Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.
    Chapter Index

    Bohaterowie noszą maski

    Aria

    Dom Ethana jest naprawdę fascynujący. To ogromna rezydencja po magicznej stronie świata, z setkami pomieszczeń, pięknym ogrodem i łaźnią oraz basenem w piwnicy. Jest dopiero środa, a ja mam zacząć w sobotę, ale to właśnie dziś zostałam zaproszona, żeby poznać bliźniaki i ich mamę — starszą siostrę Ethana.

    Chłopak nie odstępuje mnie na krok. Radośnie opowiada mi o swojej rodzinie, którą wyraźnie uwielbia, a która jest istną enigmą.

    Wiedziałam o nim wiele rzeczy, w końcu od lat jestem jego fanką — to, że jego rodzice zostali zamordowani, kiedy miał osiem lat i wychowała go starsza siostra Lilien i starszy brat Ian. Najczęściej grał w filmach i serialach u boku swojego szwagra, Feniksa Vale. Zawiesił swoją karierę na czas nauki w Akademii Róż i Zaklęć.

    Nie miałam jednak pojęcia, że jego siostra ma aż czterech partnerów, co było prawdziwym fenomenem nawet w magicznym świecie. Do tego każdy z nich był jedyny w swoim rodzaju. Feniks, sławny aktor i łamacz kobiecych serc. Cassian, bohater, który potrafił przywoływać całą armię duchowych bestii i dzięki któremu zakończyła się wojna domowa w Imperium. Asher, następca tronu, który uparcie odmawiał przyjęcia statusu Imperatora, pozostawiając swojego wuja na miejscu regenta. I Mael, światowej sławy chirurg, który uratował życie mojej mamy i którego dziećmi miałam się wkrótce opiekować. To było porąbane i cudowne zarazem.

    Wchodzę do środka i od razu zostaję przechwycona przez starszą siostrę Ethana, która wygląda wyjątkowo młodo. Bez trudu widzę ich pokrewieństwo. Ten sam ciepły uśmiech, te same zielone oczy i niesforne, brązowe włosy. Od razu czuję sympatię do kobiety, która z miejsca każe mi mówić do siebie Lili.

    Potem widzę czarne stworzenie z długą sierścią, czerwonymi uszami, czerwonymi fragmentami łap i mieniącą się czerwienią, trójkątną plamą pod brodą. Wyjątkowo puchaty ogon również kończy się intensywną czerwienią. Zwierzak przymila się do doktora Maela, kołyszącego w ramionach dwoje dzieci. Są małe, ale to już nie niemowlaki. Powoli zaczynają same siadać.

    — Lepiej, żeby dzieci cię polubiły — mówi Mael na powitanie. To brzmi jak groźba.

    — Mogę? — pytam Lili, wskazując malucha.

    Uśmiecha się ciepło.

    — Oczywiście.

    Siadam obok mężczyzny i biorę od niego jedno z dzieci. Maluch uśmiecha się do mnie pogodnie.

    — To Soren — przedstawia go siostra Ethana. — A ona — wskazuje drugie dziecko — ma na imię Elara.

    — Miło mi was poznać — uśmiecham się do nich czule.

    Świeżo upieczeni rodzice wyglądają, jakby odetchnęli z ulgą, że dzieci mnie polubiły, a ja widząc te dwa słodziaki jestem pewna, że sobie z nimi poradzę.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Ethan

    Niemal fizycznie czuję, jak z Lilien schodzi napięcie, kiedy Soren uśmiecha się do Arii. Bliźniaki są okropnie wybredne, jeżeli chodzi o osoby, które mogą się do nich zbliżyć. Wciąż śmieję się w środku, kiedy przypominam sobie, jak wyglądały początki ich istnienia.

    Pierwsza była córka Ashera, która miała obecnie pięć lat, potem urodził się Aleks, syn Cassiana, który niedawno skończył trzy lata i wszędzie go było pełno, a to, jak wiele mocy odziedziczył po ojcu, nie pomagało w jego pilnowaniu.

