Rozdział 2 – Bohaterowie noszą maski Sequel
by Vicky
Aveel
Bardzo się denerwuję. To moja pierwsza randka w życiu. Do tego Ethan… na samą myśl o nim moje serce podskakuje, a w żołądku w szalonym tańcu wirują motyle. Poza tym niemagiczny świat wciąż jest dla mnie nowy i niezwykły. Mimo że Aria zabrała mnie kilka dni wcześniej na wycieczkę po Chicago, czuję, że teraz będzie to coś zupełnie innego.
Ethan odbiera mnie spod uniwersytetu niebieskim, sportowym samochodem.
— Obejrzymy film, a potem coś zjemy — przedstawia mi plan, ale sprawia wrażenie, jakby pytał mnie o zgodę.
— Dobrze — uśmiecham się do niego nieśmiało.
Zaciekawiona rozglądam się po budynku kina. Słyszałam o nich, ale nigdy w takim nie byłam. Czasami zdarzało się, że oglądałam przedstawienie w teatrze. Wtedy nagle to widzę. Z jednego z kolorowych plakatów rozwieszonych na ścianach spogląda na mnie uśmiechnięta twarz Ethana.
— To ty? — pytam zaskoczona.
Ethan patrzy na plakat i cicho przeklina. Zauważam, że obcy ludzie zaczynają się za nim oglądać.
— Zapomniałem, że ten film wszedł już do kin — mruczy nieszczęśliwy. — Zaczekaj na mnie chwilę.
Szybkim krokiem wchodzi do windy, a kiedy wraca, ma na sobie czarną maseczkę i czapkę z daszkiem.
— Już. Mam nadzieję, że nikt nie będzie zwracał na nas uwagi… Jaki film obejrzymy? Na co masz ochotę? — pyta uprzejmie, a ja jestem zaskoczona, że sam nie wybrał tytułu.
— Możemy obejrzeć ten z tobą? — pytam, rumieniąc się wściekle.
On tylko wzrusza ramionami.
— Jeżeli chcesz.
Film wywarł na mnie niesamowite wrażenie. Nie tylko dlatego, że pierwszy raz oglądałam coś na dużym ekranie. Siedzenie obok Ethana i jednoczesne patrzenie na to, jak gra, było równie niezwykłym przeżyciem. Kiedy wychodzimy, nie potrafię ukryć swojej ekscytacji.
— Było cudownie!
— Cieszę się, że ci się podobało — odpowiada Ethan zaskakująco nieśmiało.
Potem idziemy do restauracji. Na miejscu okazuje się, że chłopak zarezerwował dla nas kameralny stolik. Kolacja szybko staje się niesamowicie romantyczna, ale Ethan jest prawdziwym dżentelmenem. Nie próbuje mnie dotykać, nie rzuca żadnych nietaktownych sugestii, jakich się obawiałam po kimś z niemagicznego świata. Nie kończą się nam tematy do rozmowy.
Kiedy kelner stawia przed nami ślicznie zdobione desery, wiem już, że wpadłam po same uszy. Ale wcale nie chcę, żeby było inaczej. Nigdy nawet nie marzyłam o tym, że trafię na takiego chłopaka jak Ethan.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Ethan
Rano przeszczęśliwy idę przez park. Randka z Aveel zdecydowanie była udana. Zgodnie z radą siostry starałem się nie przesadzić, ale kiedy Lili stwierdziła, że mam złe wzorce, miałem pewność, że chodzi jej tylko i wyłącznie o Feniksa i jego niebo z płonącymi literami „kocham cię Lili” oraz inne bardzo publiczne i niezwykle szalone gesty. Nie byłem już dzieckiem i potrafiłem odróżnić jego szaleństwo od rzeczywistości, nawet jeżeli czasem wydawało mi się bardzo kuszące.
Wtedy ją widzę.
Aveel idzie szybkim krokiem, mija mnie, kompletnie ignorując, i idzie dalej. Mrugam dwukrotnie, nie mając pojęcia, co się stało. Czy czymś ją uraziłem?
— Aveel, zaczekaj! — podbiegam do niej.
Dziewczyna się zatrzymuje. Patrzy na mnie krótko, a potem odwraca wzrok.
— Mam na imię Aria. Pewnie pomyliłeś mnie z moją siostrą — wyjaśnia krótko.
