Rozdział 10 – Bohaterowie noszą maski
by Vicky
Lilien
W North Crown University nawet autokar jest luksusowy. Skórzane, szerokie fotele, przyciemniane szyby, delikatne oświetlenie LED i cicha, przyjemna muzyka w tle. Bardzo ucieszyło mnie, gdy dowiedziałam się, że czeka nas wycieczka integracyjna. Potrzebowałam takiej lekkiej chwili wytchnienia. Myślę, że wszyscy jej potrzebowaliśmy po tym, co wydarzyło się ostatnio.
Siedzę obok Sary, która jak zwykle jest w swoim żywiole. Obie mamy na sobie praktyczne bojówki i wygodne buty do trekkingu. Sara właśnie parska śmiechem, wskazując dyskretnie na grupkę dziewczyn z niemagicznej strony, które wsiadają do autokaru w krótkich mini spódniczkach i delikatnych bluzkach.
— Serio? Do lasu? — szepcze mi do ucha, ledwo powstrzymując chichot. — One myślą, że idziemy na photoshoot do Instagrama, a nie na integrację w lesie.
Uśmiecham się szeroko i kiwam głową.
— Za dwie godziny będą błagać o spodnie i adidasy.
W tym momencie do autokaru wchodzi Angelica. Wygląda bosko — jak zawsze. Długie włosy opadają idealnie, makijaż podkreśla każdy szczegół, a jednak… ubrana jest równie niepraktycznie co dziewczyny w mini. Lekka, zwiewna spódniczka, delikatne buty na obcasie i cienka bluzka, która zdecydowanie lepiej sprawdziłaby się na kawiarnianym tarasie niż na leśnej wycieczce. Cały autokar milknie. Wymieniamy z Sarą zdziwione spojrzenia — zdecydowanie nie tego spodziewałyśmy się po naszej przyjaciółce.
Angelica rozgląda się szybko, zauważa, że Cassian siedzi sam, po drugiej stronie przejścia, dwa rzędy za nami i bez wahania siada obok niego.
Zerkam w bok. Asher siedzi z Lucasem tuż przed nimi, rozmawiają o czymś cicho. Nathan siedzi z tyłu z grupką swoich kolegów, ale co chwilę zerka w naszą stronę — dokładnie tam, gdzie siedzi Sara. Ona oczywiście też to zauważa i udaje, że nie zauważa, choć kąciki jej ust drgają.
A ja… czuję na sobie ciężkie, ciepłe spojrzenie. Cassian. Nawet teraz, kiedy Angelica usiadła tuż obok niego, jego bursztynowe oczy są skierowane tylko na mnie.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Angelica
Autokar zatrzymuje się z cichym szumem silnika na polanie otoczonej wysokimi sosnami. Powietrze pachnie żywicą, jeziorem i wilgotną ziemią. Przed nami stoi kilka solidnych, drewnianych domów z bali — stylizowane na górskie chaty, ale z dużymi tarasami i panoramicznymi oknami wychodzącymi na wodę. Wyglądają jak z katalogu „romantyczny weekend”, tylko że my jesteśmy tu całą grupą.
Lili i Sara natychmiast mnie porywają. Sara łapie mnie pod ramię, a Lilien uśmiecha się tym swoim spokojnym uśmiechem i ciągnie nas obie w stronę jednego z domów.
— Będziemy razem — oznajmia Lilien, jakby to było oczywiste. — Ty, ja, Sara i…
W tym momencie dołącza do nas Natasha. Wysoka, z długimi blond włosami i makijażem, który przetrwał nawet podróż autokarem. Uśmiecha się szeroko i od razu wpada w słowotok.
— O matko, dziewczyny, widziałyście Cassiana? W tej swojej wojskowej stylizacji wygląda obłędnie! Serio, jak jakiś model. I te oczy… Jak on na mnie spojrzał, to prawie się rozpłynęłam. — wzdycha teatralnie, po czym nagle zwraca się bezpośrednio do Lilien, jakby właśnie odkryła skarb. — Lili, ty go znasz od dziecka, prawda? Wszyscy wiedzą, że jesteście przyjaciółmi z dzieciństwa! No weź, pomożesz mi? Ty masz Ashera, więc na pewno nie masz nic przeciwko, żebym… no wiesz… spróbowała szczęścia z Cassianem. Powiedz mi, co on lubi? Jakie ma słabości? Na pewno wiesz, jak do niego dotrzeć.
