Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.
    Chapter Index

    wampiry

    Na swoim miejscu

    Eren

    Obudziłem się spragniony i upiornie wręcz głodny. Gardło miałem suche, a w głowie pustkę, jakby ktoś wyciął mi kilka godzin życia. Usiadłem powoli, czując, jak świat jeszcze chwilę wiruje. Znajdowaliśmy się w salonie, w mieszkaniu Kaela. 

    — Długo spałeś — odezwał się mój brat.

    Siedział na fotelu, spokojny, jakby nic się nie stało.

    — Gdzie Ellie? — zapytałem od razu.

    — Poszła przygotować coś do jedzenia.

    Kiwnąłem głową i przetarłem twarz dłońmi. Wszystko wydawało się… normalne. Zbyt normalne, biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w ostatnich dniach. 

    Chwilę później Ellie wróciła. Niosła tacę z jedzeniem, postawiła ją na stole, a potem, bez chwili wahania, usiadła na kolanach Kaela. Patrzyłem jak zaklęty. Kael objął ją w pasie, przyciągnął bliżej i pocałował. Spokojnie. Pewnie. Jakby robił to już setki razy. Ellie odwzajemniła jego pocałunek, a potem odwróciła się do mnie z uśmiechem. 

    Kurwa, co to miało być?!

    — Jak dobrze, że się wreszcie obudziłeś — powiedziała ciepło, a potem wróciła wzrokiem do Kaela. — Jesteś gotowy na nasz wielki wieczór? 

    Kael przytulił ją do siebie zaborczo. Jego dłoń bez skrępowania spoczęła na jej biodrze.

    — Oczywiście, że tak — odparł cicho. — O niczym nie marzę tak bardzo, jak o tym, żeby cały świat dowiedział się, co nas łączy.

    Siedziałem nieruchomo. Serce biło mi za szybko. W uszach szumiało. Patrzyłem na nich i czułem, jak coś się we mnie roztrzaskuje. Cicho. Bezlitośnie. Na kawałki, których już nie dało się pozbierać. To nie był sen. To nie była pomyłka. Ellie siedziała na kolanach mojego brata i uśmiechała się.

    — Oświecicie mnie, co się wydarzyło? — spytałem gorzko.

    Kael odwrócił się ku mnie, wciąż z szerokim uśmiechem na twarzy. 

    — Valerius ukrywał łączącą go z Ellie więź — wyjaśnił radośnie. — Przy okazji jednak niechcący ukrył również naszą. Kocham Ellie niemal od samego początku, ale nie sądziłem, że połączy nas również magia. 

    Co?! 

    — Kael jest moją bratnią duszą — wyjaśniła spokojnie Ellie, a ja poczułem się, jakbym nigdy dla niej nie istniał. 

    Chciałem się roześmiać. Chciałem powiedzieć coś ostrego, coś, co by ich zabolało tak samo, jak mnie bolało w tej chwili. Nic jednak nie przyszło mi do głowy. Kael przyciągnął ją bliżej, jakby chciał mnie upewnić, że to, co słyszę, jest prawdziwe.

    Ellie odwróciła się z powrotem do Kaela i coś do niego szepnęła. On odpowiedział cicho, a ona się znowu uśmiechnęła. Siedziałem na kanapie, głodny, spragniony i całkowicie pusty, i nie potrafiłem przestać na nich patrzeć.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eren

    Stałem pod ścianą i próbowałem udawać, że mnie tu nie ma. Świetny plan. Na pewno nikt nie zauważy, że stoję tu jak ostatni idiota i gapię się na własny pogrzeb.

    Sala tronowa była pełna. Wampiry z klanu Azure rozmawiały, śmiały się i popijały krew z kielichów. Atmosfera była lekka, prawie świąteczna. Valerius stał na podwyższeniu i mówił spokojnie, jak zawsze. Nie musiał podnosić głosu, żeby wszyscy go słuchali.

