim, że niemal zrobiło się jej go żal. — Odkręcę.

    Później, kiedy zostali sami w jej pokoju, Suri usiadła na łóżku i popatrzyła na niego poważnie.

    — Dlaczego nie zmieniłeś mojej pamięci? — zapytała cicho. — Skoro już i tak majstrowałeś przy wszystkich… czemu mnie oszczędziłeś?

    Kuro, który siedział na podłodze z podkulonymi nogami, wzruszył ramionami, jakby pytanie było dziwne.

    — Bo to niebezpieczne — odparł spokojnie. — Przy ingerencji w pamięć łatwo coś popsuć. Można kogoś… zepsuć. Na zawsze. Nigdy bym tak nie ryzykował. Nie z tobą.

    Suri poczuła, jak coś ściska ją w gardle. Spojrzała na niego z przerażeniem.

    — I mimo wszystko się na to zdecydowałeś? — Kuro nie odpowiedział. Tylko spuścił wzrok. Suri zacisnęła trzymane na kolanach dłonie. — Słuchaj mnie uważnie — powiedziała powoli, ale bardzo wyraźnie. — Od dzisiaj nie robisz absolutnie nic bez konsultacji ze mną. Żadnych zmian pamięci. Żadnych „poprawek”. Żadnych eksperymentów. Rozumiesz?

    Kuro przytaknął szybko, kładąc uszy po sobie i robiąc najgrzeczniejszą, najbardziej niewinną minę, na jaką było go stać.

    — Rozumiem — powiedział cicho. — Przepraszam.

    Dziewczyna patrzyła na niego przez dłuższą chwilę. Wiedziała, że chciał dobrze. Rozumiała, że zrobił to z miłości — w swoim chorym, zaborczym rozumieniu tego słowa. Ale wiedziała też, że jeśli nie nauczy go jakichś granic, to kiedyś naprawdę może kogoś zniszczyć.

    Podeszła do kitsune i usiadła na podłodze obok niego. Po chwili powoli wyciągnęła rękę i pogłaskała go po włosach. Kuro natychmiast przytulił się do niej całym ciałem, wtulając twarz w jej szyję. Suri westchnęła ciężko.

    — Wiem, że chciałeś dobrze… — powiedziała cicho. — Ale musisz zrozumieć, że nie wszystko można naprawiać w ten sposób. Ludzie mają prawo do swoich uczuć. Nawet tych złych lub bolesnych.

    Kuro milczał, ale jego ogony owinęły się wokół niej w geście przeprosin. Suri objęła go i przytuliła do siebie. Był wyraźnie zadowolony, że Suri w końcu znów go dotyka.

    — Narobiłeś niezłego bałaganu — mruknęła z lekkim uśmiechem.

    Pół godziny później leżała na łóżku, wpatrując się w sufit. Kuro leżał obok niej, z głową opartą na jej ramieniu i jednym ogonem leniwie owiniętym wokół jej kostki.

    — Wiesz… — odezwała się w końcu cicho. — Trochę nie mogę się doczekać, aż zobaczę, jak Ryūji spala się ze wstydu, kiedy odzyska prawdziwą pamięć.

    Kuro parsknął cicho.

    — Nie mogę nikogo zmusić do czegoś, czego w nim nie ma — powiedział spokojnie. — Twój brat naprawdę cię lubi. I nie mówię tego, żeby ci było miło. Po prostu tak jest. Cieszy się, że jesteś jego siostrą. Ma wobec ciebie bardzo silny instynkt opiekuńczy. Zawsze go miał. Ja tylko… trochę go podkręciłem.

    Suri odwróciła głowę i spojrzała na niego z niedowierzaniem.

    — Ty naprawdę w to wierzysz? — zapytała. — Że Ryūji… się o mnie troszczy?

    Kuro uniósł wzrok i spojrzał na nią z tym swoim charakterystycznym, lekko wyniosłym wyrazem twarzy.

    — Czuję rzeczy, których wy nie dostrzegacie. Feniksy zawsze nad tobą skakały. Zawsze były nadopiekuńcze. Ja tylko to trochę pogłębiłem. Nie musiałem ich zmieniać, wystarczyło, że dałem im więcej swobody w okazywaniu tego, co i tak już czuli.

