Rozdział 8 – Niechcący zostałam wampirzą księżniczką
by VickyNaprawdę chcesz być moim wrogiem?
Ellie
Po powrocie do domu nie byłam w stanie usiedzieć w miejscu. Ledwo weszłam do swojego pokoju, od razu rzuciłam się na łóżko i zaczęłam się po nim turlać, nareszcie czując się, jak normalna nastolatka. Serce wciąż biło mi szybko, a w głowie miałam obraz Erena — jego uśmiechu, spojrzenia, tego jak delikatnie trzymał mnie za rękę w ogrodzie na dachu. Nie mogłam przestać się uśmiechać.
Chciałam piszczeć. Naprawdę. Z całej siły. Ale powstrzymywałam się, bo bałam się, że Valerius mnie usłyszy i uzna, że postradałam zmysły. Zamiast tego wtuliłam twarz w poduszkę i wydałam z siebie stłumiony, radosny dźwięk.
Po chwili jednak nie wytrzymałam. Sięgnęłam po telefon i napisałam pierwszą rzecz, jaka przyszła mi do głowy.
Ellie: jesteś już w do domu?
Wysłałam wiadomość i od razu wpatrzyłam się w ekran, czekając na status „przeczytano”. Serce mi łomotało, jakbym właśnie wysłała coś znacznie bardziej intymnego niż zwykłe pytanie.
Po chwili status się zmienił.
Eren: właśnie wszedłem
Eren: a ty?
Uśmiechnęłam się jak idiotka i szybko odpisałam.
Ellie: jestem w swoim pokoju i nie mogę usiedzieć w miejscu
Ellie: to był naprawdę dobry dzień
Chwilę później przyszła odpowiedź.
Eren: dla mnie też
Przycisnęłam telefon do piersi i znowu wtuliłam twarz w poduszkę, czując, jak fala ciepła rozlewa mi się po całym ciele. Cholera… naprawdę mi się podoba.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Musiałem przyznać, że piekielnie mnie to wkurzało.
Dlaczego ona musiała być taka miła? Czemu tak dobrze spędzało mi się z nią czas? Gdyby chodziło tylko o fizyczne przyciąganie, byłoby prościej. Ale nie. Z Ellie było… inaczej. Naprawdę chciałem być obok niej, najlepiej nie odstępować jej na krok. Mimo że znajdowała się zaledwie kilkanaście pięter wyżej, to nawet taka odległość była dla mnie męczarnią. Była moją życiową partnerką, bratnią duszą, ale nawet gdyby nie to, to i tak wpadłbym po uszy.
Leżałem rozwalony na kanapie, wpatrując się w zdjęcie, które zrobiliśmy w lunaparku. Ellie uśmiechała się szeroko, a ja… wyglądałem przy niej na naprawdę szczęśliwego. Cholera. Nigdy więcej nie zamierzałem trzymać się od niej z daleka. To było już poza moimi możliwościami.
Drzwi do mieszkania otworzyły się z impetem, nie zostawiając mi czasu na dalsze rozmyślania.
— Ostatnio włazisz tu jak do siebie — mruknąłem niezadowolony, nawet nie podnosząc głowy.
Kael podszedł bliżej i spojrzał na mnie z mieszaniną irytacji i czegoś, co mogło być… desperacją.
— Cholera, coś ty jej zrobił? — rzucił od razu, głos miał wyraźnie podniesiony.
Przez krótką chwilę moje serce stanęło. Myślałem, że chodzi o Ellie. Poczułem nieprzyjemny, ostry ucisk w żołądku, jakby ktoś wbił we mnie pięść.
— Co masz na myśli? — zapytałem ostrożnie, starając się, żeby mój głos brzmiał obojętnie.
— Selena — odparł Kael, przeczesując włosy dłonią. — Jest nagle jak chodzące słoneczko. Uśmiecha się, nie robi scen, nawet nie próbuje mnie szantażować. Co się, kurwa, stało?
