Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kruk

    Kruk

    Stał z boku, z rękami skrzyżowanymi na piersi, i obserwował Żniwiarzy idących w oddali. Rini coś mówiła, gestykulując energicznie, a Kruk kiwał głową z uprzejmą obojętnością. Niczym się nie przejmował. Nic go tu nie obchodziło. Aż do momentu, kiedy usłyszał krzyki.

    Podniósł głowę w tej samej chwili, w której zobaczył, jak coś z impetem porywa Suri z brzegu kanału. Jej ciało oderwało się od ziemi z przerażającą siłą, a w powietrzu pojawiło się kilka dużych, ptasich sylwetek. Harpie.

    Na ułamek sekundy Kruk zamarł. Potem zareagował instynktownie. Nie myślał. Nie wahał się. Po prostu się teleportował. Jego ciało pojawiło się wysoko w powietrzu, kilka metrów nad ziemią. Skrzydła rozłożyły się z impetem, a on natychmiast ruszył w pościg.

    Harpie były szybkie. Cholernie szybkie. Leciały w stronę gór z prędkością, która sprawiała, że bez pomocy teleportacji już dawno by je zgubił. Co kilka sekund Kruk znikał i pojawiał się bliżej, skracając dystans krótkimi, precyzyjnymi skokami. Serce biło mu jak szalone. W głowie miał tylko jedną, czystą i przerażająco prostą myśl — nie pozwoli im jej zabrać.

    Suri szarpała się w uścisku jednej z harpii, która ostre pazury wbijała w ramiona dziewczyny. Kruk czuł, jak coś ściska go w gardle — mieszanka wściekłości i paniki. Nagle harpia, która trzymała Suri, odwróciła łeb i spojrzała za siebie. Jej żółte, ptasie oko zwęziło się. Bez ostrzeżenia rozluźniła chwyt. Dziewczyna zaczęła spadać.

    Teleportował się natychmiast. Pojawił się tuż pod nią w ułamku sekundy, chwytając ją w locie obiema rękami. Jej ciało uderzyło o jego tors z impetem, ale on nawet nie drgnął. Jedną ręką przytrzymał ją mocno przy sobie, a drugą przywołał broń, bijąc skrzydłami, uniósł się wyżej. Suri chwyciła się go kurczowo, drżąc.

    — Trzymaj się mocno — wycharczał przez zęby.

    Nie miał czasu na nic więcej. Harpie zawróciły i rzuciły się za nimi. Kruk miał nadzieję, że mimo wszystko da się uniknąć walki. Teleportował się ponownie — tym razem na większą odległość — i zniknął razem z Suri za szerokim, skalnym zboczem góry. Pojawili się w wąskiej szczelinie między dwiema skałami, częściowo osłonięci od wiatru i wzroku.

    Kruk przycisnął Suri do siebie, osłaniając ją własnym ciałem i skrzydłami. Oddychał ciężko, a serce wciąż waliło mu jak szalone. Jej mokre włosy kleiły się do jego szyi, a dłonie zaciskały się na materiale jego bluzy. Przez chwilę stali tak w milczeniu, słuchając tylko wiatru i odległych, gniewnych krzyków harpii, które krążyły gdzieś nad nimi.

    Chłopak powoli opuścił głowę, aż jego podbródek dotknął jej włosów.

    — Nic ci nie jest? — zapytał cicho.

    Głos drżał mu bardziej, niż byłby gotów przyznać.

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Znajdowali się… w powietrzu! Nie spadła… Skrzydła Kruka były szeroko rozłożone, a on trzymał ją w ramionach, tuląc do siebie stanowczo. W oddali, w dole widziała ośnieżone szczyty. Oplotła ramionami jego szyję, wtulając się w niego mocno. 

    — Dlaczego po mnie przyszedłeś? — spytała z trudem hamując łzy ulgi. 

    — Zawsze po ciebie przyjdę — zamruczał w jej włosy. — Nie ważne, czy chcesz ze mną być czy nie. Zrobię wszystko, co w mojej możliwości, żebyś była bezpieczna. 

    Chłopak wylądował na jednym z niższych zboczy, w wąskiej szczelinie między dwiema skałami, tak, że byli częściowo osłonięci od wiatru i wzroku harpii. Postawił ją obok siebie na skale. Natychmiast do niego przylgnęła, już nawet nie próbując powstrzymać łkania. On objął ją ramionami, wtulając policzek w jej włosy. 