    Suri poczuła, jak robi jej się nieswojo. Spojrzała w sufit, próbując uporządkować myśli.

    — A Christopher? — zapytała w końcu, głosem już wyraźnie ostrożniejszym.

    Kuro przez chwilę milczał. Potem odpowiedział tak spokojnie, jakby mówił o pogodzie.

    — W Christopherze nie musiałem niczego zmieniać. Naprawdę. Wystarczyło, że usunąłem mu wspomnienie o tym, że jesteś z Krukiem. Reszta… już tam była.

    Dziewczyna poczuła, jak coś ściska ją w żołądku. Przez dłuższą chwilę leżała w milczeniu, wpatrując się w sufit. Myśli kłębiły się w jej głowie. Christopher. Zawsze był dla niej miły. Zawsze był blisko. Patrzył na nią w ten sposób… ale ona nigdy nie chciała tego nazwać, nie pozwalała sobie na to, żeby to zauważyć, a może raczej… nie chciała tego widzieć. A jednak teraz, kiedy Kuro powiedział to tak bezpośrednio, nie mogła już tego ignorować. Christopher ją lubił. I ona też go lubiła — mocno. Jako przyjaciela… ale nie tylko. Była między nimi chemia. Prawdziwa. I im dłużej o tym myślała, tym bardziej zdawała sobie sprawę, że gdyby sytuacja była inna… mogłoby z tego coś wyniknąć.

    Jednak nie było inaczej. Suri powoli zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech.

    — Kocham Kruka — powiedziała cicho, ale bardzo wyraźnie. — I nie zamierzam z niego rezygnować. Nawet jeśli związek z nim będzie trudniejszy.

    Kuro uniósł głowę i spojrzał na nią. W jego srebrzystych oczach nie było złośliwości.

    — Wiem — odparł. — Dlatego właśnie go nie ruszyłem, a jedynie zabrałem mu wspomnienia. 

    Suri spojrzała na niego z ukosa.

    — To dlaczego w ogóle to wszystko zrobiłeś?

    Kuro wzruszył ramionami i znowu położył głowę na jej ramieniu.

    — Chciałem, żebyś miała wybór — powiedział cicho. — I żebyś wiedziała, co naprawdę czują inni. Bez Kruka w tle.

    Dziewczyna milczała przez chwilę, a potem powoli pogłaskała go po włosach.

    — Jesteś strasznie przebiegły — mruknęła.

    Kuro uśmiechnął się lekko, mimo wszystko, wyraźnie zadowolony z siebie.

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Przeklęty szczur! Jak ten cholerny kitsune mógł tak bardzo namieszać mu w głowie?! Od chwili, kiedy wróciły mu wspomnienia, a potem przeczytał wiadomość od Suri, w której wyjaśniała mu, co się właściwie stało, czuł się bardzo nieswojo. 

    Przymknął oczy, przypominając sobie, jak bez wahania pozbył się Suri w symulacji. Był pewien, że dziewczyna łatwo mu tego nie wybaczy. Poza tym to, jak zachowywał się względem niej w ostatnich tygodniach… Teraz, kiedy na własne oczy widziała do czego jest zdolny… Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie jest dla niej właściwym wyborem. To działało też w drugą stronę. Przez ich związek, jego życie stało się okropnie skomplikowane. 

    Kiedy wszedł na dziedziniec Akademii, od razu poczuł na sobie czyjeś spojrzenie. Uniósł głowę i zobaczył Rini idącą prosto w jego stronę. Dziewczyna nawet nie zwolniła – podeszła tak blisko, że niemal ocierała się o niego ramieniem.

    — Hej — powiedziała z lekkim uśmiechem, wyraźnie zadowolona z siebie. — Idziesz już na zajęcia? Możemy pójść razem.

    Jej dłoń musnęła jego przedramię, ale Kruk natychmiast się odsunął, robiąc pół kroku w tył. Rini spojrzała na niego, ale nie skomentowała jego reakcji. Zamiast tego po prostu czekała na odpowiedź.

    Kruk przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, a potem wzruszył ramionami.