Rozluźniłem się, ale tylko na chwilę. Potem w mojej głowie pojawił się obraz wcześniejszej „randki” z Seleną, którą odbyłem w ramach umowy z Kaelem. Oj. Byłem wtedy w tak dobrym humorze z powodu zbliżającego się spotkania z Ellie, że naprawdę zachowywałem się inaczej niż zwykle. Byłem bardziej uprzejmy… a nawet trochę zainteresowany tym, co Selena mówi. Byłem pewien, że nawet raz czy dwa mogłem się przy niej uśmiechnąć.
Kael spojrzał na mnie wyczekująco.
— No? — ponaglił. — Co jej powiedziałeś?
Wzruszyłem ramionami, starając się wyglądać obojętnie.
— Nic szczególnego — odparłem. — Po prostu… byłem w lepszym nastroju niż zwykle.
Kael zmrużył oczy.
— W lepszym nastroju? — powtórzył podejrzliwie.
Nie odpowiedziałem, uznając pytanie za retoryczne. Spojrzałem na niego niechętnie.
— Zrobiłem, czego ode mnie chciałeś, a ty zarzucasz mi, że wykonałem robotę za dobrze? Wybacz, że nie byłem wystarczająco opryskliwy — burknąłem.
Kael jeszcze przez moment stał w miejscu, jakby chciał coś dodać, ale w końcu tylko skinął głową i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Gdy tylko zostałem sam, wypuściłem powietrze, którego nawet nie zauważyłem, że wstrzymywałem. Usadowiłem się wygodniej i znowu sięgnąłem po telefon.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
W niedzielę rano obudził mnie sms.
Eren: spotkamy się na basenie?
Gdy tylko zobaczyłam jego wiadomość, moje serce natychmiast przyspieszyło. Potem dotarła do mnie treść i zaczęłam myśleć, że Eren się pomylił wybierając kontakty.
Ellie: Jakim basenie?
Wysłałam wiadomość.
Eren: …
Eren: Na dole budynku. Wejście jest po prawej stronie od recepcji w lobby.
Chyba nie mogłam być bardziej zszokowana.
Ellie: To my mamy basen? W budynku?
Eren: No tak… Jest też siłownia, kręgielnia i kino, gdybyś kiedyś chciała się wybrać.
O kurczę! Niemalże zerwałam się z łóżka, ale wtedy uświadomiłam sobie coś jeszcze.
Ellie: Chętnie bym poszła, ale nie mam kostiumu.
Odpowiedź przyszła błyskawicznie.
Eren: W lobby jest butik, kupimy po drodze.
Ellie: Za 15 minut na dole?
Eren: Będę czekał.
Ubrałam się w ekspresowym tempie — nawet nie sprawdziłam dwa razy, czy dobrze dobrałam bluzkę do spodni. Po prostu chciałam jak najszybciej wyjść z mieszkania. Serce biło mi szybciej niż zwykle, a myśleć potrafiłam tylko o tym, że Eren na mnie czeka.
W lobby zobaczyłam go od razu. Stał przy recepcji z rękami w kieszeniach i wyglądał… cholernie dobrze. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak pospiesznie się szykowałam. Włosy miałam ledwo uczesane, makijaż prawie zerowy, a bluzka, którą wciągnęłam, była jedną z tych „na co dzień, byle szybko”. Poczułam lekkie ukłucie zażenowania.
Eren jednak uśmiechnął się na mój widok, jakby nic nie było nie tak.
— Hej — powiedział spokojnie, jakbyśmy nie spędzili wczoraj całego dnia razem.
— Cześć — odpowiedziałam, starając się, żeby mój głos brzmiał normalnie.
Poszliśmy do butiku w lobby. Było tam kilka strojów kąpielowych — nic przesadnie wyzywającego, ale wystarczająco ładnych. Eren bez większego wahania wybrał jeden i zapłacił, zanim zdążyłam zaprotestować. Wzięłam od niego woreczek z kostiumem, czując, jak robi mi się trochę gorąco w środku.
W recepcji dostaliśmy dwa duże, puchate ręczniki, a potem ruszyliśmy w stronę basenu. Miejsce robiło wrażenie. Sufit wyglądał jak rozgwieżdżone nocne niebo — delikatnie pulsujące światełka imitowały gwiazdy. Woda była krystalicznie czysta, a wzdłuż brzegu stały wygodne leżaki i małe stoliki. Z tego co wyczytałam, można tu było zamówić coś do picia lub jedzenia prosto z lobby. W osobnym pomieszczeniu znajdowało się też jacuzzi i sauna.