    Mael nigdy nie sprawiał wrażenia, jakby chciał mieć z Lilien dzieci. Przynajmniej do czasu, aż praktycznie nie zaczął unikać mojej siostry i na dobrą sprawę zamieszkał w szpitalu. Tym razem to ona do niego poszła, otwarcie proponując, żeby zrobili sobie dzidziusia. Słyszałem, że Mael niemal nie zadławił się kawą. Potem podsłuchałem, o co naprawdę chodziło. Mael bał się, że skoro nie jest człowiekiem, to jego dziecko również będzie demonem, co oczywiście Lilien w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało. Ja również uznałem, że to bardzo głupie myślenie po Feniksie w wersji mini. Z pewnością żadne z dzieci Lili nie będzie bardziej nieobliczalne niż Aleks.

    Kiedy opuszczamy willę, Aria zatrzymuje mnie, kładąc rękę na moim przedramieniu.

    — Ethan, dlaczego ja? — pyta niepewnie. — Przecież z pewnością mogliby zatrudnić doświadczoną nianię z dyplomami i takie tam.

    Śmieję się głośno, bo pomysł wydaje mi się absurdalny.

    — Oczywiście, że by mogli, finansowo, ale Mael w życiu nie powierzyłby swoich dzieci obcej osobie.

    Aria patrzy na mnie nic nierozumiejącym wzrokiem.

    — Przecież ja też jestem obca.

    Przecząco kręcę głową.

    — Ty jesteś moją przyjaciółką, a moja rodzina ufa mojemu osądowi. No i Mael uważa, że doceniasz go na tyle, żeby z oddaniem opiekować się jego dziećmi. On lubi kalkulować.

    — Oczywiście, że tak! W końcu uratował mojej mamie życie! — peszy się.

    — No widzisz? Jesteś idealnym wyborem — uśmiecham się.

    Ona śmieje się cicho, jakby jej ulżyło. Jestem pewien, że od pierwszego spojrzenia uwielbia te maluchy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Vaelin

    Wiem, że jeżeli chcę osiągnąć swój cel, muszę w końcu zdecydować się na tylko jedną dziewczynę — magiczna więź i te sprawy. Dlatego wybieram Paulę. Ładna, wymuskana blondynka, posłuszna i niezbyt bystra. Pasuje perfekcyjnie. Jest wystarczająco sexy, żeby między nami mogła zadziałać magia, i przyczepiła się do mnie jak rzep, więc nie martwię się też o jej uczucia.

    Z przyklejoną do mnie Paulą idę u boku Ethana. Niemagiczny świat to zupełnie inna bajka, zresztą tak jak i rzeczywistość mojego współlokatora.

    Mijamy ogromną kolejkę czekających na wejście do klubu ludzi i wchodzimy przejściem oznaczonym dla VIPów. Z tego, co mówił Ethan, lokal należy do jego starszego brata i jest jedną z wielu inwestycji firmy Everhart.

    W środku Ethan od razu prowadzi nas na górę, do prywatnych pomieszczeń. Jest tu już kilkanaście osób, które przelotnie spotkałem w szkole, ale i kilka, których nie znam.

    Podchodzi do nas elegancko odziany brunet o urodzie modela, wygląda na naszego rówieśnika. Patrzy na Paulę, oceniając ją wzrokiem, a potem uśmiecha się do niej zalotnie. Ona odwzajemnia uśmiech, ale nie jest aż tak głupia. Świetnie wie, że do niczego nie przyda jej się chłopak bez magii, nieważne jak przystojny czy bogaty by nie był.

    — Nie przedstawisz mnie? — brunet pyta Ethana, który wzdycha, jakby nieznajomy był dla niego wyjątkowo upierdliwy.

    — To Aron Vale, brat Cassiana… i Feniksa — mruczy niezadowolony. — To mój współlokator z internatu, Vaelin De’Vree, i jego dziewczyna, Paula Alistar.