— Och! Jesteście bliźniaczkami?
— Tak, ale wiemy o tym od niedawna. Zostałyśmy rozdzielone przy urodzeniu.
— Ale super! To znaczy… nie to, że zostałyście rozdzielone, tylko to, że się odnalazłyście — wyjaśniam szybko.
Ona wyraźnie nie mogąc się powstrzymać parska śmiechem. Idę obok niej coraz bardziej zaciekawiony. Zdecydowanie uwielbiam tu studiować. Nie ma szans, żebym choć przez chwilę się nudził.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Aria
Nawet teraz, kiedy dowiedział się, że nie jestem Aveel, Ethan idzie obok mnie, zupełnie swobodnie, jakby cały campus był jego prywatną własnością.
— Jestem Ethan Everhart — przedstawia się gładko.
— To chyba już wszyscy wiedzą — wyrzucam z siebie, zanim zdążę ugryźć się w język i powiedzieć po ludzku coś w stylu „miło mi cię poznać”.
Ku mojej uldze on śmieje się lekko w odpowiedzi.
— Pochodzisz z niemagicznej strony? — mniej pyta, a bardziej stwierdza fakt, zapewne na podstawie tego, co powiedziałam. — Chicago?
— Tak — przytakuję. — Moi rodzice prowadzą rodzinną restaurację w Albany Park.
Kiedy mijamy granicę między światami, czuję przyjemne iskrzenie magii. Ethan chce coś powiedzieć, ale zamiera zaskoczony. Ja również przystaję i patrzę w tym samym kierunku co on.
O! Cholera!
Aveel klęczy na trawie, jej włosy ociekają brązowym płynem, zapewne kawą, bo obok na ziemi leży pusty, jednorazowy kubek. Kolana ma zdarte, jakby ktoś ją popchnął. Oczy ogromne, źrenice rozszerzone, a ja zdaję sobie sprawę, jak bardzo jest przerażona.
Tyłem do niej stoi ciemnowłosy chłopak, który wygląda, jakby przed chwilą kogoś uderzył. I chyba tak rzeczywiście było, bo inny chłopak, z limem pod okiem, właśnie podnosi się z chodnika.
Twarz Ethana się zmienia. Chłopak przestaje się uśmiechać. Teraz patrzy poważnie, z wyraźnym chłodem. Szybkim krokiem podchodzi do klęczącej Aveel i pomaga jej wstać. Zdejmuje z jej ramion przemoczoną marynarkę i otula ją własną.
— Co tu się stało? — pyta pozostałych tak lodowatym głosem, że aż przechodzą mnie ciarki.
— My tylko… — zaczyna jedna z dziewczyn.
— To on zaczął, uderzył Adama — wyrywa się druga, wskazując na ciemnowłosego.
Ethan przenosi na niego wzrok.
— Vaelin? — pyta.
Ciemnowłosy wzrusza ramionami.
— Lepiej niech wyjaśnią co planowali zrobić twojej dziewczynie — odzywa się groźnie.
Ethan wyraźnie chce coś powiedzieć, ale wtedy pojawia się jedna z nauczycielek z magicznej strony.
— Co to za zamieszanie? — pyta.
— Pani Cole, on uderzył Adama, bez żadnego powodu — jedna z dziewczyn wskazuje na ciemnowłosego.
— Do gabinetu dziekana, wszyscy, natychmiast — zarządza kobieta. — Tam będziecie mogli się wytłumaczyć.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Aveel
Nie rozumiem, co się dzieje.
W jednej chwili idę spokojnie przez park, a w następnej ktoś mnie mocno popycha. Tracę równowagę i upadam na kolana. Ból jest ostry, ale zanim zdążę cokolwiek zrobić, na głowę wylewa mi się gorący płyn. Czuję zapach kawy, jest gęsta, słodka i parzącą. Włosy natychmiast przyklejają mi się do twarzy i szyi.
— Mała szmato — słyszę nad sobą wściekły głos. — Myślisz, że możesz mieć Ethana tylko dla siebie?
Podnoszę wzrok, mrugając. Dziewczyna stoi nade mną z pustym kubkiem w dłoni. Za nią kilka innych osób. Nie znam ich. Nie rozumiem, o co im chodzi. Ethan? Przecież tylko raz z nim wyszłam. Jeszcze nawet nie wiem, czy on…
Zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, ktoś staje przede mną.
