Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.
    Chapter Index

    Bohaterowie noszą maski

    Aria

    W pośpiechu wrzucam rzeczy do torby. Muszę jak najszybciej dostać się do domu, bo mama rano czuła się nie najlepiej, a i tak postanowiła pracować. Chcę ją odciążyć.

    Na korytarzu wpadam na Ethana, który najwyraźniej czeka na moją siostrę, rozmawiając swobodnie ze swoim współlokatorem.

    — Spieszysz się dokądś? — pyta Ethan.

    — Tak, muszę pomóc rodzicom w restauracji — odpowiadam, nie zwalniając kroku.

    — To sprawa życia i śmierci? — rzuca Vaelin kpiącym głosem.

    Patrzę na niego wkurzona.

    — Tak. Mama źle się czuła rano. Boję się, że się rozchoruje.

    Ethan rzuca mu karcące spojrzenie, a potem zwraca się do mnie.

    — Może cię podwieźć?

    Przyglądam mu się zaskoczona.

    — Nie czekasz na Aveel?

    — Czekam — odpowiada z łagodnym uśmiechem. — Ale to ważna sprawa, prawda?

    — Odprowadzę twoją dziewczynę do internatu, żeby nikt jej nie zaczepiał — mówi Vaelin do Ethana.

    — Dzięki — chłopak kiwa mu głową, a potem znów patrzy na mnie. — To co, jedziemy?

    Niepewnie przytakuję. Naprawdę chcę znaleźć w nim jakąkolwiek rysę. Przecież coś, do cholery, musi istnieć. Nie może być ciągle taki idealny.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aveel

    Wychodzę z sali i od razu rozglądam się w poszukiwaniu Ethana. Zamiast niego widzę Vaelina, który wyraźnie na mnie czeka. Czuję ukłucie zawodu.

    — Arii bardzo się spieszyło — mówi, zanim zdążę zapytać. — Ethan był miły i zaproponował, że ją podwiezie. Przykro mi, ale na razie jesteś skazana na mnie.

    — Rozumiem — odpowiadam, chociaż czuję nieprzyjemny ucisk w żołądku. 

    Naprawdę nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę Ethana. Z drugiej strony jednak cieszę się, że pomógł Arii. A Vaelina, mimo że z początku mnie przerażał, od kiedy bez wahania stanął w mojej obronie, widzę w zupełnie innym świetle. Poza tym jestem pewna, że Ethan naprawdę go lubi, więc i ja powinnam spróbować go lepiej poznać.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aria

    Jaki czad!

    Siedzę w luksusowym, sportowym aucie i jadę ulicami Chicago. Za kierownicą natomiast znajduje się mój ulubiony celebryta. Nie sądziłam, że to się kiedykolwiek wydarzy. Ethan uśmiecha się do mnie pogodnie i nie reaguje na moje ostre docinki, których czasami nie potrafię powstrzymać. Rozmowa się klei, ale nie dlatego, że jestem jakoś szczególnie towarzyska, tylko dlatego, że on jest naprawdę świetnym rozmówcą. Jestem pewna, że jako sławny aktor ma to już idealnie wyćwiczone.

    Zatrzymujemy się przed restauracją, a lśniący niebieski samochód totalnie nie pasuje do naszej okolicy. Ku mojemu zdumieniu Ethan wysiada razem ze mną.

    — Dokąd idziesz? — pytam podejrzliwie.

    — Może będę mógł w czymś pomóc — odpowiada swobodnie.

    On tak na serio? Ale nie protestuję, bo naprawdę mi się spieszy. Restauracja jest pełna gości.

    — Aria, jesteś wreszcie! Łap za fartuch — rzuca ojciec. — A to kto? — pyta, wskazując na Ethana.

    — Nazywam się Ethan Everhart. Jesteśmy z Arią na tym samym roku. Widzę, że macie pełne ręce roboty. Może mógłbym pomóc? — mówi Ethan.

    Ojciec ocenia go przez chwilę wzrokiem, a potem ku mojemu przerażeniu potakująco kiwa głową.

    — Pozbieraj naczynia, dasz radę?

    Ethan obdarza go promiennym uśmiechem.

    — Oczywiście.

    Przez kolejne pięć godzin Ethan pomaga w restauracji moich rodziców. Naprawdę uczciwie pomaga, a ja odnoszę wrażenie, że rusza się zwinniej niż ja. Z minuty na minutę ojciec przydziela mu coraz bardziej odpowiedzialne zadania i chłopak kończy na zbieraniu i przyjmowaniu zamówień, a ja zostaję wysłana do pomocy w kuchni.

    Kiedy wreszcie zamykamy, Ethan nawet nie wygląda na zmęczonego. Zdejmuje fartuch i myje ręce.

