Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.
    Chapter Index

    wampiry

    W pułapce

    Eren

    Severyn dostrzegł przerażenie Ellie i bez słowa skręcił w inne przejście. Trzymałem się jak najbliżej niej. Na tyle blisko, że czułem ciepło jej ramienia przy swoim. Na tyle blisko, że gdyby ktoś wyskoczył z cienia, byłbym pierwszy.

    „Zabierz ją stąd” — odezwał się głos, nisko i spokojnie. — „Bo zaraz będzie za późno.”

    Milczałem. Nie zamierzałem z nim rozmawiać.

    Wtedy ich usłyszałem. Zabójcy z Panteonu przedarli się do tuneli. Ich kroki były szybkie i ciężkie, a echo metalu uderzającego o kamień niosło się po korytarzach. Było już za późno na ciche wycofanie się. Było też za późno na uniknięcie walki.

    „Za zakrętem w lewo jest ukryte przejście.”

    Zacisnąłem zęby. Nie ufałem mu, ale w tej chwili nie miałem nic lepszego.

    Zza załomu korytarza wyskoczyli wojownicy z klanu Silverfox. Rozpoczęło się krwawe starcie — szybkie, brutalne, bez zbędnych słów. Krew na ścianach, syk magii, trzask łamanych kości.

    Chwyciłem Ellie za rękę i odciągnąłem ją w bok, zanim ktokolwiek zdążył nas zauważyć. Za zakrętem w lewo ściana wyglądała jak każda inna. Dopóki nie nacisnąłem w miejscu, które wskazał mi głos. Płyta ustąpiła z cichym zgrzytem. Wepchnąłem Ellie do środka i wszedłem za nią. Ściana zamknęła się za naszymi plecami, odcinając hałas walki.

    Ellie spojrzała na mnie zaniepokojona.

    — Dokąd idziemy?

    — Spróbujmy się stąd wydostać — odparłem krótko.

    Ku mojej uldze nie zadawała dalszych pytań. Po prostu poszła za mną.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Sytuacja stawała się zbyt niebezpieczna. Zrobiłam pierwsze, co przyszło mi do głowy. Ścisnęłam w dłoni bransoletkę, którą dał mi Valerius, i przytrzymałam ją mocniej, czując, jak kamienie lekko rozgrzewają się pod palcami. Nie miałam pojęcia, czy to wystarczy. Nie wiedziałam, czy w ogóle mnie usłyszy tak głęboko pod ziemią, ale musiałam spróbować.

    Eren prowadził mnie plątaniną korytarzy zbyt pewnie. Jakby doskonale znał to miejsce. Dla mnie wszystko wyglądało tak samo – kamienne ściany, wąskie przejścia, kolejne zakręty. Labirynt, w którym łatwo było się zgubić. On jednak ani razu się nie zawahał.

    — Eren? — zapytałam cicho.

    Nie zwolnił. Tylko lekko ścisnął moją dłoń.

    — Nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził — powiedział niskim głosem. — Po prostu mi zaufaj.

    Więcej się nie odezwałam. Nie miałam pojęcia, gdzie jesteśmy. Czułam tylko, że schodzimy coraz głębiej pod ziemię. Szliśmy bardzo długo. Powietrze robiło się cieplejsze, cięższe. W pewnym momencie korytarze zaczęły się zmieniać. Kamień ustąpił miejsca białemu marmurowi. Na ścianach pojawiły się piękne, pełne detali rzeźby. Stłumione światło padało nie wiadomo skąd, oświetlając ogromne, marmurowe trumny – każda w osobnym pomieszczeniu, jakby ktoś przygotował je z myślą o tym, żeby ktoś spędził w nich wieczność. Mój niepokój rósł z każdym krokiem. Miałam nadzieję, że mimo wszystko Valerius mnie odnajdzie. Nawet tutaj.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eren

    „Już prawie jesteście na miejscu.”

    Głos zabrzmiał spokojnie, niemal uprzejmie. Jakby prowadził nas na spacer po parku, a nie w głąb grobowca.

    Korytarz skończył się nagle. Weszliśmy do komnaty, która nie powinna istnieć tak głęboko pod ziemią. Marmur był biały, czysty, niemal świecący, pokryty misternymi rzeźbami – kwiaty, postacie, symbole, których nie rozpoznawałem. Światło padało miękko, nie wiadomo skąd. Na środku stała ogromna trumna. Otwarta. Pusta. Wnętrze miała wyścielone czerwonym aksamitem, który wyglądał na nietknięty przez czas.

    Ellie zwolniła. Czułem, jak jej dłoń zaciska się mocniej na mojej.