Sara parska śmiechem. Lilien tylko wzrusza ramionami z całkowitą obojętnością.
— Jest zajęty — rzuca lekko, jakby mówiła o pogodzie.
Natasha nie słucha. Albo nie chce słuchać.
— Cassian… no przecież nie jest zajęty na serio, co nie? — mruga do Lilien konspiracyjnie. — Pomóż mi, błagam. Jesteś idealna do tego, żeby mnie wprowadzić.
Czuję, jak coś we mnie powoli się gotuje. Niemal boleśnie.
Stoję tu, kilka metrów od Cassiana, który właśnie pomaga chłopakom wyciągać bagaże, a jakaś Natasha z niemagicznej strony traktuje Lilien jak swoją osobistą skrzydłową.
A Lilien? Lili tylko kiwa głową i mówi „jest zajęty”, jakby to absolutnie jej nie ruszało. To wkurza mnie jeszcze bardziej, ponieważ wiem, że Cassian nawet nie zerknął na Natashę. Boleśnie zdaję sobie sprawę, że jego spojrzenia cały czas uciekają tylko w jedną stronę. W stronę Lilien.
A mimo to… i tak mnie to wkurza. Bardziej niż powinno.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Cassian
Ognisko strzela wysoko, pomarańczowe płomienie oświetlają twarze i rzucają długie cienie na sosny. Powietrze pachnie dymem i żywicą. Ktoś podał mi gitarę — starą, ale dobrze nastrojoną. Nie chciałem grać, ale Sara rzuciła „no weź, Cassian, wszyscy czekają”, a Lilien tylko uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową.
Więc gram.
Zaczynam od lekkich, znanych kawałków — tych, które dziewczyny z niemagicznej strony znają z TikToka i Spotify. Kilka akordów i już śpiewam „Perfect” Eda Sheerana. Dziewczyny od razu się rozkręcają. Śmieją się, klaszczą, niektóre wstają i tańczą przy ogniu. Dobrze. Niech się bawią.
Potem przechodzę w coś cięższego. „Nothing Else Matters”.
Głos mi się obniża, palce płynnie przechodzą po strunach. Tekst wychodzi sam, jakby ktoś mi go podpowiadał. I przez całą piosenkę patrzę tylko na jedną osobę.
Na Lili.
Siedzi po drugiej stronie ogniska, oparta o ramię Ashera. Jej szmaragdowe oczy odbijają płomienie. Uśmiecha się spokojnie, jakby słuchała, ale nie jest to ten uśmiech, który kiedyś miała tylko dla mnie. Jest… obojętna. Jakby to, że gram i śpiewam właśnie dla niej, było czymś zupełnie normalnym.
Wokół mnie wybucha szaleństwo.
— O matko, Cassian, masz głos jak gwiazda! — piszczy jedna z dziewczyn, ta z długimi blond włosami. Natasha, zdaje się.
Siada tuż obok mnie na kłodzie, tak blisko, że jej udo prawie dotyka mojego. Druga dziewczyna już wyciąga telefon.
— Selfie! Proszę, jedno selfie! — woła, przysuwając się z drugiej strony.
Uśmiecham się uprzejmie, jak zawsze. Kiwam głową, pozwalam im zrobić zdjęcie, nawet odpowiadam na jakiś żart. Jednak moje oczy co chwilę uciekają z powrotem ku Lili.
Ona nawet nie drgnie. Wyraz jej twarzy nie zmienia się ani na chwilę. Nie pokazuje, że ją to w ogóle rusza. Siedzi sobie przy Asherze, jakby cały ten cyrk wokół mnie był czymś, co jej w ogóle nie dotyczy.
I to właśnie mnie wkurza najbardziej.
Bo ja tu śpiewam „Nothing Else Matters” i każdy wers jest o niej.
A ona patrzy na mnie tak, jakbyśmy byli tylko… przyjaciółmi.