    — Dziś, przed całym klanem Azure, oficjalnie ogłaszam, że moja córka, Ellie Aurelian, i Kael Rosewood są naturalnymi partnerami. Więź, która ich łączy, została potwierdzona i od tej chwili jest uznana przez klan. Niech to będzie powód do radości dla nas wszystkich.

    Przez chwilę panowała cisza. Potem sala wybuchła wiwatami.

    Patrzyłem, jak Ellie i Kael wychodzą na środek. Oboje się uśmiechali. Kael trzymał ją za rękę, a ona opierała się o niego tak naturalnie, jakby zawsze tak było. Pocałowali się publicznie, spokojnie, jakby świat właśnie stał się idealny. No pięknie. Jeszcze tylko płatki kwiatów i będzie jak na weselu.

    Obok mnie rozległy się oklaski. W powietrzu unosiły się ciche zachwyty nad tym, jak piękne jest to, co właśnie się wydarzyło, i nad tym, że wszystko wreszcie znalazło się na swoim miejscu. Najchętniej zapadłbym się pod ziemię. Albo chociaż przestał oddychać. Jedno z dwóch by wystarczyło. Stałem jednak dalej, z rękami luźno spuszczonymi po bokach, i patrzyłem na nich. Na to, jak Ellie śmieje się z czegoś, co szepnął jej Kael. Na to, jak Valerius kiwa głową z zadowoleniem. Na to, jak wszyscy wokół cieszą się ich szczęściem. Gratulacje. Naprawdę. Mam nadzieję, że będą bardzo szczęśliwi. A ja będę stał w kącie i udawał, że mnie to nie rozpierdala od środka.

    Czułem, jak coś we mnie powoli i metodycznie się rozpada. Nie mogłem nawet na nich krzyczeć, bo to by nic nie zmieniło. Według wszystkich, łącznie z nią, wszystko było dokładnie tak, jak powinno być. A ja byłem tylko błędem, który wreszcie został poprawiony. 

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Dopiero dwa dni później odetchnęłam w pełni. Do tej pory nie byłam pewna, czy zgodnie z umową, nie będę musiała wrócić na terytorium klanu Silverfox. List od Williama był dokładnie tym, czego potrzebowałam. Sprawił też, że tak jak do moich uśpionych braci, mimo jego sposobów działania, nie potrafiłam czuć do niego niechęci. Podjęłam natomiast własną decyzję. Tym razem nie będę uciekała, ani oczekiwała, że ktoś inny rozwiąże za mnie problemy. Zamierzałam zająć się nimi sama, bez wahania prosząc o wsparcie ojca. Jeżeli wszystkie inne klany zaczną podlegać klanowi Azure, koegzystowanie z ludźmi stanie się możliwe, a ja byłam pewna, że świat może wyglądać tak, jak go sobie wymarzyłam. 

    Moja droga Ellie,

    Piszę do Ciebie z ciężkim sercem, albowiem nie potrafiłem zapewnić Ci takiej ochrony, jakiej byłem winien. Atak, który Cię dosięgnął, gdy znajdowałaś się pod moją opieką, jest moją porażką i za to Cię przepraszam.

    Nie zrezygnowałem jednak z Ciebie. Czekałem już długo i mogę czekać jeszcze dłużej – tyle, ile będzie trzeba. Dlatego zwalniam Cię z obowiązku dopełnienia naszej umowy. Nie musisz wracać do mojego klanu, by spędzić tu pełne dwa miesiące. Twoje słowo jest dla mnie ważne, lecz Twoje bezpieczeństwo i spokój ważniejsze.

    Moja propozycja małżeństwa pozostaje aktualna. Nie cofam jej i nie będę na Ciebie naciskał. Jeśli kiedykolwiek zechcesz ją rozważyć, znajdziesz mnie tam, gdzie zawsze.

    Do tego czasu liczę na przyjazne stosunki między nami. Jesteś mi bliska, nawet jeśli droga, którą podążasz, prowadzi Cię obecnie gdzie indziej.