    Nagle przejście za nami się zamknęło wydając z siebie głuchy, ciężki dźwięk. Ściana wróciła na swoje miejsce, jakby nigdy nie było w niej otworu.

    — Kurwa — syknąłem.

    Odwróciłem się i uderzyłem dłonią w marmur. Nic. Ani szczeliny, ani mechanizmu. Tylko gładka, zimna powierzchnia.

    „Nie obawiaj się” — odezwał się głos, tym razem bliżej, jakby stał tuż obok mnie. — „Nigdy nie skrzywdziłbym córki Valeriusa. To miejsce zostało przygotowane specjalnie dla niej. Miejsce, w którym poczeka, aż świat stanie się w pełni nasz.”

    — Wypuść nas stąd — warknąłem.

    W odpowiedzi usłyszałem śmiech. Niski, spokojny, niemal beztroski. A potem nastała cisza. Głos rozpłynął się, jakby nigdy nie istniał. Stałem na środku komnaty, z Ellie tuż przy sobie, i nagle do mnie dotarło. Dla niej to naprawdę mogło być miejsce snu. Ciche. Bezpieczne. Wieczne. Dla mnie – prędzej czy później – miało stać się grobowcem.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Siedzieliśmy obok siebie na schodach pod marmurową trumną. Nie miałam pojęcia, ile czasu minęło, ale byłam pewna, że całe godziny. Cisza była ciężka, przerywana tylko naszymi oddechami.

    — Czemu nie powiedziałeś o tym Valeriusowi? — zapytałam cicho, kiedy Eren w końcu wyjaśnił mi, dlaczego mnie tu przyprowadził.

    Wpatrywał się w marmurową posadzkę. Długo milczał, zanim odpowiedział.

    — I tak chciał się mnie pozbyć. Nie chciałem dodawać mu powodów.

    Spojrzałam na niego zupełnie zaskoczona.

    — Co? Skąd ci to przyszło do głowy?

    — Słyszałem jego rozmowę — wyjaśnił cicho. — Po tym, jak nie zapanowałem nad sobą, bo byłem zazdrosny o lisa.

    Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Patrzyłam na niego, próbując poukładać to, co właśnie usłyszałam.

    — Valerius nigdy nie postawiłby kogoś z innego klanu ponad własną krwią — powiedziałam spokojnie. — Jestem przekonana, że źle zrozumiałeś jego słowa. Jeżeli planował się kogoś pozbyć, to Severyna, nie ciebie. — Zamilkłam na moment, a potem dodałam ciszej — Zresztą… sam mi to zasugerował, pytając, czy sobie z wami poradzę.

    Eren uniósł na mnie wzrok. Tym razem to on wyglądał na totalnie zaskoczonego.

    — Mówisz poważnie?

    — Nie rozumiem, czemu tak bardzo nie ufasz Valeriusowi — odparłam.

    Mijały kolejne godziny. W końcu Eren zdecydował się wyjaśnić mi resztę. Mówił spokojnie, niemal obojętnie, ale czułam, ile go to kosztuje. Ja przeżyję. Bez krwi po prostu zasnę. On – bez wody i jedzenia – prędzej czy później umrze. Głos, który słyszał, nie chciał mojej śmierci, chciał pozbyć się jego. 

    Pokręciłam głową, zanim skończył mówić.

    — Nie — zaprzeczyłam stanowczo. — Nie zgadzam się na to. Valerius nas znajdzie. Musi nas znaleźć.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Kael

    Siedziałem w salonie, kiedy ochrona dała znać, że ktoś chce się ze mną widzieć. Nie spodziewałem się gości. Zwłaszcza nie po tym, co się wydarzyło.

    — Wpuśćcie go — rzuciłem, kiedy usłyszałem, że chodzi o Severyna.

    Chwilę później stał już w holu. Włosy miał w nieładzie, a w oczach coś, czego u niego wcześniej nie widziałem – czystą panikę.

    — Co tu robisz? — zapytałem, prowadząc go do środka.

    Severyn przełknął ślinę. Ręce mu drżały.

    — Podczas ataku Panteonu Ellie i Eren zniknęli — wyjaśnił szybko. — Nasz król rozkazał przeszukać tunele, ale nikt nie znalazł po nich śladu. Myślałem… że może skontaktowali się z tobą i wiesz, czy Ellie jest bezpieczna.

    Zatrzymałem się w pół kroku. Przez chwilę tylko na niego patrzyłem. Potem westchnąłem i położyłem mu rękę na ramieniu, prowadząc dalej, do salonu.