    Po chwili pojawia się przy nas również młody mężczyzna o ogniście rudych włosach. Wygląda bardzo podobnie do naszego trenera, tylko jakby wszystko… bardziej. Ma złocistą skórę i niezwykle charyzmatyczną aurę.

    Paula natychmiast piszczy na jego widok i niemalże mdleje. Wpatruje się w niego jak w tęczę.

    — A to Feniks Vale, starszy brat Arona — mówi Ethan.

    — O rany! Mogę prosić o autograf? Albo mogłabym zrobić sobie z tobą zdjęcie? — niemal błaga Paula.

    Ethan odwraca się do mnie.:

    — Po niemagicznej stronie Feniks jest znanym aktorem — wyjaśnia cicho.

    Kiwam mu zdawkowo głową, bo gówno mnie to obchodzi, chociaż to w sumie przyjemne, że się mną przejmuje.

    — A gdzie twoja dziewczyna, szczeniaku? — pyta Feniks Ethana.

    Ethan natychmiast się rozpromienia, w ogóle nie urażony tym, jak tamten się do niego zwraca.

    — Niedługo tu będzie — mówi wesoło. — Ale błagam, nie bądź „za bardzo” — dodaje odrobinę rozbawiony.

    — Ja, za bardzo? Nie żartuj sobie! Nie ma mowy, żeby mnie nie polubiła — odzywa się Feniks lekko napuszony.

    Ethan śmieje się cicho, lekko. Widzę, że w przeciwieństwie do Arona, jego starszego brata darzy sympatią. Dobrze. Będę wiedział, kogo unikać.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aria

    Czuję się trochę głupio, bo moje ubranie pozostawia wiele do życzenia. Nigdy nie miałam czasu przejmować się modą, więc teraz do klubu wybieram się w obcisłych dżinsach i najładniejszym, czarnym topie, jaki posiadam. A to niestety cholernie kontrastuje z ubraniem Aveel, która nie miała ciuchów z niemagicznego świata, więc Ethan osobiście zabrał ją na zakupy. 

    Moja siostra ma na sobie teraz plisowaną, krótką spódniczkę i elegancką białą bluzkę z kokardą. W wysokich, skórzanych botkach wygląda, jakby właśnie zeszła z wybiegu. Na domiar złego postanowiłam tego dnia wysoko związać włosy, co odróżnia nas jeszcze bardziej. Ona jest jak księżniczka, a ja jak jej służąca. Jestem zazdrosna, piekielnie zazdrosna, a jednocześnie zdaję sobie sprawę, że to nie jej wina. Nie jestem taka słodka i urocza jak ona, nigdy nie będę. Nawet ja muszę przyznać, że Aveel pasuje do Ethana znacznie lepiej niż ja.

    Kierowca, który nas tu przywiózł, prowadzi nas do klubu, omijając długą kolejkę ludzi, a potem na górę do prywatnych pomieszczeń.

    Ethana zastajemy jeszcze na schodach, jakby specjalnie na nas czekał. Czekał na nią — kopię się w myślach, żeby nie robić sobie idiotycznych nadziei.

    — Jesteście! — odzywa się wyraźnie zadowolony. — Masz ochotę zatańczyć? — zwraca się do Aveel.

    Ona kiwa głową, uśmiechając się do niego nieśmiało, a ja zabieram od niej torebkę.

    — Bawcie się dobrze.

    — Nie idziesz? — pyta Ethan.

    Przecząco kręcę głową.

    — Oczywiście, że nie, nie będę wam przeszkadzała w randce.

    — Wcale nie przeszkadzasz… — zaczyna, ale Aveel przysuwa się do niego wyjątkowo odważnie jak na nią i dłońmi ściska jego przedramię. — Ok, ok, dotarło do mnie — przyznaje cicho chłopak. — Aria, w środku jest kilka osób ze szkoły, może ktoś, kogo znasz, jak nie, to znajdź Vaelina i… Paulę — krzywi się nieco, wypowiadając jej imię.