    — Idziemy — mruknął krótko.

    Dziewczyna skinęła głową i ruszyła obok niego w stronę budynku. Szli w ciszy, ale nie było w niej napięcia. Po prostu szli razem — jak dwoje ludzi, którzy dobrze się znają i nie czują potrzeby wypełniania każdej chwili rozmową.

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Szła korytarzem Akademii w naprawdę dobrym humorze. Wreszcie wszystko powoli wracało do normy. Po lekcjach miała spotkać się z Krukiem — prawdziwym Krukiem, który już o niej pamiętał. Kuro szedł obok niej w milczeniu, z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała i typowym dla siebie lekko wyniosłym wyrazem twarzy.

    Kiedy jednak skręcili za róg w stronę sali, w której mieli zajęcia, Suri nagle stanęła jak wryta. Na końcu korytarza, tuż przy ścianie, stał Kruk, ale nie był sam. Rini miała nogi oplecione wokół jego pasa, a on przytrzymywał ją jedną ręką pod udem, drugą opierając o ścianę. Ich usta były złączone w głębokim, namiętnym pocałunku — tak intensywnym i bezwstydnym, że aż zapierało dech w piersiach. Rini wplatała palce w jego włosy, a Kruk pochylał się nad nią tak, jakby chciał ją pochłonąć. To nie był zwykły pocałunek. To była scena rodem z filmu dla dorosłych — pełna głodu, napięcia i oczywistej znajomości ciał.

    Suri poczuła, jak ziemia usuwa się jej spod nóg. Nie mogła się ruszyć. Nie mogła oddychać. Nie mogła nawet mrugnąć. Stała w miejscu, wpatrując się w nich jak w coś, co nie powinno istnieć. Jej serce biło tak głośno, że prawie zagłuszało dźwięki wokół.

    Kuro natychmiast zareagował. Bez słowa stanął za nią i delikatnie objął ją w pasie, przyciągając do siebie.

    — To nie ja — szepnął jej prosto do ucha, głosem tak cichym, że usłyszała go tylko ona. — Po naszej rozmowie wszyscy odzyskali wspomnienia. On również.

    Dziewczyna nadal nie mogła się poruszyć. Łzy napłynęły jej do oczu, ale nawet one nie chciały spaść. Czuła tylko zimno rozlewające się po całym ciele.

    Kuro nie pozwolił jej stać tam dłużej. Delikatnie, ale stanowczo odwrócił ją i poprowadził z powrotem w stronę należących do Feniksów apartamentów. Suri szła jak w transie, pozwalając mu się prowadzić. Nie miała siły protestować.

    Kiedy znaleźli się w jej pokoju, Kuro zamknął drzwi i usiadł na łóżku, obserwując ją w milczeniu. Suri podeszła do biurka i odruchowo sięgnęła po tablet. Na ekranie czekała jedna nowa wiadomość. Od Kruka.

    Otworzyła ją drżącymi palcami.

    To co się wydarzyło, uświadomiło mi, że nie powinniśmy być razem. Nie jesteśmy sobie nawzajem w stanie dać tego, czego byśmy chcieli, za bardzo się od siebie różnimy. Uważam, że każde z nas powinno iść swoją własną drogą.”

    Suri przeczytała wiadomość dwa razy. Potem trzeci. Czuła, jak coś w niej się rozpada — powoli, boleśnie i nieodwracalnie. Zacisnęła palce na tablecie i spróbowała odpisać. Chciała napisać cokolwiek — „dlaczego”, „jak możesz”, ale kiedy kliknęła na jego imię, zamiast pola do wiadomości pojawił się komunikat  „Nie możesz wysłać wiadomości do tego użytkownika.” Została zablokowana.

    Dziewczyna powoli położyła tablet na biurku. Stała nieruchomo, wpatrując się w ekran, aż obraz zaczął się rozmazywać przez łzy, które w końcu zaczęły spływać po jej policzkach. Za plecami usłyszała cichy odgłos — Kuro wstał z łóżka i podszedł bliżej. Nie odezwał się jednak. Po prostu stanął za nią i oplótł ją od tyłu ramionami. Suri nie miała już siły. Tym razem nawet nie próbowała powstrzymywać łez.