    — Nie kontaktowali się ze mną — powiedziałem cicho. — Ani Ellie, ani Eren. — Usiadłem i wskazałem mu miejsce obok siebie. — Opowiedz mi wszystko. Od początku. I myślę, że powinniśmy dać znać mojemu mistrzowi, szczególnie jeśli nie zrobił tego wasz król.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Wraz z upływem czasu zaczęłam sobie zdawać sprawę, że to nie brak wody jest największym zagrożeniem dla Erena. To ja nim byłam. Pragnienie krwi rosło z każdą godziną. Ciche, natarczywe, coraz trudniejsze do zignorowania. Jeśli nie uda mi się nad sobą zapanować, to będzie koniec. Dla niego.

    Eren spał z głową na moich kolanach. Głaskałam go delikatnie po włosach, czując, jak jego oddech powoli się uspokaja. Sama nie chciałam zasnąć. Byłam pewna, że jeśli zamknę oczy w tym miejscu, nie obudzę się przez naprawdę długi czas, a jednak z drugiej strony, czy to nie będzie lepsze rozwiązanie niż utrata kontroli i zabicie Erena?

    „Nie jesteś zmęczona, siostrzyczko?” — głos zabrzmiał nagle, miękko, jakby z bardzo daleka. — „Świat nie jest dla nas gotowy. Daj mu trochę czasu.”

    Zamarłam.

    — Kim jesteś? — zapytałam cicho.

    Nie odpowiedział słowami. W mojej głowie zaczęły pojawiać się wizje. Ja i trzy inne postacie u boku Valeriusa. Stoimy razem, a świat klęka. Instynktownie wiedziałam, kim są. Moje rodzeństwo.

    „Zaśnij razem ze mną.”

    Powoli wstałam. Delikatnie, żeby go nie obudzić, ułożyłam głowę Erena na swoim swetrze. Nie chciałam, żeby widział to, co zaraz zrobię.

    Instynktownie wiedziałam, dokąd iść. Mimo że przez długie godziny próbowaliśmy znaleźć wyjście z komnaty, teraz dokładnie rozumiałam, jak się wydostać. Podeszłam do marmurowej ściany i dotknęłam jej w odpowiednim miejscu. Przejście otworzyło się bezszelestnie. Nie miałam pojęcia, skąd to pamiętam.

    Kolejne pomieszczenie i marmurowa trumna. Wspięłam się na podwyższenie i powoli uchyliłam jej wieko. Ujrzałam twarz, którą widziałam w wizji. Wampir wyglądał, jakby był martwy, ale wiedziałam, że nie jest. Wspomnienia, które nie były moje, a jednocześnie były, wracały falami. Imię. Głos. Decyzje, które kiedyś podjęliśmy.

    „Przypomniałaś sobie…” — głos brzmiał na niezadowolony. — „Chciałem tylko, żebyśmy zaczęli wszystko od nowa…”

    — Tak — szepnęłam. — Teraz pamiętam. I nie wybaczę ci, że chciałeś poświęcić Erena. 

    Czułam się, jakbym była w transie. Wyciągnęłam rękę, wlewając w nią całą swoją moc. Zamierzałam wyrwać mu serce, zanim on zdąży zniszczyć świat.

    W pomieszczeniu pojawiła się czerwona mgła.

    — Nie rób tego — rozległ się stanowczy głos Valeriusa.

    Odwróciłam się ku niemu.

    — Nie pozostawili mi wyboru.

    — Ja ci go zostawiłem — odparł cicho, podchodząc powoli. — Zrobiłem wszystko tak, jak chciałaś. Wybrałaś bycie człowiekiem. Czekałem całe stulecia, aż ponownie się pojawisz. Dałem ludziom szansę. Dokładnie tak, jak sobie tego życzyłaś.

    Spojrzałam na niego. Nie pamiętałam swojego wcześniejszego życia w pełni, ale niektóre rzeczy po prostu wiedziałam. Cesarstwo Rzymskie. Valerius, który był moim biologicznym ojcem. On i moi bracia, którzy wybrali wieczne życie i nienawiść do ludzi. Ludzi, którzy podczas wojny zabili mnie i moją matkę, a mimo to za każdym razem wybierałyśmy bycie ludźmi. Nie pozwalałyśmy im robić tego, co robił William w swoim klanie.

    — Śpią — powiedziałam cicho. — Ale nie zmienili zdania.

    — Nie — przyznał Valerius. — Nie zmienili go. I ja również go nie zmieniłem. Ale tak jak obiecałem, poczekam, aż ludzkość zniszczy się sama.

    — Moi bracia nie są tak cierpliwi jak ty — szepnęłam.

    Uśmiechnął się łagodnie.

    — Dlatego śpią. Czemu nie pozwolisz im spać?

    Valerius przyciągnął mnie do siebie. Wpadłam w jego ramiona, czując, jak coś we mnie pęka.

    — Planował zabić Erena. 