Ciemnowłosy chłopak. Wysoki, szeroki w ramionach. Pamiętam go z imprezy. Vaelin. Kolega Ethana. Patrzy na dziewczyny z takim chłodem, że aż przechodzą mnie ciarki.
— Lepiej się odsuńcie — mówi cicho.
— Bo co? Bronisz tej małej dziwki? — rzuca ostro stojący z nimi chłopak.
Jedna z nich próbuje coś powiedzieć, ale on już nie słucha. Jego pięść ląduje na twarzy chłopaka, który upada na chodnik. Vaelin nawet nie patrzy na mnie. Po prostu stoi między mną a nimi, jakby to było oczywiste.
Trzęsę się. Kolana pieką, włosy są mokre, a ja wciąż nie rozumiem, za co mnie to spotkało. Chcę wstać, ale nogi odmawiają mi posłuszeństwa.
I wtedy ich widzę. Ethan i Aria. On podchodzi do mnie szybkim krokiem, twarz ma poważną, bez uśmiechu. Pomaga mi wstać. Zdejmuje z moich ramion przemoczoną marynarkę i otula mnie swoją. Jest ciepła. Pachnie nim.
Dopiero wtedy naprawdę oddycham.
— Co tu się stało? — pyta lodowatym głosem.
Nie potrafię odpowiedzieć. Tylko wtulam się mocniej w jego marynarkę i patrzę na Arię, która stoi tuż za nim, z szeroko otwartymi oczami. Jest tu. Oboje są. Dzięki ich obecności czuję, że nic więcej mi się nie stanie.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Vaelin
Wystarczy pięć minut w gabinecie dziekana, żebym miał pewność, że zostanę wyrzucony z Akademii. Jedna z lasek, które dokuczały dziewczynie Ethana, okazała się siostrzenicą rektora. To raczej był mój koniec.
— Panie De’Vree, pańska reputacja pana wyprzedza. Jestem zmuszony podjąć akcję dyscyplinarną — mówi dziekan.
Jednak kiedy patrzę na wciąż przemoczoną od kawy dziewczynę, która siedzi drżąca na krześle pod ścianą, ani przez chwilę nie żałuję tego, co się stało. Jedyne, czego żałuję, to fakt, że nie urodziłem się w bardziej wpływowej rodzinie.
Słucham kolejnych oskarżeń i coraz bardziej irytuję się na to, że tylko mi się obrywa, a nikogo nie obchodzi to, czego dopuściły się one.
Ethan stoi obok mnie i słucha w milczeniu. Mam mu to trochę za złe, ale jednocześnie czuję ulgę, że nie zostanie wplątany w tę sytuację.
Kiedy mam już pewność, że mogę pożegnać się z akademią, a te kretynki nie poniosą żadnej kary, do środka wchodzi dwóch mężczyzn. W jednym z nich natychmiast rozpoznaję następcę tronu Imperium, księcia Ashera Aureliana. Dochodzę do wniosku, że drugi musi być jego adiutantem. Jestem pewien, że przyszli w jakiejś ważnej sprawie i za chwilę zostaniemy wyproszeni z gabinetu.
— Wasza wysokość, czym zawdzięczamy ten zaszczyt? — dziekan natychmiast zrywa się zza biurka i kłania się nisko.
— Doszły mnie słuchy, że młodszy brat mojej żony został wplątany w jakieś zamieszanie — odpowiada książę lodowatym głosem.
Patrzę na niego szeroko otwartymi oczami. Tak jak dziekan.
— Młodszy brat żony waszej wysokości?
Książę podchodzi prosto do Ethana i kładzie mu rękę na ramieniu.
— Ettie, opowiedz spokojnie, co się stało.
Ethan opowiada. Powoli, ze szczegółami. Potem zwraca się bezpośrednio do mnie.
— Dlaczego uderzyłeś Adama? — pyta bez cienia wyrzutu w głosie.
Wciąż jestem w szoku, ale odzyskuję rezon.
— Nazwał twoją dziewczynę „małą dziwką” po tym, jak tamta — wskazuję na opartą o ścianę dziewczynę, która natychmiast blednie — popchnęła ją na ziemię i oblała kawą.
— Dziekanie — ponagla książę Asher.