    ✩ ✩ ✩

    Kuro

    Stał za Suri i patrzył, jak jej ramiona drżą. Płakała cicho, jakby nawet teraz próbowała zachować resztki dumy. Łzy spływały jej po policzkach i kapały na podłogę, a ona nawet nie próbowała ich wytrzeć.

    Kretyn — pomyślał, patrząc na tablet, na którym wciąż świeciła się wiadomość od Kruka. Nie czuł złości. Nie czuł też szczególnej satysfakcji. Miał tylko chłodną, spokojną pewność, że wszystko toczy się dokładnie tak, jak powinno. Kruk znowu ją zranił, pokazał, jaki jest — impulsywny, samolubny, niezdolny do tego, by naprawdę być przy niej, kiedy ona tego potrzebowała. A Suri, jego Suri, znów płakała z powodu tego dupka.

    Kuro powoli uniósł rękę i położył ją na jej głowie. Delikatnie, ale zdecydowanie zaczął głaskać ją po włosach, tak jak sam lubił być głaskany, bo nic lepszego nie przyszło mu do głowy. Suri nie zareagowała — ani nie odepchnęła go, ani nie przytuliła. Po prostu stała, drżąc bezgłośnie. On sam milczał. Wiedział, że Suri i tak czuje jego obecność, jego ciepło, jego stałość. Nawet jeśli w tej chwili nie była w stanie tego docenić. Pochylił się lekko i oparł brodę na jej ramieniu, przytulając się do niej mocniej. Jeden z jego ogonów powoli owinął się wokół jej nóg — nie zaborczo, tylko… uspokajająco.

    — Płacz — szepnął jej do ucha, głosem wyjątkowo łagodnym. — Jestem przy tobie.

    Delikatnie odwrócił ją do siebie i przyciągnął do piersi. Suri nie stawiała oporu. Po prostu wtuliła twarz w jego koszulę i dalej cicho łkała. A Kuro… Kuro po prostu trzymał ją w ramionach, pozwalając jej płakać, i czuł, jak w jego piersi rozlewa się cicha, mroczna satysfakcja. Bo po raz kolejny — tak jak zawsze — to on był przy niej, kiedy ona najbardziej go potrzebowała.

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Oparł się o ścianę w pustym korytarzu i zacisnął dłonie w pięści tak mocno, że paznokcie wbiły mu się w skórę. Czuł, jak mdłości podchodzą mu do gardła. Co ja, kurwa, zrobiłem? Nie miał pojęcia, jak ma spojrzeć jej w oczy. Nie miał pojęcia, co w ogóle mógłby powiedzieć. „Przepraszam” wydawało się żałośnie niewystarczające. A jednocześnie wiedział, że musi ją zobaczyć. Musiał spróbować.

    Spotkał ją na dziedzińcu, kilka godzin później. Suri szła w towarzystwie Laili i Emiyo. Gdy tylko go zauważyła, natychmiast się cofnęła — tak gwałtownie, że aż potknęła się o własne nogi. Laila i Emiyo błyskawicznie zasłoniły ją sobą, stając przed nią niczym dwie tarcze. Suri patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, w których nie było już ani śladu ciepła. Tylko strach. Czysty, aż nazbyt wyraźny strach.

    Kruk poczuł, jak mocno zaciska mu się żołądek.

    — Ona się ciebie boi — warknęła Laila, patrząc na niego z wyraźną niechęcią. — Daj jej spokój. Po tym, co jej zrobiłeś w symulacji… po tym, jak ją traktowałeś… Pokazałeś, kim naprawdę jesteś. Lepiej się do niej nie zbliżaj.

    Emiyo nie wypowiedziała ani słowa, ale jej spojrzenie mówiło dokładnie to samo.

    Kruk otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Spojrzał ponad ich ramionami na Suri. Chciał coś powiedzieć, wyjaśnić, zrobić… cokolwiek, ale słowa uwięzły mu w gardle. Suri tylko mocniej ścisnęła przedramię Laili i odwróciła wzrok.

    Kruk powoli cofnął się o krok. Potem o drugi.

