Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Niechcący zostałam wampirzą księżniczką

    Spokój po burzy

    Eren

    Zdecydowaliśmy się zostać w hotelu i przeczekać największy harmider. Valerius tylko skinął głową, jakby od początku spodziewał się tej decyzji. Wydał kilka cichych poleceń obsłudze, a chwilę później zostałem sam na sam z Ellie w luksusowym apartamencie na najwyższym piętrze hotelu. On sam wrócił do swoich spraw.

    Wreszcie. Byliśmy sami. Ellie powoli rozglądała się po salonie — po panoramicznych oknach, ciemnym drewnie, miękkim oświetleniu. Potem jej wzrok spoczął na mnie. Patrzyła długo, uważnie. Czułem, jak coś we mnie napina się w oczekiwaniu.

    Wiedziałem, czego chciałem. I zdecydowanie nie było to nic grzecznego. Ale nie miałem pojęcia, jak po tym wszystkim czuje się ona. Ja urodziłem się w tym świecie. Ona dopiero go poznawała — łącznie z jego najciemniejszymi stronami.

    Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, Ellie podeszła do mnie powoli. Była dominująca. Władcza. Dokładnie taka, jak wtedy, miesiąc wcześniej, kiedy piła moją krew w pustej klasie Akademii. Pchnęła mnie na kanapę. Usiadła mi okrakiem na kolanach. Wsunęła dłoń pod mój t-shirt, a drugą wplotła w moje włosy i niemal zmusiła mnie do pocałunku — głębokiego, głodnego, bezlitosnego. Czułem, że zaraz postradam zmysły. Tak bardzo jej pragnąłem!

    A potem nagle się ode mnie oderwała. Cicho jęknęła, zsunęła się obok mnie na kanapę i zakryła twarz dłońmi. Byłem całkowicie zagubiony.

    — Przepraszam — wyszeptała. — Nie jestem tak dobrą aktorką, jak chciałabym być…

    Aktorką? Nie rozumiałem, co próbowała mi powiedzieć. 

    — Wiem, że podobała ci się tamta wersja mnie — kontynuowała drżącym głosem. — I naprawdę się starałam, ale…

    Nagle wszystko zaczęło do mnie docierać.

    — Zaczekaj, Ellie — powiedziałem powoli. — Czy ty przez cały czas zakładasz nowe maski?

    Dziewczyna niepewnie przytaknęła, wciąż ukrywając twarz w dłoniach.

    — Czytasz aury innych, bo chcesz wszystkich zadowolić?

    Słowa brzmiały w moich uszach przerażająco, ale wiedziałem, że w jej przypadku są strzałem w dziesiątkę. Idealnie pasowały do tego, jak odmiennie zachowywała się wobec różnych osób w Akademii.

    — Tak — szepnęła. — I naprawdę próbowałam, ale po prostu nie dałam rady. Przepraszam, Eren.

    Przymknąłem oczy i wziąłem głęboki oddech. Miałem ochotę nią potrząsnąć, żeby wreszcie się opamiętała… i jednocześnie przytulić i nigdy już nie wypuścić jej z objęć.

    — Ellie. Spójrz na mnie.

    Odsłoniłem się całkowicie. Pozwoliłem, żeby w pełni zobaczyła moją aurę. Delikatnie odjąłem jej dłonie od twarzy i zmusiłem, by na mnie spojrzała.

    — Lubię cię w każdej wersji — powiedziałem szczerze. — Niezależnie od tego, jaką maskę przybierzesz. Ale najbardziej kocham cię bez żadnej maski. To, że akurat przez chwilę pomyślałem o tamtym wydarzeniu, nie znaczy, że chcę, żebyś udawała, że nie jesteś sobą.

    Dziewczyna wpatrywała się we mnie jak w słońce. W jej spojrzeniu było coś kruchego. 