    Z szacunkiem i cierpliwością,

    William Lancaster

     

    Podniosłam wzrok znad listu, patrząc na Kaela, który stanął za oparciem kanapy na której siedziałam. 

    — Co czytasz? — zapytał. 

    — List od Williama — dostrzegłam jak wzdryga się na samo wspomnienie o nim. — Napisał, że nie muszę wracać na terytorium klanu Silverfox — dodałam, żeby go uspokoić. 

    — A ja? — spytał cicho Severyn, stając tuż obok niego. 

    — Nie ma mowy, żebym kiedykolwiek pozwolił ci tam wrócić — zaprotestował ostro Kael, a ja musiałam się z nim zgodzić. 

    — Zostajesz z nami — zapewniłam go stanowczo. — Poza tym… w przyszłości mam zamiar zjednoczyć wszystkie klany i ustanowić prawa podobne do tych, w klanie Azure. Valeroius zapewnił, że mnie wesprze. To dotyczy również klany Silverfox — podkreśliłam. 

    — Władza totalitarna? — zdziwił się Kael. — To do ciebie nie pasuje. 

    Odwróciłam się ku nim i spojrzałam na nich poważnie. 

    — Historia już nieraz pokazała, że prośby i dobre intencje rzadko wystarczają, żeby coś zmienić — powiedziałam spokojnie. — Klany przez wieki walczyły ze sobą, wyzyskiwały słabszych i robiły, co chciały, bo nikt nie miał dość siły, żeby im tego zabronić. Nikt nigdy nie przekonał innych do swoich racji, będąc słabym. Jeśli chcemy, żeby prawa naprawdę obowiązywały, a nie były tylko pustymi słowami, musimy mieć siłę, żeby je wyegzekwować. Inaczej wszystko zostanie po staremu.

    Obydwaj wpatrywali się we mnie, jakby nagle objawiła się im jakaś bogini. Potem Severyn obszedł kanapę i uklęknął przede mną na jedno kolano. Po chwili to samo zrobił Kael. 

    — Będę cię wspierał, jak tylko będę mógł — zapewnił Seweryn. 

    — Jeśli pragniesz być królową, ja będę twoim rycerzem — dodał aż nazbyt poważnym głosem Kael. 

    Poczułam, jak w środku robi mi się zdecydowanie zbyt gorąco. 

    — Przestańcie się wygłupiać — wydusiłam z siebie jednocześnie zażenowana i wzruszona tym, że zamierzają mnie wspierać. — Wstańcie, proszę.

    — Zasłużyliśmy na nagrodę — naburmuszył się Kael, jak zawsze rozładowując napiętą atmosferę. 

    Roześmiałam się cicho. Wyciągnęłam ręce i delikatnie pogłaskałam ich po włosach. Wyglądali na zadowolonych. Przymknęłam oczy, przypominając sobie, jak puste było moje życie, zanim ich poznałam. Nigdy nie chciałabym do niego wrócić. 

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eren

    Obudziłem się we własnym łóżku, mimo że wcale nie chciałem się budzić. Powoli usiadłem.   Podjąłem decyzję. Musiałem się upewnić, że Ellie jest szczęśliwa. I zaakceptować to, że jest szczęśliwa beze mnie. Potem… może uda mi się przekonać Valeriusa, żeby wysłał mnie z misją dyplomatyczną do klanu Luna, albo gdziekolwiek indziej, gdzie nie będę musiał codziennie na nich patrzeć. 

    — Skończyłeś? — usłyszałem w pokoju jej melodyjny głos, ale nie był skierowany do mnie, mówiła do stojącego spokojnie tuż obok niej Valeriusa. 

    — Prawie — odparł tamten swobodnie. 

    — Eren, nic ci nie jest? — Ellie usiadła na brzegu mojego łóżka, a ja wpatrywałem się w nią nie potrafiąc wydobyć ani jednego słowa. 