    — Nic ci nie jest? — zapytał cicho.

    Przytuliła się do niego jeszcze mocniej.

    — Kocham cię — szepnęła po dłuższej chwili milczenia. Potem, zdając sobie sprawę z tego, co powiedziała, wyplątała się z jego objęć i odsunęła, zachowując lekki dystans. — Przepraszam — wydusiła z siebie, wpatrując się w ziemię. — Wiem, że nie powinnam ci tego mówić. Dokonałeś swojego wyboru, a ja nie mam prawa…

    Gwałtownie chwycił ją za ramiona.

    — Zaraz, wróć — zażądał. — Jakiego wyboru? To ty uznałaś, że już nie chcesz ze mną być. Po tym, jak zaatakowałem cię w symulacji…

    Suri spojrzała na niego zupełnie zaskoczona. 

    — Nie… — wydusiła z siebie. — Przecież… nawet nie wiedziałeś wtedy kim jestem. Byłam dla ciebie uczennicą z przeciwnej drużyny… nie mam do ciebie o to pretensji. Naprawdę.

    Wpatrywał się w nią zupełnie zagubiony. 

    — Więc dlaczego mnie zostawiłaś? 

    — Zostawiłam? — patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. — Przecież wybrałeś Rini. Świetnie do siebie pasujecie… widziałam, jak się całowaliście i…

    Jego ręce zacisnęły się mocniej na jej ramionach, niemalże sprawiając jej ból. 

    — Nic takiego nigdy nie miało miejsca — zawarczał ostro. 

    Dziewczyna zamrugała.

    — Przecież to widziałam…

    Kruk zaklął brzydko.

    — To znów ten twój przeklęty szczur. Jakimś cudem udało mu się…

    Suri przecząco pokręciła głową.

    — Kuro nie potrafi tworzyć iluzji, może najwyżej coś pod nią ukryć, a i tak polega to bardziej na oszukiwaniu umysłów, niż na kreowaniu rzeczy jako takich — wyjaśniła.

    Wtedy spojrzeli na siebie ze zrozumieniem. Kitsune faktycznie nie potrafił tworzyć iluzji, za to chowaniec Laili… 

    Kruk powoli opuścił ręce z jej ramion, ale nie odsunął się. Zdjął swoją drogocenną, czarną bluzę, która była niczym magiczna zbroja, i założył jej ją przez głowę, a ona dopiero teraz zdała sobie sprawę, że przemoczona, w samym kostiumie kąpielowym, drżała z zimna. Patrzył na nią tak, jakby dopiero teraz naprawdę zaczynał rozumieć skalę tego, co ich spotkało.

    — Ktoś… chciał, żebyśmy się rozstali — powiedział niskim, napiętym głosem. — I udało mu się.

    Suri przygryzła wargę, czując, jak łzy znowu napływają jej do oczu. Nie z ulgi. Tym razem z gniewu i z żalu.

    — Straciliśmy przez to tyle czasu… — wyszeptała.

    Chłopak patrzył na nią przez dłuższą chwilę, a potem powoli uniósł dłoń i musnął jej policzek palcami, jakby chciał się upewnić, że naprawdę tu jest.

    — Ja też myślałem, że mnie zostawiłaś — przyznał cicho. — Że wybrałaś Christophera. Że po tym, co ci zrobiłem w symulacji… nie chciałaś mieć ze mną już nic wspólnego.

    Dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy.

    — Nigdy nie przestałam cię kochać — powiedziała bez wahania. — Nawet kiedy myślałam, że mnie zdradziłeś. Nawet kiedy bolało tak bardzo, że ledwo mogłam oddychać. Chciałam porozmawiać… wyjaśnić, ale dostałam od ciebie wiadomość na komunikatorze, w której pisałeś, że już mnie nie chcesz…

    Kruk zamknął oczy na krótką chwilę, jakby te słowa go uderzyły. Kiedy je otworzył, w jego spojrzeniu było coś surowego i bezbronnego jednocześnie.

    — Ja również próbowałem do ciebie pisać, ale byłem zablokowany… Poza tym to ja powinienem przepraszać — powiedział zachrypniętym głosem. — Za symulację. Za to, jak cię potem traktowałem. Za wszystko.

    Suri powoli pokręciła głową.