    Nie zamierzałem marnować tego, że wreszcie byliśmy sami. Przyciągnąłem ją z powrotem do siebie, posadziłem na swoich kolanach i pocałowałem. Mocno. Głęboko. Tak, żeby nie miała już żadnych wątpliwości, jak bardzo jej pragnę. Taką, jaką naprawdę była.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Byłam zachwycona. Słowa Erena wciąż dźwięczały mi w głowie, ciepłe i mocne, a jego dłonie… jego dłonie sprawiały, że rozpływałam się od środka. Każdy jego dotyk był jednocześnie delikatny i głodny, jakby bał się mnie złamać i jednocześnie nie potrafił się powstrzymać.

    Pozwoliłam mu zdjąć ze mnie bluzkę. Potem spódnicę. Nie protestowałam, kiedy jego palce przesunęły się po zapięciu biustonosza. A kiedy zostałam przed nim tylko w koronkowych majtkach, spojrzał na mnie tak, jakby nigdy wcześniej nie widział nic piękniejszego.

    Nie zamierzałam być bierna.

    Wsunęłam dłonie pod jego t-shirt i powoli uniosłam materiał, odsłaniając cudownie wyrzeźbiony tors. Skóra pod moimi palcami była gorąca i gładka, a mięśnie napięły się, kiedy przesunęłam po nich dłońmi. Pochyliłam się i pocałowałam jego szyję, potem linię szczęki. Eren cicho westchnął, a jego ręce zacisnęły się na moich biodrach. 

    Oplotłam ramionami jego szyję, kiedy uniósł mnie z kanapy, jakbym nic nie ważyła. Pocałował mnie w drodze do sypialni — głęboko, zachłannie, niemal desperacko. Położył mnie na ogromnym, miękkim łóżku i oparł się nade mną, a ja poczułam, jak całe moje ciało płonie.

    Pragnęłam go. Całą sobą. Tu i teraz. Bez masek, udawania, żadnych barier.

    Sięgnęłam po pasek jego spodni, a kiedy Eren spojrzał mi w oczy, zobaczyłam w nich to samo dzikie, niecierpliwe pożądanie, które we mnie płonęło.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Był już wieczór. Siedziałam w jacuzzi, które znajdowało się w osobnym pomieszczeniu apartamentu, z panoramicznym widokiem na nocne miasto. Światła metropolii migotały za szkłem jak rozsypane diamenty, a ciepła woda otulała mnie aż po ramiona. Byłam… szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa. Po raz pierwszy w życiu uprawiałam seks. I to z Erenem. Na samą myśl o tym, co działo się przez ostatnie kilka godzin, w brzuchu znów zaczynały mi wirować szalone motyle.

    Wampiry się nie męczyły. Doświadczyłam tego po raz kolejny. Ale nie sądziłam, że wyciągnie to ze mnie aż tyle mocy. Dlatego właśnie teraz, w samej bieliźnie, siedziałam na kolanach Erena i piłam krew z jego szyi.

    Kończyłam powoli. Językiem przesunęłam po drobnej ranie, pomagając jej się zasklepić. Eren trzymał mnie mocno, prawie zaborczo, a w jego aurze czułam wyraźne, gorące zadowolenie. Również jego ciało pod moim nie zostawiało żadnych wątpliwości, że chętnie wróciłby do tego, czym zajmowaliśmy się w łóżku. A ja, po wypiciu jego krwi, też zaczynałam to rozważać…

    Dopóki w przejściu prowadzącym z apartamentu do pomieszczenia z jacuzzi nie pojawiła się znajoma sylwetka. Zamarłam.

    — Kael… — wyszeptałam, wciąż siedząc na kolanach Erena.

    Eren mruknął nisko, wyraźnie rozbawiony, i przycisnął usta do mojego ucha.

    — Eren. Zapomniałaś już, jak mam na imię? Mam ci pokazać gwiazdkę?

    Mocniej przycisnęłam dłonie do jego boków, czując, jak serce przyspiesza mi z mieszaniny zażenowania i paniki.

    — Przyszedł Kael — powtórzyłam wyraźniej.