— To… mimo wszystko nic nie usprawiedliwia przemocy… — jąka się dziekan.
— Doprawdy? — mężczyzna mówi lodowato. — Pozwoliłem sobie wezwać rektora, żeby to osądził.
Oczy dziekana otwierają się jeszcze szerzej. Po chwili do pomieszczenia wchodzi elegancko ubrany mężczyzna, który wygląda, jakby nie mógł się dobudzić ze swojego największego koszmaru. Kłania się tak nisko, że jego głowa niemal dotyka podłogi.
— Wasza wysokość, najmocniej przepraszam. Akademia natychmiast rozwiąże tę sprawę. Nie ma naszej zgody na prześladowanie wśród uczniów — mówi rektor.
— Doskonale — odpowiada książę Asher.
— Ale… — wtrąca się dziekan, jąkając się.
— Ze skutkiem natychmiastowym zostajesz zwolniony ze swoich obowiązków — mówi twardo rektor.
— Ale wuju… — odzywa się dziewczyna spod ściany.
— Milcz, dopóki jego wysokość jest dla ciebie łaskawy i nie każe cię stracić za obrazę członka jego rodziny.
Dopiero wtedy dociera do nich powaga sytuacji. Wszyscy bledną jeszcze bardziej.
— Chcę mieć dzisiaj raport z tego, jak zakończy się ta sprawa. Potem rozważę, czy wstrzymać finansowanie dla Akademii. Lucas, zajmij się tym — mówi książę.
— Oczywiście, paniczu — odpowiada Lucas.
— Idziemy? — Asher zwraca się do Ethana.
Ethan kiwa głową i podchodzi do Aveel i Arii.
— Chodźcie, nic tu po nas — mówi, a potem, ku mojemu zdumieniu, zwraca się do mnie. — Idziesz?
Posłusznie wychodzę za nim z gabinetu.
Na korytarzu książę Asher ogląda Ethana od stóp do głów, jakby to on był ranny.
— Wszystko w porządku?
Ethan patrzy na niego z lekkim wyrzutem.
— Musiałeś to załatwić tak… ostentacyjnie? Gdybym wiedział, skontaktowałbym się z Maelem. On załatwia sprawy po cichu…
Przez chwilę jestem przerażony, ale następca tronu Imperium śmieje się lekko i mierzwi Ethanowi włosy.
— Moje „po cichu” jest bardziej ostateczne — mówi konspiracyjnie. Ethan lekko się krzywi. — Teraz lepiej zaopiekuj się swoją czarodziejką — radzi mu książę.
Ethan kiwa głową i natychmiast podchodzi do Aveel.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Aveel
Biorę prysznic w swoim pokoju i kompletnie świruję.
Ethan jest bratem żony następcy tronu Imperium. Człowieka, który w każdej chwili mógłby objąć tron i zostać cesarzem, gdyby tylko miał taki kaprys. Gorąca woda spływa mi po plecach, a ja wciąż nie potrafię tego ogarnąć. Ja? Z kimś takim? To nie ma sensu. To nie może się dobrze skończyć.
W końcu wychodzę z łazienki, owijając się ręcznikiem.
— Co jest? — pyta Aria, podnosząc wzrok znad książki.
— Ja… ja… nie mogę umawiać się z Ethanem… on… on należy do rodziny imperialnej — wyrzucam z siebie.
Aria patrzy na mnie zirytowana.
— Oczywiście, że możesz. W końcu to ciebie wybrał.
— Nie, to niemożliwe… ja…
Po chwili rozlega się pukanie do drzwi. Aria wstaje i otwiera. W progu stoi Ethan. Trzyma w rękach pokrowiec z jakimś ubraniem.
— Mogę wejść? — pyta.
— Jasne — Aria odsuwa się, żeby go wpuścić.
Ethan wchodzi do środka i zwraca się do mnie.
— Mam dla ciebie nowy mundurek.
— Daj, ja go wezmę — Aria przejmuje od niego pokrowiec i rozpakowuje go, wieszając mundurek na drzwiach szafy.
Ethan spogląda na nas obie.
— Wszystko w porządku?
Obie niepewnie kiwamy głowami.
— Tak — szepczę, spuszczając wzrok. — Dziękuję. I podziękuj też Vaelinowi za to, że stanął w mojej obronie.