Żadnej zazdrości.
Zero irytacji.
Tylko spokojny, obojętny uśmiech.
Kurwa.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Lilien
Siedzę wtulona w bok Ashera, czując ciepło jego ciała i pewny uścisk ramienia wokół mojej talii. Jest mi przyjemnie. Naprawdę cudownie. Po raz pierwszy od wielu dni nie myślę o demonach, bliznach ani raportach. Jest tylko noc, trzaskający ogień i on.
Cassian wciąż gra. Jego głos przy „Nothing Else Matters” jest niski i melodyjny — słucham go z niekłamaną przyjemnością, ale o wiele bardziej bawi mnie to, co dzieje się wokół niego.
Natasha i jeszcze dwie dziewczyny praktycznie obsiadły go z obu stron. Jedna robi sobie z nim selfie, druga podaje napój, a Natasha nie przestaje paplać.
— Cassian, ty masz taki niski, seksowny głos… aż mi ciarki przechodzą po całym ciele. — kładzie mu dłoń na ramieniu i mruga. — Może po tym ognisku zrobimy sobie mały prywatny koncert? Tylko ty i ja?
Cassian zbywa ją uprzejmie, uśmiecha się nawet, ale ja widzę to doskonale — ten ledwo zauważalny zacisk szczęki, sposób, w jaki jego spojrzenia co chwilę uciekają w moją stronę. Znam go już z zupełnie innej strony niż ta z „Róż i Zaklęć”. Tam był aroganckim, egocentrycznym palantem. Tutaj jest… uprzejmy i sprawia wrażenie, jakby zainteresowanie w ogóle go nie bawiło, a on sam wolałby być teraz w zupełnie innym miejscu. Irytacja w nim aż buzuje, a mnie to szczerze bawi.
Przenoszę wzrok na Nathana i Sarę, którzy siedzą kawałek dalej. Nathan właśnie próbuje być romantyczny — podaje Sarze opieczonego marshmallow w kształcie serduszka.
— Dla najsłodszej dziewczyny w tym lesie — mówi z poważną miną.
Sara patrzy na niego, potem na serduszko i wykrzywia twarz w dramatycznym grymasie.
— Nathan, ty się czasem słyszysz? „Najsłodszej dziewczyny”? Zaraz zwymiotuję z wrażenia.
Nathan robi minę urażonego szczeniaka, a Sara wybucha śmiechem i szturcha go w ramię. Nie wytrzymuję — cichy śmiech wyrywa mi się z gardła. Natychmiast wtulam twarz w ramię Ashera, próbując go stłumić, ale moje ramiona i tak drżą. Chłopak przytula mnie mocniej do siebie. Czuję, jak jego klatka piersiowa wibruje od cichego, rozbawionego westchnienia.
Wtedy Cassian kończy piosenkę. Przez chwilę panuje cisza, a potem rozlegają się brawa i piski dziewczyn. On jednak patrzy prosto na Ashera. W jego oczach jest już wyraźna irytacja.
— A ty, Asher? — rzuca wyzywająco. — Będziesz się chował? Mały ptaszek ćwierkał — znacząco patrzy na mnie — że masz świetny głos.
Asher unosi brew. Na jego ustach pojawia się ten charakterystyczny, chłodny, kontrolowany uśmiech.
— Nie dzisiaj.
Czuję lekkie ukłucie rozczarowania. Nachylam się bliżej.
— Dla mnie…? — Szepczę mu prosto do ucha, muskając je wargami.
Asher zamiera na sekundę. Potem wzdycha cicho, jakby wiedział, że właśnie przegrał. Bierze gitarę od Cassiana i siada wygodniej przy ogniu. Kiedy zaczyna śpiewać, cały świat wokół nas zamiera.
To nie jest lekka, popularna piosenka. To coś mrocznego i pięknego jednocześnie — melodia ciężka, hipnotyczna, z lekkim, ledwo wyczuwalnym smutkiem, który wpełza prosto pod skórę. Jego głos jest niski, aksamitny, głęboki… jakby każdy dźwięk był przeznaczony tylko dla mnie.