    — Och.

    Eren odwrócił się gwałtownie, a napięcie, które jeszcze chwilę wcześniej było między nami czysto erotyczne, nagle stało się czymś zupełnie innym. Jego ręce wciąż spoczywały na mojej talii, ale teraz trzymał mnie trochę inaczej — bardziej ochronnie.

    A potem zza Kaela wychyliła się ruda głowa. Selena. Spojrzała na nas szeroko otwartymi oczami, a jej wzrok na ułamek sekundy musnął moją bieliznę, sposób, w jaki siedziałam na Erenie, i świeżą, ledwo zasklepioną ranę na jego szyi.

    — Och… — odezwała się cicho, z wyraźnym zażenowaniem. — Chciałam sprawdzić, czy u ciebie wszystko w porządku, Ellie. No wiesz… po tym, jak Valerius oszalał. Ale… widzę, że tak.

    Cisza, która zapadła potem, była gęsta i niezręczna. Siedziałam na kolanach Erena, w ciepłej wodzie, w samej bieliźnie, z jego krwią wciąż na języku, czując, że sytuacja właśnie wymknęła się spod kontroli.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eren

    Do diabła! Naprawdę musieli tu przychodzić? Nie mogli chociaż przez jedną, cholerną dobę zostawić jej w spokoju?! Miałem piekielną ochotę wyrzucić ich stąd bez udzielania wyjaśnień, ale byłem pewien, że wtedy Ellie zaczęłaby się o to obwiniać. Jak zresztą o wszystko dookoła.

    Kael odezwał się spokojnie, jakby właśnie wszedł do pokoju na zwykłą pogawędkę.

    — Jesteśmy tu, bo Valerius stwierdził, że po tym, jak zabrał od ciebie emocje, będziesz potrzebowała więcej krwi niż zazwyczaj. I zapewne przerazisz się, jeżeli doprowadzisz Erena do utraty przytomności. Wygląda na to, że miał rację…

    Z trudem przełknąłem ślinę. Kael się nie mylił. Ellie wciąż sprawiała wrażenie, jakby nie była do końca nasycona, a ja… nie byłem pewien, czy dam radę wstać z jacuzzi o własnych siłach.

    Selena omiotła mnie uważnym spojrzeniem.

    — Lepiej zamówię nam coś do jedzenia — mruknęła. — Bo Eren zaraz odpłynie.

    Ellie spojrzała na mnie zmartwiona. Jej oczy były duże i pełne niepokoju.

    — Nic mi nie jest — mruknąłem do niej, starając się brzmieć pewniej, niż się czułem.

    Ku mojej rosnącej irytacji Kael, jak gdyby nigdy nic, rozebrał się do bokserek i wszedł do jacuzzi. Podniósł Ellie z moich kolan i posadził na swoich. Przysunął jej usta do swojej szyi. A ona… bez chwili wahania wbiła się w nią kłami.

    Ellie.

    W samej bieliźnie.

    Na kolanach Kaela.

    Przytulona do niego.

    Pijąca jego krew.

    To było więcej, niż byłem w stanie znieść.

    I wtedy do mnie dotarło. Mój brat kompletnie nie ogarnął sytuacji. W jego oczach po prostu karmiłem Ellie. Nie wydarzyło się tu nic innego. Nie wierzył, że mogłoby się wydarzyć coś więcej. Nie wierzył, że ona… mogłaby chcieć mnie.

    Buzująca we mnie irytacja zaczęła stygnąć i zmieniać się w zimną, ostrą furię. A jednak, masochistycznie, nie potrafiłem oderwać od nich wzroku. Selena podeszła do mnie i wcisnęła mi do ręki butelkę krwi. Nabrałem nieprzyjemnej pewności, że jeżeli jej nie wypiję, to stąd po prostu nie wstanę.

    — Dzięki — wydusiłem z siebie.

    — Zamówiłam jedzenie. Niedługo powinno być.