    — Przecież mnie nie pamiętałeś — szepnęła. — A i tak chciałeś mnie lepiej poznać… dałeś mi szansę. To… to naprawdę wiele dla mnie znaczyło. A teraz… to brzmi jakby wszystkie Feniksy wspólnymi siłami chciały zniszczyć, to co mamy. Bo… nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny niż David mógł zdobyć dostęp do naszych tabletów… a skoro on brał w tym udział, to Emiyo na pewno też.

    Kruk skinął głową, ale nie odsunął dłoni od jej policzka. Przez chwilę stali tak w milczeniu, w wąskiej skalnej szczelinie, z wiatrem wyjącym gdzieś nad ich głowami, a potem Kruk pochylił się i delikatnie, niemal nieśmiało, oparł brodę na jej włosach, tuląc ją do siebie opiekuńczo.

    — Wracajmy  — mruknął. — Jestem pewien, że szuka cię już nie jeden oddział gwardzistów.

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Suri powoli odsunęła się od niego, ale nadal trzymała go za rękę. Spojrzała najpierw na skalną szczelinę, w której się schowali, a potem na niego.

    — Możesz otworzyć teleport prosto na taras rodzinnego skrzydła? — zapytała cicho. — Tam będzie spokojniej. Nie ma sensu wracać głównym wejściem i robić zamieszania.

    Kruk zawahał się. Nie miał prawa przebywać w prywatnej części pałacu, a już na pewno nie miał prawa pojawiać się tam bez pozwolenia. Jednak spojrzał na jej mokre włosy i drżące ramiona i uznał, że uniknięcie całego zamieszania przy głównym wejściu jest warte ryzyka.

    — Dobrze — mruknął.

    Rozdarł przed sobą przestrzeń i otworzył portal. Suri weszła pierwsza, a on za nią. Gdy znaleźli się na tarasie, portal zamknął się za nimi bezgłośnie.

    Nie zdążyli zrobić nawet kilku kroków, gdy drzwi na taras otworzyły się gwałtownie. Marcus i Ryūji wybiegli na zewnątrz niemal jednocześnie. Ojciec Suri natychmiast podszedł do córki i chwycił ją za ramiona, badawczo oglądając ją z każdej strony. Jego wzrok był napięty, a ruchy zbyt szybkie jak na zwykle opanowanego władcę.

    — Nic ci się nie stało? — zapytał, a w jego głosie brzmiał autentyczny niepokój.

    Ryūji stanął z drugiej strony, patrząc na siostrę z ponurą, niemal groźną miną.

    — Gdzie cię porwały? Jak udało ci się uciec? — rzucił jednym tchem.

    Suri próbowała ich uspokoić, tłumacząc, że nic jej nie jest, ale obaj wyraźnie nie zamierzali tak łatwo odpuścić. Otoczyli ją z obu stron, zadając kolejne pytania, jakby chcieli się upewnić, że naprawdę stoi przed nimi cała i zdrowa.

    Kruk powoli cofnął się o kilka kroków, stając z boku, przy balustradzie tarasu. Nie był tu potrzebny. Nie należał do tej rodziny. Nie miał prawa wtrącać się w ich ulgę i troskę. Stał więc w milczeniu, z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, i obserwował scenę z dystansu.

    Jego wzrok mimowolnie powędrował w stronę drzwi, gdy pojawił się Kuro. Kitsune bez wahania podszedł do Suri i przytulił się do niej całym ciałem, owijając wokół niej swoje ogony w geście, który był jednocześnie opiekuńczy i zaborczy. Suri odruchowo pogłaskała go po włosach, a Kuro zamruczał z zadowoleniem, wtulając twarz w jej szyję, jakby chciał się upewnić, że naprawdę wszystko jest tak, jak powinno być. 

    Kruk poczuł, jak coś nieprzyjemnie ściska go w żołądku. Odwrócił wzrok.

    Kitsune zaprowadził Suri do środka, a kiedy również lord Marcus i Ryūji ruszyli w stronę wejścia, on poszedł za nimi. Kiedy znalazł się bliżej, usłyszał głos Ryūjiego, który rozmawiał z ojcem. Mówił cicho, ale wystarczająco głośno, żeby Kruk mógł wychwycić sens rozmowy.

    — Wyruszę jeszcze dziś wieczorem — powiedział Ryūji niskim, zdecydowanym tonem. — Wezmę oddział i wytępimy całe gniazdo. Nie zostawimy ani jednej harpi przy życiu.

    Marcus skinął głową bez wahania, najwyraźniej uznając, że to doskonały pomysł.

