Rozdział 1 – Bohaterowie noszą maski Sequel
by Vicky
Ethan
Uśmiecham się radośnie. To pierwszy dzień nowego rozdziału w moim życiu. Na rozpoczęciu roku akademickiego towarzyszą mi moja starsza siostra Lili, jej mąż Asher i ich urocza, złotowłosa córeczka Ishane, oraz oczywiście mój starszy brat Ian. Od kiedy nasi rodzice zostali zamordowani, zawsze są przy mnie.
Kiedy dowiedziałem się, że przed narodzinami zawarłem kontrakt z duchową bestią, byłem szczęśliwy. Poczułem się, jakbym dzięki temu jeszcze bardziej pasował do mojej fantastycznej rodziny. Teraz jednak czuję narastający niepokój. Co jeżeli nigdy nie znajdę czarodziejki, która stanie się całym moim światem?
Rozglądam się po auli, przyglądając się dziewczętom z mojego roku. Nigdy nie liczyłem na miłość od pierwszego wejrzenia, ale żadna z nich nawet nie przyciągnęła mojego wzroku, żadna nie jest tak ładna jak Lili i jestem pewien, że żadna z nich nie jest tak żywa, jak Vivien, mądra jak Sara czy urocza jak Ivory. Nie widzę nikogo, kto mógłby pasować do mojej rodziny. Kobiety z mojego najbliższego otoczenia ustawiły wysoką poprzeczkę dla mojej ewentualnej dziewczyny.
Jednak potem spoglądam na Ishane, która właśnie próbuje wymknąć się z ramion Ashera i z zaciekawieniem rozgląda się po sali. Lili śmieje się cicho i poprawia jej złoty loczek. Ian patrzy na mnie z boku, jakby chciał powiedzieć „nie panikuj”.
Uśmiecham się szerzej. Poprzeczka jest wysoka, to prawda, ale skoro moja rodzina potrafiła stworzyć coś tak pięknego jak Ishane i tak ciepłego jak to, co nas łączy… to może gdzieś tu, wśród tych nieznajomych twarzy, czeka ktoś, kto też będzie w stanie unieść się na tę wysokość. A jeśli nie dzisiaj, to jutro. Albo za tydzień. Mam czas. I mam ich. To wystarczy, żebym znowu poczuł, że wszystko będzie dobrze.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Aria
Idę przez park i czuję, jak mundurek trochę za bardzo mnie opina w talii. Nadal nie mogę uwierzyć, że naprawdę tu jestem.
Jeszcze kilka miesięcy temu moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Rano szkoła, potem pomaganie rodzicom w naszej małej restauracji w Albany Park — zmywanie, roznoszenie zamówień, uśmiechanie się do stałych klientów, którzy przychodzili po kimchi jjigae i tteokbokki. Wieczorami znowu nauka. Normalne, pracowite życie zwykłej dziewczyny z niezamożnej rodziny.
A potem okazało się, że mam w sobie magię.
Wciąż pamiętam ten szok. Wszyscy wiedzą, że magia istnieje — zwłaszcza w Chicago, po atakach demonów, które wydarzyły się dziesięć lat temu. Ale ja? Ja miałam być zwykłą dziewczyną, która pilnie się uczy i pomaga rodzicom. Kiedy skontaktowały się ze mną magiczne służby i zaproponowały pełne stypendium na North Crown University oraz w Akademii Róż i Zaklęć, myślałam, że to jakiś żart.
Teraz jednak idę przez park łączący zwykły kampus z tym magicznym i czuję, jak w środku wszystko mi drży z podekscytowania.
I wtedy na kogoś wpadam.
— Przepraszam — mówię szybko i podnoszę wzrok.
Zamieram. Dziewczyna przede mną też zamiera. Ma dokładnie taką samą twarz. Te same długie, proste, czarne włosy. Te same oczy. Ten sam kształt ust. Przez sekundę mam wrażenie, że patrzę w lustro.
— O rany… — wymyka mi się. — Jesteś moją siostrą bliźniaczką?
Ona płonie rumieńcem tak mocno, że dopiero teraz przestaje być aż tak do mnie podobna.
— Ja… nie wiem — szepcze. — Zostałam adoptowana jako niemowlę. Nie wiem niczego na temat swojej rodziny.