    — Wiesz, że bym mu na to nie pozwolił — powiedział cicho. — Nikt nie tknie krwi z mojej krwi. Nawet mój biologiczny syn.

    Wtuliłam twarz w jego tors.

    — Wracajmy do domu — poprosiłam szeptem.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Nie tylko naprawdę byłam córką Valeriusa. On za każdym razem obserwował, jak się rodzę, żyję i umieram. Gdyby nie ten feralny wypadek, tym razem również by nie zainterweniował. Nie dlatego, że tak chciał. Dlatego, że ja sobie tego życzyłam.

    Teraz jednak było inaczej. Moja istota pozostawała ta sama, ale ja… ja byłam inna. Cieszyłam się, że mnie przemienił i mogę być u jego boku. Uwielbiałam bycie wampirem. I każdą chwilę spędzoną z osobami, które stały się moją nową rodziną. Wróciliśmy do domu, a ja czułam, że to naprawdę mój dom. 

    Valerius siedział obok mnie w milczeniu.

    — Jesteś w stanie mi wybaczyć, że przemieniłem cię w wampira? — odezwał się spokojnie dopiero po dłużej chwili.

    Spojrzałam mu prosto w oczy.

    — Cieszę się, że to zrobiłeś — powiedziałam szczerze. — Tym razem byłam na to gotowa. I nie zamierzam umierać. — Zamilkłam na moment, szukając odpowiednich słów. — Ale pobyt w klanie Silverfox otworzył mi oczy. Moi bracia chcieli rządzić całym światem. Ja chcę… żebyśmy przejęli kontrolę nad światem wampirów.

    Valerius uniósł lekko brew. Wyglądał na zaintrygowanego.

    — Sugerujesz rewolucję?

    — Tak — przyznałam. — Chcę zjednoczyć wszystkie klany. Stworzyć prawa podobne do tych, które obowiązują w klanie Azure. 

    Na jego ustach pojawił się cień kpiny.

    — I ja mam się tym zająć?

    Pokręciłam głową.

    — W klanie Silverfox dowiedziałam się wielu rzeczy. Skończę Akademię. Nauczę się panować nad własną mocą. I stanę u twojego boku. Wiem, że nie przekonam Marcusa, ale moi pozostali bracia… 

    Valerius przez chwilę tylko na mnie patrzył. Potem uśmiechnął się — wyraźnie, szczerze zadowolony.

    — Zrobimy tak, jak sobie życzysz, ale powiedz mi, co tym razem się zmieniło? Dlaczego podjęłaś inną decyzję?

    Spojrzałam na śpiącego na kanapie Erena i od razu zapragnęłam znaleźć się bliżej niego. Nie mogłam się już doczekać, kiedy upewnię się, że Kael jest cały i zdrowy. Chciałam uspokoić Severyna, który, byłam pewna, zamartwia się od czasu mojego zniknięcia. Byłam ciekawa, jak bardzo tęskniła za mną Selena. Nie mogłam się doczekać również powrotu do Akademii i spotkania się z pozostałymi przyjaciółmi.    

    Uśmiechnęłam się delikatnie.  

    — Zmieniły się moje priorytety. Poza tym ojcze, co do Erena… jest mój — oznajmiłam mu twardo, wiedząc, że ukrywanie prawdy przed Valeriusem niesie ze sobą konsekwencje. Szczególnie w sytuacji, która naprawdę mogła się źle skończyć. — Nie skrzywdzisz go — odezwałam się pewnie. 

    Nie rozkazywałam Valeriusowi, ale też go nie prosiłam. To było raczej… zaznaczenie swojego terytorium. 

    — Rozumiesz, że nie mogę tego tak po prostu zignorować? — zapytał. — Nie miał pojęcia, z czym ma doczynienia, a mimo to, kiedy Marcus zaczął się z nim kontaktować, postanowił milczeć.   

    — Tak, rozumiem — przyznałam cicho. — Ukarz go tak jak uważasz, ale oddaj mi go w jednym kawałku. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. 

    — Nigdy nie zrobię nic, co mogłoby cię zranić — zapewnił. — Poza tym podejrzewam, że ukrywając łączącą nas więź, mogłem zamaskować więcej, niż planowałem — oznajmił łagodnie.  

    — Co masz na myśli? — zapytałam nie rozumiejąc.

    Kiedy Valerius odsłonił utkaną ze swojej magii zasłonę, poczułam dreszcz ekscytacji. Magia łącząca mnie z ojcem była jasna i silna. Czułam bijące od niej, przyjemne ciepło, jednak ona była dla mnie oczywista, pewna, nie wzbudzała we mnie adrenaliny. To więź, która łączyła mnie z kim innym, sprawiła, że poczułam euforię.

    Note