    Dziewczyna promieniała jasnym blaskiem. Magia, która nas łączyła, była teraz tak wyraźna i rzeczywista, jakby była żywym stworzeniem. Natomiast Ellie… ona nie była po prostu piękna. Była tak oszałamiająca, że nie mogłem oderwać od niej wzroku. 

    — Co się wydarzyło? — w końcu wydusiłem z siebie.

    Valerius spojrzał na mnie spokojnie, niemal łagodnie.

    — Postanowiłeś się nie podzielić faktem, że słyszysz czyjś głos — powiedział. — Naraziłeś na niebezpieczeństwo siebie i Ellie. Czy kiedykolwiek działałem na szkodę klanu Azure?

    Wpatrywałem się w niego bez słowa. Faktycznie nie potrafiłem sobie przypomnieć takiego momentu. Valerius, jeśli nie musiał, nigdy nie wtrącał się w sprawy innych klanów. Przynajmniej do niedawna… od kiedy sprawy nie zaczęły dotyczyć również Ellie. 

    — Zabroniłem ci być obok Ellie? — kontynuował. Przecząco pokręciłem głową. — Więc czemu tak bardzo mnie nienawidzisz? 

    — Ellie… — zacząłem, ale nie wiedziałem, jak dokończyć.

    — Ellie jest moją córką, nie ukochaną — przerwał mi spokojnie. — Nasze działania powinny być zbieżne. Więc czemu nie są?

    Milczałem. Zdawałem sobie sprawę, że znowu nie potrafię mu odpowiedzieć. Bo po prostu zachowywałem się jak szczeniak. Jak ktoś, kto widzi zagrożenie tam, gdzie go nie ma, i sam stwarza problemy, których nie potrafi potem rozwiązać. Czegokolwiek jednak teraz bym nie powiedział, na wszystko było już po prostu za późno. 

    Spuściłem wzrok, bo nie byłem w stanie spojrzeć im w oczy. 

    — Wiem, że wszystkich zawiodłem. Zawiodłem Ellie. Mam nadzieję, że Ellie i Kael będą razem szczęśliwi. — Chciałem, naprawdę chciałem poprosić Valeriusa, żeby mnie odesłał, gdzieś daleko, żebym nie musiał patrzeć na nich każdego dnia, ale zdałem sobie sprawę, że nie potrafię. Pragnąłem być blisko niej, nie ważne co. Nawet jeżeli oznaczało to stanie z boku i masochistyczne przyglądanie się, jak ona całuje się z moim bratem. Nie wyobrażałem sobie życia z daleka od niej. — Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby to naprawić. 

    Valerius przyglądał mi się zaciekawiony. 

    — Więc to właśnie widziałeś? — spytał — Ellie i Kaela razem? 

    Zamrugałem niczego nie rozumiejąc. 

    — Ellie i Kaela połączyła naturalna więź. W przeciwieństwie do łączącej nas magii obustronna — wyjaśniłem z nieprzyjemnie ściśniętym gardłem. 

    — Eren, spójrz na mnie — Ellie wspięła się na moje łóżko i teraz siedziała na piętach obok mnie, a jej twarz była blisko mojej twarzy. — Nie czujesz tego? — obdarzyła mnie promiennym uśmiechem. — To nas łączy magiczna więź, jedyna w swoim rodzaju. Tylko mnie i ciebie, nikogo więcej. 

    — To… niemożliwe — szepnąłem, ale czułem to, naprawdę czułem. Więź z jakiejś przyczyny stała się nagle obustronna. — Przecież ty i Kael…

    Valerius machnął ręką, jakby odganiał natrętną muchę. 

    — Ellie miała obiekcje, do tego, żebym ci po prostu solidnie przyłożył, więc tym razem załatwiłem to w inny sposób — wyjaśnił swobodnie. — Pokazałem ci to, czego najbardziej się obawiasz — zrobił krótką pauzę — i muszę przyznać, że twoja wizja mnie uspokoiła. Jeśli twoim lękiem jest utrata mojej córki, to mogę z tym żyć.  