Żart przestaje być śmieszny.
— Mówisz poważnie? — pytam, czując, jak serce zaczyna mi bić szybciej. — Bo ja… ja też. Mam na imię Aria.
Dziewczyna uśmiecha się nieśmiało.
— Jestem Aveel.
Godzinę później siedzimy już w przychodni. Laborantka pobiera od nas materiał do badań DNA. Wyniki mają być jutro, ale kiedy patrzę na Aveel — na to, jak nerwowo bawi się rąbkiem mundurka, jak co chwilę zerka na mnie z tą samą mieszaniną niedowierzania i nadziei — wiem już, że nie potrzebujemy papierka, żeby mieć pewność. Jesteśmy siostrami.
Moje życie właśnie stało się jeszcze bardziej nierealne… i jednocześnie o wiele bardziej prawdziwe.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Vaelin
Leżę na łóżku, a ona siedzi na mnie okrakiem. Ładna, wystylizowana blondynka. Porusza się zbyt szybko i zbyt głośno, a ja wciąż nie potrafię sobie przypomnieć, jak ma na imię. Zresztą — nie jestem pewien, czy w ogóle mi je podała.
Wtedy otwierają się drzwi. W progu staje chłopak. Oczy ma duże, migdałowe, w intensywnym, jasnozielonym kolorze z subtelnymi złotymi refleksami. Podkreślają je ciemne rzęsy. Wygląda delikatnie, niemal eterycznie. Stanowi totalne przeciwieństwo mnie — ja jestem wysoki, szeroki w ramionach, z wyraźnymi bliznami na przedramionach i tym czymś w spojrzeniu, co większości ludzi od razu każe się cofnąć. On wygląda, jakby wyszedł prosto z plakatu reklamowego.
Patrzy na nas lekko zażenowany. Jestem prawie pewien, że zaraz przeprosi i wyjdzie. Taki typ.
Ale chłopak nie wychodzi.
— Jestem pewien, że nie pomyliłem pokoi — odzywa się zupełnie spokojnie. Bez skrępowania w głosie, ale też bez cienia irytacji. — Sugeruję, żebyście przenieśli się z tym… gdzie indziej.
Mam w sobie na tyle instynktu samozachowawczego, żeby nie robić sobie wroga ze współlokatora już pierwszego dnia.
— Wybacz, młody — rzucam, nie przestając się w niej poruszać. — Spodziewałem się ciebie dopiero jutro. Ona już wychodzi, prawda?
Ściskam jej udo mocniej, niż trzeba, wystarczająco, żeby przerwać to, co właśnie chciała powiedzieć. Dziewczyna milknie w pół słowa. Patrzy na mnie wyraźnie zirytowana, ale już nic nie mówi.
— Tak, już wychodziłam — cedzi przez zęby. Potem zerka na mnie z nadzieją. — Do jutra, Vaelin?
— Jasne — mruczę obojętnie.
Nie była szczególnie dobra. Nie planuję się z nią więcej spotykać.
Kiedy drzwi zamykają się za nią, siadam na krawędzi łóżka i bez pośpiechu wciągam spodnie. Nowy współlokator rzuca sportową torbę na swoje łóżko i zaczyna się rozpakowywać, jakby nic się nie stało.
— Vaelin De’Vree — przedstawiam się swobodnie.
— Ethan Everhart — odpowiada z równym spokojem, kompletnie ignorując to, co przed chwilą zobaczył.
Przyglądam mu się uważniej. Wygląda delikatnie i eterycznie, niemal jak idol. A jednak stoi tu, w moim pokoju, po tym, co właśnie przerwał, i nie ucieka wzrokiem. Ma charakter. Myślę, że jest szansa, że go polubię.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Aria
O kurwa! To naprawdę on! Najlepszy i najsłodszy dziecięcy aktor w historii Hollywood — Ethan Everhart. Wszystkie filmy z jego udziałem znam na pamięć. Najczęściej grał w nich u boku swojego szwagra, Feniksa Vale, który od lat podbija damskie serca na całym świecie, ale sam niezmiennie jest oddany wyłącznie jednej kobiecie — starszej siostrze Ethana, Lilien.