    — Jestem dużą dziewczynką, poradzę sobie — stwierdzam, próbując go za wszelką cenę zbyć, a on w końcu się poddaje i razem z Aveel schodzi po schodach w kierunku parkietu.

    Ok… to było piekielnie niezręczne.

    Niepewnie wchodzę do wskazanej sali. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Do czasu. Podchodzi do mnie wymuskany brunet, którego przelotnie widziałam w domu rodziny Ethana, nie jestem pewna, ale miał chyba na imię Aron.

    — O proszę, służąca przyszła na imprezę, jesteś tu po to, żeby podawać mi drinki?

    — Co masz na myśli?

    Chłopak śmieje się, wyraźnie rozbawiony.

    — A co innego miałabyś tu robić? Szczególnie tak ubrana — wskazuje na moje dżinsy i top. — Chłopaki — woła do siedzących na kanapie kolegów — mamy prywatną kelnerkę, to służąca z domu moich braci, a teraz przyszła nam usługiwać.

    Wszyscy wybuchają śmiechem, a ja czuję się, jakbym zaraz miała zapaść się pod ziemię. Co za dupek! Nie wiem, czy rzucić mu jakąś cientą ripostę, czy po prostu wyjść, ale wtedy czuję, jak obejmuje mnie czyjeś ramię. Podnoszę głowę i napotykam spojrzenie złotych oczu. To twarz, którą rozpoznałabym wszędzie. Feniks Vale. Aktor, który w większości filmów grał razem z Ethanem. Co on tu robi?!

    — Wybacz mojemu młodszemu bratu — mruczy Feniks. — Wyraźnie zapomniał już, jak to jest, kiedy mu coś podpalę, dawno tego nie robiłem — rzuca Aronowi mordercze spojrzenie.

    — Nie ważysz się!

    — Doprawdy? Bo tym razem nawet Cassian się ze mną zgadza.

    Aron wyraźnie blednie.

    — Nie zrobiłem nic złego!

    — Oczywiście, a teraz skoczysz i przyniesiesz nam drinki. Czego byś się napiła? — zwraca się bezpośrednio do mnie.

    Ku mojemu zdumieniu, kiedy tylko podaję nazwę pierwszego z brzegu drinka, chłopak natychmiast rzuca się go zamówić. Jego kumple śmieją się niezręcznie, a Feniks prowadzi mnie na przeciwną stronę sali, z daleka od nich. Niepewnie siadam na kanapie, a on leniwie rozwala się obok, nie odrywając ode mnie zafascynowanego wzroku, jakbym to ja była jakąś celebrytką, a nie on. 

    — Jestem Feniks, a ty? — zwraca się do mnie łagodnie.

    — Mam na imię Aria — dukam niepewnie.

    — Jesteś dziewczyną Ethana, prawda?

    — Nniee… jest nią moja siostra bliźniaczka.

    Feniks przygląda mi się uważnie, sprawia wrażenie, jakby coś mu się nie zgadzało.

    — Niemożliwe, jestem pewien, że to ty.

    Robi mi się gorąco w środku.

    — Po prostu wyglądamy tak samo — wyjaśniam pospiesznie.

    — Rozumiem — odpowiada, ale nawet to pojedyncze słowo w jego ustach brzmi niezwykle zagadkowo.

    Kiedy Aron przynosi nam drinki, natychmiast sięgam po swoją szklankę, bo mam nadzieję, że to chociaż trochę pomoże mi ukryć zażenowanie.

     

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Vaelin 

    Kiedy wchodzę do naszego pokoju, widzę Aveel, która siedzi na łóżku swojego chłopaka. Uświadamiam sobie, że w jasnoniebieskim, krótkim sweterku i plisowanej spódnicy wygląda naprawdę uroczo.

    — Czekasz na Ethana? — pytam, rozwalając się na własnym łóżku.

    — Tak, musiał na chwilę wyjść, mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam…

    Śmieję się gorzko.

    — Pewnie, że nie, Ethan często znosi moje dziewczyny.