    — Ja… — mruknąłem, znowu nie mając pojęcia, co odpowiedzieć. W końcu zebrałem się w garść. — Kocham Ellie i nic innego się nie liczy. Po prostu chcę stać u jej boku. Więcej już nie popełnię takiego błędu. 

    Ellie wyciągnęła dłoń i położyła ją na moim policzku, a ja przytrzymałem jej rękę swoją.  

    — Dobrze — oznajmił Valerius, wciąż nie zmieniając swojego tonu. — Zostawię was teraz samych — stwierdził, a potem uśmiechnął się uśmiechem, który z pewnością nie wróżył niczego dobrego. — Następnym razem, kiedy mnie zawiedziesz, spędzisz odpowiednia ilość czasu z daleka od mojej córki.  

    Mialem ochotę na niego warknąć. 

    — Nie zawiodę — odpowiedziałem zamiast tego, pragnąc jedynie zostać z nią sam na sam. 

    Wciąż nie mogłem uwierzyć, że to, co przeżyłem nie było prawdą. Wydawało się takie… realne. 

    Kiedy Valerius wyszedł, chwyciłem ją w ramiona i przyciągnąłem do siebie gwałtownie. 

    — To wszystko naprawdę się nie wydarzyło? — spytałem, kiedy przylgnęła do mnie całym ciałem. 

    — Nie mam pojęcia, co widziałeś, ale z Kaelem nie łączy mnie tego typu relacja i nigdy nie łączyła, naprawdę. Zresztą, nie ważne ile razy bym ci tego nie mówiła, pewnie i tak mi nie uwierzysz. Lepiej będzie jak sam zobaczysz — stwierdziła z lekkim rozbawienie, wyplątując się z moich ramion.

    Zsunęła się z łóżka, a ja wstałem za nią. Wzięła mnie za rękę.  

    — Dokąd idziemy? 

    — Po prostu chodź za mną. Tylko bądź cicho — zażądała. — Potrafię ukryć naszą obecność — odparła z dumą — ale nie, jak będziesz hałasował.  

    Powoli skinąłem głową, a ona otworzyła drzwi mojej sypialni. Wszedłem za nią do własnego salonu i zamarłem. Na kanapie siedział mój brat, a obok niego znajdował się ten przeklęty lis. Był bardzo blisko niego.  

    Kael objął Severyna i bez trudu przyciągnął go do siebie. Lis wtulił się w niego tak naturalnie, jakby od dawna wiedział, gdzie jest jego miejsce. Kael pochylił głowę, a Severyn uniósł swoją. Ich usta spotkały się gdzieś pośrodku. Pocałunek był powolny, cichy, zbyt intymny jak na to, że staliśmy kilka kroków dalej i na niego patrzyliśmy.

    Stałem w progu i czułem, jak coś we mnie pęka ze śmiechu, którego nie mogłem wydać, bo Ellie by mnie zamordowała. Dawno nie czułem się tak lekki w środku. No pięknie. Mój brat właśnie całuje białego lisa, a ja stoję tu jak na jakimś cholernym spektaklu. Jeszcze tylko brakuje, żeby ktoś włączył cichą muzykę w tle.

    Ellie ścisnęła moją dłoń. Mocniej. Żebym przypadkiem nie parsknął śmiechem. Nie parsknąłem, ale było blisko.

    Kiedy wróciliśmy do mojej sypialni, nie wytrzymałem. Po prostu zacząłem się śmiać, lekko, swobodnie, wreszcie wypuszczając z siebie wszystkie wątpliwości i całe napięcie, jakie czułem od kiedy ujrzałem ją po raz pierwszy. 

    Chwyciłem ją i przewróciłem na łóżko, zakrywając sobą, tak, żeby nie mogła uciec. Pocałowałem ją, mocno, stanowczo, z pasją, ale też ogromną ulgą. Wreszcie wszystko było na swoim miejscu, tak jak od początku powinno być. 