    — Uratowałeś nam życie, chłopcze. To twoja wypłata — mówi ojciec, podając Ethanowi kopertę z pieniędzmi.

    Nie mogłabym czuć się bardziej zażenowana. W napięciu czekam na jego reakcję. W końcu to dla niego jakieś marne grosze. Ale on jak gdyby nigdy nic przyjmuje kopertę.

    — Dziękuję.

    — Zjesz z nami kolację? Zapraszamy — odzywa się mama.

    Ethan zwraca się do mnie.

    — Aria, co ty na to?

    Patrzę na niego zszokowana. Naprawdę chce zjeść z nami kolację?

    — Jasne, zapraszamy — mówię.

    On uśmiecha się do mnie tym swoim oszałamiającym uśmiechem, a ja czuję, jak miękną pode mną kolana. Cholera. Czy on w ogóle jest człowiekiem?

    Po kolacji bez wahania pomaga mi sprzątnąć naczynia, a potem oferuje, że podrzuci mnie do akademika. Kiedy go zapraszam, bo chciałam zabrać kilka rzeczy, idzie ze mną do mojego pokoju. Wchodzimy do środka, a ja natychmiast czuję falę gorąca. Zupełnie nie połączyłam faktów. Nad moim łóżkiem wisi wielki plakat. Mogłabym teraz spalić się ze wstydu, bo oczywiście jest z jego podobizną.

    Mimo że jest już na to zdecydowanie za późno, wbiegam do środka i zrywam go jednym, wprawnym ruchem.

    Ethan przygląda mi się uważnie, ale nie wybucha śmiechem, ani nawet nie komentuje. Po prostu stoi, jak gdyby nigdy nic.

    — Pomóc ci z pakowaniem? — przerywa niezręczną ciszę.

    — Nie, nie, to zajmie tylko minutkę — mówię pospiesznie.

    Kiedy kończę, bierze ode mnie sportową torbę i schodzimy na dół. Nigdy w życiu jeszcze nie byłam tak bardzo zażenowana.

    Nagle dobiega nas hałas. Przestraszona biegnę w jego stronę, a Ethan idzie za mną. Na podłodze w kuchni leży moja mama. Przypadam do niej w panice. Chwilę później w drzwiach pojawia się tata. Klęka po jej drugiej stronie i sprawdza jej puls.

    — Wezwę karetkę — mówi Ethan, wyciągając telefon.

    — Nie! — protestuje ojciec. — Nie mamy ubezpieczenia. Bez niego karetka kosztuje fortunę.

    — Pobiegnę po sąsiadkę, jest pielęgniarką — rzucam i wybiegam z domu, po drodze notując, że Ethan i tak wybiera jakiś numer.

    Po kilku minutach wracam z panią Park u boku, a ona od razu bada mojej mamie puls. Mama wciąż jest nieprzytomna.

    — Nie wygląda to dobrze — mówi pani Park. — Powinniście pojechać do szpitala.

    Ojciec wygląda na przerażonego, ale kiwa głową.

    — Jakoś się wypłacimy — szepcze.

    Zanim jednak zdąży sięgnąć po telefon, Ethan wraca do kuchni z młodym, ciemnowłosym mężczyzną u boku. Nawet nie zauważyłam, kiedy zdążył wyjść.

    — To doktor Mael Blackthorn — mówi Ethan. — Pracuje w Uniwersyteckim Centrum Medycznym Everhartów. Jeśli pozwolicie, zbada panią Jung.

    Ojciec kiwa głową, odsuwając się nieco. Ja patrzę na nich szeroko otwartymi oczami, chociaż w tej chwili nie mam miejsca na to, żeby się czemukolwiek dziwić, bo moje gardło ściska czysty, niekontrolowany strach.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Ethan

    Jestem pewien, że Mael nie będzie zadowolony, ale wiem, że mi pomoże. Zawsze to robi. 

    — Czego chcesz? — warczy na mnie przez telefon, a ja wyjaśniam mu sytuację. — Będę za dwie minuty, tylko chwycę sprzęt — zapewnia. 

    Pamiętam, jak Mael nudził się wszystkim, czego się podejmował, i dopiero bycie chirurgiem stało się czymś, co naprawdę go wciągnęło. Studia medyczne skończył w ciągu roku. Moja siostra była zachwycona, co tylko dodawało mu energii.

    Kiedy się pojawia tuż przed drzwiami, widzę ciemne ślady przy jego oczach. Nigdy wcześniej nie wyglądał na zmęczonego i wiem, że to moi niedawno narodzeni siostrzeńcy dają mu nieźle popalić.

    Przez chwilę bada mamę Arii po czym patrzy poważnie na mnie, a potem na jej ojca.

    — Zabieram ją do szpitala — oznajmia. — Ethan, zadzwoń po kierowcę, żeby was tam zabrał.