Basen był o tej porze pusty. Idealnie.
Związałam włosy w wysoką, trochę roztrzepaną kitkę i bez zastanowienia weszłam do wody. Zanurzyłam się i od razu zanurkowałam, bardzo ciekawa efektu. Po chwili usłyszałam plusk obok siebie.
— Co robisz? — zapytał Eren, stając obok mnie. Woda sięgała mu do klatki piersiowej.
Wyłoniłam głowę i otarłam oczy dłonią, czując lekkie zażenowanie.
— Valerius powiedział, że nie muszę oddychać — mruknęłam. — Więc myślałam, że mogę być pod wodą ile chcę… ale to nie takie proste.
Eren parsknął śmiechem.
— Przyzwyczaisz się. Jak długo jesteś wampirem? Trzy tygodnie? I od razu chciałabyś wszystko umieć.
Nie wytrzymałam. Ochlapałam go wodą prosto w twarz.
— Hej! — zareagował, odsuwając się z uśmiechem.
— Nie śmiej się ze mnie — burknęłam, starając się zachować poważną minę, choć sama czułam, jak unoszą się kąciki moich ust.
Eren otarł twarz i spojrzał na mnie z rozbawieniem, ale w jego oczach było coś cieplejszego niż zwykle.
— Nie śmieję się — powiedział, choć wyraźnie było widać, że kłamie. — Po prostu… jesteś urocza, kiedy się denerwujesz nowymi rzeczami.
Poczułam, jak robi mi się gorąco. Szybko odwróciłam wzrok i zanurzyłam się trochę głębiej, udając, że sprawdzam coś pod wodą. Tym razem jednak nie nurkowałam już sama.
Wystarczyło kilkanaście minut, żeby atmosfera między nami zrobiła się gęsta. Staliśmy coraz bliżej siebie, woda delikatnie falowała wokół naszych ciał. Eren spojrzał mi w oczy, a jego dłoń spoczęła na mojej talii. Powoli, ale zdecydowanie przyciągnął mnie do siebie. Serce zaczęło mi bić jak szalone. Czułam, że zaraz mnie pocałuje — i bardzo tego chciałam. Stałam nieruchomo, czekając, aż pochyli głowę.
Wtedy z ogromnym impetem coś wpadło do wody tuż obok nas. Eren natychmiast osłonił mnie ramieniem w opiekuńczym geście. Woda bryznęła na nas oboje. Odruchowo uniosłam wzrok i zobaczyłam Selenę stojącą na brzegu basenu. Dyszała ciężko, a jej twarz była wykrzywiona wściekłością. Piłka, którą rzuciła, wpadła do wody tak gwałtownie, że fala, która wylała się na zewnątrz była tak duża, że zmoczyła również ją samą. Po raz pierwszy byłam świadkiem ogromnej siły urodzonych wampirów.
Eren spiął się cały. Spojrzał na Selenę tak, jakby naprawdę miał ochotę ją zabić. Puścił moją talię i zrobił krok w jej stronę. Szybko chwyciłam go za rękę.
— Hej — powiedziałam cicho, ale stanowczo. — Chciałaś mi tym urwać głowę? Co z tobą jest nie tak?
Selena spojrzała na nas z nienawiścią. Jej głos był drżący, ale pełen jadu.
— Ty mała zdziro! Wiesz, że jestem jego narzeczoną, a jednak… — urwała, jakby zabrakło jej słów.
Uniosłam brew.
— Nie chciałabyś się wreszcie zdecydować? — zapytałam z udawaną uprzejmością. — Najpierw twierdzisz, że twoim narzeczonym jest Kael, teraz nagle Eren? To w końcu który?
Selena otworzyła usta, wyraźnie zdezorientowana.
— Co?!
Eren nie wytrzymał. Jego głos był niski i groźny.
— Poza tym, co tu robisz? To budynek klanu Azure.
Selena na moment się zawahała. Jej pewność siebie wyraźnie stopniała.
— Przyszłam do koleżanki po notatki… — wymamrotała.
Eren parsknął pogardliwie.
