Rozdział 5 – Bohaterowie noszą maski Sequel
by Vicky
Vaelin
Stoję wśród chłopaków na placu przed budynkiem Akademii. Powietrze jest ciężkie od napięcia. Jest nas kilkunastu. Dziewczyn dużo więcej. Szepczą, śmieją się cicho, patrzą na nas, jakby zaraz miało się rozstrzygnąć całe ich życie.
Ethan stoi obok mnie. Jest spokojny. Ja nie. Nie dlatego, że się denerwuję. Po prostu nie lubię tych miejsc. Zbyt dużo ludzi. Zbyt dużo emocji. Zbyt dużo dziewczyn, które za chwilę będą miały złamane serca.
Gdzieś z przodu widzę Aveel. Stoi ze swoją siostrą i udaje, że nie szuka wzrokiem Ethana. Ja też udaję, że nie patrzę.
Magia gęstnieje. Zaczyna się.
Nauczyciel podchodzi bliżej.
— Zdejmijcie koszule — rozkazuje. — Jeśli któraś z was zobaczy swoje imię, może podejść do swojego partnera.
Kurwa! Kurwa! Kurwa!
Czuję się jak ostatni skurwiel. Podczas zdejmowania koszuli zamieram i natychmiast zakładam ją z powrotem. Aveel. Nie Paula. Aveel. Skąd do licha na moim przedramieniu wzięło się imię dziewczyny mojego przyjaciela?
Nie jestem pewien, jak zareaguje na to Ethan. Nie mam pojęcia, jak zareaguje ona. A jednak nie da się tego zignorować. Kurwa!
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Ethan
Czuję ekscytację. Ceremonia parowania. Minęły dwa miesiące nauki w akademii, a to oznacza, że wielu z nas poznało się już na tyle dobrze, by wybrać swoją partnerkę. Nie mogę się już doczekać reakcji Aveel na jej imię na moim przedramieniu.
Starszy nauczyciel tłumaczy zasady, a ja coraz bardziej się niecierpliwię. W końcu nadchodzi moment, kiedy mężczyzna każe nam zdjąć koszule, odsłaniając tatuaże z imionami naszych czarodziejek. Widzę utkwione we mnie spojrzenie Aveel i uśmiecham się do niej ciepło. Potem mój wzrok przeskakuje na Arię, która stoi smętnie, ze spuszczoną głową. Wiem, że nie znalazła nikogo dla siebie i postanawiam, że później zrobię coś, żeby poprawić jej humor. Może zabiorę je obie w jakieś fajne miejsce?
Zdejmuję koszulę.
Dziewczyny zamierają.
Dopiero wtedy patrzę na tatuaż na swoim przedramieniu.
Aria.
Nie Aveel. Aria.
To… jak to się stało?
Dopiero teraz do mnie dociera, jak bardzo tłumiłem chemię między nami. Jak ignorowałem iskrzenie, które pojawiało się za każdym razem, kiedy byliśmy blisko siebie. Cholera. Niech to piekło pochłonie, jakim byłem przez ostatnie dwa miesiące idiotą.
Podchodzę do nich powoli.
— Aveel… ja… przepraszam — mówię cicho. — Nie miałem pojęcia, że zakochałem się w Arii.
Ona patrzy na mnie. Widzę, jak drży jej podbródek. Jak stara się nie uronić łez, które lśnią w jej oczach. W końcu uśmiecha się przez łzy, patrzy na mnie łagodnie.
— Rozumiem — szepcze.
Aria dla odmiany patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami.
— Ty dupku! — warczy na mnie, nie po raz pierwszy, ale w jej spojrzeniu pojawia się coś nowego. Coś niebezpiecznie bliskiego nadziei.
Nie waham się dłużej. Po prostu ją do siebie przyciągam i robię to, co chciałem zrobić od dawna. Całuję Arię na oczach całej szkoły, a ona… ona mi na to pozwala. Kiedy łapczywie odwzajemnia pocałunek, to jest jak fajerwerki, ale nie te zwyczajne. Takie jak kwiaty Feniksa, które rozświetlają całe niebo, tworząc na nim baśniowy ogród.
Mam niezachwianą pewność, że właśnie ją odnalazłem. Aria jest tą jedyną. Moją własną czarodziejką, którą szczerze kocham.
— Ethanie Everhart, przyjmuję cię jako swojego partnera — wyrzuca z siebie rozzłoszczona.