Ethan podchodzi do mnie i delikatnie przesuwa ręką po moich włosach.
— Nie chcę, żeby ktokolwiek dokuczał ci z mojego powodu — mówi miękko. — Mam nadzieję, że to cię nie przestraszyło i wciąż chcesz dać mi szansę.
Mimo wątpliwości, które miałam jeszcze przed chwilą, patrzę na niego przerażona. Jak on mógł pomyśleć, że mogłabym chcieć z niego zrezygnować?
— Oczywiście, że tak! — niemal wykrzykuję.
Aria prycha, z trudem powstrzymując się od śmiechu. Ethan też się uśmiecha.
— W piątek wieczorem będzie małe przyjęcie w klubie w Chicago. Przyjdziecie? Obie? Jeśli się zgodzicie, wyślę po was samochód.
Patrzymy po sobie z Arią, a potem obie kiwamy głowami. Ethan uśmiecha się szeroko.
— Nie będę wam już przeszkadzał. Do zobaczenia na zajęciach.
Kiedy wychodzi, obie chwytamy długo wstrzymywane powietrze. Ethan jest cudowny. I odnoszę wrażenie, że naprawdę chce być moim chłopakiem.
— Idziemy na imprezę! — piszczy Aria, a ja ekscytuję się razem z nią.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Vaelin
Ethan dołącza do mnie w drodze na niemagiczny uniwersytet, a ja przez chwilę milczę, przyglądając mu się z boku.
— Kurwa — odzywam się w końcu. — Czym jeszcze mnie zaskoczysz? Najpierw okazuje się, że jesteś gwiazdą filmową, potem szwagrem bohatera narodowego, a na dodatek należysz do rodziny przyszłego imperatora. Co dalej?
Ethan odwzajemnia moje spojrzenie, nie kryjąc uśmiechu.
— Widzisz — mówi, siląc się na poważny ton. — Warto się ze mną przyjaźnić.
— Warto byłoby się z tobą przyjaźnić nawet, gdybyś pochodził z rybackiej wioski — odpowiadam szczerze.
Patrzy na mnie uradowany, a ja czuję, jak coś w środku mi się rozluźnia. To dziwne. Przy nim nie muszę grać.
Przed salą zajęć dopada nas odrobinę zdyszana, czerwona na twarzy Aveel. Patrzę na nią i muszę przyznać, że Ethan ma dobry gust. Dziewczyna jest urocza. Nie w moim typie, ale do niego pasuje idealnie.
— Dziękuję wam obu — wyrzuca z siebie wyraźnie zażenowana. — Upiekłam dla was ciasteczka.
Wyciąga w naszą stronę nienagannie ozdobione woreczki. Zanim przyjmę od niej ciastka, patrzę przez chwilę na Ethana, ale na jego twarzy nie dostrzegam ani cienia zazdrości. Uśmiecha się do niej łagodnie, z opiekuńczym wyrazem twarzy.
— Nie musiałaś — mówi miękko, biorąc swój woreczek.
Aveel rumieni się jeszcze mocniej i ucieka wzrokiem.
— Chciałam — szepcze. — Naprawdę dziękuję.
Biorę swój woreczek i kiwam jej głową. Jest urocza. Naprawdę. I widać, że Ethan jej się podoba — bardzo. Patrzy na niego tak, jakby właśnie otrzymała prezent, którego nigdy nie spodziewała się dostać.
— Do zobaczenia na zajęciach — mówi Ethan, a ona kiwa głową i szybko odchodzi, jakby bała się zostać dłużej.
Patrzę za nią przez chwilę, a potem na Ethana.
— Lubisz ją — stwierdzam.
— Tak — odpowiada bez wahania. — Bardzo.
Nie dodaje nic więcej. Nie musi. Widać to po nim. I, ku mojemu zaskoczeniu, nie czuję z tego powodu żadnej irytacji. Wręcz przeciwnie. Jest coś w tym, jak na nią patrzy, co sprawia, że mam ochotę… nie wiem. Pilnować, żeby nikt jej nie skrzywdził.
Otwieram woreczek i wyjmuję jedno ciasteczko. Jest dobre. Słodkie, trochę kruche, z wyraźnym posmakiem wanilii.
— Twoja dziewczyna umie piec — mruczę.
Ethan uśmiecha się szerzej i też sięga po ciastko.