— Och? I skończyłaś robiąc polowanie na czarownice przy basenie?
Przez chwilę panowała napięta cisza. Spojrzałam na Selenę uważniej. Pod tym całym gniewem i agresywnym makijażem… wyglądała po prostu na zranioną. Długie rude włosy miała teraz mokre, tak, że przykleiły się jej do twarzy, a w oczach miała coś, co bardzo przypominało ból porzuconego szczeniaka. Nagle zrobiło mi się jej żal.
— Jeśli masz trochę czasu, to wróć z kostiumem i chodź do nas — powiedziałam spokojnie. Oboje spojrzeli na mnie jak na wariatkę. Selena z niedowierzaniem, a Eren z wyraźną irytacją. — Dawno już chyba powinnyśmy porozmawiać, prawda? — kontynuowałam, patrząc prosto na Selenę. — Obiecuję… że tym razem nie będę cię gryzła. Oczywiście o ile powstrzymasz się przed wyzwiskami.
Selena stała jeszcze przez moment jak wryta, po czym bez słowa odwróciła się i szybkim krokiem wyszła z basenu. Nie wiedziałam, czy wróci, ale coś mi mówiło, że jednak się pojawi.
Eren spojrzał na mnie z ukosa, wyraźnie niezadowolony.
— Naprawdę? — mruknął cicho.
Wzruszyłam ramionami i spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem.
— Co? — powiedziałam niewinnie. — Może w końcu przestanie mnie nienawidzić.
Eren westchnął, ale nie odsunął się ode mnie. Jego dłoń wróciła na moją talię.
— Jesteś zbyt dobra dla tego świata — mruknął.
Nie odpowiedziałam. Po prostu oparłam się lekko o jego tors i spojrzałam w stronę, w którą odeszła Selena. Miałam nadzieję, że ta rozmowa będzie… ciekawa.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Ku mojemu niezadowoleniu Selena faktycznie przyszła. Usiedliśmy we trójkę w jacuzzi, a ja odruchowo objąłem Ellie ramieniem. Ku mojej uldze nie odsunęła się. Wręcz przeciwnie — lekko się do mnie przysunęła, jakby to było najnaturalniejsze miejsce na świecie. To wystarczyło, żebym choć trochę się rozluźnił.
Selena patrzyła na Ellie z mieszaniną ciekawości i podejrzliwości.
— Też jesteś z szóstego pokolenia, jak ja i Kael? — zapytała, próbując przełamać niezręczną ciszę.
Ellie spojrzała na mnie, jakby prosiła o pozwolenie.
— Mogę jej powiedzieć? — zapytała cicho.
Skinąłem głową.
— Tak. Valerius i tak zaraz ogłosi to oficjalnie. Nasi rodzice zostali wybrani do organizacji bankietu z tej okazji.
Ellie odwróciła się z powrotem do Seleny.
— No więc… moim ojcem jest Valerius — powiedziała to tak naturalnie, jakby mówiła o czymś zupełnie oczywistym.
Ojciec. Słowo sprawiło, że przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz. Nie powiedziała „stworzycielem”, nie nazwała go „mistrzem”. Jak gdyby nigdy nic stwierdziła, że to jej ojciec. Spojrzałem na nią zaskoczony. Mówiła o nim tak ciepło, tak zwyczajnie — jakby Valerius był dla niej kimś bliskim, a nie przerażającym, wiekowym bytem, który bez mrugnięcia okiem wykorzystywał wszystkich do swoich celów. Przypomniałem sobie, jak sam Valerius mówił o niej — „moja córka”. Wtedy byłem przekonany, że objął opieką którąś z obiecujących dziedziczek najwyższych rodów, a nie, że przemienił człowieka.
— Ellie jest dwójką — dodałem, prostując się lekko. — Obecnie jedyną w klanie Azure. Selena jest beznadziejna w wyczuwaniu mocy — szepnąłem do Ellie konspiracyjnie.
Selena otworzyła szeroko oczy.
— O rany… Nic dziwnego, że cała Akademia przed tobą klęka. I Kael…
Ellie nie pozwoliła jej dokończyć.