    — Co, ale… — zaczyna ojciec Arii.

    Mael już jednak nie słucha. Chwyta przedramię kobiety i używa teleportacji. To znaczy, że sytuacja musi być naprawdę groźna i bez szybkiego znalezienia się w szpitalu mama Arii prawdopodobnie umrze. Natychmiast dzwonię po kierowcę.

    Aria, jej ojciec i ich sąsiadka oszołomieni wpatrują się w puste miejsce.

    — Jedziemy do szpitala — wyrywam ich z otępienia. — Aria, spakuj dla mamy wszystko to, co może się jej tam przydać.

    Aria wyraźnie tego potrzebowała, bo natychmiast bierze się do działania. Kilkanaście minut później podjeżdża po nas samochód.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aria

    Droga mija mi jak we mgle. Kiedy dojeżdżamy do szpitala, okazuje się, że gdyby nie interwencja Ethana, moja mama by umarła. Teraz jest na bloku operacyjnym. Siedzimy w poczekalni, czekając na jakiekolwiek wieści.

    Jest już grubo po północy, kiedy wychodzi do nas chirurg. Przez chwilę rozmawia z moim tatą, a potem poleca pielęgniarce, żeby zaprowadziła nas do pokoju mamy.

    Wjeżdżamy windą na jedno z wyższych pięter, a ja czuję się, jakbym była w luksusowym hotelu, a nie w szpitalu. Mama leży na dużym, szpitalnym łóżku, w eleganckim pokoju, który w niczym poza pikającą aparaturą nie przypomina szpitalnej sali. Jest przytomna i przerażona, ale ja wiem, że nie boi się o własne zdrowie.

    — Kochanie, jak my za to wszystko zapłacimy? — pyta cicho tatę.

    — Niech państwo się o nic nie martwią — mówi Ethan. — To szpital ufundowany przez moją rodzinę. Nie wystawi państwu rachunku. Teraz najważniejsze, żeby skupiła się pani na swoim zdrowiu.

    Oboje patrzą na niego z wyrazem szoku na twarzy, a ja pospiesznie wyciągam go na korytarz.

    — Ethan… oddam ci za wszystko… wymyślę jakiś sposób… — zaczynam.

    On patrzy na mnie karcąco.

    — Co jest ważniejsze, pieniądze czy życie twojej mamy? — pyta spokojnie.

    — Ale…

    W tym momencie podchodzi do nas czarnowłosy lekarz, który uratował życie mojej mamy. Jego twarz wygląda, jakby była wyrzeźbiona z marmuru.

    — Chcesz się odwdzięczyć? Cudownie. Mam doskonały pomysł — mówi.

    Ethan patrzy na niego wyraźnie zirytowany.

    — Mael, nawet nie zaczynaj.

    — Nie — natychmiast protestuję. — Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby jakoś wam odpłacić.

    — To świetnie się składa — odpowiada Mael. — Bo potrzebuję niani dla dwóch maluchów. W weekendy, do końca roku.

    Patrzę na niego szeroko otwartymi oczami, ale natychmiast kiwam głową na zgodę. To cholernie niska cena za uratowanie życia mojej mamy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aveel

    Jest już późno. Ethan się nie odezwał, a Aria wciąż jeszcze nie wróciła. Czuję nieprzyjemny ucisk w żołądku.

    Próbuję się uczyć. Otwieram książkę na stronie, którą zaznaczyłam wcześniej, i przez chwilę udaję, że rozumiem, co czytam. Litery jednak rozmazują się przed oczami. Co chwilę spoglądam w stronę drzwi, jakbym miała usłyszeć, że ktoś nadchodzi. Nic.

    Zamykam książkę. Nie ma sensu.

    Przebieram się i kładę do łóżka, ale sen nie przychodzi. Leżę na boku i wpatruję się w ścianę. Myślę o Ethanie. O tym, jak uśmiechał się do mnie w kinie. O tym, jak otulił mnie swoją marynarką. O tym, że jest bratem żony księcia i należy do zupełnie innego świata.

    A jeśli zmienił zdanie?

    Przewracam się na drugi bok. Nasłuchuję, czy na korytarzu nie słychać kroków Arii. Cisza. Zamykam oczy i próbuję oddychać równo, ale moje serce i tak bije za szybko. Nie wiem, o co bardziej się martwię — o to, że Ethan milczy, czy o to, że Aria jeszcze nie wróciła.

    W końcu tylko leżę w ciemności i czekam, aż któreś z nich się odezwie.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Ethan

    Trochę się denerwuję. Zaprosiłem Aveel na randkę po szkole, a ona się zgodziła. Zamierzam zapytać, czy oficjalnie zostanie moją dziewczyną.