    Kael skończył karmić Ellie, ale wcale się od niej nie odsunął. Wstał z dziewczyną na rękach i wyszedł z jacuzzi. Posadził ją na fotelu, owinął puchatym ręcznikiem, a potem ponownie wziął ją w ramiona, jakby ważyła mniej niż powietrze.

    — Masz tu jakieś zapasowe ubrania? — zapytał ją spokojnie. — Jeśli nie, to na razie założę ci moją koszulkę.

    Kurwa. To było ponad moje siły. Byłem pewien, że nie zniosę widoku Ellie w jego koszulce. Miałem po prostu ochotę wstać i wyjść. Zniknąć. Zostawić ich tutaj.

    — Wcześniej chodziłam w koszulce Erena — odezwała się Ellie cichutko. — Powinna być na oparciu krzesła.

    Zacisnąłem dłonie w pięści tak mocno, że zabolały mnie knykcie. Znowu czytała moją aurę. I te aż nazbyt wyraźne myśli, które wokół niej krążyły. Kurwa.

    Zdałem sobie sprawę, że ostatnią rzeczą, którą byłbym w stanie zrobić, była ucieczka i zostawienie jej samej. Nawet jeżeli musiałbym przez resztę nocy obserwować ją w ramionach Kaela.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    W tym momencie zdecydowanie za dużo myślałam. Bardzo lubiłam, kiedy Kael się mną opiekował. Robił to w sposób, który sprawiał, że czułam się trochę jak dziecko — i właśnie dlatego tak bardzo mi to odpowiadało. Odkąd sięgałam pamięcią, nikt nigdy się mną tak nie zajmował. A co najważniejsze… wiedziałam, że on nie robił tego z obowiązku. Po prostu mnie lubił. Lubił się mną opiekować. Czuł, że jest mi potrzebny, a to sprawiało mu prawdziwą radość. Jego aura była w takich chwilach ciepła i zadowolona.

    Ale jednocześnie widziałam Erena. Siedział przy stole z Kaelem i Seleną, jadł, odpowiadał na pytania, nawet czasem coś mruknął… a przy tym był spięty. Niezadowolony. Próbował to ukryć, ale nie potrafił. 

    Usiadłam na kanapie jak najbliżej niego, w jego grafitowej koszulce, która wciąż pachniała nim, i zastanawiałam się, czy jeszcze mogę coś zrobić, cokolwiek. 

    Moje rozmyślania przerwało ciche pukanie.

    Kael wstał i otworzył drzwi. Ku mojemu zdumieniu do środka weszli Jasmine, Ariadna, Lucas i Richard. W rękach mieli ogromny bukiet białych róż i pudełko ze słodyczami z jakiejś wyraźnie wykwintnej cukierni. Poczułam, jak coś ciepłego rozlewa mi się w piersi.

    — Traktujecie mnie, jakbym leżała chora w szpitalu… — powiedziałam zaskoczona i jednocześnie wzruszona.

    Jasmine usiadła obok mnie na kanapie i uśmiechnęła się lekko.

    — Nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać po tym, jak Valerius oszalał.

    — Dobrze, że wszystko poszło tak gładko — dodał Lucas, siadając naprzeciwko.

    Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

    — Gładko?

    Ariadna skinęła głową.

    — Wiesz… wszyscy przechodziliśmy szok kulturowy. Dlatego się martwiliśmy, czy na pewno nic ci nie będzie.

    Kiedy goście już się rozsiedli, a atmosfera trochę się rozluźniła, nie wytrzymałam.

    — Opowiecie mi o tym, jak zostaliście wampirami?

    Jasmine spojrzała na mnie z lekkim zaskoczeniem, a potem westchnęła.

    — W Akademii uczą się głównie świeżo przemienione wampiry. Maksymalnie sprzed dwóch, trzech lat. Ale mimo wszystko wampiry siódmego i wyższych pokoleń są… specjalne. Nie zostaliśmy przemienieni impulsywnie, jak to czasem bywa przy ósmym i dziewiątym pokoleniu.