— Kael jest moim opiekunem, z polecenia Valeriusa — powiedziała spokojnie, ale wyraźnie. — Zaprzyjaźniliśmy się przez te kilka tygodni, ale nie łączy nas takie uczucie, jak się obawiasz.
Poczułem, jakby ktoś zdjął mi z piersi ogromny ciężar. Zaprzyjaźnili się. Nie ma do niego romantycznych uczuć. Te słowa uderzyły we mnie mocniej, niż się spodziewałem. Ellie mówiła do Seleny, ale miałem wrażenie, że te słowa były skierowane prosto do mnie. Jakby specjalnie je wypowiedziała, żebym je usłyszał.
Ulga, która mnie zalała, była tak silna, że na chwilę straciłem oddech. Świat nagle wydał się… piękniejszy. Jakbym właśnie dowiedział się, że nie jestem skazany na oglądanie jej z boku, podczas gdy ona patrzy na kogoś innego. Oczywiście, że miałem wątpliwości, bo trudno zaprzeczyć, że wyglądaliśmy z Kaelem dokładnie tak samo i jeżeli spodobałem jej się ja, to całkiem możliwe, że podobaliśmy jej się obaj…
Spojrzałem na Ellie. Siedziała obok mnie, mokra, z włosami przyklejonymi do policzka, i wyglądała jeszcze piękniej, niż przed chwilą.
Selena milczała, wyraźnie zszokowana. Ja również się nie odezwałem. Po prostu siedziałem tam, z ręką wokół ramion Ellie, i pozwoliłem sobie poczuć nadzieję. Może jednak wszystko jeszcze się ułoży.
Chwilę później Selena zaskakująco się ożywiła. Jakby ktoś przełączył w niej jakiś tryb. Przestała patrzeć na Ellie jak na wroga — zamiast tego zaczęła paplać, zerkając przy tym na mnie co chwilę, co mnie lekko irytowało.
— Tylko że on… jest zawsze chłodny — mówiła, bawiąc się końcami mokrych włosów. — Trzyma mnie na dystans. Myślałam, że ostatnio coś się poprawiło, bo naprawdę dobrze bawiliśmy się na randce… ale potem wszystko wróciło do normy.
Miałem ochotę kopnąć się pod wodą. To ja byłem winny. Podczas tej głupiej „randki”, którą odbyłem w ramach umowy z Kaelem, dałem się ponieść dobremu humorowi. Byłem zbyt miły. Zbyt zaangażowany. A ona to odebrała jako sygnał, że coś się zmienia. Kurwa.
Spojrzałem ukradkiem na Ellie. Byłem pewien, że znudzi ją ta rozmowa, będzie siedzieć z obojętną miną albo zmieni temat. A jednak… wyglądała na zainteresowaną. Pochyliła się lekko do przodu, ze zmarszczonymi brwiami, jakby naprawdę próbowała zrozumieć.
— Może powinnaś mu trochę odpuścić? — powiedziała nagle, patrząc na Selenę. — No wiesz… żeby nie czuł się taki osaczony.
Selena zamrugała, jakby Ellie właśnie wypowiedziała jakieś zakazane zaklęcie.
— Tak myślisz?
Ellie skinęła głową.
— No wiesz, z mojej perspektywy nie wyglądało to dobrze… Kael siedzi na szkolnym spotkaniu z jakąś dziewczyną, o której nawet nie wiesz kim jest, a ty od wejścia zaczynasz ją obrażać… Od razu poczułam do ciebie niechęć. I wydaje mi się, że Kael też. Nikt nie lubi takiego zachowania.
Selena patrzyła na nią jak na kogoś, kto właśnie odkrył przed nią największą tajemnicę wszechświata. Jej usta lekko się rozchyliły, a w oczach pojawiło się coś na kształt zrozumienia. Albo raczej — bolesnego olśnienia.
Ja sam niemalże zacząłem jej współczuć. Tylko odrobinę. Bo choć nadal najchętniej wezwałbym ochronę i kazał wyrzucić ją stąd na zbity pysk, to jednocześnie zobaczyłem coś, czego wcześniej nie zauważyłem. Selena nie była tylko złośliwą, zazdrosną manipulantką. Była dziewczyną, która od miesięcy próbuje dostać się do kogoś, kto jej nie chce — i nie ma pojęcia, jak inaczej to zrobić.