    Zabieram ją do planetarium. Wynająłem całą salę, więc mamy ją tylko dla siebie. W środku jest cicho i ciemno, a nad nami rozciąga się rozgwieżdżone niebo. Rozłożyłem koc na podłodze, między miękkimi poduszkami, i przygotowałem mały piknik — owoce, słodycze i coś ciepłego do picia. Aveel rozgląda się z szeroko otwartymi oczami, a potem siada obok mnie i uśmiecha się nieśmiało.

    Jest słodka. I atmosfera chyba jest wystarczająco romantyczna. Podnoszę bukiet delikatnych kwiatów, które dla niej przygotowałem.

    — Czy chciałabyś oficjalnie zostać moją dziewczyną? — pytam z nadzieją.

    Aveel rumieni się mocno, ale reaguje bardzo entuzjastycznie. Oplata ramionami moją szyję i całuje mnie w policzek.

    — Tak — szepcze intensywnie.

    Uśmiecham się do niej i całuję ją delikatnie w usta. Ona odwzajemnia lekki pocałunek. To piekielnie przyjemne uczucie. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aveel

    Ethan zapina mi na nadgarstku delikatną bransoletkę z różowymi kamieniami. Wstrzymuję oddech. Bransoletka nie tylko jest piękna — rozpoznaję duchowe kamienie.

    — Ja… ja nie mogę tego przyjąć — szepczę.

    — Oczywiście, że możesz — zapewnia miękko. — Zajęcia w akademii będą niebezpieczne, a ona cię ochroni.

    Patrzę na nią w milczeniu. Kamienie są ciepłe przy skórze. Czuję, jak delikatnie pulsują, jakby mnie rozpoznawały. Nie wiem, co powiedzieć. Ethan uśmiecha się do mnie i podaje mi truskawkę. Biorę ją bez słowa. 

    Przez chwilę tylko siedzimy pod sztucznymi gwiazdami. Ethan opowiada mi cicho o filmie, który kręcił w zeszłym roku, a ja słucham, opierając się lekko o jego ramię. Jego głos jest spokojny. Przyjemny. Czuję, jak napięcie powoli ze mnie schodzi.

    Kiedy wychodzimy, Ethan otula mnie swoją kurtką. Na zewnątrz jest chłodno. Idziemy powoli w stronę akademika, a on cały czas trzyma mnie za rękę. Nie puszcza. Ja też nie chcę, żeby puszczał.

    Przed drzwiami zatrzymujemy się. Ethan pochyla się i całuje mnie w czoło.

    — Do zobaczenia jutro — mówi cicho.

    Kiwam głową. Nie potrafię przestać się uśmiechać. Kiedy wchodzę do pokoju, Aria podnosi wzrok znad książki i patrzy na mnie z zaciekawieniem. Siadam na łóżku i wpatruję się w bransoletkę. Kamienie wciąż są ciepłe, a ja wciąż czuję na ustach jego delikatny pocałunek.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aria

    — Opowiadaj, jak było — mówię.

    Aveel patrzy na mnie rozmarzonym wzrokiem.

    — Poprosił mnie, żebym oficjalnie została jego dziewczyną.

    — Zgodziłaś się?

    — Oczywiście!

    Jej oczy płoną z ekscytacji i szczęścia, a ja staram się podzielać jej entuzjazm, ale nie potrafię. Czuję tylko nieprzyjemny chłód w środku. Jedyne, czego pragnę, to znaleźć się na jej miejscu, ale wiem, że to niemożliwe.

    Aveel pokazuje mi bransoletkę. Kamienie są piękne. Ciepłe. I niezwykle cenne — nawet ja, mieszkając w niemagicznym świecie, wiem, ile mogą być warte. Opowiada o planetarium, o pikniku, o tym, jak Ethan ją pocałował. Przyglądam się leżącemu na jej szafce nocnej bukietowi delikatnych kwiatów. Słucham i kiwam głową w odpowiednich momentach. Uśmiecham się, kiedy ona się śmieje. A w środku powoli się rozpadam.

    Kiedy w końcu Aveel idzie do łazienki, siadam na łóżku i wpatruję się w ścianę. Myślę o Ethanie. O tym, jak pomagał w restauracji moich rodziców. O tym, jak bez wahania uratował moją mamę. O tym, że wybrał Aveel.

    Zamykam oczy.

    Jutro pewnie znów go zobaczę. Na korytarzu. Przy niej. I będę musiała udawać, że nic mnie to nie obchodzi.

    Wzdycham cicho i kładę się na boku, plecami do jej łóżka. Aveel wraca i jeszcze przez chwilę opowiada. Odpowiadam monosylabami. W końcu milknie. W pokoju robi się cicho. Ja jednak wciąż nie śpię.

    Note