Uśmiecham się szeroko. Choć czuję się winny z powodu Aveel, w tym momencie nie jestem w stanie zareagować w żaden inny sposób.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Vaelin
Widzę, jak Ethan zdejmuje koszulę. Na jego przedramieniu nie ma imienia Aveel. Pojawia się na nim imię Aria. Co do cholery?! Mój świętoszkowaty współlokator umawiał się z dziewczyną przez dwa miesiące, a potem… nagle wybrał jej siostrę? To wydaje mi się jeszcze mniej prawdopodobne niż imię widniejące na moim przedramieniu.
Nauczyciel wpatruje się we mnie surowym wzrokiem.
— Czekamy, panie De’Vree.
Nie! Nie mogę odsłonić jej imienia. Ona jest taka czysta, niewinna. Nie może być sparowana z kimś takim jak ja. Wzdrygam się na samą myśl o tym, że mógłbym jej dotknąć. Splamić ją. Skrzywdzić. Nie ma kurwa mowy! Wolę zostać odrzucony i nigdy nie mieć swojej czarodziejki, niż zmusić Aveel do bycia ze mną.
Nauczyciel podchodzi bliżej, wygląda na zniecierpliwionego.
— Coś nie tak?
Kiwam głową.
— To imię… nie powinno się pojawić na moim przedramieniu.
— Magia nie kłamie — wyjaśnia spokojnie. — Nie można jej oszukać. Jeżeli na twoim ciele pojawiło się czyjeś imię, to oznacza, że darzycie się wzajemnymi uczuciami.
— Nie! — protestuję gwałtownie. — To… nie jest możliwe.
— Nie może pan przed tym uciec, panie De’Vree.
Zaciskam z całej siły szczękę.
— Wiem.
W końcu niechętnie zdejmuję koszulę.
— Co?! — Paula wyrywa się z tłumu i podbiega do mnie wkurzona. — Dlaczego na twoim przedramieniu pojawiło się imię tej małej świętoszkowatej suki?!
Mam ochotę jej przyłożyć. Nie robię tego jednak. Czekam.
Ethan podchodzi do mnie, zupełnie ignorując Paulę.
— Vaelin?
— Przepraszam — odzywam się z napięciem. — Nie planowałem tego.
Ethan śmieje się lekko, pokazując mi swoje przedramię.
— Ja również nie.
Kiwam mu głową. Wtedy podchodzi do mnie ona. Patrzy szeroko otwartymi oczami na swoje imię wyryte na moim ciele.
— Och! — jest zaskoczona, ale ku mojemu zdumieniu nie przestraszona.
Wtedy podejmuję decyzję. Musi mnie odrzucić. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby mnie odrzuciła.
Aveel wyciąga dłoń i widzę, że chce dotknąć tatuażu. Bez wahania chwytam jej nadgarstek. Mocno, brutalnie, tak żeby ją przestraszyć.
— Dobrze ci radzę — odzywam się z największym chłodem, na jaki mnie stać. — Zapomnij, że to się wydarzyło. Po prostu mnie odrzuć.
— Co? — drży, przestraszona, zaskoczona i chyba… smutna. — Nie mogę tego zrobić, wtedy ty…
— Nie chcę cię. Nie jestem tobą zainteresowany i to się nigdy nie zmieni — kłamię. — Po prostu mnie odrzuć.
Aveel przecząco kręci głową. Po jej policzkach otwarcie już płyną łzy. Jej drobne ciało całe się trzęsie, a ja mam ochotę przyłożyć sam sobie. Jestem potworem. Wiem o tym. Ale właśnie dlatego muszę trzymać ją z daleka od siebie.
Ona jednak patrzy na mnie z dziwną u niej determinacją.
— Vaelinie De’Vree, przyjmuję cię jako mojego partnera — głos jej drży, ale słowa są pewne.
Czuję łączącą nas magiczną więź. Kurwa!
Odpycham ją od siebie brutalnie i gdyby Aria jej nie złapała, upadłaby na ziemię. Jedyne, co mi zostało, to sprawienie, że dziewczyna mnie znienawidzi. Wtedy więź pęknie naturalnie, bez konsekwencji dla niej. Nie mogę… po prostu nie mogę z nią być.
Chwytam stojącą w pobliżu Paulę za przedramię i ciągnę ją brutalnie.
— Idziemy stąd — warczę.
Ona prycha w stronę bliźniaczek i wyraźnie zadowolona idzie za mną.
Chwilę później jesteśmy już w moim pokoju, niemal desperacko pozbywając się nawzajem swoich ubrań. Czuję obrzydzenie do siebie, do Pauli, do pieprzonej magii, która chciała w ten sposób skrzywdzić Aveel. Zrobię wszystko, absolutnie wszystko, byleby tylko to naprawić.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Ethan
Zaniepokojony przyglądam się rozgrywającej się na moich oczach scenie. Co on najlepszego wyprawia? Kiedy Vaelin odchodzi z Paulą, zaciskam pięści w bezsilnym gniewie, a dopiero po chwili uświadamiam sobie, co ten idiota planuje zrobić.