    Ona uśmiecha się nieśmiało, a ja odwracam wzrok, bo nie mam ochoty patrzeć na jej uśmiech. Czas do pojawienia się Ethana spędzamy w niezręcznej ciszy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aveel

    Kiedy wychodzę z budynku, okazuje się, że leje deszcz. Stoję pod daszkiem i patrzę na ścianę wody, która wali w chodnik. W końcu po kilkunastu ciągnących się w nieskończoność minutach decyduję się wyjść z myślą, że przecież nie mogę zostać na noc w szkole.

    Robię dwa kroki i czuję, jak deszcz natychmiast przemacza mi bluzkę. Zanim zdążę cokolwiek zrobić, ktoś nagle narzuca mi na głowę swoją kurtkę.

    Podnoszę wzrok.

    Vaelin.

    Stoi przede mną bez kurtki, już lekko mokry, i patrzy na mnie z tym swoim zwyczajowym, chłodnym spokojem.

    — Lepiej, żebyś się nie przeziębiła — mówi, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.

    — A ty? — pytam zaniepokojona, ściskając kurtkę palcami.

    — Mnie nic nie będzie.

    I zanim zdążę cokolwiek odpowiedzieć, on po prostu odwraca się i biegnie przez park, zostawiając mnie z jego kurtką na głowie. Stoję w deszczu i patrzę, jak jego sylwetka znika między drzewami, a kurtka powoli nasiąka wodą.

    Serce bije mi dziwnie niespokojnie.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aria

    Coraz częściej wychodzimy w piątkę, a ja za każdym razem czuję, jak rozpadam się na kawałki. Szczególnie, że Ethan nigdy mnie nie ignoruje. Zawsze troszczy się o mnie tak samo, jak o Aveel. Często pyta, jak czuje się moja mama, siada obok mnie na zajęciach, kiedy moja siostra siedzi ze swoimi koleżankami. Nie drażni go mój cięty język, nawet kiedy to jemu, wbrew sobie, mówię coś niemiłego. Mam wrażenie, że bardzo się zaprzyjaźniliśmy. I choć wiem, że jestem w nim zakochana, rozumiem, że to jednostronne i nigdy w życiu nie próbowałabym go zabrać Aveel, więc staram się cieszyć tym, co mam. 

    Tego dnia wybraliśmy się do lunaparku.

    Vaelin poświęca więcej uwagi Ethanowi niż Pauli, więc Aveel ma czas rozmawiać ze mną. Na chwilę nawet zapominam, że jestem tu na doczepkę, jednak kiedy wsiadamy do rollercoastera, a oni siadają w parach, czuję się bardzo samotna.

    — Hej, można? — przysiada się do mnie jakiś obcy chłopak. Jest całkiem przystojny.

    — Jasne, siadaj — uśmiecham się niepewnie.

    Podczas jazdy rzuca do mnie kilkoma żartami, dzięki którym nie boję się aż tak bardzo. Kiedy kończy się przejazd, wciąż nie przestajemy rozmawiać, a on proponuje mi, żebyśmy poszli razem na kolejną atrakcję.

    Ku mojemu zdumieniu Ethan staje obok mnie, jakby od niechcenia kładąc rękę na moich plecach, w piekielnie zaborczym geście.

    — Wybacz — odzywa się chłodno. — Ale ona nie jest tu sama.

    — Jasne, spoko — rzuca chłopak i odchodzi.

    Zaskoczona wpatruję się w Ethana, ale on tylko wzrusza ramionami, jak gdyby nigdy nic.

    — Chodź, pójdziemy na jakąś atrakcję, na której usiądziemy wszyscy razem — sugeruje.

    Idę z nim tak, jak tego oczekuje, ale totalnie nie wiem, co o tym myśleć.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Ethan 

    Widzę, jak Aria rozmawia z jakimś przypadkowym chłopakiem przy wyjściu z rollercoastera. Śmieje się cicho, a on coś jej mówi, nachylając się bliżej. Coś we mnie natychmiast się napina.