Stoimy przed salą na korytarzu North Crown University. Za kilka minut mają się zacząć pierwsze zajęcia, a wszystkie dziewczyny z niemagicznej strony otaczają go ciasnym kręgiem. Próbuję się przebić bliżej, ale tłum jest zbyt gęsty.
— Naprawdę zrezygnowałeś z grania w filmach? — pyta jedna z nich, prawie piszcząc, z oczami szeroko otwartymi z niedowierzania.
— Nie mogę uwierzyć, że będziesz z nami studiował! To jakiś żart! — dodaje druga, śmiejąc się nerwowo i przyciskając dłonie do policzków.
— Ethan, powiedz coś! Czy to prawda, że Feniks Vale jest twoim szwagrem? — wtrąca się kolejna, wychylając się przez ramię koleżanki.
— Jesteś jeszcze słodszy na żywo! Mogę zrobić zdjęcie? — prosi dziewczyna z przodu, uśmiechając się kokieteryjnie i już unosząc telefon.
— Ja też chcę, proszę, tylko jedno! Obiecuję, że nie wrzucę go od razu do sieci! — dorzuca inna, prawie błagalnie, przyciskając dłonie do piersi.
— Czy Lilien naprawdę jest taka, jak mówią? Bo w wywiadach zawsze brzmi jak anioł… — szepcze ktoś z tyłu, wyraźnie rozmarzony.
— Ethan, a ty… masz dziewczynę? Pytam dla koleżanki! — rzuca jeszcze jedna, uśmiechając się niewinnie, choć wcale nie wygląda na niewinną.
Ethan uśmiecha się łagodnie i odpowiada uprzejmie, choć widać, że jest już trochę przytłoczony. Wtedy z tłumu wyciąga go wysoki, ciemnowłosy chłopak o jasnej karnacji.
— Chodź, bo spóźnimy się na pierwsze zajęcia — rzuca wyraźnie rozbawiony.
Ethan przeprasza dziewczyny krótkim, grzecznym uśmiechem i idzie za nim. Wpatruję się w jego plecy jak urzeczona.
O kurwa.
Przez jedną, krótką chwilę pozwalam sobie pomarzyć, że Ethan uczy się również po magicznej stronie i jakimś cudem zostanę z nim sparowana. Że to naprawdę mogłoby się zdarzyć. To… to byłoby coś.
Szybko jednak odganiam od siebie tę myśl. Mierz w swoją ligę — upominam się w myślach. Muszę znaleźć odpowiedzialnego, spokojnego chłopaka, z którym wspólnie zadbamy o przyszłość. Idoli lepiej zostawić w strefie marzeń.
A jednak, kiedy drzwi sali zamykają się za nim, serce wciąż mi bije trochę za szybko.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Vaelin
Mój współlokator jest ciekawszy, niż myślałem.
Szybko okazało się, że to nie tylko jego wygląd. On faktycznie był idolem — tyle że po niemagicznej stronie świata, dlatego wcześniej o nim nie słyszałem. To natomiast sprawia, że praktycznie nie może się odgonić od ładnych dziewczyn, a ja dzięki temu nie muszę się szczególnie wysilać, żeby któraś przy okazji wpadła w moje ramiona. Wystarczy, że stoję obok. Dodatkowo nie ma nic przeciwko mojemu towarzystwu i tak jakoś wyszło, że od pierwszego dnia szkoły trzymamy się razem. To wygodne.
Młody jednak najbardziej zaskakuje mnie na pierwszym treningu. Wygląda niepozornie. Spodziewałbym się, że będzie delikatny. Nic z tych rzeczy. Kiedy się przebiera, zauważam u niego wyraźnie zarysowany sześciopak, a to muszę przyznać, wzbudza mój szacunek.
Zaczynają się zajęcia. Nauczyciel staje przed nami i przedstawia się spokojnym, pewnym głosem.
— Nazywam się Cassian Vale i od tego roku będę waszym trenerem.
Wszyscy wstrzymują oddech. Cassian po magicznej stronie jest legendą. Tylko on potrafi przywołać więcej niż jedną duchową bestię, jakby nie ograniczały go żadne magiczne kontrakty. Jestem zachwycony. Inni również.
Tuż przed rozgrzewką trener podchodzi prosto do nas.