Mam ochotę przeklinać. Zrywam się do biegu, kierując się w stronę internatu. Mam nadzieję, że nie jest jeszcze za późno.
Po drodze na kogoś wpadam. Podnoszę wzrok i widzę Cassiana.
— Co jest? — pyta, marszcząc brwi.
— Chodź ze mną! — żądam. — Potem wytłumaczę.
Cassian spogląda na mnie uważniej, ale kiwa głową. Razem wbiegamy do budynku akademika.
Gwałtownie otwieram drzwi naszego pokoju. Vaelin jest nad na wpół rozebraną Paulą. Jego ręka ugniata jej pierś. Dziewczyna właśnie rozpina pasek jego spodni. Gniew buzuje we mnie z taką mocą, że po raz pierwszy w życiu przestaję nad sobą panować.
Podchodzę pewnym krokiem do Vaelina i z całej siły uderzam go pięścią w twarz. Jest zaskoczony, ale nie odsuwa się od Pauli. Nie próbuje też mi oddać.
— Spierdalaj — warczy na mnie.
Cassian podchodzi do nas wolnym krokiem, oceniając sytuację.
— Pozbieraj swoje ubrania i wyjdź — rozkazująco zwraca się do Pauli.
Ona wpatruje się w niego wyraźnie zaskoczona, nie spodziewając się, że zobaczy w naszym pokoju nauczyciela.
— Ale…
— Natychmiast stąd wyjdź. Masz minutę. Później zgłoszę sprawę do komitetu dyscyplinarnego.
Ona blednie i zrywa się z łóżka. Pospiesznie zbiera swoje ubrania. Vaelin patrzy na nas wściekłym wzrokiem.
— Czego ode mnie chcesz? — warczy do mnie. — To nie twoja sprawa, z kim sypiam.
— Gdybyś nic nie czuł do Aveel, to — wskazuję na tatuaż z jej imieniem — nie pojawiłoby się na twoim ciele. Dlaczego tak uparcie chcesz ją skrzywdzić?
Vaelin patrzy mi w oczy z takim chłodem, że zamieram.
— Nie chcę jej skrzywdzić — mówi lodowato. — Chcę się pozbyć tej przeklętej więzi.
Wtedy wtrąca się Cassian.
— Nie, to tak nie działa. Nawet nie wyobrażasz sobie, co przeżywa ta dziewczyna, kiedy ty jesteś w łóżku z inną. Krzywdzisz ją i psychicznie, i fizycznie.
Vaelin patrzy na niego wrogo.
— A ty co o tym wiesz? — warczy. — Masz idealną partnerkę i idealne życie. Nie masz prawa, żeby się wypowiadać.
Cassian patrzy na niego z tym samym spokojem co wcześniej, a potem podwija dół swojego sportowego longsleeva. Vaelin patrzy na niego zszokowany. Widzi na jego brzuchu dwie podłużne blizny, które nigdy się do końca nie zagoiły.
— To właśnie próbowałeś zrobić tej dziewczynie — wyjaśnia cicho. — To cena za to, że pragnąłem być z kimś, kto mnie nie chciał. Tylko że moja partnerka zrobiła mi to nieświadomie, a ty… ty chciałeś zrobić to tej dziewczynie z pełną premedytacją.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Aria
Klękam przy niej tak szybko, że nawet nie czuję uderzenia kolan o ziemię. Aveel zwija się z bólu, drży, łapie powietrze krótkimi, urwanymi oddechami. Przyciągam ją do siebie i obejmuję mocno, jakbym mogła w ten sposób wziąć na siebie chociaż część tego bólu.
— Jestem tu — szepczę, gładząc ją po włosach. — Jestem tu, Aveel.
Ona nie odpowiada. Tylko kurczy się jeszcze bardziej i chowa twarz w mojej bluzce. Czuję, jak jej ciało napina się i rozluźnia w kolejnych falach bólu. Przeklinam w myślach Vaelina. Przeklinam Ethana. Przeklinam siebie.
Bo jestem szczęśliwa. Tak obłędnie, piekielnie szczęśliwa, że aż mnie od tego mdli. Ethan mnie pocałował. Wybrał mnie. Na jego przedramieniu pojawiło się moje imię. A moja siostra właśnie się rozpada, bo ktoś, kto powinien ją chronić, woli teraz być z inną dziewczyną.
Przyciskam ją mocniej do siebie i zamykam oczy.