    — Zrób to. Nie możemy pozwolić, żeby coś takiego powtórzyło się ponownie.

    Kruk zacisnął szczękę. Spojrzał ukradkiem na Suri, która szła u boku Kuro. Dobrze, że tego nie słyszała. To brzmiało… dość niepokojąco. 

    Ryūji oddalił się zdecydowanym krokiem, a oni we czwórkę weszli do rozległego salonu.  Kruk zdziwił się odrobinę, kiedy podszedł do niego sam Marcus. Lord Nivarii zatrzymał się przed nim i przez dłuższą chwilę patrzył na niego w milczeniu, jakby dobierał odpowiednie słowa. W końcu jednak odezwał się spokojnym, ale mocnym głosem.

    — Dziękuję ci — powiedział. — Chroniłeś moją córkę. Gdyby nie ty, to wydarzenie mogłoby się skończyć znacznie gorzej.

    Kruk skinął głową, ale nic nie odpowiedział. Nie czuł się komfortowo z tym podziękowaniem. Marcus jednak jeszcze nie skończył.

    — Chcę wyrazić swoją wdzięczność w sposób godny — kontynuował. — Powiedz, czego sobie życzysz. Tytuł? Posiadłość? Ziemie? Nagrodę finansową? Cokolwiek zechcesz — spełnię to.

    Chłopak otworzył usta, żeby odmówić, ale nie zdążył. Z boku podeszła Suri.

    — Ojcze — odezwała się stanowczo, stając obok Kruka. — Daj mu spokój. On nie chce tego typu nagrody.

    Kruk poczuł nieprzyjemny chłód na myśl, że ona… szybko skarcił się w duchu. Był przecież pewien, że nie to miała na myśli.

    Marcus spojrzał na córkę z uniesioną brwią, wyraźnie zaskoczony jej interwencją. Suri jednak nie spuszczała wzroku z ojca.

    — On nie lubi takich rzeczy — powiedziała, rzucając Krukowi krótkie, ale znaczące spojrzenie i ku jego zdumieniu wplatając mu swoją rękę pod ramię. — Oficjalnych podziękowań, tytułów, uroczystości… Jak twoi ludzie będą go za bardzo męczyć, to prawdopodobnie komuś przyłoży — dodała pół-żartem, pół-serio. — Mówię poważnie.

    Kruk w myślach przyznał jej rację. Nigdy nie czuł się dobrze w takich sytuacjach. Marcus przez chwilę patrzył to na córkę, to na niego, jakby próbował ich rozgryźć. Ostatecznie skinął głową.

    — Dobrze — powiedział powoli. — Więc co proponujesz?

    Suri spojrzała na ojca.

    — Daj mu wolny dostęp do pałacu. Do wszystkich części. W tym do rodzinnego skrzydła — odpowiedziała bez wahania. Marcus wyglądał na wyraźnie zaskoczonego propozycją. Kruk również spojrzał na Suri z lekkim zdziwieniem. Ona jednak nie spuszczała wzroku z ojca. — To będzie dla niego najlepsza nagroda — dodała cicho, ale stanowczo. — Coś, co faktycznie będzie miało dla niego jakąś wartość.

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Siedział na wygodnym fotelu w jej prywatnych apartamentach i czekał, aż dziewczyna skończy brać prysznic. Rozłożony na kanapie Kuro wpatrywał się w niego bez słowa, takim wzrokiem, jakby widział go po raz pierwszy. W końcu Kruk nie wytrzymał.

    — Czego chcesz? — niemalże warknął. 

    Kitsune uśmiechnął się leniwie.

    — Och… nie wiem jak to możliwe, że pomyliłem się co do ciebie — odezwał się słodko. — Jesteś bardziej przydatny, niż sądziłem.  

    Kruk nie miał pojęcia, co mu odpowiedzieć, bo nie miał pewności, czy to sarkazm, czy jednak lis mówi poważnie. Nie zdążył zdecydować, kiedy jego wzrok przykuła wracająca do pokoju Suri. Zaklął cicho, zrywając się z miejsca. Dopiero teraz, kiedy miała na sobie koszulkę bez rękawków i wysoko upięte włosy, zobaczył, jak bardzo poranione są jej ręce.  

    — Zabieram cię do lekarza, natychmiast! — oznajmił podchodząc do niej, gotowy teleportować się w tym samym momencie. 