— To, że jesteśmy rodziną, nie znaczy, że będziesz miał jakąkolwiek taryfę ulgową — rzuca do Ethana.
Ethan szczerzy do niego zęby w radosnym uśmiechu.
— Nie mogę się doczekać, aż mnie sprawdzisz.
Trener odwzajemnia jego uśmiech, klepie go przyjacielsko po ramieniu i odchodzi do innych uczniów.
— Znacie się? — pytam zaciekawiony.
Mój współlokator kiwa głową.
— To partner mojej starszej siostry — wyjaśnia swobodnie.
— Masz więcej niż jedną siostrę? — pytam podejrzliwie. — Myślałem, że jej partnerem jest Feniks.
Ethan śmieje się w odpowiedzi.
— Nie. Moja siostra jest wyjątkowa. Ma więcej niż jednego partnera.
— Serio? — pytam niedowierzająco. — Wyraźnie umiała się ustawić.
Ethan wzrusza ramionami, ale nie mówi nic więcej, bo zaczyna się trening. Rozgrzewka jest ostra i szybka. Cassian nie oszczędza nikogo — ani Ethana, ani reszty grupy. Biegamy, skaczemy, wykonujemy serie ciosów i uników, aż powietrze zaczyna parzyć w płucach. Ethan nie zostaje w tyle. Porusza się lekko, ale precyzyjnie, a kiedy przechodzimy do sparingu, okazuje się, że potrafi przyjąć uderzenie i oddać je z zaskakującą siłą. Pod koniec zajęć jestem już pewien, że mój współlokator nie jest tylko ładną buzią, a to cholernie mi się podoba.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Ethan
W pierwszej chwili myślałem, że mój współlokator będzie po prostu totalnym dupkiem. Szybko jednak okazało się, że nie miałem racji. Vaelin z zewnątrz sprawia wrażenie chłodnego i cynicznego, ale każdym drobnym gestem pokazuje, że jest w porządku. Zaczynam być ciekawy, co kryje się za jego przedmiotowym traktowaniem dziewczyn i czy da się to jakoś naprawić. Może on też potrzebuje znaleźć swoją czarodziejkę, w której będzie się mógł naprawdę zakochać? Tak jak Mael, który z zewnątrz jest chłodny jak lód, ale dla Lili zrobi dosłownie wszystko, a ona nawet nie musi go o to prosić — to dla niego oczywiste.
Wyczuwam u niego demoniczną energię, taką jak u Maela, ale nie czuję niepokoju. Uznaję, że to normalne dla ludzi z Północy.
Wieczorem idziemy razem na imprezę integracyjną do eleganckiego klubu po magicznej stronie świata. Nie ma on nic wspólnego z nocnymi klubami w Chicago. To raczej przestronna, przyciemniona sala z wysokimi sufitami, ciężkimi aksamitnymi zasłonami i miękkim światłem lamp gazowych. W powietrzu unosi się zapach starego drewna, wosku i lekkiego kadzidła, a zamiast głośnej muzyki słychać tylko cichy szum rozmów i delikatną grę fortepianu gdzieś w tle. Ludzie siedzą w głębokich fotelach i na kanapach, rozmawiają półgłosem, a kelnerzy w nienagannych uniformach krążą z tacami, podając drinki w kryształowych kieliszkach.
Niedaleko fortepianu zostało też wydzielone miejsce do tańczenia, na którym przytula się do siebie kilka par, wolno się kołysząc w rytm muzyki.
Czuję ekscytację. Na pierwszym roku jest nas około setki, mniej więcej po równo dziewczyn i chłopaków. Czy istnieje szansa, że wśród tych niespełna pięćdziesięciu dziewczyn poznam tę jedną?
Vaelin natychmiast przykleja się do jakiejś wymuskanej blondynki — innej niż ta, którą zastałem w naszym pokoju — i tańczą razem zdecydowanie zbyt blisko jak na miejsce publiczne.
Staję pod ścianą i przyglądam się otoczeniu. Wtedy ją widzę.
Pierwsza w moim życiu dziewczyna, która naprawdę przyciągnęła mój wzrok. Hebanowo czarne, długie proste włosy, porcelanowa cera, azjatyckie rysy twarzy i skromne ubranie, z pewnością pochodzące z magicznej strony świata. Jest idealna. Do tego stoi sama.