— Przepraszam — szepczę cicho, chociaż wiem, że ona mnie nie słyszy. — Tak bardzo cię przepraszam.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Vaelin
Kiedy dociera do mnie, o co tak bardzo się wściekają, przeszywa mnie lodowaty dreszcz. Nie! Nie! Nie! Tak bardzo chciałem rozwiązać problem, że niemal nieświadomie nieodwracalnie zraniłem Aveel. Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby Ethan mnie nie powstrzymał. Kurwa!
Za wszelką cenę muszę trzymać się z daleka od innych dziewczyn i wymyślić inny sposób na to, żeby mnie znienawidziła.
— Ubierz się — rzuca Ethan.
Kiedy łapię jego wzrok, widzę, że nie jest już wkurzony. Teraz… wygląda na zmartwionego. Kurwa!
Potrzebuję odwrócić swoje myśli od tego wszystkiego, chociaż na chwilę…
— Jak to się stało, że w końcu z nią jesteś? — pytam Cassiana. — To znaczy… ze swoją czarodziejką.
Wiem, że mężczyzna jest starszy ode mnie o dobre dziesięć lat, a jednak magia więzi czyni cuda i wciąż wygląda młodo, jakby jego wiek zatrzymał się zaraz po studiach. Dlatego łatwo mi nie zwracać się do niego oficjalnie, skoro robi to Ethan.
Cassian odsuwa sobie krzesło od jednego z biurek. Ethan siada na łóżku, wpatrując się w niego zaintrygowany, jakby on również bardzo chciał usłyszeć tę historię. Mężczyzna krzywi się nieznacznie.
— To była długa droga, a ja byłem piekielnie uparty — wzdycha. — Musiałem spalić dla niej połowę Imperium i uratować jej ukochanego, żeby mnie również zechciała.
Czytałem tę historię. To jedna z lepszych opowieści naszych czasów. Dopiero teraz w pełni dociera do mnie, kto siedzi w naszym pokoju. Miałem przed sobą prawdziwego, realnie istniejącego bohatera.
Ethan wtrąca się wyraźnie rozbawiony.
— Ej! Moja siostra biegała za tobą przez połowę swojego życia! Sam sobie jesteś winien, że wtedy ją odrzucałeś. Nawet nie wiesz, jak mnie wkurzało, kiedy adorowała twojego brata, żeby ci się przypodobać.
Cassian śmieje się cicho. Potem wyciąga rękę i głaszcze Ethana po włosach, jak gdyby ten był małym chłopcem. Uświadamiam sobie, że prawdopodobnie znają się przez całe życie. Zaciskam szczękę, żeby nie być zazdrosnym o ich relację.
Cassian odzywa się nagle.
— Mam dla was propozycję. Może przeniesiecie się do penthouse’u w Chicago? We czwórkę.
Oczy Ethana świecą się z ekscytacji.
— Moglibyśmy? Nie będziemy przeszkadzać?
— Absolutnie nie. Teraz, kiedy pojawiły się dzieci, mieszkamy wyłącznie w willi. Lili ciągle się boi, że któreś przypadkiem wypadnie z tarasu… W przypadku mojego syna nie ma to znaczenia — krzywi się nieznacznie, a ja przypominam sobie, jak mały Aleks przeraził wszystkich, rozkładając ogniste skrzydła szybciej, niż nauczył się chodzić — ale nikt nie wie, do czego jest zdolna córka Ashera… no i teraz są jeszcze bliźniaki…
Patrzę to na jednego, to na drugiego, zastanawiając się, o co naprawdę chodzi w ostatniej wymianie zdań, ale penthouse… brzmi absurdalnie luksusowo. Chętnie zobaczę, jakie miejsce zaproponował nam właśnie Cassian Vale.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Ethan
Uśmiecham się szeroko. Bliźniaki Maela są jednym z powodów, dla którego wybrałem mieszkanie w internacie. Płaczą prawie bez przerwy, zawsze kiedy tylko nie ma rodziców w pobliżu, dlatego Lili i Mael są do nich praktycznie przyklejeni. I dlatego tak bardzo ucieszyła ich pomoc Arii.
— Vaelin, co ty na to? — pytam. — Gdybyśmy się przenieśli z akademika, to przynajmniej ograniczyłoby twoje kontakty z Paulą… i nie tylko. Jestem pewien, że nie chcesz skrzywdzić Aveel, nie tak na serio.
Vaelin krzywi się nieznacznie, ale w jego oczach widzę determinację.
— Wiesz, że nie. Po prostu chcę pozbyć się tej więzi. Jest… niewygodna.
Jestem pewien, że to ogromne niedopowiedzenie, ale postanawiam na razie nie drążyć. Problemy lepiej rozwiązywać powoli. Z wyczuciem.
— W takim razie postanowione. Jeżeli dziewczyny się zgodzą, to przenosimy się do penthouse’u!