    Richard skinął głową.

    — Dokładnie. Nasze rodziny adoptowały nas, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi. Od samego początku wiedzieliśmy, że zostaniemy wampirami.

    Przyglądałam się im zaskoczona. Więc tak to się działo…

    Nie byłam pewna, czy Valerius przemienił mnie impulsywnie. Szczerze w to wątpiłam. Na pewno jednak uratował mi życie. Przez chwilę wyobraziłam sobie, jak mogłoby wyglądać moje dzieciństwo, gdybym od początku dorastała jako jego córka. Bez rozczarowań. Bez ciągłych kar. Bez usługiwania Dianie i poświęcania się dla niej. Zaczęłam żałować, że mnie to nie spotkało.

    Nie zauważyłam nawet, kiedy Selena i Jasmine zniknęły. Kiedy wróciły, miały ze sobą całe worki. Stroje kąpielowe dla wszystkich — również dla mnie i Ariadny. Poza tym obkupiły mnie w ubrania na następny dzień z butiku w hotelowym lobby. A potem… rozkręciły imprezę. Taką z prawdziwego zdarzenia.

    Nagle w apartamencie pojawiła się muzyka. Migające światła, o których istnieniu nawet nie miałam pojęcia, zaczęły rzucać kolorowe refleksy po ścianach i wodzie. Ktoś przyniósł tacę z kolorowymi drinkami prosto do jacuzzi. Atmosfera zrobiła się lekka, głośna i zupełnie oderwana od tego, co działo się jeszcze kilka godzin wcześniej.

    Siedziałam na leżaku i z cichym samozadowoleniem obserwowałam, jak Jasmine i Lucas tańczą do wolnego kawałka. Przytulali się do siebie, nie przejmując się wcale otoczeniem. Uśmiechnęłam się pod nosem.

    Eren podał mi szklankę z różowo-złotym napojem. Upiłam łyk.

    — Czemu to smakuje tak dobrze? — zapytałam zaskoczona.

    Wampir uśmiechnął się łobuzersko, a w jego oczach pojawił się znajomy, niebezpieczny błysk.

    — Jest w tym moja krew.

    — Och…

    Usiadł obok mnie na leżaku i objął mnie ramieniem. Bez wahania wtuliłam się w niego, zadowolona, ciepła i nasycona. Jego obecność działała na mnie kojąco. Nawet nie zauważyłam, kiedy podszedł do nas Ariadna.

    Sięgnęła po moją szklankę i uniosła ją do ust.

    — Mogę spróbować?

    — Nie! — krzyknęliśmy z Erenem jednocześnie.

    Eren poruszył się tak szybko, że prawie nie zdołałam tego zarejestrować. W ułamku sekundy wytrącił jej szklankę z dłoni, zanim ta zdążyła dotknąć jej ust. Kolorowy płyn rozprysnął się po podłodze.

    Ariadna spojrzała na niego oburzona.

    — Zwariowałeś?!

    Poczułam, jak zimny dreszcz przebiega mi po plecach. Przerażenie uderzyło we mnie nagle i mocno.

    — W tym była jego krew… — wyszeptałam, wpatrując się w rozbitą szklankę. I dopiero wtedy w pełni zrozumiałam, jak blisko było katastrofy.

    Kael podszedł bliżej. Jego głos, kiedy się odezwał, był spokojny, ale miał w sobie coś ostrzejszego niż zwykle.

    — Po prostu… lepiej nie ruszaj rzeczy Ellie — powiedział, patrząc na Ariadnę. — W przyszłości musisz bardziej uważać.

    Ariadna drżała. Naprawdę drżała. Jej aura, jeszcze przed chwilą rozluźniona i imprezowa, nagle zrobiła się cienka i pełna strachu. Spojrzała na rozbitą szklankę, potem na mnie, a na koniec na Erena, jakby dopiero teraz w pełni zrozumiała, czego niemal się napiła.

    Note