    Nie zastanawiam się. Po prostu podchodzę. Kładę dłoń na jej plecach, zanim w ogóle zdążę pomyśleć, co robię. Czuję, jak jej ciało lekko sztywnieje pod moim dotykiem.

    — Wybacz — mówię chłodno, patrząc na chłopaka. — Ale ona nie jest tu sama.

    — Jasne, spoko — rzuca tamten i odchodzi bez słowa.

    Aria patrzy na mnie zaskoczona. Nie wiem, co jej odpowiedzieć, więc tylko wzruszam ramionami, jakby to nic nie znaczyło.

    — Chodź, pójdziemy na jakąś atrakcję, na której usiądziemy wszyscy razem.

    Ona kiwa głową i idzie za mną. Nie odsuwa się spod mojej ręki. Ja też jej nie zabieram. Dopiero po chwili uświadamiam sobie, że właśnie zrobiłem coś, czego nie powinienem był robić. I że wcale nie mam ochoty tego cofnąć.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Vaelin

    Jest sobota, około południa. Ethan zaprosił mnie na basen do swojej rodzinnej rezydencji po magicznej stronie świata.

    — Do cholery, młody, czemu ty mieszkasz w akademiku? — pytam, totalnie zszokowany, rozglądając się po luksusowym ogrodzie.

    Ethan śmieje się.

    — Moja siostra ma za dużo małych dzieci. Poza tym, gdzie indziej mam poznać nowych przyjaciół?

    — Coś w tym jest — mruczę.

    Pływam, rozkoszuję się zimnymi napojami i smacznym jedzeniem. Żyć, nie umierać.

    Godzinę później nad basenem pojawia się Aria. Patrzy na nas niepewnym wzrokiem, ściskając w dłoniach strój kąpielowy.

    — Twoja siostra mnie do was wysłała — mówi do Ethana.

    — I bardzo dobrze. Chodź, tobie też przyda się odpoczynek — odpowiada radośnie.

    Dziewczyna znika na chwilę w łazience i wraca przebrana w strój kąpielowy.

    — Też bym chciała tak mieszkać — stwierdza, powoli wchodząc do wody.

    — No nie? — przyznaję jej rację.

    Ethan tylko wzrusza ramionami.

    Przez chwilę bez skrępowania przyglądam się dziewczynie. To dziwne. Niby ona i Aveel wyglądają praktycznie tak samo, a jednak nawet gdyby ubrały się kropla w kroplę identycznie, i tak wiedziałbym, która jest która. Poza tym — uśmiecham się do siebie na samą myśl — Aveel jest słodka jak miód, podczas gdy Arię mógłbym porównać najwyżej do papryczek chilli.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aveel

    Idę do pokoju Ethana, ale po drodze wpadam na całą trójkę. Są rozbawieni, mają mokre włosy i wyglądają, jakby właśnie świetnie się bawili.

    — Byliście na basenie? — pytam nieśmiało, starając się, żeby mój głos brzmiał swobodnie. Nie wychodzi.

    Ethan natychmiast obejmuje mnie ramieniem.

    — Tak, właśnie wracamy.

    Czuję nieprzyjemny chłód. Byli gdzieś razem. Beze mnie. Nawet nie pomyśleli, żeby mnie zaprosić. Albo może pomyśleli i uznali, że nie warto.

    Dostrzegam, jak Vaelin przygląda mi się uważnie. Potem nagle wydaje mi się, że w przeciwieństwie do Ethana zauważył mój nastrój.

    — Ethan zaprosił mnie do siebie, to miał być męski wypad — mówi swobodnie. — Aria dołączyła przypadkiem.

    Jego słowa sprawiają, że czuję przyjemną ulgę. Nikt nie zignorował mnie umyślnie. Mimo to wciąż czuję ten głupi, nieprzyjemny ucisk w żołądku. Jakby wystarczyło, że na chwilę mnie nie było, a oni już świetnie sobie beze mnie poradzili.

    Note