    — Wiedziałaś? — ni to spytałem, ni stwierdziłem fakt, na chwilę przerywając pocałunek. — Od jak dawna? 

    — Oczywiście — teraz to ona była szczerze rozbawiona. — Trzeba było być ślepym, żeby tego nie zauważyć. Od pierwszego spotkania mieli się ku sobie.  

    Przewróciłem się na plecy, przyciągając ją do siebie, a ona położyła głowę na moim ramieniu. Przytuliłem ją do siebie, tym razem łagodnie oplatając ją ramionami. Przymknąłem oczy, bo cholera, trudno jej było nie przyznać racji. Kael praktycznie cały swój wolny czas spędzał z Severynem, nawet, kiedy nie było z nimi Ellie. Chronił go w Akademii, jakby ten był figurką z porcelany, która w każdej chwili może się potłuc. Z kolei Severyn był tak spanikowany, kiedy jego klan uwięził Kaela, że powinienem był się domyśleć, nawet jeżeli nie zauważyłem niczego wcześniej. No brawo, Eren. Naprawdę jesteś geniuszem. Cały czas widziałeś, jak twój brat praktycznie nosi tego lisa na rękach, a ty myślałeś, że obydwaj są zakochani w Ellie. Gratulacje, idioto. 

    Nagle ogarnęło mnie nieprzyjemne uczucie. Być może Kael nie był moją konkurencją, ale inni… Co jeśli pewnego dnia Ellie zdecyduje, że woli Williama Lancastera, albo znudzi się mna i wybierze kogoś takiego jak Richard Nightschade? Ich niedoczekanie!

    — Ellie — wypowiedziałem jej imię z naciskiem — kocham cię i chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że łączy nas naturalna więź. Chcę, żeby Valerius poinformował o tym klan. 

    Dziewczyna uniosła się na łokciu i spojrzała mi w oczy. 

    — Skąd ta nagła zmiana? — spytała łagodnie. 

    Nie potrafiłem stłumić w sobie zalewającego mnie morza przeróżnych, skrajnych emocji. Zacisnąłem szczękę, a potem rozluźniłem ją i wziąłem głęboki wdech. 

    — Nie chcę się tak czuć, już nigdy więcej. Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że jesteś moja i że ja należę tylko do ciebie — wyznałem. 

    Ellie obdarzyła mnie promiennym uśmiechem, a potem podniosła się i usiądą na mnie okrakiem. Napięcie między nami zaczęło być nie do zniesienia. Byłem pewien, że pocałunki już nie wystarczą, ani mnie, ani jej. Położyłem dłonie na jej biodrach i przyciągnąłem ją bliżej. Ellie pochyliła się nade mną, a jej włosy opadły wokół nas jak zasłona. Pocałowałem ją powoli, głęboko, czując, jak jej ciało mięknie pod moimi dłońmi. Nie spieszyliśmy się. Tym razem nie musieliśmy. Wiedziała, czego chcę. I ja wiedziałem, czego chce ona.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Kael

    Siedziałem na fotelu w swoim mieszkaniu i udawałem, że skupiam się na telefonie, ale tak naprawdę cały czas zerkałem w stronę Ellie. Severyn siedział tuż obok niej na kanapie i spokojnie podawał jej swój nadgarstek.

    — Jeszcze trochę? — zapytał cicho.

    Ellie skinęła głową i piła dalej, powoli, bez pośpiechu. Severyn patrzył na nią z tym swoim cichym, oddanym wyrazem twarzy, jakby karmienie jej było najważniejszą rzeczą na świecie. Do tej pory za każdym razem, gdy to robił, Eren wyglądał, jakby miał zaraz komuś wyrwać serce. Dziś jednak… nic.

    Eren siedział po drugiej stronie Ellie, z ręką niedbale założoną na oparcie kanapy, i po prostu na nich patrzył. Bez zaciśniętej szczęki. Bez tego morderczego błysku w oczach. Nawet nie drgnął, kiedy Severyn delikatnie poprawił jej włosy.