Serce bije mi tak mocno, że prawie boli. To pierwszy raz, kiedy słyszę, jak Asher śpiewa. W tej chwili jestem absolutnie pewna — moje serce bije tylko dla niego.
Cała grupa milknie. Nawet Natasha i jej koleżanki przestają piszczeć. Wszyscy wpatrują się w niego, jakby nagle zapomnieli, jak się oddycha. Ja sama również nie mogę oderwać od niego wzroku.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Cassian
W końcu udało mi się wyrwać z tego pieprzonego kręgu. Natasha i te dwie inne dziewczyny wreszcie dały mi spokój — przynajmniej na chwilę. Stoję na skraju lasu, z dala od blasku ogniska, oparty o pień sosny. Powietrze jest chłodniejsze, pachnie żywicą i wilgocią. Potrzebowałem tego. Chociaż pięciu minut bez pisku i dotyku obcych rąk.
Ale oczywiście spokój nie trwa długo.
Podchodzi do mnie Angelica. Uśmiecha się tym swoim idealnym, wyuczonym uśmiechem, oczy jej błyszczą od blasku ogniska. Nie mam pojęcia jakim cudem moja książkowa wersja mogła się w nie zakochać. Nie mogłaby być mi bardziej obojętna.
— Cassian, to było niesamowite — mówi entuzjastycznie. — Twój głos przy „Nothing Else Matters”… serio, nigdy nie słyszałam, żeby ktoś tak to zaśpiewał. Masz talent, naprawdę. Powinieneś nagrywać covery, ludzie by oszaleli.
Zaciskam szczękę tak mocno, że czuję ból w skroniach. Nie mam już siły być miły.
— Dzięki — rzucam zimno, bez cienia uśmiechu. — Ale nie interesuje mnie to.
Angelica mruga zaskoczona.
— No weź, nie bądź taki…
— Słuchaj — przerywam jej ostro, mój głos jest niski i chamski. — Nie jestem zainteresowany. Ani twoimi komplementami, ani rozmową. Spierdalaj.
Jej twarz momentalnie blednie. Przez sekundę stoi w milczeniu, potem odwraca się bez słowa i odchodzi w stronę ogniska. Po drodze zamienia kilka słów z Lili — widzę, jak Lili kiwa głową i coś mówi cicho, a potem podchodzi do mnie.
Jej szmaragdowe oczy są spokojne, ale widzę w nich troskę.
— Cassian… wszystko w porządku?
Nie odpowiadam. Łapię ją za rękę i ciągnę głębiej między drzewa, z dala od światła i wścibskich spojrzeń. Kiedy jesteśmy wystarczająco daleko, zatrzymuję się i przyciągam ją mocno do siebie.
— Nic nie jest w porządku — mówię cicho, ale głos mi drży. — I ty o tym wiesz. — Nachylam się, muskając ustami jej ucho. — Pamiętasz, co mi powiedziałaś? „Tyle mogę robić”.
Nie czekam na odpowiedź. Całuję ją. Głęboko, głodnie, z całą frustracją, która we mnie buzowała przez dzisiejszy wieczór.
Ku mojej uldze Lili nie odsuwa się. Czuję, jak jej ciało mięknie, a po chwili jej ręce wślizgują się w moje włosy i odwzajemnia pocałunek — tak samo mocno, tak samo desperacko.
I w tej chwili nic innego nie ma znaczenia.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Natasha
Nie wierzę w to, co widzę.
Stoję za drzewem, kilka metrów od polany, i po prostu… zamieram. Moje serce wali jak oszalałe, a żołądek skręca się w supeł.
Lilien i Cassian.
Całują się.
Nie jakiś niewinny buziak. To jest głębokie, głodne, desperackie pieprzenie się ustami. Jej ręce w jego włosach, jego dłonie na jej talii, przyciągają ją tak mocno, jakby chciał ją wciągnąć w siebie. Cassian — ten sam Cassian, który przed chwilą odrzucił mnie z tym swoim uprzejmym, ale zimnym uśmiechem — teraz pożera usta Lilien, jakby była jedyną dziewczyną na świecie.
Do diabła!