Bez wahania do niej podchodzę.
— Cześć, jestem Ethan. Jak masz na imię? — pytam wprost, uśmiechając się do niej.
Dziewczyna płonie uroczym rumieńcem.
— Aveel.
— Pochodzisz z magicznej strony?
— Przyjechałam z Imperium — odpowiada cicho. Jest wyraźnie onieśmielona, ale co jakiś czas zerka na mnie z zaciekawieniem.
— Z jakiego miasta? Ja pochodzę z niemagicznej strony, urodziłem się w Chicago, ale udało mi się zwiedzić również trochę magicznego świata.
Oczy Aveel robią się ogromne.
— Naprawdę? — pyta zaskoczona. — Zazwyczaj rzadko kto przechodzi przez granice przed rozpoczęciem nauki w akademii…
Uśmiecham się do niej promiennie.
— Tak, wiem, że to dość trudne, ale partner mojej starszej siostry pochodzi z magicznego świata — na wszelki wypadek pomijam, że właściwie to dwóch — i od kiedy dowiedzieli się, że również jestem magiczny, czasem zdarzało się, że towarzyszyłem im w podróżach.
Czuję, jak Aveel się rozluźnia. Przestaje być taka spięta jak na początku, nawet zaczyna odwzajemniać mój uśmiech. Zdecydowanie mi się podoba. Jest słodka i urocza.
Opowiada mi o mieszkaniu w niewielkim, portowym miasteczku. O tym, że kiedy była niemowlęciem, adoptowała ją kupiecka rodzina. Słucham z ciekawością i chętnie odpowiadam na pytania na temat niemagicznego świata. Dziewczyna cała się rozpromienia, a ja mam nadzieję, że trafiłem w dziesiątkę.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Aveel
Z początku jest mi przykro, że nie ma tu Arii. Nie mogła przyjść, bo musiała pomóc w restauracji rodziców. Wciąż nie mogę uwierzyć, że naprawdę jest moją siostrą, ale testy DNA wskazały to jasno. Teraz próbujemy się dowiedzieć, jak to się stało, że zostałyśmy rozdzielone, i nadrobić osiemnastoletnią rozłąkę.
Stoję sama, niepewna, jak się do kogoś odezwać, kiedy podchodzi do mnie chłopak.
Ma miękkie, brązowe włosy, które opadają mu lekko na czoło, i oczy w intensywnym, jasnozielonym kolorze z subtelnymi złotymi refleksami. Uśmiecha się do mnie tak ciepło i szczerze, że na moment zapominam, jak się oddycha. Wygląda delikatnie, niemal eterycznie, a jednocześnie jest w nim coś, co sprawia, że od razu czuję się przy nim bezpiecznie. Jest uprzejmy. Ma śliczny uśmiech.
Nie mam pojęcia, jak długo rozmawiamy, kiedy podchodzi do nas ciemnowłosy, potężnie zbudowany chłopak, z uczepioną jego boku efektowną blondynką.
— To mój współlokator, Vaelin — przedstawia go Ethan natychmiast. — Vaelin, to Aveel. A ty jesteś? — pyta grzecznie blondynkę, która wpatruje się w niego łakomym wzrokiem.
— Paula — odpowiada, uśmiechając się do niego zalotnie.
— Gramy w prawda czy wyzwanie! — woła ktoś z głębi sali. — Dołączycie?
Vaelin zerka na Ethana.
— Idziemy?
Ku mojemu zdumieniu i radości Ethan patrzy na mnie.
— Aveel, co ty na to?
Nie jestem pewna, co to za gra, ale entuzjastycznie kiwam głową. Zdecydowanie chcę z nim spędzić więcej czasu.
Dołączamy do pozostałych — trzy dziewczyny i trzech chłopaków. Wszyscy się sobie przedstawiają, ale i tak nie pamiętam imion. Zajmujemy miejsca na komplecie wypoczynkowym. Ethan siada na kanapie tuż obok mnie, jakby to było najbardziej oczywiste miejsce na świecie. Jestem wniebowzięta.