    Zmarszczyłem brwi. To było dziwne. Naprawdę nietypowe.

    Ellie skończyła pić, otarła usta i uśmiechnęła się do Severyna.

    — Dziękuję.

    Potem, zupełnie naturalnie, Ellie oparła się o Erena, a on objął ją ramieniem i przyciągnął bliżej, jakby robił to już setki razy. Jakby miał do tego pełne prawo.

    Zamarłem z telefonem w dłoni.

    Chwilę później Ellie coś do niego szepnęła. Eren uśmiechnął się – naprawdę się uśmiechnął, tym swoim rzadkim, prawdziwym uśmiechem – i pocałował ją w skroń. Spokojnie. Pewnie. Bez cienia wahania.

    — Co…? — wydusiłem z siebie wpatrując się w nich szeroko otwartymi oczami.

    Oboje spojrzeli na mnie. Ellie wyglądała na lekko rozbawioną. Eren tylko uniósł brew.

    — Co, co? — powtórzył.

    — Wy… wy jesteście… razem? — nie potrafiłem nawet dokończyć zdania.

    Ellie westchnęła i wtuliła się mocniej w Erena.

    — Tak, Kael. Jesteśmy.

    Gapiłem się na nich jak idiota. Nawet wtedy, kiedy Ellie siedziała w samej bieliźnie na kolanach Erena, jakoś to zignorowałem. Uznałem, że to tylko napięcie, przypadek, cokolwiek. Bo mój brat, który przez całe życie stronił od innych i wyglądał, jakby chciał wszystkich zamordować, nie mógł się tak po prostu zakochać. Nie on. A jednak siedział teraz z nią w ramionach i wyglądał na… szczęśliwego.

    — Od kiedy? — zapytałem słabo.

    — Od jakiegoś czasu — odparł Eren, jakby to było oczywiste.

    Severyn prychnął cicho, wyraźnie rozbawiony, a ja nadal siedziałem z telefonem w ręce i próbowałem zrozumieć, jak mogłem być aż tak ślepy.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Impreza nad basenem trwała już od kilku godzin i wreszcie czułam, że mogę naprawdę odetchnąć.

    Basen znajdował się w podziemiach wieżowca. Sufit nad nami wyglądał jak rozgwieżdżone nocne niebo – delikatnie pulsujące światełka imitowały gwiazdy i rzucały miękkie, srebrzyste refleksy na wodę. Woda była krystalicznie czysta, a wzdłuż brzegu stały wygodne leżaki. Byłam szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa i zupełnie rozluźniona.

    Wszyscy, których chciałam tu widzieć, byli ze mną. Kael siedział na brzegu basenu z Severynem tuż przy sobie, ich ramiona stykały się co chwilę. Selena śmiała się z czegoś, co powiedziała Jasmine, a Lucas obejmował swoją dziewczynę w pasie. Richard i Ariadna kłócili się półżartem o coś zupełnie nieistotnego. Nawet Raina tu była – oficjalnie jako zakładniczka klanu Azure, choć w tej chwili wyglądała po prostu na kogoś, kto wreszcie może usiąść i nie musieć się o nic martwić.

    I oczywiście był Eren.

    Siedział obok mnie, z ręką opartą na moim udzie, jakby to było najnaturalniejsze miejsce na świecie. Wreszcie oficjalnie jako mój partner. Miny jego rodziców, kiedy Valerius to ogłosił, były bezcenne. A kiedy dowiedzieli się, że Kael ma chłopaka… cóż. Myślę, że jeszcze długo nie zapomnę ich twarzy.

    Rozejrzałam się po wszystkich i poczułam, jak coś ciepłego rozlewa mi się w sercu. To był mój dom. Naprawdę.

    A jednak gdzieś z tyłu głowy, cicho i uporczywie, tkwiła świadomość, że to jeszcze nie koniec. Gdzieś głęboko pod ziemią spali moi bracia. I prędzej czy później będę musiała zdecydować, co z nimi zrobić.

    Note