Przez chwilę myślę, że to halucynacja, że mi się przywidziało i to ktoś inny. Ale nie. To ona. Lilien. Ta cicha, idealna, która ma już swojego pięknego, bogatego Ashera. A mimo to całuje Cassiana, jakby jutra miało nie być.
Czuję, jakby ktoś wbił mi nóż prosto w mostek.
Oszukana.
Zdradzona.
Upokorzona.
Przez cały wieczór robiłam z siebie idiotkę, flirtując z nim, a on… on przez cały czas chciał tylko jej. Tej samej Lilien, która udawała, że jest „tylko jego przyjaciółką z dzieciństwa”.
Pieprzona suka.
Odwracam się na pięcie i prawie biegnę z powrotem w stronę ogniska. Serce mi wali jak oszalałe, policzki płoną. Chcę dramatu. Chcę, żeby ktoś ją uderzył tym pocałunkiem prosto w twarz. Najlepiej niech zrobi to Asher. Niech zobaczy, jaka z niej świętoszka.
Blondyn stoi trochę z boku, oparty o pień drzewa, z rękami w kieszeniach. Wygląda jak anioł — te złociste włosy, idealna twarz, te niebieskie oczy, które nawet w słabym świetle ogniska wydają się zbyt piękne, żeby były prawdziwe.
Podbiegam do niego, ledwo łapiąc oddech.
— Asher… musisz to zobaczyć — wyrzucam z siebie, głos mi drży z ekscytacji i wściekłości. — Lilien i Cassian… właśnie się całują. Tam, w lesie. Naprawdę się obściskują, jakby jutra miało nie być. Myślałam, że ona jest z tobą, a ona…
Nie kończę. Bo Asher powoli odwraca głowę w moją stronę.
I wtedy wszystko we mnie zamiera.
Jego twarz jest idealnie spokojna. Żadnego gniewu. Najmniejszego śladu szoku. Tylko lekki, uprzejmy uśmiech. Jednak jego oczy… oczy są puste. Jak u lalki. Jak u czegoś, co patrzy na ciebie i już wie, jak cię rozłożyć na części.
— Wiem — mówi cicho.
Jego głos jest aksamitny, prawie miły.
Zamieram.
— Co… co znaczy „wiem”?
Asher robi krok w moją stronę. Nie podnosi głosu. Nie musi.
— To znaczy, że wiem, co się dzieje. I że ty właśnie próbujesz mi o tym donieść, bo chcesz zobaczyć, jak się pozabijamy. — Uśmiecha się jeszcze szerzej, ale jego uśmiech nie sięga oczu. — Myślisz, że jesteś sprytna, Natasha?
Robię krok w tył. Serce mi wali już nie z ekscytacji, tylko ze strachu.
— Ja… ja tylko myślałam, że powinieneś wiedzieć…
— Wiem wszystko, co powinienem wiedzieć — przerywa mi łagodnie. — I wiem też, że jeśli kiedykolwiek jeszcze raz otworzysz usta na temat tego, co widziałaś… to będzie twój ostatni raz, kiedy w ogóle otwierasz usta.
Jego głos jest tak spokojny, że aż mnie mdli. Jakby mówił o pogodzie. Jakby grożenie komuś śmiercią było dla niego czymś równie naturalnym co oddychanie.
Patrzę na jego twarz — tę anielską, idealną twarz — i nagle mam wrażenie, że pod skórą kryje się coś kompletnie popieprzonego. Coś, co patrzy na mnie i już kalkuluje, jak najczystszym sposobem mnie uciszyć.
Cofam się jeszcze jeden krok.
— Ja… ja nic nie powiem — szepczę drżącym głosem.
Asher kiwa głową, jakbym właśnie potwierdziła coś oczywistego.
— Dobrze. To idź teraz spać i zapomnij o tym, co widziałaś.
Odwraca się ode mnie, jakby nigdy ze mną nie rozmawiał, a ja stoję tam, z zimnym potem na karku, i po raz pierwszy tej nocy naprawdę się boję.
Bo chłopak, który wygląda jak anioł, właśnie pokazał mi swoją mroczną stronę.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Asher
Nocne podchody zorganizowane przez uniwersytet miały być „zabawne” i „integracyjne”. Dla mnie to tylko kolejny irytujący hałas.