    — …Rozumiem — powiedział w końcu ochrypłym głosem.

    Odwrócił się i odszedł, czując na plecach ich spojrzenia. Wieczorem siedział w swoim pokoju i patrzył na ekran tabletu. Spróbował napisać do niej. Cokolwiek. Nawet jedno zdanie. „Przepraszam”. „Musimy porozmawiać”. „Pozwól mi to naprawić”. Komunikat był krótki i bezlitosny: „Nie możesz wysłać wiadomości do tego użytkownika.”. Suri go zablokowała. 

    Kruk odłożył tablet na stolik i oparł łokcie o kolana, zakrywając twarz dłońmi.

    Przez następne dni próbował się do niej zbliżyć — na korytarzu, w sadzie, przy wejściu na salę treningową. Zawsze było tak samo. Suri albo szybko odchodziła w przeciwnym kierunku, albo któryś z Feniksów natychmiast stawał między nimi. Christopher. Cameron. Nawet Lucas. Wszyscy pilnowali, żeby nie miał do niej dostępu. Natomiast ona sama… ona naprawdę go unikała. Nie patrzyła w jego stronę. Nie odpowiadała na spojrzenia. Kiedy przypadkiem się mijali, jej ciało natychmiast się napinało, jakby oczekiwała ciosu. Docierało do niego. Powoli, ale nieubłaganie. To był koniec. Suri naprawdę go już nie chciała. A on… on nie miał pojęcia, jak ma bez niej żyć.

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Tygodnie mijały, a Suri z każdym dniem coraz bardziej zatracała się w rytmie życia Akademii. Kuro i Feniksy robili wszystko, żeby nie miała czasu na myślenie o tym, co łączyło ją z Krukiem. Zapraszali ją na wspólne treningi, wieczorne wyjścia do Nocnej Orchidei, długie rozmowy w salonie aż do późnej nocy. Zawsze ktoś był przy niej. Zawsze ktoś odwracał jej uwagę. Czasem działało. Czasem nie.

    Tego popołudnia Cameron znalazł ją siedzącą samotnie na ławce przy fontannie za głównym budynkiem. Bez słowa wyciągnął do niej rękę.

    — Chodź — powiedział spokojnie.

    Suri spojrzała na jego dłoń, a potem bez wahania ją przyjęła. Pozwoliła mu się poprowadzić na otwarty teren za Akademią, gdzie czekał już jego gryf. Cameron wskoczył na grzbiet zwierzęcia pierwszy, a potem wyciągnął rękę, pomagając jej usiąść przed sobą.

    — Trzymaj się — ostrzegł cicho, obejmując ją w pasie jedną ręką.

    Gryf rozłożył potężne skrzydła i z impetem wzbił się w powietrze. Suri mimowolnie wstrzymała oddech, gdy ziemia zaczęła się spod nich oddalać. Wiatr rozwiewał jej włosy, a serce zaczęło bić szybciej — nie ze strachu, ale z czystej, nieoczekiwanej euforii.

    Im wyżej się wznosili, tym piękniejszy rozpościerał się przed nimi widok. Akademia wyglądała z góry jak mała, uporządkowana makieta, a za nią rozciągały się lasy i odległe szczyty gór. Suri mimowolnie się uśmiechnęła.

    — Pięknie… — wyszeptała, bardziej do siebie niż do Camerona.

    — Wiedziałem, że ci się spodoba — odpowiedział cicho przy jej uchu.

    Jego ręka nadal spoczywała na jej talii — pewna, ale nie nachalna. Suri nie czuła się skrępowana. Wręcz przeciwnie. Poczuła, że może po prostu… odetchnąć. 

    Gryf zatoczył szeroki łuk nad lasem, a Suri odruchowo pochyliła się trochę do przodu, jakby chciała być bliżej tego uczucia wolności. Cameron przytrzymał ją mocniej, ale nie skomentował. Po prostu pozwolił jej cieszyć się chwilą. Suri zamknęła oczy na kilka sekund, czując na twarzy ciepłe słońce i chłodny wiatr. W jej głowie na chwilę zapanowała upragniona cisza. 

    Note