Ellie siedziała blisko mnie i mówiła spokojnie, bez złośliwości. Jakby naprawdę chciała pomóc. A ja… patrzyłem na nią i czułem, jak coś we mnie mięknie.
Cholera — pomyślałem. — Ona naprawdę jest inna.
Selena milczała, wpatrując się w wodę. Wyglądała na szczerze zagubioną.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kael
W poniedziałek jak zawsze odwiozłem Ellie do Akademii, a potem odprowadziłem ją na pierwsze zajęcia. Wszystko wyglądało normalnie. Uśmiechała się, rozmawiała ze mną o niczym szczególnym, była po prostu „moją” Ellie, a wszystko było na swoim miejscu.
Aż do lunchu. Kiedy wszedłem do kafeterii, od razu ją zobaczyłem. Siedziała przy stoliku ze swoją stałą świtą — Jasmine, Ariadną, Lucasem i Richardem. I… Erenem. Oraz Seleną.
Co do cholery?
Nie tylko siedzieli wszyscy razem. Ellie i Selena pochylały się ku sobie, rozmawiając tak spokojnie, jakby nigdy nie były sobie wrogie. A Eren… siedział tuż obok Ellie, na samym brzegu ławki, tak blisko, że ich ramiona niemal się stykały. I wyglądał przy tym na zupełnie swobodnego. Co ona mu napisała w tym liście?
Podszedłem do stolika, starając się, żeby mój krok był pewny, a twarz spokojna. Nie zamierzałem dać nikomu satysfakcji z tego, że jestem zaskoczony.
— Przesuń się — rzuciłem do Seleny, wskazując na miejsce obok Ellie.
Selena uniosła na mnie wzrok i… uśmiechnęła się. Uroczo. Słodko. Jakby właśnie zobaczyła kogoś, kto jej nie obchodzi.
— Tam jest dużo miejsca — powiedziała spokojnie, wskazując na przeciwległą stronę stołu.
Stanąłem jak wryty. Powtórzyła dokładnie te same słowa, które ja, podczas szkolnego spotkania, wypowiedziałem do niej. Selena. Ta sama dziewczyna, która przez ostatnie miesiące robiła wszystko, żeby zwrócić na siebie moją uwagę, która niemal błagała o odrobinę zainteresowania… właśnie mnie zbyła.
Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, Ellie spojrzała na mnie z ciepłym, prawie łagodnym uśmiechem.
— Jesteśmy w trakcie rozmowy — powiedziała spokojnie. — Nie przeszkadzaj nam.
Coś się we mnie nieprzyjemnie ścięło. Spojrzałem na Erena, licząc na jakieś wyjaśnienie, choćby cień sojuszu. Ten tylko wzruszył ramionami. Jego twarz była idealnie niewyrażającą żadnych emocji maską — tą samą, którą zakładał, kiedy nie chciał, żeby ktoś wiedział, co naprawdę myśli.
Usłyszałem prychnięcie, a kiedy uniosłem wzrok. zobaczyłem twarz Richarda. Siedział trochę dalej, rozparty na ławce, i uśmiechał się. Szeroko. Triumfalnie. Jak ktoś, kto właśnie dostał prezent, na który długo czekał. Od pierwszego dnia próbował podrywać Ellie. Zawsze zbywałem to wzruszeniem ramion, pewny, że nie ma szans. A teraz… najwyraźniej podobało mu się, że wypadłem z łask.
Poczułem, jak w mojej piersi rozlewa się coś zimnego i nieprzyjemnego.
Nie podobało mi się to.
Nie podobało mi się, że Ellie siedzi bliżej Erena niż mnie.
Nie podobało mi się, że Selena nagle stała się niezależna.
I najbardziej nie podobało mi się to, że nikt przy tym stoliku nie wyglądał na kogoś, kto mnie potrzebuje.
Przez chwilę stałem w miejscu, czując na sobie spojrzenia całej grupy. Potem powoli wziąłem głęboki oddech i usiadłem… dokładnie tam, gdzie wskazała Selena. Po przeciwnej stronie stołu. Daleko od Ellie. Poczułem, że wszystko wymyka mi się spod kontroli.