Idziemy wąską ścieżką wzdłuż zbocza. Wszyscy się śmieją. Sara i Nathan biegną przodem, przekrzykując się żartami. Lucas rzuca jakąś głupią uwagę i Angelica parska śmiechem. Nawet Cassian — choć stoi kilka kroków za nami — ma na twarzy ten swój uprzejmy, lekko rozluźniony uśmiech.
A ja czuję tylko narastający dyskomfort w piersi.
Znowu jestem piekielnie zazdrosny, choć wiem, jak bardzo jest to irracjonalne. Magia więzi. Ciepła, lepka, nieprzyjemna fala, która rozlewa się po mojej klatce piersiowej za każdym razem, gdy Lilien jest zbyt blisko niego. Nie musiałem ich widzieć, żeby wiedzieć, co robią. Czuję każdy jej przyspieszony oddech, każdy moment, w którym jej ciało pamięta jego dotyk. I to mnie wkurza bardziej niż cokolwiek innego.
Lili idzie obok mnie. Jej dłoń w mojej ręce jest ciepła i pewna. Uśmiecha się lekko, słuchając, jak Nathan próbuje być zabawny.
— No dalej, wy dwoje! — woła Angelica, odwracając się do nas z latarką w ręce. — Nie stójcie tak jak para posągów! To mają być podchody, a nie romantyczny spacer!
Nathan parska śmiechem.
— Spokojnie, oni są w trybie „władca i jego królowa”. My jesteśmy tylko statystami.
Wszyscy wybuchają śmiechem. Lekkim. Radosnym. Prawdziwym.
Dla mnie każdy ten dźwięk brzmi jak osobista uraza.
Śmiejcie się. Bawcie się. Udawajcie, że świat jest prosty.
Czuję, jak Lili lekko ściska moją dłoń — jakby wiedziała i chciała mi powiedzieć „jestem przy tobie”. To jedyna rzecz, która powstrzymuje mnie przed tym, żeby nie podjąć żadnego działania.
Cassian rzuca coś cicho do Angelicy — coś neutralnego, uprzejmego. Ona odpowiada śmiechem. Normalna rozmowa. Zwyczajna radość. A we mnie wszystko wrze.
Wtedy ziemia drży.
Najpierw cichy, niski pomruk, potem huk. Lawina błota i wielkich kamieni zsuwa się ze zbocza jak czarna, żywa masa. Drzewa pękają z trzaskiem. Kamienie dudnią, tną powietrze.
Reaguję pierwszy.
Łapię Lili w pasie, przyciągam ją mocno do piersi. Tygrys materializuje się pod nami w ułamku sekundy — biały, silny. Jedno potężne odbicie i jesteśmy w górze. Lądujemy na skalnej półce kilka metrów wyżej. Bezpieczni. Perfekcyjnie.
W tym samym momencie słyszę krzyk Angelicy.
Cassian rzuca się w jej stronę. Błyskawicznie. Cały naładowany duchową energią — tą samą, którą dostał od Lilien ledwie kilkadziesiąt minut wcześniej. Łapie dziewczynę w locie, gdy błoto ciągnie ją w dół, i odskakuje z nią w bok, chroniąc własnym ciałem przed spadającymi kamieniami. Cały jest pokryty błotem, ale nie wypuszcza jej z objęć.
Lucas stoi za daleko. Nawet nie drgnął. I dobrze. Wiem, że i tak wybrałby Lili.
Patrzę na Cassiana, który wciąż trzyma Angelicę w ramionach, oddychając ciężko i robię się jeszcze bardziej rozdrażniony.
Dlaczego znowu ratujesz kogoś innego? Dlaczego nie skupiasz się tylko na niej? Pokazujesz słabość. Komplikujesz mi plany. Jesteś narzędziem, a nie bohaterem.
Oczy mi ciemnieją. Nie mówię ani słowa. Tylko stoję i patrzę.
Lilien ściska moją dłoń mocniej. Jej głos jest cichy, ale absolutnie pewny.
— Jestem przy tobie — szepcze mi prosto w ucho.
Wiem.
I właśnie dlatego nie pozbędę się go dzisiaj.