    Dziewczyna sprawiała wrażenie lekko zmieszanej. 

    — Zaczekaj! — zaprotestowała szybko. — Zostawiłam to, bo chciałam ci coś pokazać. 

    Spojrzał na nią pytająco, a ona przywołała do siebie swoją świetlistą siostrę bliźniaczkę, która łagodnym gestem dotknęła zadrapań na ciele Suri, a one powoli zaczęły znikać. Po chwili jej skóra wyglądała na nienaruszoną. Przyglądał jej się przez chwilę, zupełnie oniemiały.  

    — Przydatna umiejętność — stwierdził w końcu, a ona odpowiedziała mu radosnym uśmiechem. 

    Usiedli na szerokim fotelu. Suri podkuliła nogi i wtuliła się w niego ufnie, a on objął ją ramieniem, przyciągając do siebie. Z trudem przełknął ślinę, zdając sobie sprawę, jak bardzo mu tej bliskości brakowało. Miał nadzieję, że już nigdy w życiu nie będzie musiał trzymać się od niej z daleka.  

    ✩ ✩ ✩

    Kuro

    Kitsune natychmiast wyczuł, że coś jest nie tak. Suri nagle przestała być rozluźniona i spojrzała na niego z napiętym wyrazem twarzy. Lis powoli podniósł się do pozycji siedzącej i usiadł po turecku, wpatrując się w nią w oczekiwaniu. 

    — Kuro… musimy z tobą porozmawiać — zaczęła dziewczyna.

    Przechylił lekko głowę na bok, czekając. Jednak to Kruk odezwał się pierwszy, a nie ona.

    — Byłeś przy Surii w Akademii — zaczął bez owijania w bawełnę. — Widziałaś, jak całowałem Rini. Tylko że… nic takiego się nie wydarzyło.

    Kuro zmarszczył brwi. Przez chwilę patrzył to na Suri, to na Kruka, a potem powoli się wyprostował. Dzięki swojemu instynktowi miał pewność, że Illi’andin mówi prawdę. Tylko, że… to kompletnie nie miało sensu. 

    — Co? — zapytał z wyraźnym zaskoczeniem. — Byłem tam z Suri. Widziałem to, co ona. Gdyby to była iluzja, rozpoznałbym ją natychmiast.

    — Właśnie dlatego chcemy z tobą porozmawiać — wtrąciła się dziewczyna. — Bo jeśli to nie była zwykła iluzja… to co to było?

    Kuro zamilkł na chwilę. Jego srebrzyste oczy stały się poważniejsze. Powoli zsunął się z kanapy i stanął na dywanie, patrząc w przestrzeń przed sobą.

    — Iluzje są martwe — powiedział w końcu spokojnie, ale wyraźnie. — Nawet jeśli wyglądają, pachną, mają masę i kształt… to wciąż tylko iluzja. Nie mają w sobie życia. Ja bym to wyczuł. Bez trudu wyczuwam takie rzeczy. — Zacisnął dłoń w pięść. — Chyba że… ktoś wmanipulował w nią coś żywego. Dał jej podstawę, która mogłaby oszukać nawet mnie.

    Suri i Kruk spojrzeli na niego jednocześnie. Kuro powoli uniósł wzrok i spojrzał na Suri.

    — Laila — powiedział cicho. — Jej chowaniec potrafi kreować iluzje, a Emiyo… Emiyo może zmusić naturę do działania według swojej woli. Razem mogły stworzyć coś, co wyglądało jak iluzja, ale miało w sobie życie. Coś, co mogło oszukać nawet mnie.

    W pokoju zapadła ciężka cisza. Kuro poczuł, jak coś gorącego i nieprzyjemnego rozlewa się w jego wnętrzu. Ktoś oszukał Suri. Celowo chciał ją zranić. Spojrzał na Kruka. Ku własnemu zdumieniu, już nie czuł do niego wrogości. Czuł natomiast zimną, ostrą złość, ale tym razem nie skierowaną w niego.

    — Ktoś ją oszukał — powiedział niskim głosem. — I to mnie wkurza prawie tak samo, jak ciebie.

    Kruk patrzył na niego przez dłuższą chwilę, a potem powoli skinął głową. W jego oczach nie było już dawnej nieufności, pojawiło się w nich ponure zrozumienie.

    — Rozejm — powiedział krótko.

    Kuro skinął głową.

    — Rozejm — powtórzył.

    Note