A potem… potem blednę, bo dowiaduję się, na czym polega gra.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Ethan
Gra toczy się w najlepsze. Siedzimy w dziesiątkę na wypoczynkowym komplecie — sześć osób, których imion wciąż nie pamiętam, plus my czworo. Ktoś wybiera wyzwanie, ktoś prawdę, a atmosfera z każdą kolejką robi się coraz luźniejsza. Jedna z dziewczyn musi zaśpiewać refren losowej piosenki na całe gardło i robi to z takim zaangażowaniem, że wszyscy wybuchają śmiechem. Chłopak obok dostaje polecenie, żeby przez dwie minuty mówił wyłącznie szeptem — i wytrzymuje dokładnie dwadzieścia sekund, zanim się poddaje. Ktoś inny musi opowiedzieć najbardziej żenującą historię z dzieciństwa i wychodzi z tego opowieść o tym, jak w wieku ośmiu lat próbował pocałować swoją nauczycielkę, a skończył z nosem w jej kubku z kawą.
Szczerze liczę, że uda mi się pocałować Aveel. Nie mam jednak farta. Wyzwania trafiają się często, ale kiedy wreszcie pada to, na które czekam — „pocałuj najbliższą dziewczynę po swojej lewej stronie” — trafia na Vaelina. Obok niego po lewej siedzę ja, a dalej… Aveel.
Vaelin mierzy mnie przez chwilę wzrokiem. Potem zerka na Aveel. Wreszcie kapituluje i sięga po karną kolejkę. Wszyscy się śmieją. Ja też, choć głównie z ulgi. Jestem mu wdzięczny. Lubię go coraz bardziej.
Potem, ku mojej radości, Aveel dostaje zadanie.
— Usiądź na kolanach osobie, która siedzi najbliżej po twojej prawej — czyta ktoś z kartki.
Dziewczyna płonie rumieńcem tak mocno, że prawie czuję, jak sam się czerwienię, ale i tak to robi. Siada na moich kolanach, sztywna i wyraźnie zawstydzona. Kładę dłonie delikatnie na jej talii, żeby nie spadła, i uśmiecham się do niej uspokajająco. Jest ciepła. I zdecydowanie mi się podoba.
Pod koniec wieczoru odprowadzam ją pod żeński internat.
— Do zobaczenia jutro? — pytam z nadzieją.
Aveel entuzjastycznie kiwa głową, cmoka mnie szybko w policzek i ucieka do wnętrza budynku. Stoję jeszcze przez chwilę przed drzwiami i uśmiecham się zadowolony. Tak. Zdecydowanie trafiłem w dziesiątkę.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Aria
Wracam do pokoju w internacie wykończona i od razu rzucam się na łóżko. Ledwo zdążam ściągnąć buty, kiedy drzwi otwierają się znowu. Aveel wpada do środka cała w skowronkach.
— Poznałam kogoś — rzuca od progu.
Siadam na łóżku, czując, jak zmęczenie na moment ustępuje ciekawości.
— Naprawdę? Jaki jest? Jak ma na imię? Lubisz go?
Aveel jest cała rumiana i dosłownie podskakuje w miejscu.
— Pochodzi z niemagicznej strony i ma najpiękniejszy uśmiech na świecie. Do tego jest bardzo miły. Ma na imię Ethan i jutro też się spotykamy.
Spoglądam na nią uważniej.
— Szkoda, że w magicznym świecie nie ma telefonów i nie miałaś jak zrobić zdjęcia — mówię, bardziej z ciekawości niż złośliwości. — Chętnie bym zobaczyła, jak wygląda ten twój ideał.
Aveel uśmiecha się szerzej.
— To nie problem.
Wyciąga rękę i kreuje iluzję. Przez chwilę między nami unosi się twarz chłopaka — miękkie brązowe włosy, zielone oczy, ten sam uśmiech, który znam z ekranu. Potem obraz znika.
Zamieram. Aveel… poderwała Ethana Everharta. Aveel, która wygląda dokładnie tak samo jak ja. A to znaczy, że gdybym spróbowała, być może ja również mogłam go poderwać.
Przełykam nieprzyjemną gorycz. Trudno. Stało się. To tylko chłopak — próbuję sobie wmówić. Ważne… ważne, że Aveel, którą szczerze polubiłam — nie tylko dlatego, że okazała się moją bliźniaczką — jest taka szczęśliwa. A ja jakoś to przeżyję. Chyba.