Jeszcze może okazać się przydatny.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Lilien
Nocne podchody zorganizowane przez uniwersytet były dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy — głupią, dziecinną zabawą, która pozwalała nam choć na chwilę zapomnieć o problemach. Śmiejemy się głośno, biegając między drzewami z latarkami w dłoniach. Sara i Nathan przekrzykują się żartami, Lucas rzucał sarkastyczne komentarze, a Angelica co chwilę parskała śmiechem. Nawet powietrze wydaje się lżejsze.
Asher idzie obok mnie w milczeniu. Jego dłoń jest ciepła, ale czuję, jaki jest spięty. Co chwilę zerka w stronę Cassiana, a jego szczęka jest lekko zaciśnięta. Nie mówi ani słowa, ale znam go już na tyle dobrze, by wiedzieć, że coś w nim wrze. Magiczna więź pulsuje między nami nieprzyjemnym, ciepłym dyskomfortem, którego nie umiem nazwać.
— No dalej, wy dwoje! — woła Angelica, odwracając się do nas z szerokim uśmiechem. — Nie stójcie jak para posągów! To mają być podchody, a nie romantyczny spacer pod gwiazdami!
Nathan parska śmiechem i obejmuje Sarę ramieniem.
— Spokojnie, oni są w trybie „władca i jego królowa”. My jesteśmy tylko statystami w tym filmie!
Wszyscy wybuchają śmiechem. Lekkim, beztroskim, szczerym. Ja też się uśmiecham, czując, jak ten dźwięk rozluźnia mi klatkę piersiową. Jest… normalnie. Przyjemnie.
Wtedy ziemia drży.
Najpierw cichy, niski pomruk, potem ogłuszający huk. Lawina błota i wielkich kamieni spada ze zbocza jak czarna, żywa ściana. Drzewa trzaskają, kamienie dudnią, błoto zalewa ścieżkę.
Asher reaguje błyskawicznie.
Łapie mnie w pasie i przyciąga do siebie tak mocno, że tracę oddech. Tygrys materializuje się pod nami w ułamku sekundy — ogromny, przepiękny. Jedno potężne odbicie łap i jesteśmy w górze. Lądujemy bezpiecznie na skalnej półce kilka metrów wyżej. Czuję jego serce bijące tuż przy moim.
W tym samym momencie słyszę krzyk Angelicy.
Cassian rzuca się w jej stronę. Błyskawicznie. Cały naładowany duchową energią — tą samą, którą dostał ode mnie ledwie kilkadziesiąt minut wcześniej. Łapie ją w locie, gdy błoto ciągnie ją w dół, i odskakuje z nią w bok, chroniąc własnym ciałem przed spadającymi kamieniami. Cały jest ubłocony, ale nie puszcza.
Lucas stoi za daleko. Nawet nie drgnął.
Patrzę na Cassiana obejmującego Angelicę i, wbrew sobie, czuję lekkie ukłucie niepokoju. Asher milczy. Stoi sztywno, jego oczy ciemnieją w słabym świetle księżyca.
Ściskam jego dłoń mocniej.
— Jestem przy tobie — szepczę mu prosto w ucho, głos mam pewny i spokojny.
Asher nie mówi ani słowa, ale czuję, jak jego palce zaciskają się na mojej talii tak mocno, jakby właśnie podjął jakąś decyzję. Wiem, że cokolwiek to będzie — pójdę za nim.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Cassian
Widzę to wszystko w ułamku sekundy.
Ziemia drży, a potem ze zbocza zsuwa się masa błota i kamieni. Huk jest ogłuszający.
Asher reaguje pierwszy. Łapie Lilien w pasie, przyciąga ją mocno do siebie i w tej samej chwili materializuje się pod nimi biały tygrys. Jedno potężne odbicie i oboje są już w górze — bezpieczni na skalnej półce kilka metrów wyżej.
Oddycham z ulgą. Jest bezpieczna. Dzięki niemu.
W tym samym momencie słyszę krzyk Angelicy. Przewraca się, błoto ciągnie ją w dół, a wielki kamień spada tuż obok. Lucas jest za daleko — nie zdąży.
Nie myślę długo.
Rzucam się w jej stronę. Łapię ją mocno, zasłaniam własnym ciałem i odskakuję z nią na bok, zanim następny odłamek uderza dokładnie tam, gdzie przed chwilą stała. Przyciskam ją do siebie, chroniąc przed spadającymi kamieniami.
Angelica jest przyjaciółką Lili. Nie mogę pozwolić, żeby coś jej się stało. Nie wtedy, gdy Lili patrzy.
Kiedy lawina w końcu zwalnia, puszczam Angelicę i natychmiast szukam wzrokiem Lilien. Stoi bezpiecznie w ramionach Ashera.
Dobrze.
Zrobiłem to, co należało.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Asher
Wróciliśmy do domków w napiętej ciszy. Lilien poszła z dziewczynami, a ja nienawidzę tego uczucia, kiedy nie ma jej przy mnie. Reszta grupy rozeszła się po swoich pokojach. Ja jednak nie zamierzam odpuścić. Frustracja, którą tłumiłem przez cały wieczór, w końcu znalazła ujście.
Wchodzę do pokoju Cassiana bez pukania i zamykam za sobą drzwi.
Chwytam kołnierz jego bluzy i brutalnie popycham go na ścianę.
— To nie zabawa, rozumiesz?! — warczę. — Nie zgrywaj bohatera. Jeżeli ktoś inny będzie twoim priorytetem, Lili w tym czasie może zginąć.
Cassian patrzy mi prosto w oczy.
— Zawsze jest dla mnie na pierwszym miejscu — odpowiada twardo. — Pomogłem Angelice tylko dlatego, że ty byłeś w pobliżu. Gdyby cię nie było, patrzyłbym wyłącznie na Lilien.
Wciąż drżę ze zdenerwowania, ale puszczam go i odsuwam się odrobinę.
— Co zrobisz, jeśli będziesz musiał poświęcić jedną z nich? — pytam chłodno.
— Nie ważne czy to będzie jedna osoba, czy setka osób. Dla Lilien jestem gotowy poświęcić każdego, również własne życie — mówi to, co chciałem usłyszeć.
— Dobrze.
Patrzę na niego jeszcze przez chwilę, szukając w jego oczach najmniejszego wahania czy kłamstwa. Nie znajduję nic. Tylko zimną determinację.
Kiwam powoli głową, czując, jak mroczna satysfakcja rozlewa się w mojej klatce piersiowej. Tak ma być. Dokładnie tak.
Odwracam się w stronę drzwi, ale zanim wychodzę, zatrzymuję się na sekundę.
— Pamiętaj o tym, Vale. Zawsze.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Angelica
Nie mogę przestać o tym myśleć.
Siedzę na łóżku w domku, wciąż cała w błocie i mokra, a przed oczami mam tylko jeden obraz — Cassiana, który rzuca się w moją stronę, gdy lawina błota i kamieni runęła ze zbocza. Nie zawahał się ani sekundy. Rzucił się prosto po mnie, zasłonił mnie własnym ciałem i wyciągnął z niebezpieczeństwa. Trzymał mnie tak mocno, jakby moje życie było dla niego najważniejsze w tamtej chwili.
Mnie. Nie Lilien.
A przecież zaledwie kilkanaście minut wcześniej przy ognisku był dla mnie niemiły. Powiedział mi prosto w twarz „spierdalaj”. Odrzucił mnie zimno, ostro, prawie wulgarnie.
Mimo to… kiedy nadeszło prawdziwe zagrożenie, to właśnie mnie wybrał do uratowania.
Przyciskam kolana do piersi i wtulam twarz w ramiona. Wciąż czuję na skórze jego silny uścisk i bicie jego serca tuż przy moim. Serce mi wali jak oszalałe, a w brzuchu czuję ciepłe, niebezpieczne mrowienie.
Wiem, że to głupie, a on patrzy tylko na Lilien, jednak w tamtej jednej sekundzie… byłam dla niego ważniejsza. Nawet od niej.
Zamykam oczy i na moich ustach pojawia się słaby, drżący uśmiech.
Może jednak nie jestem dla niego całkowicie niewidzialna.